Więcej...
Najlepsze emulacje pogłosów typu Plate
Najlepsze emulacje pogłosów typu Plate

Ostatnie pół roku to istny wysyp wtyczek emulujących klasyczne pogłosy typu Plate. I bardzo dobrze, bo do niedawna w tej kategorii panowała kompletna susza. Na rynku istniał właściwie jeden liczący się gracz, który do dziś stanowi wzorzec brzmienia pogłosu rodem z lat 60., czyli EMT 140 na platformę UAD-2. Szczęśliwie konkurencja nie śpi i obecnie mamy do wyboru sporo rewelacyjnych wirtualnych pogłosów płytowych, które spokojnie mogą konkurować z wersją firmy Universal Audio, a kto wie czy nawet nie są ciekawsze.

Technologia
Marcin Staniszewski
2019-06-27

Zanim jednak omówię pretendentów do miana króla wagi ciężkiej wśród pogłosów płytowych (oryginalne urządzenia ważyły blisko 300 kg!), kilka słów historii. Plate to pierwszy sztucznie wytwarzany pogłos. Do końca lat 50. gdy inżynier dźwięku chciał uzyskać pogłos, musiał po prostu znaleźć pomieszczenie o optymalnym czasie i charakterze wybrzmiewania i w nim nagrać daną partię. Co prawda pod koniec lat 40. Bill Putnam Sr. zaczął eksperymenty z pogłosami typu Chamber, wykorzystując studyjną łazienkę, ale rozwiązanie to było dalekie od doskonałego (efekty tych eksperymentów można usłyszeć na absolutnie potwornym utworze Peg o’My Heart zespołu The Harmonicats, który w owym czasie był ogromnym hitem).

Produkcja pogłosów płytowych EMT 140 trwała nieprzerwanie przez blisko ćwierć wieku, od 1957 do początku lat osiemdziesiątych. W szczytowym okresie fabryka EMT w Lahr (Badenia-Wirtembergia), a później w Kippenheim miała ponad 200 pracowników. Choć firma EMT miała w swojej ofercie także różnego typu profesjonalne gramofony, to pogłosy płytowe, a później cyfrowe, były jej najbardziej popularnymi produktami. (fot. EMT Courier)

Warto przy okazji wspomnieć, że wszystkie współcześnie wykorzystywane pogłosy, a w zasadzie ich nazewnictwo, ma swoje korzenie w oryginalnej metodzie ich uzyskiwania. I tak, Room to pogłos, który rejestrowano w niewielkim pogłosowym pomieszczeniu dostosowanym do tego typu prac; Chamber pochodzi w prostej linii od komór pogłosowych, tworzonych przez umieszczony najczęściej pod podłogą betonowy lub stalowy labirynt; Spring to pogłos sprężynowy, a Plate to pogłos płytowy. Wszystkie te pogłosy uznawane są za pogłosy sztuczne, czyli stworzone w sposób celowy i wyłącznie pod kątem uzyskania tego typu efektu. Większe obiekty studyjne zawsze miały zawsze miały jakieś wyłożone odbijającymi elementami wnętrza, które wykorzystywano dla uzyskania efektu przestrzennego. Powstało wówczas wiele doskonałych miejsc, które charakteryzują się wyjątkowym brzmieniem, ale mają dwie wady – zajmują sporo miejsca i nie można ich użyć do innych celów, bo ucierpi na tym brzmienie.

Wszystko zmieniło się za sprawą niemieckiej firmy EMT (Elektromesstechnik), wytwórcy wysokiej klasy gramofonów, która w 1957 roku rozpoczęła produkcję pogłosu typu płytowego – opracowanego we współpracy z Rundfunktechnisches Institut modelu 140. Ogromna i ciężka konstrukcja wielkości 2x3 metry składała się z drewnianej obudowy, w której znajdowała się stalowa rama. Na niej, na sprężynach zawieszony był arkusz blachy wprawianej w wibracje za pomocą prostego przetwornika elektrycznego. Drgania płyty był później zbierane za pomocą jednej lub dwóch przystawek magnetoelektrycznych. Całości dopełniał mechanizm tłumienia, pozwalający na uzyskanie różnych czasów wybrzmiewania. Efekt? Gęsty, ciężki pogłos brzmiący bardzo ciepło i naturalnie z delikatną nutką charakterystycznej, metalicznej barwy.

