Miksowanie live - „głębia” w miksie
Miksowanie live - „głębia” w miksie

Stworzenie dobrego miksu, choć z pozoru wydawałoby się proste (takich, którzy tak myślą, można niestety spotkać na wielu – wciąż zbyt wielu – koncertach i eventach), wcale takie nie jest. Oczywiście ustawienie JAKICHŚ poziomów poszczególnych instrumentów i JAKIEJŚ korekcji nie jest specjalnym wyczynem, ale żeby efekt końcowy tych zabiegów nie był JAKIŚ, ale naprawdę DOBRY, do tego trzeba mieć trochę więcej niż JAKIEJŚ wiedzy, JAKICHŚ umiejętności, a przede wszystkim DOBREGO ucha.

Technologia
Armand Szary
2020-07-08

Nie można też trzymać się tylko utartych schematów, ale starać się rozwijać swój warsztat poprzez zdobywanie nowych umiejętności (i dzielenie się nimi), a to można uzyskać w dwojaki sposób: albo ucząc się od innych, albo próbując samemu nowych „patentów”. Jednym z takich „patentów”, który odpowiednio użyty może w istotny sposób sprawić, że nasz miks zabrzmi po prostu lepiej, jest dodanie „głębi”. I nie chodzi tu o „głębię doznań artystycznych”, ale po prostu o „trójwymiarowość”, lub inaczej plastyczność brzmienia, które wydobywać się będzie z głośników (dodajmy, głośników w konfiguracji stereo, bowiem miksowanie w systemach dźwięku przestrzennego to osobny temat). Po pierwsze zadajmy sobie pytanie

PO CO NAM TA „GŁĘBIA”?

Rozważmy kawałek grany przez „standardową” kapelę, złożoną z perkusisty, basisty, gitarzysty, klawiszowca, głównego wokalisty/tki i dwuosobowego chórku. Jeśli wszystkich potraktujemy jednako, tzn. ustawimy głośność wszystkich instrumentów i wokali na podobnym poziomie, do tego jeszcze „pozwolimy” im grać w całym paśmie, bez żadnej korekcji, zrobi się jeden wielki harmider, z którego trudno będzie wyłowić słowa piosenki, dźwięki solówki, a wszystkie instrumenty, czy też wokale, będą walczyły ze sobą w miksie. Trzeba więc ustanowić pewną hierarchię, kto/co jest w miksie najważniejszy, kto jest graczem „drugoplanowym”, a kto pełni rolę „tła”. Do wykonania tego zabiegu możemy wykorzystać

TRZY METODY MIKSOWANIA LIVE

Pozwolą nam one, po pierwsze, odseparować różne źródła dźwięku, tak żeby słuchacz bez problemu mógł odróżnić wokal (i zrozumieć, co wokalista/tka śpiewa), instrument prowadzący, czy też solowy, oraz pozostałe składniki miksu (bas, werbel, hi-hat, itd.). Drugą zaletą stosowania „głębi” w miksie jest dodanie do niego czynnika emocjonalnego – dawkując odpowiednio efekty, np. pogłos (który również wpływa na umiejscowienie źródła dźwięku w trójwymiarowym obrazie dźwiękowym), możemy słuchacza przenieść w pewne wirtualne środowisko dźwiękowe, wywołując w ten sposób pewne emocje. Ale do rzeczy.

- ZRÓŻNICOWANIE GŁOŚNOŚCI W MIKSOWANIU LIVE

To logiczne – im coś będzie głośniejsze w stosunku do innych źródeł, tym będzie wyraźniej słyszalne. Oczywiście nie można przesadzić z tym różnicowaniem, bowiem „wywalenie” wokalu głównego na pierwszy plan, tak iż pozostałe wokale i instrumenty będą już nie na drugim, ale co najmniej na piątym planie, sprawi, że wokal odbierze im energię i będą one po prostu niesłyszalne. Trzeba umiejętnie separować głośnością poszczególne źródła, tak aby z jednej strony wyraźnie słyszalne były ich „priorytety” (na pierwszym miejscu wokal główny, na drugim instrumenty trzymające rytm i instrument prowadzący, na trzecim chórki, pozostałe instrumenty na kolejnym planie), lecz nie dominowały one nad pozostałymi.

- ZRÓŻNICOWANIE KOREKCJI W MIKSOWANIU LIVE

Korekcja pozwala nam nie tylko oczyścić miks ze „śmieci” – szczególnie filtracja górnoprzepustowa, która pomaga pozbyć się uciążliwych, niepożądanych dźwięków w zakresie basowym – oraz odseparować poszczególne instrumenty. Dzięki korekcji możemy również wpłynąć na postrzeganie ich jako „bliższych” lub „dalszych” w stosunku do słuchacza. Za każdym razem, gdy poprzez podcięcie istotnych częstotliwości danego instrumentu redukujemy prezencję, wycofujemy go w miksie. Tak samo wpływ na „bliskość” danego instrumentu mają zakresy niskich i wysokich częstotliwości.

