Więcej...
Ultramarine 4, czyli wszystkie dzieci cesarza
Ultramarine 4, czyli wszystkie dzieci cesarza

Okazuje się, że cesarz Fairchild miał dzieci, o których niewielu słyszało. Dotarli do nich programiści włoskiej firmy Acustica Audio.

Technologia
Marcin Staniszewski
2019-09-15

„Fairchild” to obok „Pulteca” magiczne słowa, wręcz zaklęcia w świecie producentów i inżynierów dźwięku. Trochę jak jednorożce. Mało kto je naprawdę widział, bo wyprodukowano około tysiąca sztuk modelu Fairchild 670, do dziś sprawnych oryginałów ostało się niewiele, a ich ceny sięgają 20.000 dolarów. Podobno potrafią ze złej pieśni zrobić dobrą. Takie rzeczy to tylko w bajkach, ale faktem jest, że w ciągu ostatnich 70 lat mało było urządzeń równie legendarnych, których brzmienie doceniali najwięksi. Lampowy Fairchild 660/670 (ten pierwszy był monofoniczny, a drugi stereofoniczny), wyprodukowany w latach 50. to synonim króla kompresorów, który równie dobrze sprawdza się na pojedynczych śladach w rodzaju wokalu, basu czy gitary, jak również na overheadach i w sesjach masteringowych. Dość powiedzieć, że większość wokali, gitar i śladów perkusyjnych nagrywanych przez Beatlesów na Abbey Road, przepuszczano właśnie przez Fairchilda, więc jeśli lubicie to brzmienie...

Powstało całkiem sporo sprzętowych klonów Fairchilda, jak np. nasz rodzimy Amtec Model 099 rozwijający znacznie pierwotny koncept, The Undertone Audio Unfairchild 670M II, ADL 670 Tube Limiter, EAR 660 Tube Compressor czy Mercury 66 MkIII. Jeszcze więcej jest ich w wersji wtyczkowej, by wymienić choćby IK Multimedia Vintage Compressor, Waves PuigChild czy UAD Fairchild. „Po latach znowu wróciłem do Fairchilda. Zapomniałem jak wspaniale brzmi to urządzenie. Często nawet nie kompresuję nim wokali, tylko przepuszczam przez niego sygnał i to po prostu brzmi lepiej” – tłumaczy w swoich wspomnieniach „On The Record” legendarny inżynier dźwięku Al Schmitt. Dekadę temu miałem przyjemność rozmawiać face to face z Liamem Howlettem. Gdy zapytałem go o ulubiony sprzęt, nie wahał się zbyt długo. Obok Korga MS-20 i przesteru Culture Vulture wymienił właśnie Fairchilda. Nic dziwnego, bo to urządzenie potrafi okiełznać nawet najbardziej agresywny sygnał, ale może też elegancko zaokrąglić bas czy wyrównać wyjątkowo niesforny wokal w muzykalny i naturalny sposób, rozjaśniając go dzięki saturacji.

Nic dziwnego więc, że gdy włoska firma Acustica Audio ogłosiła dostępność nowej, czwartej już wersji klona tego kompresora, serca zabiło szybciej nie tylko piszącemu te słowa. Ultramarine 4 nie jest jednak tylko bardziej wydajną wersją swojego poprzednika. Owszem, zaimplementowano tu nowy silnik Core 13, ale oprócz kompresora użytkownik dostaje również dwa korektory, pogłos i kompletny tor kanałowy złożony z tychże. Okazuje się bowiem, że Fairchild to nie tylko kompresor. Firma opracowała też doskonały korektor aktywny 627, który naprawdę można traktować w kategoriach jednorożca – wyprodukowano tylko kilka sztuk. Urządzenie to jest tak rzadkie, że inżynierowie z Acustica Audio musieli wybudować własnego klona, bo nie byli w stanie dotrzeć do oryginału w dobrym stanie. Jest też drugi korektor, Fairchild 664, oraz pogłos sprężynowy Fairchild 658 (doskonałe odpowiedzi impulsowe tego pogłosu wypuściła na rynek firma PastToFuture). Tak więc Ultramarine 4 naprawdę jest „ultra”, oferuje klony wszystkich tych urządzeń.