W pierwszym numerze wydawanego przez EMT magazynu EMT Courier (ukazało się ponad 20 numerów), zamieszczono cały szereg materiałów na temat pogłosów, głównie w postaci cyfrowej. Na jednym ze zdjęć zamieszono dwa najpopularniejsze produkty tej niemieckiej firmy: pogłos płytowy EMT 140 i cyfrowy EMT 250. Ten ostatni, określany jako „mobilny”, został zaprojektowany dla EMT przez Petera Bermesa w 1974 roku, we współpracy z dyrektorem technicznym EMT Karlem Otto Bäderem oraz profesorem z amerykańskiej politechniki MIT Barry Blesserem (autorem opatentowanego algorytmu pogłosowego). Pogłos cyfrowy szybko zdobył popularność wśród studiów nagrań na Zachodnim Wybrzeżu USA i bywał różnie nazywany: R2D2, Spaceheater, a u nas Kaloryfer. Firma EMT za model 250 została wpisana w 2007 roku do TEC Hall of Fame.

Mówimy tu więc o czystej mechanice, bardzo „fizycznym”, wręcz namacalnym brzmieniu, które, podobnie jak w przypadku pogłosu sprężynowego, przez lata pozostawało bardzo trudne do okiełznania przez cyfrowe algorytmy. Kilkanaście lat później ta sama firma EMT zapoczątkowała nową rewolucję prezentując światu cyfrowe pogłosy EMT 250 i EMT 251, które również doczekały się statusu kultowych (te z kolei, z uwagi na kształt, gabaryty, wagę i emisję ciepła określano pieszczotliwą nazwą „kaloryfer”).

Liquidsonics Lustrous Plates

Na pierwszy ogień idzie nowa wtyczka firmy Liquidsonics, która we współpracy ze Slate Digital narobiła ostatnio sporo zamieszania prezentując prawdziwy kombajn. Lustrous Plates oferuje aż siedem różnych rodzajów pogłosu plate, modelowanych techniką hybrydową – na poły impulsową i algorytmiczną. Dzięki temu użytkownik może cieszyć się realizmem pogłosów splotowych i elastycznością parametrów pogłosów algorytmicznych. W tym przypadku oprócz podstawowych parametrów mamy kontrolę m.in. nad dyspersją (rozproszeniem), bazą stereo i modulacją. Efekt jest naprawdę imponujący. Już po kilku sekundach obcowania, wiedziałem że mam do czynienia z pogłosem, który spokojnie może konkurować z EMT 140 firmy UA – ta sama głębia, elegancja i słodki ciężar, który nadaje charakter każdemu sygnałowi, choć moje ulubione to wokal i werbel. W obydwóch przypadkach efekt był podobny – naturalne zespolenie z sygnałem źródłowym, pozbawione nieprzyjemnego, metalicznego posmaku, choć niepozbawione charakteru oryginału.

Technologia Temporal Acoustic Spectral Mapping (TASM) sprawdziła się doskonale. Ten reverb zawsze brzmi dobrze, nawet przy krótkich czasach wybrzmiewania, przy których większość innych pogłosów plate zaczyna brzmieć sztucznie i wręcz nieprzyjemnie. Zachwyca też prostota interfejsu oraz rewelacyjne presety, które idealnie wypełniają konkretną rolę i z reguły wymagają tylko niewielkich modyfikacji. Nie bez znaczenia jest też fakt, że Lustrous Plates ma umiarkowany apetyt na CPU. (cena: 199 USD)

