Więcej...

Jak miksować nagrania?

Jest coś przewrotnego w fakcie, że nawet doskonale zmiksowane nagranie można beznadziejnie zepsuć na etapie dodawania głównego wokalu. Cały czas i pieniądze włożone w produkcję nagrania mogą się okazać wyrzucone w błoto, jeżeli nie uda Wam się uzyskać dobrego wokalu. Ową prawdę trzeba sobie wbić do głowy i powtarzać jak mantrę przed każdym miksem.  Główny wokal to wielkie wyzwanie.

Główne cele
Najważniejszy to taki, żeby to, co śpiewa wokalista, było słyszalne. I nie chodzi tu tylko o słyszalność słów, ale też słyszalność emocji.
Kolejny cel to dopasowanie wokalu do wszystkiego, nad czym pracowaliście przez ostatnie parę godzin. Podczas wcześniejszych faz produkcji zapewne konfrontowaliście Wasz miks z brzmieniem wokalu. Jeśli nie, to przy otworzeniu tłumika wokalu może Was spotkać bardzo przykra niespodzianka. Wokal może brzmieć zupełnie inaczej niż cała reszta nagrania, a Wy nagle uświadomicie sobie, jak wiele pracy czeka Was nad tym, by "skleić" głos z całą resztą...
Na początku spróbujcie posłuchać, jak wokal zabrzmi bez kompresji i korekcji, a tylko z pewną ilością specjalnie przygotowanego pogłosu. Jeśli zadziała, to postarajcie się już nic nie robić z wokalem, a na pewno będzie dobrze. Jeśli nie " a tak chyba będzie w większości wypadków... " trzeba coś z tym fantem zrobić.

Ale co...?
Zastanówcie się nad użyciem na wokalu innego pogłosu " takiego, jakiego nie używaliście jeszcze na żadnej innej ścieżce. Zazwyczaj pogłos do wokalu odróżnia się od pogłosu uniwersalnego znacznie mniejszym tłumieniem. Spróbujcie zdjąć trochę niskich częstotliwości z powrotu pogłosu lub jego wysyłki. Zarówno wokal, jak i jego pogłos powinny być wyraźnie słyszalne ponad całą resztą miksu, nie będąc jednak przy tym nadmiernie głośne. Sowity pre-delay w pogłosie wokalu brzmi bardzo efektownie, ale efekt końcowy może być archaiczny brzmieniowo lub wręcz męczący dla uszu.
Może będziecie musieli odchudzić nieco wokal i dodać odrobinę najwyższej góry, co pozwoli nadać mu trochę połysku. Być może trzeba będzie użyć de-esera dla przeciwdziałania efektom tej korekcji. Aby dodać więcej góry bez wzmacniania sybilantów można rozważyć użycie takich narzędzi jak np. Aural Exciter lub innego tego typu excitera. Kiedyś, bardzo dawno temu, na ścieżkach wokalowych nagminnie włączano koder Dolby (dodający wysokich częstotliwości), który pozwalał rozjaśnić główny wokal oraz chórki.
Jeżeli wokal wymaga kompresji, wówczas czeka Was chyba najtrudniejsza praca w całym procesie miksowania. Główny wokal obnaża kiepską kompresję, zatem uzyskanie właściwych efektów może zabrać sporo czasu. Waszym celem powinno być uzyskanie znaczącej obecności wokalu przez cały czas trwania piosenki. Jednocześnie trzeba sprawić, by nie był on przekompresowany, ponieważ brzmi on wówczas wręcz klaustrofobicznie. Oczywiście są sytuacje, że takie brzmienie wokalu świetnie się sprawdza, ale generalnie wokal nagrany z wykorzystaniem dużej kompresji trzeba "rozkompresować" po to, by zyskał on trochę życia i dynamiki. Do tego celu stosuje się procesor zwany ekspanderem. Trzeba jednak zaznaczyć, że o ile poprawne ustawienie kompresora dla wokalu jest bardzo trudne, to właściwe ustawienie ekspandera jest jeszcze trudniejsze. Uwierzcie nam, po tym doświadczeniu już nigdy nie nagracie wokalu z zapiętym kompresorem...

