Więcej...

Elevate Bundle, czyli mocniej, bardziej i ostrzej

03.09.2019  | Marcin Staniszewski
Elevate Bundle, czyli mocniej, bardziej i ostrzej

Co za ironia losu - w momencie, gdy ludzkość powoli wychodzi  z niechlubnej epoki "wojny głośności", na rynek trafia zestaw narzędzi, zdolnych tę głośność podkręcić bardziej niż kiedykolwiek… Ale po kolei.

Elevate nie jest nowością, gdyż pojawił się na rynku rok temu. Nowością są jednak moduły, które do tej pory dostępne były tylko z poziomu wtyczki-matki. Teraz można zakupić je osobno, choć zachęcam do zainwestowania w cały pakiet, bo po pierwsze nie znam żadnego innego narzędzia o podobnych możliwościach, a po drugie firma Newfangled (dystrybuowana również przez firmę Eventide) oferuje ostatnio ten zestaw w bardzo atrakcyjnych cenach.

Zanim przyjrzymy się indywidualnym wtyczkom, słów kilka o tym, czy różnią się narzędzia firmy Newfangled od konkurencji. Główną cechą wszystkich wtyczek jest ich wielopasmowy kręgosłup. Nie mówimy tu jednak o trzech, czy czterech pasmach, jak to zwykle bywa, lecz o maksymalnie 26 pasmach, które rozmieszczone są w miejscach szczególnie istotnych dla słuchu ludzkiego. Nie będę się tu zagłębiał w szczegóły ludzkiej anatomii - dość powiedzieć,  że dzięki temu rozwiązaniu, mamy możliwość bardzo dokładnego, laserowego wręcz przetwarzania danego fragmentu pasma, co w konsekwencji daje wyjątkowo transparentne (bądź nie, jeśli taka Wasza wola), efekty. Szczególnie, że użytkownik ma też możliwość posiłkowania się inteligentnymi algorytmami adaptywnymi, minimalizującymi powstawanie niepożądanych artefaktów na skrajach przetwarzanych pasm. Brzmi to dość zawile, ale pod względem przejrzystości i łatwości użytkowania firma Newfangled zbliżyła się do ideału, którym dla mnie są wtyczki firmy Fabfilter. Nawet pełna wersja wyposażona we wszystkie moduły, czyli w korektor (Equivocate), przester/clipper (Saturator) i transient designer (Punctuate), jest dziecinnie prosta w obsłudze. Użytkownik może dokonywać wszelkich zmian z poziomu panelu głównego, gdzie do dyspozycji są tylko najważniejsze parametry ze wszystkich modułów. Jeśli jednak konieczna jest głębsza ingerencja w dźwięk, wystarczy kliknąć w konkretną sekcję i pojawiają się parametry zaawansowane oraz widok wielopasmowy pozwalający dostroić indywidualnie wybrane częstotliwości.

Na uwagę zasługuje również genialnie działająca sekcja porównywania materiału przed i po obróbce. Przede wszystkim automatyczna kompensacja głośności, działa bez zarzutu. W większości innych wtyczek funkcja ta działa pi razy oko i zawsze trzeba dostrajać na ucho, tak by móc wiarygodnie porównać rezultaty działania wtyczki. Tutaj głośność dostrajana jest perfekcyjnie, co drastycznie przyspiesza pracę - rzecz fundamentalna w przypadku masteringu, gdzie każda kolejna minuta spędzona z materiałem oddala nas od obiektywnej jego oceny. Użytkownik nie tylko może automatycznie dopasować głośności obu sygnałów (służą do tego ikony "Auto" oraz "Level match"), ale może także zblokować strukturę gainu, tak by głośność nie zmieniała się po przełączeniu presetów.

 Jeśli chodzi o indywidualne moduły to każdy z nich wart jest uwagi i oferuje unikalne możliwości. W przypadku EQuivocate mamy do czynienia z bardzo muzykalnym korektorem, który swojego czasu był nawet darmowy. Oprócz prostej obsługi i świetnego brzmienia, znajdziemy w nim również opcję "Match EQ" pozwalającą na automatyczne dopasowanie korekcji na modłę wybranego materiału źródłowego. Klonujemy więc niejako charakterystykę pasmową z wybranej referencji. To oczywiście nic nowego, bo takie rozwiązania dostępne są od lat, tyle że w wersji Newfangled, takie eksperymenty znacznie częściej kończą się pomyślnie. Nawet jeżeli po klonowaniu nasz miks brzmi inaczej niż byśmy się spodziewali, nie brzmi on nienaturalnie i dziwnie, co bardzo często zdarza się w przypadku starszych rozwiązań tego typu. Tak czy siak odradzam taką drogę na skróty, bo jednak w miksowaniu wszystko jest kwestią kontekstu i sztuczna inteligencja wciąż jest za głupia by zrozumieć wszystkie niuanse tego procesu.



Rewelacyjnie brzmi też Saturate. Co prawda nie jest on wielopasmowy w takim rozumieniu, że użytkownik nie ma kontroli nad wieloma pasmami (w tej działce niezmiennie polecam rewelacyjnego i wciąż niedocenianego MBSaturatora firmy Melda), ale jakościowo mówimy o najwyższej półce. A to dlatego, że mimo zaledwie dwóch parametrów "Drive" i "Shape" wtyczka w swoim działaniu jest jak najbardziej wielopasmowa. Wszystko dzieje się automatycznie i działa to naprawdę genialnie. Cały ambaras z przesterowywaniem polega na tym, że gdy zrobimy to na całym miksie, to dolne pasma zostaną szybciej zniekształcone ze względu na swoją "większą energię" w związku z tym balans tonalny zostanie zakłócony. W przypadku Saturate nic takiego nie ma miejsca. Nawet jeśli zaaplikujemy maksymalne 24db pokrętłem "Drive", mimo wybitnie agresywnego charakteru, zachowany zostanie balans pasmowy, czyli zero nieprzyjemnego "mułu" i przegięcia w którymkolwiek paśmie. Możemy zaaplikować delikatną saturację podnoszącą poziom średni głośności (masteringowcy często stosują ten zabieg zamiast, albo w połączeniu z limiterem, by uniknąć zniekształceń wprowadzanych przez ten ostatni). Saturate doskonale sprawdzi się więc w każdym niemal scenariuszu - od wokalu po cały miks i wszędzie tam, gdzie potrzebny jest jednocześnie charakter i naturalne brzmienie.

Moim ulubieńcem z tej gromadki jest jednak Punctuate, czyli sekcja kontroli transientów z Elevate. W związku z tym, że podobnie jak w przypadku Equivocate, mamy do czynienia z 26 pasmami, możliwości chirurgicznej ingerencji w sygnał może być wybawieniem dla każdego masteringowca.  Bez najmniejszego problemu można wyostrzyć lub stępić np. atak werbla bez szkody dla reszty miksu. Zresztą "Punctuate" sprawdza się świetnie nie tylko na szynie master. U mnie na stałe pracuje na sumie bębnów, ale też na pojedynczych śladach. W odróżnieniu od innych narzędzi tego typu wtyczka ta nie zatyka się nawet w drastycznych ustawieniach i nie wprowadza do sygnału charakterystycznego płaskiego "patyka" brzmiącego wręcz jak podłożona próbka. Tutaj wszystko brzmi naturalnie - jest jak było, tylko bardziej.

Jedyna rzecz, do której mógłbym się przyczepić to brak mierników działających w trybie LUFS. W dzisiejszych czasach to jednak już standard, szczególnie jeśli mówimy o narzędziach masteringowych. Poza tym 10/10.