Acustica Audio Sienna - słuchawki jak głośniki

07.04.2021  | Marcin Staniszewski
Acustica Audio Sienna - słuchawki jak głośniki

Miksowanie, to chyba najtrudniejszy etap produkcji. Wymaga nie tylko ogromnej wiedzy oraz wieloletniego doświadczenia, ale również odpowiednich warunków odsłuchowych. I nie mam na myśli butikowych monitorów z górnej półki, ale odpowiednią adaptację akustyczną, która jest absolutnie fundamentalna, by operacja zakończyła się sukcesem.

Tymczasem niewiele osób może pozwolić sobie na remont domowego studia, który w dodatku nie należy do najtańszych, choć i w tej materii sprawy mają się znacznie lepiej niż jeszcze kilka lat temu i niewielkie pomieszczenie można ogarnąć na profesjonalnym poziomie kosztem kilku tysięcy złotych. Tak czy siak, jest to grubsza kwestia i nie dla każdego. Klasyczna wiedza studyjna mówi też, że raczej miksujemy na głośnikach, gdyż lepiej oddają one to, w jaki sposób odbieramy muzykę. A co gdybym Wam powiedział, że istnieje system odwzorowujący ten fenomen w słuchawkach? I że w dodatku emuluje on kilka topowych pomieszczeń studyjnych oraz modeli referencyjnych monitorów? Bo właśnie tym jest Sienna firmy Acustica Audio.

Koncept nie jest nowy. Kilka miesięcy temu premierę miał system VSX firmy Slate Digital. Niestety jest on dość drogi, bo wymaga zakupu dedykowanych słuchawek. W przypadku Sienny wystarczą słuchawki, które macie już na stanie. Wystarczy wybrać tylko Wasz model z imponującej listy blisko 200 słuchawek, która cały czas jest poszerzana. W moim przypadku są to stare dobre Beyerdynamic DT 880 wersja 80 Ohm. Do dyspozycji mamy trzy wtyczki - każda odpowiedzialna za inne zadanie. "Reference" działa podobnie do wtyczki firmy Sonarworks, o tej samej nazwie, czyli wyrównuje odpowiedź pasmową danych słuchawek. W przypadku mojego modelu nastąpiła kompensacja odrobinę zbyt obfitego basu, przez co obiektywniej mogłem ocenić jego ilość w miksie. Inna sprawa, że przez lata pracy w tych słuchawkach nauczyłem się kompensować ten nadmiar, ale do tej kwestii jeszcze wrócimy…

O wiele bardziej ekscytującą wtyczką jest "Rooms". Tutaj też wybieramy swój model słuchawek, ale zamiast liniowego odsłuchu możemy wybrać sobie konkretne pomieszczenie studyjne, a nawet konkretny model monitorów. Mamy więc np. super liniowe Studio Spitfire (moje ulubione) a w nim do wyboru m.in. klasyczne Yamahy NS-10 (tutaj pod nazwą NAOS10) albo masteringowe kolumny Bower & Wilkins z serii 800 (SIRIO800). Każde studio ma kilka zestawów głośników i znajdują się wśród nich inne typowe i topowe monitory takich firm jak choćby: Adam czy Focal Audio.

Każdy kto ma choć odrobinę doświadczenia w studyjnych bojach, w tym momencie zapewne myśli, że to zbyt piękne, by było prawdziwe. Oczywiście to może być przydatne dla osób, które nie dysponują właściwym pomieszczeniem, ale co w przypadku profesjonalistów, którzy mają już odpowiednią adaptację akustyczną i co więcej nauczyli się brzmienia danego pomieszczenia, co pozwala im na szybką i efektywną pracę? Otóż prawda tkwi pośrodku.

Tak się ciekawie składa, że niedawno zainwestowałem w zawodową adaptację akustyczną. Dysponuję małym domowym studiem, ale obecnie brzmi ono na tyle dobrze, że z powodzeniem i bez lęku mogę tu dokonywać operacji mikserskich i masteringowych. Oczywiście nie jest to idealne pomieszczenie, gdyż takie nie istnieją. I z tego właśnie powodu Sienna może okazać się zbawienna, nawet dla doświadczonych zawodowców. Właśnie dlatego, że są przyspawani do jednego pomieszczenia. Być może są w stanie tworzyć dobre miksy, ale może stworzyliby jeszcze lepsze, gdyby mieli możliwość odsłuchu z innej perspektywy? Dokładnie tak było w moim przypadku.