Chórki
Po ich wyrównaniu i konsolidacji rozważcie użycie kompresji wobec stereofonicznego miksu chórków jako całości. Kompresja grupy głosów pozwala uzyskać diametralnie inny efekt niż kompresja pojedynczych wokali i często konieczna jest podwójna obróbka dynamiki, by otrzymać ten "dźwięk jak ściana", który sprawia, że dobre popowe chórki brzmią tak spektakularnie.
Zaczynamy od zmiksowania chórków do ścieżki stereo i - jeśli wcześniej tego nie zrobiliście - spróbujcie dodać korekcji, odwróconego chorusa stereo, excitera, kompresji itd. Tutaj zapominamy o wszelkich przykazaniach realizatora (dwunaste - nie efektuj) i aplikujemy efekty tak, by uzyskać oczekiwany efekt. Podczas pracy nad zmiksowaną do stereo grupą chórków może się zdarzyć, że po to, by wydobyć lub stłumić głosy harmonii, które nie zostały poprawnie zmiksowane, będziecie często musieli zastosować korekcję pasmową o bardzo wąskim paśmie w obrębie zakresu nut składających się na daną harmonię.

Poziomy odsłuchu
Jest prawdopodobne, że w niektórych miejscach piosenki miks instrumentów nie ma wymarzonej równowagi. Warto zatem zrobić sobie małą przerwę (ktoś sobie życzy herbaty, a może ciasteczka?) i posłuchać miksu. Polecamy zrobić to na mniejszych głośnikach i z mniejszą głośnością. Najlepiej w takiej sytuacji usiąść w innej części pomieszczenia i słuchać produkcji bardzo, ale to bardzo cichutko. Dobrym pomysłem jest wyjście poza pomieszczenie, w którym miksujemy, uchylenie drzwi i niezobowiązujące odsłuchiwanie nagrań w trakcie codziennych czynności (wyjąwszy odkurzanie i cięcie drewna do kominka przy pomocy piły spalinowej). Taki sposób odsłuchu pozwoli na uzyskanie jeszcze jednej perspektywy. W końcu nie wszyscy z nas są przyzwyczajeni do brzmienia własnych nagrań dobiegających z czyjegoś pokoju. I o to w tym właśnie chodzi.
Jeśli znajdziesz chwilę koniecznie zrób notatki z tego co słyszysz. Ciche słuchanie potrafi otworzyć oczy (a może uszy...?) na pewne aspekty brzmienia, których nie zauważamy w trakcie uważnego słuchania na monitorach bliskiego pola. Z jakiegoś powodu - mimo że przy niskiej głośności nie możecie dobrze usłyszeć szczegółów pojedynczych dźwięków - na pewno z zadziwiającą jakością usłyszycie wszelkie zachwiania proporcji w miksie. To wcale nie znaczy, że nie powinniście słuchać Waszych produkcji na dużych głośnikach. Główne monitory studyjne są zazwyczaj bardzo drogie, ale za te pieniądze otrzymujemy jakość i selektywność szczegółów dźwięku. Zakładając, że mamy dobrej jakości pomieszczenie odsłuchowe, jesteśmy na nich w stanie sprawdzić to, czy dobrze uwydatniliśmy szczegóły i czy prawidłowo uporządkowaliśmy kolidujące źródła dźwięku - zwłaszcza w zakresie niskiego środka i basu. Jeżeli nie macie dostępu do głównych monitorów, to najlepszą metodą na to, by właściwie usłyszeć (i poczuć) dół miksu jest stosunkowo głośny odsłuch miksu na dostępnych monitorach, a potem szybka jego zmiana do poziomu umiarkowanego. Głośne słuchanie przez wiele godzin nie jest najlepszym pomysłem na wydajne miksowanie.
Jeśli natomiast macie dostęp do głównych monitorów, to nie zawracajcie sobie głowy cichym odsłuchiwaniem miksu właśnie na nich. Przy małych głośnościach sprawują się one zazwyczaj bardzo kiepsko, a ożywają dopiero wówczas, gdy zaczniecie ich słuchać ze średnią lub dużą głośnością. Jeżeli chcecie słuchać cicho, wówczas używajcie monitorów bliskiego pola.