A-70: Robert De Niro

Na początek wyjaśnijmy sobie jedno – porównywanie kompresora w wersji Acustica Audio z oryginałem nie wchodzi raczej w rachubę z oczywistych powodów. Zresztą nawet gdybyśmy wraz z redakcją mieli wolne 50K PLN, sensowność tego zabiegu i tak byłaby średnia ze względu na zużycie sprzętu. Każdy Fairchild brzmi trochę inaczej. Większego sensu nie ma też porównywanie z innymi wtyczkami na tych samych ustawieniach, bo są one skalibrowane w różny sposób, inaczej działają mierniki itd. Więc skupimy się na brzmieniu A-70, praktycznych zastosowaniach i ogólnym porównaniu z innymi konstrukcjami o podobnych charakterze.

Niestety muszę Was rozczarować: podobnie jak w przypadku wielce hajpowanego El Reya, to nie jest kompresor, który sprawdzi się w każdej sytuacji i szczerze pisząc, po paru tygodniach pracy z tą wtyczką czuję pewien niedosyt. Owszem, w porównaniu z Vintage Compressorem firmy IK Multimedia, czuć trochę bardziej naturalny i ciepły charakter A-70, ale nie mówimy o innej klasie, a raczej o trochę innym odcieniu. Na niesfornych męskich wokalach w popowej balladzie A-70 sprawdził się idealnie (szczególnie w pozycji Time 1 i po włączeniu sekcji przedwzmacniacza, ukrywającej się pod ikoną Pre), zaokrąglając sygnał i nadając mu „puchatego” charakteru. W tej roli A-70 zastąpił dwa inne kompresory pracujące szeregowo (PSP FetPressor i Black Rooster VLA-2A). Podobnie rzecz miała się z jedwabistymi żeńskimi wokalami popowymi, na których A-70 brzmiał naturalnie nawet przy 7-8 dB tłumienia. Swoją drogą, mierniki pełnią tu rolę bardzo przybliżonego odczytu, oględnie rzecz ujmując. Ale już np. na szynie master nie zawsze przynosił pożądane efekty i w wielu przypadkach preferowałem np. bx_townhouse firmy Brainworx (zupełnie inna konstrukcja nawiązująca do kompresora sumującego firmy SSL, ale jednak) albo kompresor Vari-Mu firmy Manley zaklęty w pakiet Magenta 4 z tej samej stajni co Ultramarine 4. Często okazywało się, że w tej roli A-70 był zbyt inwazyjny i zamiast spajając miks, oddalał go. Co nie powinno dziwić, wszak Fairchild jest szybki i potrafi „zjeść” atak basu czy bębnów. Dobre efekty przyniosło radykalne zmniejszenie dawki kompresji, tak by mierniki redukcji ledwo się ruszały oraz przekręcenie pokrętła Dry/Wet na 40%.

Kompresor może też pracować w trybie Mid/Side i tu efekty były znacznie bardziej zadowalające. Pamiętajmy, że mówimy o dwukanałowym kompresorze, w którym możemy ustawiać niezależnie parametry dla każdej strony miksu, co może ułatwić życie w niejednej sesji masteringowej (np. przy wyrównaniu zachwianej bazy stereo, albo przy wyeksponowaniu pogłosów). Jest też opcja linkowania obu kanałów (C-Link). A-70 genialnie sprawdził się na gitarze basowej i na potężnym, modulowanym basie z syntezatora, który nie chciał dać się okiełznać, choć w tym przypadku równie dobrze poradził sobie VCL-864U firmy Fuse Audio Labs, czyli klon legendarnego Federala, który ma znacznie mniejszy apetyt na zasoby komputera (30% CPU w przypadku Acustica Audio vs 4% w VCL-864U). Zapomnijcie więc o odpalaniu A-70 na kilku śladach jednocześnie. Raczej nie obejdzie się bez renderowania.