Pierwszą reakcję na Siennę było niedowierzanie oraz powątpiewanie - nie po to wydałem kasę na adaptację, żeby teraz zmieniać sobie drastycznie odsłuch… Poza tym utwory słuchane poprzez Siennę wydały mi się bardzo wąskie w sensie bazy stereo. Było to jednak kwestią opcji "Crosfeed" która była aktywna w moim kontrolerze głośników firmy SPL - umożliwia ona zredukowanie "rozszczepienia kanałów", które powoduje, że na słuchawkach niełatwo się panoramuje. Po wyłączeniu tej opcji, było lepiej, acz ciągle stereo było trochę zawężone, ale to normalne uczucie, bo przecież tak słyszymy głośniki - nie jako odseparowane kanały, tylko spójną całość. No ale pierwsze wrażenie w słuchawkach było dziwne i mnie zniechęciło. Potem jednak zacząłem testować system na miksie, nad którym siedzę zdecydowanie za długo - mowa o moim ostatnim singlu "Smefetka" projektu Beneficjenci Splendoru. Numer był już gotowy do premiery, ale dla sportu zacząłem go słuchać przez Siennę. Mówimy o utworze, który powstawał z przerwami od czterech lat, a więc koszmar. Ku mojej uciesze,  brzmiał on przyzwoicie na każdej emulacji głośników i w większości wirtualnych pokoi, ale w kilku przypadkach bardzo wyraźnie słyszałem nieprzyjemną górę. Okazało się że bandyta czaił się w okolicach 4 Khz i wystarczyła drobna korekcja, by miks w końcu brzmiał jak trzeba. Co więcej gdy posłuchałem go na swoich głośnikach (Adam S3A) oraz na słuchawkach iPhone’a też brzmiało lepiej. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Sienna jest przydatna właśnie dlatego, że miksujemy w tym samym znanym miejscu. NIe chodzi o to, żeby miksować pod nowe pomieszczenie, ale o to, żeby sprawdzić czy w innym kontekście akustycznym nie pojawia się błąd, który mógł pozostawał ukryty pod płaszczykiem niedoskonałość naszego studia.

Rzecz jest o tyle przydatna, że oprócz pomieszczeń studyjnych i referencyjnych monitorów do dyspozycji mamy też kilka konsumenckich urządzeń, takich jak: słuchawki (np. te od iPhone’a właśnie), jamniki czy wnętrze samochodu. Można więc szybko zmienić perspektywę by przekonać się, czy gdzieś nam nie wychodzą szwy w miksie i jest to wiedza bezcenna.     

Te wszystkie cymesy nie są jednak dostępne z poziomu podstawowej wersji Sienny. Ta oferuje trzy pomieszczenie studyjne, siedem hi endowych modeli monitorów oraz dwa konsumencie zestawy głośnikowe. Ta wtyczka (Volume A) jest wymagana, by można odpalić dodatkowe paczki. "Volume B" i "Volume C" poszerzają możliwości systemu o kolejne pomieszczenia i zestawy. Już podstawowa wtyczka może zmienić pogląd na życie, ale dodatkowe zestawy są według mnie nieodzowne jeśli wziąć pod uwagę, że mamy tam takie cymesy, jak: wnętrze samochodu, emulację słynnych liliputów firmy Auratone czy masywnych monitorów firmy Barefoot.

Użytkowanie systemu jest banalne, ale mamy dostęp do opcji zaawansowanych. Po wybraniu swojego modelu słuchawek, oraz konkretnego pomieszczenie i głośników (menu po lewej u góry), możemy zdecydować o tym jak bardzo chcemy "ugłośniczyć" nasze słuchawki. Służy to tego parametr "Magic Q" - im bardziej w lewo, tym bardziej liniowa odpowiedź słuchawek, zaś im bardziej w prawo, tym bliżej do brzmienia "głośnikowego". Cieszy też obecność trzech slotów presetowych, pomiędzy którymi można się błyskawicznie przełączać, acz mogłoby być ich dwa razy więcej, ale to drobiazg. Dla majsterkowiczów jest jeszcze wersja "Guru" wtyczki, która pozwala zanurzyć się w jeszcze większą ilość parametrów i dostroić system idealnie pod swoje potrzeby, aczkolwiek w swojej podstawowej odsłonie Sienna sprawdzi się doskonale w zdecydowanej większości przypadków.  Acha - last but not least - wtyczkę umieszczamy jako ostatnią na szynie master, ale pamiętajmy, by przed ostatecznym zgraniem utworu ją dezaktywować, w przeciwnym wypadku, wasz miks może brzmieć dość brawurowo…

Czy Sienna może całkiem zastąpić miksowanie w głośnikach? Nie w moim przypadku. Praca z głośnikami to jednak wciąż bardziej komfortowy workflow. Jednak jako narzędzie do zmiany perspektywy i resetu zmęczonej dźwiękiem głowy, wtyczka ta wydaje się być darem niebios. Natomiast do osób nie posiadających właściwie zaadaptowanego pomieszczenia, które muszą polegać wyłącznie na słuchawkach, to może być prawdziwa rewolucja, więc zachęcam gorąco do przetestowania. U mnie ta wtyczka już na stałe króluje na szynie master.

Więcej informacji TUTAJ.

Close icon
Poczekaj, czy zapisałeś się na nasz newsletter?
Zapisując się na nasz newsletter możesz otrzymać GRATIS wybrane e-wydanie jednego z naszych magazynó