Bez przesady panowie...
Taki przesadnie wypolerowany miks okazuje się potem zupełnie bez życia. Znakiem szczególnym takiej sytuacji jest ogromny rozmiar pliku z sesją wynikający z tego, że prawie każdy tłumik porusza się (nawet lekko) przez cały czas trwania piosenki. Poprawki ruchów tłumika nadpisane są na wcześniejszych poprawkach, te na jeszcze wcześniejszych itd.
Tak więc zbytnie poleganie na automatyce może prowadzić do powstania wyjątkowo bezbarwnych miksów, pozbawionych dynamiki i życia. Nie szalejcie więc – róbcie tylko to, co jest konieczne, żeby utrzymać względnie stałe proporcje miksu i nie róbcie nic ponad to, bo po prostu stracicie czas, stopniowo zarzynając piosenkę w miarę upływu dnia. O ile zespół nie jest totalnie beznadziejny, dynamikę i ekspresję spróbujcie pozostawić muzykom. Za to właśnie mają płacone.

Końcowe szlify
W tym miejscu najlepiej zupełnie odpocząć od słuchania czegokolwiek. Jesteście pewnie dość wyczerpani. Jeżeli chce Wam się spać, zróbcie sobie mocną kawę. Jeśli idziecie teraz do łóżka, to weźcie pod uwagę, że rankiem wszystko w Waszych uszach zabrzmi inaczej i skończy się na tym, że spędzicie cały jutrzejszy dzień na przerabianiu wszystkiego, a cały dzisiejszy wysiłek pójdzie na marne. Najlepiej walczyć dalej i skończyć to dzisiaj.
Kiedy będziecie już gotowi, przez parę minut posłuchajcie cicho kilku innych nagrań. To odświeży Wasze uszy i przypomni wam, jak brzmią rzeczy nagrane w wielkim świecie, poza Waszym studiem. Porównajcie różne piosenki różnych ludzi. Posłuchajcie poziomów poszczególnych instrumentów – zwłaszcza poziomu wokalu. Później wysłuchajcie Waszego miksu raz z normalną domową głośnością, a drugi raz głośno (na głównych monitorach odsłuchowych, jeżeli je macie) i porównajcie to ze sobą. Mało prawdopodobne, żeby w tym miejscu jakaś duża rzecz wymagała zmiany, możecie natomiast zauważyć, że niektóre instrumenty całościowo są nieco zbyt głośne lub zbyt ciche. Powinno to być bardzo "ogólne" odczucie, ponieważ poziomy zostały już wygładzone i w trakcie piosenki nie powinno być niczego, co by wymagało znaczących zmian. Są dwa sposoby na to, by zmienić całościowe poziomy instrumentów wymagających ustawienia. Możecie wprowadzić do automatyki całościową zmianę w poziomach poszczególnych instrumentów, albo – co polecamy – po prostu delikatnie pokręcić potencjometrami czułości GAIN (lub ich programowymi odpowiednikami). Często jest to dużo szybsze niż bawienie się z automatyką, zwłaszcza teraz, gdy jesteście zmęczeni i możecie zrobić coś głupiego (jak wykasowanie pliku zawierającego miks – to się zdarza, naprawdę!).
Gdy ustawiliście już wszystko tak jak chcieliście, przyszedł czas, żeby sprawdzić jakie korzyści może przynieść kompresja włączona na całym miksie. Zanim jednak zaczniecie podłączać tani kompresorek pożyczony od kolegi lub włączać na sumie jedną z posiadanych wtyczek zastanówcie się, czy w ogóle potrzebna jest jakaś kompresja. Z drugiej strony nie zakładajcie, że skoro skompresowaliście każdy instrument oddzielnie, to kompresja całości nie jest potrzebna – te dwie rzeczy są zupełnie różne i kompresor założony na miksie będzie reagował na mieszankę instrumentów w sposób, w jaki kompresory na pojedynczych instrumentach nigdy nie zareagują. Może warto zrobić kompresję miksu w tym samym dniu co miks – bo w tym momencie znacie piosenkę dokładniej niż znaliście ją kiedykolwiek przedtem i lepiej niż będziecie znać następnego dnia. Lecz może się zdarzyć i tak, że będziecie zbyt zmęczeni i kompletnie zepsujecie efekt Waszej pracy.
Ale o tym etapie miksowania nagrań napiszemy więcej w przyszłym miesiącu. Teraz tylko nadmienimy, że wielu specjalistów twierdzi, iż proces ustawiania kompresji na gotowym nagraniu nie powinien trwać więcej niż pół godziny. Potem już i tak nic nie słychać...