Weźmy dla przykładu stopę – im więcej „dołożymy” jej dołu, tym bliżej wydaje nam się ona być w stosunku do nas. Jeśli podetniemy jej trochę basu, wycofuje się nieco. Podobnie ma się rzecz z górnym zakresem pasma w przypadku instrumentów, nazwijmy to, wiolinowych. Jeśli uwypuklimy trochę najwyższych częstotliwości np. w gitarze akustycznej, jej brzmienie stanie się jaśniejsze, a przez to wrażenie będzie takie, jakby gitarzysta przesunął się nieco ku nam. Odwrotnie będzie w przypadku, gdy nieco podetniemy górę – gitarzysta zrobi wirtualny krok (albo dwa) w tył. Jest to logiczne, bowiem wraz z odległością dźwięki są tłumione przez powietrze, a tłumienie to jest tym większe, im wyższa jest częstotliwość. Tak więc im jesteśmy dalej od źródła, tym mniej „góry” jest w jego brzmieniu, staje się ono wraz z odległością coraz bardziej matowe – i ten właśnie efekt wykorzystujemy, jeśli chcemy „przemieścić” dany instrument w miksie, operując korektorem w zakresie wysokich częstotliwości.

- ZRÓŻNICOWANIE EFEKTÓW W MIKSOWANIU LIVE

Trzecia metoda polega na odpowiednim dawkowaniu efektów, szczególnie pogłosu. Tu również mamy odniesienie do rzeczywistych warunków – stojąc na końcu dużej sali słyszymy więcej pogłosu, a mniej dźwięku bezpośredniego. Stosując ten sam zabieg – zwiększając ilość pogłosu danego instrumentu kosztem dźwięku bezpośredniego – sprawiamy, że „ucieka” on od nas. Klasycznym tego przykładem jest sytuacja, gdy na końcu piosenki czy jakiejś frazy realizator „dowala” pogłosu (często wraz z delay’em), uzyskując wrażenie, jakby na ostatniej nucie wokalista szybko odjechał w głąb pomieszczenia (gdy do tego dodamy jeszcze „kumatego” wokalistę, który wspomaga ten efekt umiejętnym odsuwaniem mikrofonu od ust, efekt jest piorunujący).

Gdy mamy dwa źródła o podobnych „priorytetach”, np. prowadzącą gitarę akustyczną oraz piano, które gra równie istotny podkład (np. rozkładane pasaże), chcąc uczynić tę pierwszą nieco bardziej wybijającą się od piana, można po prostu dać ją nieco głośniej, a można też dodać trochę więcej pogłosu do piana i uzyskać efekt jego ustawienia na nieco dalszym planie, bez „utraty” głośności i czytelności.

Zobacz także test wideo:
Soma Laboratory Pulsar-23 (maszyna perkusyjna/syntezator modularny)
Soma Laboratory Pulsar-23 (maszyna perkusyjna/syntezator modularny)
Zdaniem autora testu, Marcina Staniszewskiego, Soma Laboratory Pulsar-23 zachwyca brzmieniem, wyglądem i funkcjonalnością, co sprawia, że za kilka lat będzie to klasyk pokroju EMS Synthi AKS.

WSZYSTKIE TRZY

W rzeczywistości najlepiej wykorzystywać wszystkie trzy sposoby jednocześnie. Na początku ustanowić „priorytety” przez wstępne zróżnicowanie głośności poszczególnych źródeł dźwięku, następnie ich konkretniejsze ulokowanie w przestrzeni trójwymiarowej przez odpowiednie dodanie pogłosu, na koniec podkreślając ten fakt delikatną zmianą korekcji (w stosunku do tej pierwotnie wprowadzonej, mającej na celu dobre zmiksowanie instrumentów czy wokali). Przykład z „nieśmiertelną” gitarą akustyczną, będącą instrumentem prowadzącym. Musimy tak ustawić jej głośność, aby była ciszej niż wokal główny i ciupinkę „za” chórkami, jednak przed pozostałymi instrumentami. Jej drugi plan w stosunku do wokali możemy podkreślić odpowiednim poziomem pogłosu (pozwoli nam to też wpłynąć na „emocjonalność” jej brzmienia), jednak żeby nie zatraciła się ona w miksie, delikatnie podkreślimy jej znacznie lekkim podbiciem najwyższych częstotliwości.

To wszystko oczywiście są minimalne ruchy korektorem (nieco większe wysyłką do AUX-a), a efekt finalny i tak zależy od wielu czynników, jak choćby pomieszczenia, w którym gramy, liczby źródeł w miksie oraz aranżacji utworu. Ale zawsze warto popróbować.