Kush Audio Gold

Trzeba być naprawdę bezczelnym albo pewnym siebie, żeby jakikolwiek produkt ochrzcić mianem „złoto”. Ale w tym przypadku mówimy o wyjątkowo solidnych firmach, które połączyły siły, by stworzyć jeden z najlepiej brzmiący wirtualny pogłosów płytowych jaki słyszałem. Mowa o firmie ReLab, która zasłynęła kilka lat temu fenomenalną emulacją ikonicznego Lexicona 480 L oraz Kush Audio. Pomysł był taki: ReLab zapewnia eleganckie algorytmy pogłosu, zaś Kush stawia kropkę nad „i” kompresją i saturacją – czyli dwiema rzeczami, na których zna się najlepiej. Kompresja i saturacja w pogłosach? Owszem. Jeśli do tej pory nie próbowaliście saturować sygnału na szynie powrotu przed jego wejściem do pogłosu, to ominęło Was sporo frajdy. Ciekawie robi się też, gdy po reverbie zaaplikujemy kompresję – pogłos staje się wówczas pełniejszy i zdecydowanie wyraźniejszy, co sprawdza się szczególnie w skromniejszych aranżach, gdzie jest miejsce na tego typu harce. Połączenie tych dwóch technik daje naprawdę charakterny, szeroki pogłos, który chwilami może się ocierać wręcz o brzmienie padu.

Oczywiście nie trzeba od razu kupować wtyczki za 200 dolarów, żeby cieszyć się tymi technikami. Wystarczy porządny pogłos, elegancki saturator włączony tuż przed nim (w tej roli polecam niezawodnego VSM-3 firmy Vertigo) oraz neutralny kompresor o naturze levelera z delikatnymi nastawami (tutaj zacząłbym eksperymenty od takich wtyczek jak VLA-2A firmy Black Rooster albo VCL- 864U) tuż za nim. Odrobina cierpliwości i bramy niebios są na wyciągnięcie ręki. Sęk w tym, że w przypadku wtyczki Gold, zaimplementowany kompresor jest perfekcyjnie skrojony na potrzeby tej właśnie aplikacji, a jego obsługa ogranicza się do ustawienia „mniej” lub „więcej”, którego dokonujemy za pomocą gałki Squish. Podobnie zresztą rzecz ma się z saturacją aplikowaną gałką Drive. Uwagę zwraca bajecznie prosty interfejs. Oprócz wspomnianych wyżej, mamy czas wybrzmiewania (500-5.000 ms), parametr Mix, Pre-delay, regulację bazy stereo Width, filtr górno- oraz dolnoprzepustowy i suwak pozwalający na wybór materiału drgającego, od Steel do Gold. W praktyce oznacza to regulację pomiędzy jaśniejszym i ciemniejszym brzmieniem. Sonicznie Gold zalicza się do pogłosów płytowych z najwyższej półki. Brzmi fenomenalnie praktycznie na każdym źródle, ale najbardziej podoba mi się na bębnach, nadając im masy i wintydżowego soundu, szczególnie w połączeniu ze wspomnianym parametrem Squish, który wprawia pogłos w ruch. Sprawia bowiem, że w sygnalne pojawia się atrakcyjny oddech, który synchronizuje się razem z rytmem. Coś pięknego! Cieszą też drobiazgi w rodzaju możliwości zablokowania parametrów przy zmianie presetów. Jedynym minusem tej wtyczki jest jej spory apetyt na zasoby komputera, ale nie ma nic za darmo. W każdym razie Gold bez wątpienia zasługuje na swoją nazwę. Warto wspomnieć, że cały pakiet wtyczek Kush można mieć w ramach rocznej subskrypcji, której koszt to 100 USD. (cena: 199 USD)

 

Inne strony płyty

W naszym tekście skupiliśmy się na najnowszych procesorach typu Plate, które pokazały się na rynku w ostatnich dwóch latach. Jednak jeśli chodzi o wtyczki emulujące efekt pogłosu płytowego wybór jest znacznie szerszy. Oto kilka naszych propozycji.

Soundtoys Little Plate

Wtyczka sprzed dwóch lat, która mimo bardzo ograniczonego zestawu parametrów szybko stała się jedną z pierwszych po jakie producenci sięgają, gdy chcą uzyskać solidne brzmienie plate’a. Dość masywne i ciemna w brzmieniu, więc nie sprawdzi się na każdym źródle.

Valhalla DSP Valhalla Plate

Sean Costello stojący za firmą Valhalla DSP to geniusz pogłosu. Jego Vintage Verb niemal natychmiast stał się klasykiem. Jednak nawet najlepszym zdarzają się gorsze chwile. Valhalla Plate nie jest słabą wtyczkę, ale nie jest też wybitna i w porównaniu z wyżej wymienionymi wyraźnie odstaje. Paradoksalnie o wiele lepiej i bardziej naturalnie brzmią płyty z Vintage Verba.