Kompesja - za i przeciw
Użycie kompresora na drogocennym miksie to praca wymagająca krytycznego słuchania i dużego skupienia. Będziecie musieli się sporo nawłączać i nawyłączać kompresora, żeby zobaczyć czy faktycznie jest jakaś różnica. A jeżeli nie słychać dużej różnicy, to może warto rozważyć ominięcie tego etapu produkcji w tym właśnie momencie. Zawsze przecież możecie skompresować miks kilka dni później.
Zakładamy jednak, że ustawiliście odpowiadającą Wam kompresję i jesteście pewni, że skompresowany miks brzmi lepiej. Teraz zaczyna się trudny etap, bo nagle odkrywacie, że kompresor pozmieniał proporcje w miksie. Nieznacznie, ale jednak. Niekiedy subiektywnym efektem kompresji jest zauważalna utrata zbyt mocnego basu (stąd sugestia inżynierów masteringu, by w oddawanym im do obróbki materiale ustawić nieznacznie mocniejszy bas). Czasem też niektóre elementy miksu brzmią po kompresji całości odrobinę zbyt głośno. Na tym etapie można jeszcze poprawić jakieś drobiazgi, ale jeżeli uważacie, że potrzebne są radykalne zmiany, to wniosek jest prosty - kompresor został źle ustawiony. W takiej sytuacji zapisujemy stan sesji sprzed kompresji, renderujemy ją do postaci miksu stereo i odstawiamy wszystko na dzień lub dwa.

Zapisz i schowaj
Zapis właśnie co zakończonej sesji w postaci miksu stereo na taśmie DAT lub płycie CD jest niesłychanie istotny, zwłaszcza gdy pracujemy z wykorzystaniem zewnętrznych urządzeń sprzętowych. Przez noc może się wiele zmienić. Stare zewnętrzne procesory efektów i inny sprzęt ostygną i następnego dnia w nieuchwytny sposób mogą zabrzmieć inaczej. Na skutek działania niewidocznych istot z kosmosu sesja może się nie otworzyć. Dysk twardy w komputerze może ulec uszkodzeniu, a przepięcie w sieci może trwale uszkodzić naszą kartę dźwiękową. Przy okazji pamiętajcie, by przechowywać wszystkie pliki związane z sesją poza systemem, na zewnętrznych nośnikach, w bezpiecznym miejscu i obowiązkowo dobrze opisane.

Rekapitulacja
W tym miejscu czas na małe podsumowanie procesu miksowania dla tych, którzy nie czytali wcześniejszych odcinków naszego cyklu. Zaczynamy od dokładnego poznania śladów nagranych podczas sesji. Kolejnym krokiem jest ustawienie zgrubnego miksu. Mając go, należy zbudować dobry podkład ze ścieżek perkusji, basu i padu. Następnym etapem jest dokładanie wszystkich instrumentów solowych, a na końcu głównego wokalu i chórków. Teraz czas na takie dopracowanie miksu, by brzmiał on dobrze przez całą długość piosenki. Na końcu dokonujemy ostatecznego, generalnego sprawdzenia poziomów (i niekiedy kompresji miksu) oraz zgrywamy całość do postaci stereo i zachowujemy w bezpiecznym miejscu.
W praktyce jednak niewiele miksów da się tak łatwo i szybko zrobić. Niejednokrotnie jest to powtarzający się proces. W trakcie jak miks nabiera kształtu, będziecie zmieniać i rewidować wszystko, co do tej pory wykonaliście. Należy jednak pamiętać, by robić to metodą kolejnych przybliżeń - im więcej razy to robicie, tym mniej radykalne powinny być zmiany. Wraz z upływem dnia powinniście stopniowo "domykać" miks. Pod koniec pracy nad miksem powinniście być przekonani, że jest to "bliska doskonałości" reprezentacja tego, co spodziewaliście się osiągnąć. Nie powinniście mieć wrażenia, że coś jeszcze "można poprawić". Właśnie dlatego sesje miksowania przeciągają się zwykle długo w noc. Staracie się nie myśleć o tym, kiedy skończycie, a zamiast tego po prostu pracujecie, pracujecie i pracujecie nad miksem aż poczujecie, że jest absolutnie doskonały. Wtedy dopiero jest czas na przerwę.