Trochę czasu potrzeba też, żeby przyzwyczaić się do ustawień parametrów Attack i Release, gdyż regulowane one są jednym wspólnym pokrętłem Time. Mamy sześć pozycji: pierwsze cztery są stałe i wyglądają w następujący sposób: 1 (A: 2 ms, R: fastest), 2 (A: 2 ms, R: fast), 3 (A: 3 ms, R: slow), 4 (A: 5 ms, R: slowest). Pozycja piąta i szósta są częściowo automatyczne i działają różnie w zależności od przetwarzanego sygnału. Pozycja piąta oferuje więc atak 2,75 ms i Release „least fast program dependent”, zaś pozycja szósta to atak 3 ms i Release „more fast program dependent”. W praktyce oznacza to, że na bębnach najlepiej sprawdzają się pozycje pierwsza, druga, piąta i szósta, a na reszcie instrumentów w zależności od kontekstu. Najpopularniejszym ustawieniem pozostaje jednak pozycja pierwsza. Jedną z sygnatur Fairchilda jest brzmienie overheadów, albo jeszcze lepiej mikrofonów ambientowych, skompresowanych tak, by uzyskać charakterystyczny efekt „zasysania powietrza”. I znowu, udało mi się to bez problemu (Time na 5 i Threshold wedle uznania), ale podobne rzeczy spokojnie można uzyskać za pomocą innych klonów Fairchilda. Trzeba jednak przyznać, że Ultramarine robi to w bardzo elegancki i naturalny sposób, z załączonym przedwzmacniaczem nasycając sygnał harmonicznymi. Dźwięk staje się zaokrąglony, ale też troszkę jaśniejszy. Natomiast kompletnie nie rozumiem biadolenia ludzi na forach, że A-70 nie „pompuje” i nie miażdży bębnów. To jest urządzenie, które zaprojektowano właśnie tak, a nie inaczej dokładnie po to, żeby nie „pompowało”. Świadczą o tym szybki atak, zdolny okiełznać nawet najszybsze transjenty, oraz długie wartości powrotu, które miały zapewnić naturalne zwalnianie kompresji. Najkrótsza wartość powrotu w przypadku Fairchilda 660/670 to 300 milisekund, a więc zdecydowanie za krótko, żeby osiągnąć naprawdę mocny efekt „pompowania”. Do takich rzeczy znacznie lepiej nadaje się choćby Urei 1176 albo mający niedawno premierę Royal Compressor, debiutującej firmy United Plugins (patrz test w EiS 7/2019).

(fot. Wikipedia)

Fairchild 670

Jego Ekscelencja Cesarz Fairchild 670 rządzi nieprzerwanie od 1959 roku. 60 lat obecności na cesarskim tronie odcisnęło na nim swoje piętno, ale lista jego dokonań jest imponująca.

Projektantem tego niezwykłego urządzenia jest pochodzący z Estonii Rein Narma. Jako nastolatek interesujący się chemią i elektroniką. W czasie II wojny światowej po aresztowaniu jego rodziców uciekł na Zachód. Po wielu różnych przejściach w obozach dla uchodźców, znając trzy języki obce, w tym angielski, zaczął pracować jako technik obsługujący m.in. radiową transmisję procesu norymberskiego. Potem pracował dla Organizacji Narodów Zjednoczonych w Szwajcarii, nagrywający za pomocą własnego sprzętu rozmowy z uchodźcami. Po wyjeździe do USA zatrudnił się w studiu Gotham Recording, a następnie współtworzył firmę Gotham Audio Developments, zajmującą się budową sprzętu nagraniowego. Les Paul wynajął go do modyfikacji swojego pierwszego magnetofonu 8-ścieżkowego i był jednym z pierwszych nabywców jego limitera. Licencję na to urządzenie kupił Sherman Fairchild, a następnie zatrudnił Narmę jako szefa biura projektowego. Po latach Narma przeniósł się do Kalifornii i został wiceprezesem firmy Ampex. Później pracował dla przemysłu zbrojeniowego, współuczestnicząc m.in. w projektowaniu systemów naprowadzania dla rakiet Harpoon.