UVI Plate

Doskonale brzmiąca wtyczka oparta na zaawansowanych technikach modelowania fizycznego z niewyobrażalną wręcz paletą parametrów, umożliwiających skonstruowanie własnego, customowego plate’a. Ciekawa alternatywa dla Golda i Lustrous Plates.

IK Multimedia Classik Plate

Jeden z elementów pakietu CSR (Classik Studio Reverb) oraz T-RackS 5 Max. Doskonała algorytmiczna emulacja płyty EMT z całą gamą regulatorów dostępnych w trybie uproszczonym oraz zaawansowanym. To nie tylko płyta, w której można ustawiać kolor soniczny, charakter materiału i czas wybrzmiewania, ale też wielkość opóźnienia i modulację za pośrednictwem LFO i obwiedni, mogąc użyć regulatorów makro. Zdecydowanie jeden z najlepszych i najbardziej wszechstronnych tego typu procesorów dostępnych na rynku.

Universal Audio Pure Plate

Nieco tańsza (bo bez logotypu EMT) wersja UAD EMT 140. Ma mniej regulatorów niż on, ale za to szereg parametrów zastąpiono funkcją emulacji fizycznego tłumienia płyty za pomocą kółka z górnej prawej części interfejsu.

Rare Signals Transatlantic Plate

Firma Rare Signals zadebiutowała na rynku wtyczek audio z przytupem. Jej pierwszy produkt Transatlantic Plate również narobił sporo zamieszania. Jego autorzy postawili na autentyczność, co oznacza, że w torze audio nie ma żadnych algorytmów uśredniających czas wybrzmiewania tak, by dostosować go do konkretnych, stałych wartości. Mamy więc 12 czasów wybrzmiewania (od niecałej sekundy do prawie sześć sekund), które ustawiamy na ucho, nie sugerując się liczbami. Nie można się zatem płynnie przełączać pomiędzy kolejnymi czasami, ale każdy z nich brzmi wyjątkowo naturalnie. Okazuje się też, że takie podejście do sprawy nie ogranicza użytkownika, a wręcz przyspiesza pracę. Do wyboru mamy dwa rodzaje płyty – europejską i amerykańską, który przełączamy suwaczkiem z prawej strony. Ten pierwszy (EU) modeluje EMT 140 stojący w Bearsville Studios, zaś ten drugi (US) to Audicon zbudowany na początku lat 70. w Nashville. Oba urządzenia doprowadzono do idealnego stanu, by później zsamplować ich odpowiedzi i zaserwować we wtyczce.

Wersja europejska brzmi ciemniej i odrobinę ciężej niż amerykańska, która jest bardziej słoneczna, co powoduje, że oba tryby doskonale się uzupełniają. Oprócz tego użytkownik ma do dyspozycji parametr Pre-delay oraz sprytnie pomyślane filtry. Pierwszy, na wzór klasycznej techniki rodem ze studia na Abbey Road, pozwala na odfiltrowanie dolnych częstotliwości, zanim sygnał pojawi się na wejściu pogłosu. Swoją drogą warto wypróbować tę sztuczkę z dowolnym korektorem – odcinamy od 400-500 Hz i filtrujemy górę powyżej 10 kHz. Drugi filtr pozwala na przytłumienie sygnału wychodzącego z reverbu. W kategorii prostoty użycia Transatlantic Plate nie ma sobie równych. Ponadto brzmi rewelacyjnie i realistycznie, choć nieco lżej niż w przypadku Lustrous Plates czy Gold. Pewnie ze względu na minimalizm z wtyczką Rare Signals pracowało mi się najlepiej. Kilka ruchów czasem wybrzmiewania, ciemniejsza lub jaśniejsza wersja, trochę filtrowania i sprawa załatwiona. (cena: 149 USD)

Acustica Audio Ebony

Pogłos Ebony to tylko część kombajnu studyjnego firmy Acustica Audio, w skład którego wchodzą trzy różne korektory, cztery kompresory i sześć przedwzmacniaczy. Nie jest to więc dedykowana wtyczka pogłosowa, ale brzmi na tyle dobrze, że zdecydowałem się ją umieścić w tym zestawieniu. Tym bardziej, że za konkurencyjne wtyczki trzeba zapłacić tyle, ile tu płacimy za cały zestaw genialnie brzmiących narzędzi studyjnych emulujących brzmienie lat 70.

