Waldorf Protein - mały moduł, duże ambicje

Sprzęt studyjny | 17.02.2026 
Marka:  Waldorf

W świecie, w którym wavetable znów jest sexy – głównie za sprawą drogich, potężnych hybryd pokroju Waldorf Quantum – łatwo zapomnieć, że nie każdy chce (albo może) wydać kilkanaście tysięcy złotych na cyfrową ekstazę z rodowodem PPG. I tu wchodzi Protein: niewielki desktop, który ma być przystępnym biletem do świata tabel falowych spod znaku Waldorfa.

To instrument, który od pierwszego kontaktu komunikuje jedno: „jestem mały, ale wiem, skąd pochodzę”.

Protein to 8-bitowy, 8-głosowy syntezator wavetable. Każdy głos ma dwa oscylatory oparte na klasycznym ASIC-u z Waldorf Microwave 1. Do dyspozycji dostajemy 64 historyczne tabele PPG i Microwave – każda po 61 cykli – plus na końcu klasyczne trójkąt, piłę i kwadrat. Jeśli chcesz podeprzeć cyfrową fakturę czymś bardziej „subtraktywnym”, możesz.

Najciekawsze zaczyna się przy warstwach. Protein oferuje do czterech layerów. W praktyce oznacza to, że pojedynczy preset może być zaskakująco złożony, a zabawa round robin (o tym za chwilę) pozwala uzyskać organiczność, której często brakuje czysto cyfrowym konstrukcjom.

Waldorf postawił tu na w pełni cyfrowy filtr modelujący układ CEM Curtis. Low-pass, high-pass, rezonans, modulacja obwiednią – klasyczny zestaw, który brzmi dojrzale i muzycznie. To nie jest „suchy” filtr z wtyczki sprzed dekady. Nawet przy wysokiej rezonancji zachowuje kontrolę i barwową elegancję.



Ciekawostką jest sekcja drive – pięć wariantów przesteru (lampowy, diodowy, crunch itd.), które zastępują filtr. W połączeniu z odpowiednią tabelą i warstwami potrafią wyciągnąć z Proteina brudne, niemal industrialne tekstury. Do tego dochodzi generator szumu – od klasycznego white noise po kliknięcia i wariacje w stylu licznika Geigera. Burst noise świetnie sprawdza się przy budowaniu ataku w padach czy eksperymentalnych pluckach. Wavetable bez modulacji jest jak espresso bez kofeiny. Na szczęście Protein nie oszczędza w tym zakresie: trzy ADSR-y i dwa LFO na warstwę (z synchronizacją tempa i sample & hold), plus matryca modulacji z ośmioma slotami. Największą zaletą jest fizyczny dostęp do 21 potencjometrów. W świecie softu łatwo zgubić się w oknach. Tutaj możesz ręcznie „przeskanować” tabelę, znaleźć idealny punkt napięcia, a dopiero potem przypisać modulację. To inny sposób myślenia – bardziej performatywny, mniej spreadsheetowy.

Protein obsługuje polifoniczny aftertouch i MPE, więc w połączeniu z odpowiednią klawiaturą staje się zaskakująco ekspresyjny. Jednym z problemów wavetable bywa sterylność. Waldorf przeciwdziała temu gałką Flavour. To subtelna niestabilność – delikatne rozstrojenie, mikro-wariacje w filtrze. Niby detal, ale robi ogromną różnicę. Jeszcze ciekawiej jest przy pracy wielowarstwowej. Round robin może przełączać warstwy sekwencyjnie lub losowo przy każdym kolejnym wyzwoleniu nuty. W połączeniu z arpeggiatorem (16 wzorów rytmicznych) daje to żywy, pulsujący efekt, który trudno uzyskać z jednowarstwowego softu.

Protein jest mały, lekki (poniżej kilograma) i zasilany przez USB-C. MIDI leci tym samym kablem, ale audio trzeba wyprowadzić klasycznie przez TRS. To uporządkowane rozwiązanie dla mobilnego setupu, choć przy klasycznym MIDI trzeba korzystać z dołączonych adapterów.
Największy kompromis? Ekran. Jest ostry, ale bardzo mały. Na początku trzeba się z nim zaprzyjaźnić. Interfejs wymaga intuicji i chwili nauki – zwłaszcza przy głębszej modulacji – ale po kilku sesjach workflow wyraźnie przyspiesza.



Protein brzmi jak Waldorf. Czysto i agresywnie, jeśli trzeba. Miękko i nostalgicznie, gdy sięgniesz po bardziej „analogowe” rejony tabel. Możesz też wejść w pełne, falujące spektra rodem z lat 90., ale z nowoczesną kontrolą i dynamiką. Co ważne, można spędzić godzinę na jednej warstwie i ani przez moment się nie nudzić. Wavetable ma to do siebie, że pojedynczy oscylator potrafi dostarczyć więcej dramaturgii niż trzy klasyczne VCO.

Protein to jeden z najbardziej sensownych punktów wejścia w hardware’owy wavetable, jakie pojawiły się w ostatnich latach. Tańszy niż większe konstrukcje Waldorfa, ale nie brzmiący jak kompromis. Wymaga chwili cierpliwości, ma mały ekran i nie prowadzi użytkownika za rękę. W zamian oferuje charakter, historię w tabelach falowych i fizyczną relację z dźwiękiem. Jeśli w twojej produkcyjnej diecie brakuje trochę „białka”, to jest suplement, który może zostać z tobą na długo.

Plusy:

  • Świetna relacja jakości do ceny
  • Kompaktowa, dobrze wykonana obudowa
  • Bogate dziedzictwo brzmieniowe
  • 4-warstwowe brzmienie
  • Doskonała kontrola fizyczna
  • Wszechstronny filtr cyfrowy
  • Kolorowy drive i generator szumu
  • Zaawansowana modulacja
  • Round robin i arpeggiator
  • Obsługa MPE i poly aftertouch
  • USB-C do zasilania i MIDI

Minusy:

  • Ekran jest bardzo mały
  • Interfejs nie prowadzi za rękę
  • Brzmienie wymaga trochę pracy
  • Brak audio przez USB
  • Filtr cyfrowy zamiast analogowego

 

Cena
1390,00 zł
Producent
Waldorf
Close icon
Poczekaj, czy zapisałeś się na nasz newsletter?
Zapisując się na nasz newsletter możesz otrzymać GRATIS wybrane e-wydanie jednego z naszych magazynó