Poranny przegląd
Jeśli to możliwe, to usiądźcie do sesji w towarzystwie jeszcze jednej osoby, najlepiej takiej, której nie było z wami poprzedniego wieczoru. Celem porannego przeglądu jest potwierdzenie, czy wieczorny miks jest odpowiednio dobry. Na tym etapie nie ma już mowy o dokonywaniu żadnych zmian, chyba że coś jest bardzo nie w porządku. Nawet gdy osoba, z którą odsłuchujecie miks, sugeruje jakieś zmiany, nie ulegajcie ślepo i bez pytania, bo może się ona mylić w swoich opiniach. Robicie tylko niezbędne minimum, by błąd naprawić - i to przy założeniu, że w ogóle zdecydujecie się go naprawiać. Jeżeli nie jest to błąd krytyczny, nie ruszajcie go. Bo ostatnia rzecz, jaką chcielibyście teraz rozpocząć, to demontaż wszystkiego. A przede wszystkim musicie uniknąć czegoś, co nazywa się niekiedy "reakcją łańcuchową". Co to jest reakcja łańcuchowa?
"Reakcja łańcuchowa" jest wtedy, kiedy zaczynacie robić zmiany mające wpływ na inne rzeczy, co pociąga za sobą konieczność ich zmiany mającej wpływ na dalsze rzeczy itd. Z reguły rozmowa przebiega mniej więcej tak: "O, powinniśmy troszeczkę pogłośnić przeszkadzajki. A, werbel brzmi teraz zbyt łagodnie. Czy możesz go rozjaśnić? Tak.
Już jest jaśniejszy. O, wokal jest teraz zbyt cichy... Gitary chyba straciły charakter. Tak. Powinniśmy zastanowić się nad użyciem do nich innego efektu...". Zanim się spostrzeżecie, każdy ciągnie miks w swoją stronę i wszystko przerabia. A wszystko dlatego, że uważaliście przeszkadzajki za zbyt ciche. Czy było warto? Jest duże prawdopodobieństwo, że jeśli na to pozwolicie, pozostaniecie jeszcze w studiu aż do wczesnych godzin następnego ranka bez gwarancji uzyskania lepszego rezultatu.
Sposobem na uniknięcie tego jest przede wszystkim zastanowienie się, czy zmiana taka jest naprawdę nieodzowna. Czy jesteście w stanie zaakceptować stan obecny?
Można być perfekcjonistą, ale zabawa z miksem po zakończeniu go może wywołać mnóstwo subtelnych efektów ubocznych. Może (w tym przykładzie) przeszkadzajki były celowo za ciche, ponieważ wieczorem stwierdziliście, że gryzą się z czymś innym? Następnego ranka jest bardzo łatwo zapomnieć powody, dla których pewne rzeczy zostały zrobione. Zostawcie to w spokoju, jeśli możecie. Nie zaczynajcie niweczyć całej ciężkiej pracy, jaką wczoraj wykonaliście. Nauczcie się ufać temu, co zrobiliście poprzedniego wieczora, a jedynymi rzeczami, które powinniście poprawiać - jeżeli w ogóle - są tylko "poważne błędy". O to właśnie chodzi w pozostawieniu miksu na noc - żeby go sprawdzić na wypadek, gdybyście wczoraj wieczorem ze zmęczenia stracili głowę i słuch. Jeżeli miks brzmi dobrze, zostawcie go. Nie zaczynajcie od nowa ruszać tłumikami.
Żadnych gości!
Z tego powodu starajcie się unikać "zapraszania" ważnych osób na poranne przesłuchanie miksu. Poranna sesja jest tylko dla Was (no i może dla zaufanego przyjaciela lub kolegi). Zwalenie się do studia połowy kapeli ze wszystkimi przedstawicielami firmy płytowej jest ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujecie. Zanim się spostrzeżecie, będziecie mieć na głowie każdego głupca bawiącego się tłumikami i próbującego pozostawić w miksie swój ślad. W tej chwili miks jest skończony i powinien być uważany za święty, chyba, że zdarzy się coś strasznego. A potem zostanie Wam już tylko mastering.