Plate z Ebony jest chyba najcięższy i najciemniejszy ze wszystkich jakie testowałem. Pod tym względem przypomina mi klasyczną wtyczkę Little Plate, którą dwa lata temu zaprezentowała firma Soundtoys, wywołując niemałe poruszenie na rynku. Podobnie też jak Little Plate, Ebony jest dość ograniczona, jeśli chodzi o możliwość ingerencji w dźwięk. Mamy tylko parametr wybrzmiewania (Decay), Pre-Delay, opcję regulowania stosunku odbić wczesnych do późnych (Early/Late) oraz regulację głębokości przesterowania sygnału wejściowego na modłę modułu saturacji z Gold (Drive). Jest też suwak Quality, który znacząco zwiększa zużycie mocy obliczeniowej, w ekstremalnych przypadkach porównywalne do Golda. Co prawda jakość Ebony jest bezapelacyjnie pierwszoligowa, to jednak wyjątkowo ciemny charakter powoduje, że wachlarz jego zastosowań jest ograniczony. To jedna z tych wtyczek, które nie zawsze „siedzą” w miksie, ale jak już siądą, to nie ma pytań. Osobiście najlepiej znajduję Ebony na werblu, szczególnie, gdy jest on cherlawy brzmieniowo. (cena: 199 EUR)

PSPaudioware PSP 2445 EMT

2445 nie jest najświeższym produktem, ale zdecydowałem się na umieszczenie go w zestawieniu, bo brzmi on kompletnie inaczej od konkurencji. Jego zadaniem jest bowiem emulacja pierwszych cyfrowych pogłosów 244 i 245 z przełomu lat 70. i 80., stworzonych przez EMT do spółki z firmą Dynatron. Oba modele bazowały na tej samej architekturze, ale 244 był dedykowany wyłącznie do pogłosu, zaś 245 oferował dodatkowo parametr Pre-delay. Jego obecność wpływała na algorytmy reverbu, przez co wiele osób preferowało „gęstszy” brzmieniowo model 244, reklamowany jako niskobudżetowa wersja legendarnego EMT 250. Z wtyczką PSP nie ma tego kłopotu, ponieważ nie tylko oferuje obie wersje w jednym pluginie, ale umożliwia jednoczesne użycie obu algorytmów. W tym właśnie ustawieniu brzmienie tego procesora podoba mi się najbardziej – jest najszersze i najgłębsze, i z tego zapewne powodu jest to ustawienie wyjściowe.

W porównaniu z konkurencją, 2445 charakteryzuje się znacznie lżejszym brzmieniem. Zamiast „smoły” mamy do czynienia bardziej z „mgiełką”, która w niczym nie przypomina monstrualnych protoplastów, a co nie jest żadną wadą. Taki jest po prostu charakter tego pogłosu, który doskonale współpracuje z wtyczkami typu Gold albo Lustrous Plates. Najbardziej podoba mi się to brzmienie na żeńskich wokalach, ale też na gitarach akustycznych i fortepianie, choć każdy znajdzie znacznie więcej zastosowań dla tego pogłosu. 2445 na pierwszy rzut oka wygląda na skomplikowane narzędzie (typowy dla wielu wtyczek PSP laboratoryjny interfejs), ale w gruncie rzeczy jest bardzo proste w obsłudze. Mamy czas wybrzmiewania wybierany skokowo w centralnym punkcie panelu, parametr Pre-delay, miks wczesnych odbić, ale też dwa przełączniki wpływające na czas wybrzmiewania niskich częstotliwości oraz tłumienie pasma wysokiego. Co ciekawe, po kliknięciu w ikonkę Open użytkownik ma możliwość ingerencji w ustawienia zaawansowane pozwalające m.in. na zabawę szerokością bazy stereo oraz filtrami. (cena: 149 USD)