Narma, zagadnięty w czasie rozmowy w 1999 roku o model 670, wyraził zdumienie: „To ludzie wciąż tego używają?”... Jak twierdzi, model 670 zbudował samodzielnie w cztery dni, mając schemat ideowy w głowie i korzystając ze stworzonego samodzielnie sprzętu pomiarowego. Zanim urządzeniem zajęła się firma Fairchild (teoretycznie płacąc Narmie 100 dolarów od sztuki), Rein sprzedał 45 sztuk, z których 10 pierwszych wykonał samodzielnie. „To bardzo prosta konstrukcja – wzmacniacz napięciowy, generator napięcia sterującego i zasilanie. Prawdę mówiąc, zasilacz mógłby być lepszy. Nie sprzedawało się to najlepiej, bo kosztowało bodajże 600 dolarów. Ile teraz kosztuje? Trzydzieści tysięcy? To nie do wiary!”. Warto nadmienić, że przy tworzeniu 670 brali udział także dwaj inni specjaliści: George Alexandrovich oraz Irving Saul.

Fairchild 670, będący dwukanałową wersją monofonicznego 660, montowany był całkowicie ręcznie (w tamtych latach urządzenia elektroniczne nie były jeszcze produkowane taśmowo), zawiera 21 lamp, 14 transformatorów i waży 30 kg.

A-27: Al Pacino

Teoretycznie to A-70 jest gwiazdą wieczoru, ale tak naprawdę ten prosty korektor zgarnia Oscara w kategorii najbardziej naturalnego, muzykalnego i jednego z najpiękniej brzmiących korektorów z jakimi miałem do czynienia. Zachwycałem się już na tych łamach innymi korektorami firmy Acustica Audio i zdania nie zmieniłem: Purple, Pink oraz Ruby to wciąż moi faworyci, ale A-27 często brzmi bardziej naturalnie. Nie do końca wiem, jak to wytłumaczyć, ale podbijany dźwięk (ten korektor nie oferuje niestety tłumienia) nie brzmi jakby cokolwiek z nim robiono. To w dużej mierze zasługa łagodnego nachylenia filtrów (to samo ma miejsce w przypadku korektorów z rodzina Pulteca), ale jednak A-27 brzmi bardziej „zwyczajnie” (w dobrym tego słowa znaczeniu) niż Pultec tej samej firmy, czyli wspomniany wcześniej Purple. W przypadku A-27 nawet podbicia rzędu 16 dB nie brzmią sztucznie i źle, a dźwięk po prostu się podnosi, bez żadnych efektów ubocznych. Niedawno wykorzystałem go w sesji masteringowej płyty i to był strzał w dziesiątkę. Kilka drobnych ruchów i wszystkie numery zostały wyrównane pasmowo, bez najmniejszego wysiłku i nienaturalnych artefaktów. Genialny dół i jeszcze piękniejsza góra, która z racji swojej transparentności fenomenalnie sprawdza się na wokalach, choć ten korektor brzmi dobrze na wszystkim.

„Kilka drobnych ruchów i wszystkie numery zostały wyrównane pasmowo, bez najmniejszego wysiłku i nienaturalnych artefaktów”

Przełączanie zakresów z Low na Low-Mid oraz z Hi na Hi-Mid powoduje, że mamy do czynienia z elastycznym narzędziem, nawet mimo braku możliwości podcinania i bez parametru zmiany dobroci Q. Tu także można aktywować przedwzmacniacz, który dodaje sygnałowi cielesności i jest integralnym elementem stanowiącym o brzmieniu A-27. Są też dwa filtry, pozwalające na odcięcie góry i dołu sygnału.

 A-64: Danny De Vito

W instrukcji obsługi ostrzegają: „Nie daj się oszukać niepozornym rozmiarom. To jeden z najbardziej muzykalnych korektorów w historii”. Trudno się z tym nie zgodzić, bo właściwie wszystko co napisałem w kwestii A-27 jest równie prawdziwe w przypadku A-64, więc nie będę się powtarzał. Różnica polega na tym, że A-64 był konstrukcją pasywną, więc prawie zawsze parowano go z jakimś przedwzmacniaczem lub kompresorem, by skompensować 17 dB utraconego poziomu. No i tutaj, oprócz podbijania, można też podcinać sygnał w zakresie 10 dB. W dole mamy filtr półkowy 80 Hz, zaś w górze przestrajany pasmowy z pięcioma zakresami (4, 6, 8, 10 i 15 kHz).

