Więcej...

Do szumu mnie ukołysz - Wavesfactory Cassette

25.11.2019  | Marcin Staniszewski
Do szumu mnie ukołysz - Wavesfactory Cassette

Ostatnio można zaobserwować wysyp wtyczek emulujących taśmowe brzmienie, ale nie to hi-endowe, spod znaku Studera, Ampexa czy Otari, ale raczej spod znaku walkmana uzbrojonego w chromowego tedeka. Młodsi czytelnicy mogą tego nie zrozumieć, ale dla starców w moim wieku (czyli w okolicach czterdziestki), brzmienie kasety, to soundtrack młodości, który mamy wtłoczony w DNA. Nic nie brzmi tak, jak zużyta taśma - zaszumiona, ciemnawa z drobnymi nierównościami i fluktuacjami wynikającymi z natury medium.

Na rynku jest już kilku zawodników radzących sobie całkiem dobrze w tej dyscyplinie, jak choćby RC-20 firmy XLN Audio albo niedawny Sketch Cassette debiutującej firmy Abberant DSP, z cieszącym oko interfejsem rodem z "Pamiętników Adriana Mole’a".  Ta ostatnia wtyczka, jak do tej pory najbardziej przypadła mi do gustu, bo pozwalała na wybór kilku rodzajów taśmy oraz regulację stopnia jej zużycia. Najnowsze dziecko firmy Wavesfactory działa i brzmi podobnie (choć nie tak samo), ale oferuje znacznie większą paletę zaszumionych kolorów i głęboką kontrolę nad każdym niemal aspektem taśmowego systemu. Każda kaseta magnetofonowa brzmi inaczej, zarówno pod względem balansu spektralnego, jak i rodzaju saturacji czy kompresji zależnej od tegoż. A to tylko część równania. Drugą jest system odtwarzania. Decki w zależności o jakości wprowadzały kolejne zakłócenia w postaci utraty górnego pasma, przesłuchów,  niestabilności w szybkości odtwarzania, czy rozchwiania bazy stereo. Słowem, mamy do czynienia ze złożonym systemem, który w swojej naturze jest niestabilny i nieprzewidywalny. W tym właśnie tkwi jego piękno, ale też trudność w przypadku emulowania. Programiści z Wavesfactory obrali sobie za punkt honoru, żeby sklonować te wszystkie niuanse jak najwierniej. Jak dla mnie udało im się to śpiewająco.

Wiem to, bo jak wspominałem, słuchałem taśm dzień w dzień przez dobrych kilka lat i natychmiast potrafię rozpoznać brzmienie, które "jest blisko", ale nie do końca. Cassette jest "tym" brzmieniem. Obrabiany sygnał nie brzmi jakby był sygnałem, na który po prostu nałożono szum oraz modulację filtra czy wysokości dźwięku,  jak to ma miejsce w przypadku większości konkurencyjnych rozwiązań, ale brzmi dokładnie tak, jak pamiętam - jak dźwięk wprasowany w zamszową kurtynę z szumu, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi. Brzmi po prostu autentycznie. Być może to kwestia sążnistego oversamplingu (wtyczka zawsze pracuje z wewnętrzna rozdzielczością 192 Khz)? Do wyboru mamy cztery modele kaset. Pierwsza to standard z lat 60. - taśma pokryta tlenkiem żelaza (Fe2O3). Druga to popularna "chromówka". która pojawiła się pod koniec lat 70., oferując znacznie lepsze brzmienie górnego pasma. Z kolei trzecia to żelazo-chromowy sound, który na rynek trafił na przełomie lat 70. i 80. Ostatni typ to taśma “metalowa” z początku lat 80., dzięki której słuchacze mogli się cieszyć konkretniejszym basem i znacznie głośniejszą górą pasma. Sama zmiana modelu taśmy wpływa radykalnie na brzmienie, ale to dopiero początek, bo na na dole bardzo eleganckiego i przejrzystego interfejsu (czego nie można napisać o wspomnianej wcześniej wtyczce autorstwa Abberant DSP), znajdują się trzy rodzaje odtwarzaczy o wiele mówiących nazwach: "Pro", "Home" i "Micro", z których każdy wprowadza dalsze wariacje w brzmieniu. Łatwo policzyć, że już na tym etapie mamy do dyspozycji 12 różnych kolorów. I na tym można spokojnie poprzestać, jeśli szukacie po prostu przekonującej emulacji kasety. Nie zapominajmy też o niepozornej gałeczce "Input". Pozwala ona na jeszcze większą saturację, a wręcz przesterowania obrabianego sygnału z automatyczną kompensacją głośności, co zawsze cieszy.  

 Studyjni majsterkowicze docenią obecność sześciu pokręteł, za pomocą których można zmieniać m.in. stopień zużycia taśmy ("Erasures"), rodzaj szumu ("Static" i "Dynamic"), szerokość bazy stereo ("Spread"), głębokość “rozchwiania” systemu ("Stability") albo ilość “brudów” ("Artifacts"). A jeśli komuś naprawdę się nudzi, to  może kliknąć w ikonkę zębatki w prawym górnym roku i wgryźć się w całą furę parametrów, będących rozwinięciem powyższych, podstawowych parametrów. Nie będę opisywał każdego z nich, bo życia mi nie starczy. Dość powiedzieć, że użytkownik może decydować m.in. o głębokości i częstotliwości "drop-outów", czyli bardzo krótkich fragmentach ciszy, albo o głębokości parametrów "Wow" i "Flutter" (wspomniane wyżej rozchwianie). Jest też głębokość degradacji i jej częstotliwości oraz głębokość przesłuchów. Część z parametrów może być nawet poddana działaniu algorytmu losowego, by cały system był jeszcze bardziej nieprzewidywalny i brudny.  Moim ulubieńcem w tej sekcji jest “Random Snap” pozwalający na symulację wadliwego silnika albo walkmana z rozładowaną baterią - taśma zatrzymuje się na chwilę i jest ponownie odtwarzana, co skutkuje chwilową "zadyszką" z charakterystycznym podjazdem. Na uwagę zasługuje też "Re-Cassette". Dzięki temu parametrowi można przetwarzać sygnał wielokrotnie (maksymalnie czterokrotnie), przez cały taśmowy system. To trochę jakbyśmy odpalili cztery instancje Cassette. Nie muszę chyba tłumaczyć, że oznacza to ekstremalnie poharatany dźwięk, co oczywiście może brzmieć atrakcyjnie, użyte w odpowiednim kontekście.

Biorąc pod uwagę prostotę obsługi, wierność emulacji oraz nieskończoną wręcz liczę taśmowych kolorów, trzeba uznać Cassette za króla brzmienia kasety magnetofonowej. Wtyczkę tę docenią zarówno producenci szukający odrobiny nostalgii (fani Boards Of Canada raczej nie powinni się zastanawiać), jak i sound designerzy głodni nowych podniet.

Więcej informacji znajdziecie TUTAJ.