Luźne myśli...
Przez wszystkie odcinki naszego minicyklu przewijała się myśl, by pracować nad miksem najszybciej jak to możliwe, gdyż tylko dzięki temu można uniknąć zmęczenia utworem i utonięcia w szczegółach, które na dobrą sprawę znaczą bardzo niewiele. Cała praca związana z utworem jako takim powinna być zrobiona głównie od strony muzycznej i wykonawczej. Proces miksowania to tylko przeniesienie na taśmę lub dysk twardy komputera tego, co muzycy chcą przekazać w swoim nagraniu. Miksowanie to nie jest najlepszy moment na działalność kreatywną. Oczywiście jest wiele wyjątków od tej reguły - istnieje na świecie mnóstwo genialnych płyt, które są genialne tylko dlatego, że na ich stworzenie poświęcono ogromnie dużo pracy w studiu. Nie zmienia to jednak faktu, że przytłaczająca większość nagrań sprowadza się do rzemieślniczej wręcz rejestracji tego co wymyślili muzycy.

Jeszcze jedno porównanie
No dobrze, po tych przemyśleniach wróćmy do naszego procesu produkcyjnego. Jesteśmy już po poran-nym odsłuchu i jeśli czujecie, że trzeba dokonać zmian w miksie, to zanim to zrobicie, obowiązkowo porównajcie miks zrobiony wczoraj z tym, jak on brzmi dziś rano. Te dwa miksy powinny być identyczne. Zanim zaczniecie coś zmieniać, puśćcie je równocześnie i przełączajcie pomiędzy nimi, sprawdzając czy są identyczne w każdym aspekcie. Robimy tak, ponieważ może się zdarzyć, że przez nieuwagę (np. wciśnięcie przycisku wyciszania lub przypadkowe wyłączenie jakiejś ścieżki) w miksie braknie ważnego instrumentu lub efektu. Mając pewność, że wszystko jest w porządku, wysyłamy nagranie do masteringu.

Lek na cały miks
Jeżeli (parę dni później) stwierdzicie, że naprawdę są konieczne jakieś bardzo drobne poprawki, po prostu wspomnijcie o nich realizatorowi masteringu, a on, w celu uzyskania pożądanego przez Was rezultatu, ste-reofoniczne nagranie z końcowym miksem podda korekcji, kompresji lub innemu procesowi, żeby wydobyć z niego (lub stłumić) wskazane rzeczy. Na tym końcowym etapie daje to zwykle lepsze rezultaty niż robienie zmian w samych ustawieniach miksu, a ponieważ procesowi poddawany jest miks jako całość, prowadzi to do zminimalizowania efektu "reakcji łańcuchowej" (patrz tekst w lipcowej EiS), która w przeciwnym razie mogłaby się zdarzyć jako wynik zmiany pierwotnego ustawienia tłumików. Jest to również korzystne w tym sensie, że realizator masteringu będzie słuchał miksu zupełnie świeżą parą uszu i jeżeli będzie uważał, że proporcje są wystarczająco dobre bez konieczności dalszego przetwarzania, może on nawet namawiać Was, żeby w ogóle nie ruszać nagrania.
Pod pewnymi względami realizatorzy masteringu są lekarzami świata miksu: "Doktorze, myślę, że mój miks nie czuje się najlepiej!". "Naprawdę? Niech no spojrzę... To nic poważnego, więc proszę się nie martwić. Zajmę się tylko tymi dwiema częstotliwościami i do zobaczenia jutro rano..." Mastering może być bardzo uspokajającym doznaniem choćby z tego względu warto go robić na zewnątrz.
I to już chyba wszystko, jeśli chodzi o miksowanie nagrań. Nasz cykl kilku krótkich artykułów niniejszym dobiegł szczęśliwego końca. Mamy nadzieję, że dał on Wam wgląd w sztukę miksowania, i że pomoże w uzyskiwaniu w przyszłości świetnych miksów!