„Kombinacja podbicia 80 Hz na stopie z 8 kHz na overheadach, to jest coś, od czego miękną kolana”

Góra brzmi równie spektakularnie jak w A-27, a może nawet lepiej. Szczególnie do gustu przypadły mi 8 i 10 kHz. Testowałem na overheadach, wokalach i gitarze akustycznej i nic nie pozwoliło mi uzyskać lepszych efektów. Nie lekceważcie też skromnej sekcji dolnego pasma. Mamy tu tylko 80 Hz, ale kombinacja tego podbicia na stopie z 8 kHz na overheadach, to jest coś, od czego miękną kolana.

A-58: Steve Buscemi

Uwielbiam pogłosy sprężynowe, ale A-58 to pierwszy przypadek, kiedy naprawdę nie rozumiem brzmienia danego urządzenia. Oryginał był monofoniczny i tę cechę zachowano w opisywanym tu klonie. Mamy co prawda przełącznik, który w teorii aktywuje wtyczkę w trybie stereo oraz parametry mające za zadanie poszerzać bazę stereo, ale po ich uruchomieniu pogłos brzmi jeszcze dziwniej niż w standardowym trybie. A ten jest naprawdę nietypowy, eufemistycznie rzecz ujmując.

Pogłosy sprężynowe w swej naturze są brudne i ciemne, ale ten brzmi po prostu jak „pobite gary”. Bez względu na to, czy uruchomiłem go na werblu, wokalu czy gitarze, zawsze brzmiało to jak brunatna plama pałętająca się gdzieś w dolnym środku, która przynosi więcej szkody niż pożytku. Mogę sobie wyobrazić wykorzystanie A-58 w jakimś sound designerskim scenariuszu, ale w standardowej sesji mikserskiej widzę niewiele zastosowań. Właściwie udało mi się ukręcić jedno sensowne ustawienie, które można wykorzystać np. na wokalu albo werblu. Każde inne niż na zero ustawienie pokręteł Pre delay oraz Early-Late uruchamia bardzo wyraźny efekt predelaya, zaś z trzech ustawień czasu wybrzmiewania (1,5; 3 lub 5 sekund) tylko to ostatnie brzmi jak pogłos. Nie pomagają stylowe przełączniki odpowiedzialne za wyższą jakość algorytmu ani saturacja sygnału na wejściu. Być może chodzi o to, że zsamplowano tylko ostatnie ustawienie z oryginału? Twórcy wtyczki przyznają, że natknęli się na problemy techniczne, które spowodowały, że dwa pierwsze ustawienia wybrzmiewania pogłosu brzmiały bardzo kiepsko, więc postanowiono ostatecznie zsamplować tylko ten najdłuższy i z niego stworzyć dwa krótsze. Szkoda, bo regularnie używam genialnego pogłosu typu plate, pochodzącego z pakietu Ebony i wiązałem z tą sprężyną spore nadzieje.

And the winner is...

Cały ten „cesarski” pakiet kosztuje 299 euro, która to kwota nie należy do przesadnie wygórowanych. Biorąc natomiast pod uwagę wszystkie plusy i minusy pakietu, wciąż mówimy o doskonale brzmiących narzędziach z najwyższej półki. Kompresor co prawda nie zostawia konkurencji daleko w tyle, ale użyty w odpowiednim kontekście może sprawić, że wokal, bas albo gitara nabiorą zdecydowanych rumieńców.  Z kolei oba korektory są w moim osobistym Top 3 obok Purple 2 i Pink tej samej firmy. Pogłos zawodzi, choć jak wiadomo, świat też potrzebuje dziwaków, więc i on czasem może się przydać, bo trzeba przyznać, że mimo niewielkiej przydatności brzmi unikatowo.

Wszyscy aktorzy, których nazwiska pojawiły się w nadtytułach, są pochodzenia włoskiego, podobnie jak włoska jest firma Acustica Audio. To, że przypisano ich do konkretnych urządzeń jest całkowicie subiektywnym efektem skojarzeń autora...