PastToFuture Reverbs

Firma PastToFuture to maleńki butikowy deweloper, który na przestrzeni kilku ostatnich lat wyrósł na lidera w działce niszowych i smakowitych bibliotek perkusyjnych oraz odpowiedzi impulsowych ikonicznych pogłosów. W swojej ofercie firma ma wszystko o czym każdy fanatyk gier studyjnych może marzyć – od Lexiconów, przez H3000 po szereg mniej lub bardziej znanych pogłosów sprężynowych i płytowych. Szczególnie cenię sobie ich impulsy z pogłosów sprężynowych z serii AKG BX, ale tym razem przyjrzałem się płytom. Rzecz jest o tyle ciekawa, że PastToFuture oferuje nie tylko impulsy EMT 140 (nagrywane na taśmowego Studera), ale też sążnisty Ecoplate oraz cyfrowe EMT 244 i EMT 250. Oczywiście żeby używać tych pogłosów, trzeba dysponować wtyczką nadrzędną, która pozwoli nam na ich wykorzystanie. Pod tym względem warto polecić Fog Convolver firmy Audio Thing, gdyż jest tani, niewielki i obsługuje większość formatów impulsów.

Na pierwszy ogień poszły impulsy EMT 140, oferowane w dwóch osobnych pakietach: Vol. 1 i Vol. 2. Jeśli o realizm idzie, to te skromne, taniutkie impulsy (każda z paczek kosztuje zaledwie kilkanaście dolarów, więc mówimy o dumpingowych wręcz cenach) bez problemu mogą konkurować z wielokrotnie droższymi wtyczkami, choć rzecz jasna nie są to wszechstronne pogłosy, a ingerencja w ich brzmienie jest minimalna. Tak czy siak impulsy są o wiele bardziej charakterne. Oprócz metalicznego brzmienia często słychać tu „bulgot” blachy, różne rezonanse, brudy i niestabilności w bazie stereo. Bardzo przypadły mi do gustu impulsy innego klasycznego pogłosu – Ecoplate. Co prawda do dyspozycji mamy zaledwie sześć, ale są one równie piękne co EMT 140 i mają o wiele bardziej elegancki, stonowany charakter. Pewnym rozczarowaniem okazały się natomiast impulsy z cyfrowych wersji EMT, które częściej niż rzadziej na bębnach brzmiały tak, jakby emulowały łazienkę w bloku. Sytuacja wyglądała znacznie lepiej na wokalach i gitarze akustycznej, ale i tak o wiele bardziej podobała mi się wersja algorytmiczna autorstwa PSP. (cena: 10-16 USD)

Podsumowanie

Po wielodniowych testach i porównaniach doszedłem do bardzo konkretnego wniosku, że najwierniejsza emulacja fizycznego pogłosu płytowego niekoniecznie musi oznaczać najlepiej brzmiący pogłos. Tym bardziej, że nawet te oryginalne, sprzętowe urządzenia brzmią bardzo różnie w zależności od tego, w jakim stanie jest blacha, rama i elektronika. Nie wspominając o tym, że „najlepiej” to tradycyjnie pojęcie względne. W niektórych aplikacjach lepiej sprawdzał się Lustrous Plates, w innym kontekście sięgałem po Gold Plate, a w jeszcze innym najciekawiej w miksie prezentowały się surowe impulsy PastToFuture.

Większość Czytelników zapewne nie wie, jak naprawdę brzmi prawdziwa płyta, ale wszyscy doskonale znają klasyczne nagrania, w których taki pogłos występuje często i gęsto. Polecam zwłaszcza album Who’s Next zespołu The Who, utwory Heart of Gold Neila Younga, Monkey Man The Rolling Stones, a także wydaną przez BlueNote płytę A Night In Tunisia Arta Blakeya & The Jazz Messengers. Szukając takich brzmień można je najczęściej znaleźć we wtyczkach Gold oraz Lustrous Plates. Jeśli jednak miałbym wybrać tylko jedną z nich, to stanąłbym przed nie lada dylematem. Co prawda ta pierwsza brzmi odrobinę bardziej nobliwie, co słychać przy wybrzmiewaniu ogonów, ale za to zużywała blisko trzykrotnie więcej zasobów komputera niż konkurencyjne pogłosy. Serce więc podszeptuje „Gold”, a rozum „Lustrous Plates”. Finalnie skończy się pewnie jak zwykle – sięgnę po obydwie...