Cyfrowe miksery klasyczne vs. rackowe

Cyfrowe miksery klasyczne vs. rackowe

Jeszcze kilkanaście lat temu dysputy na temat wyższości mikserów cyfrowych nad analogowymi (lub na odwrót) były na porządku dziennym. Obecnie, gdy konsolety analogowe są już praktycznie niespotykane, przynajmniej w branży koncertowej, tego typu dylematów już nie ma. Jako że przyroda nie znosi próżni, pojawił się inny, nowy dylemat – czy lepsze są klasyczne miksery, z tłumikami, gałkami i wyświetlaczami, czy miksery rackowe sterowane zdalnie z tabletu (w obu przypadkach mamy oczywiście na myśli urządzenia cyfrowe).

Technologia
Piotr Sadłoń
2021-12-28

Co prawda w pewnych zastosowaniach (np. duże koncerty, festiwale) wybór jest tylko jeden – trudno wyobrazić sobie realizację nagłośnienia orkiestry symfonicznej z towarzyszeniem chóru i solistów czy zrobienia kilkunastu różnych miksów monitorowych dla kilkudziesięciu muzyków na scenie z tabletu. Ale już przy mniejszych produkcjach – występach w klubach czy niewielkich przestrzeniach – przewaga mikserów rackowych nad tradycyjnymi może być zauważalna.

Zanim jednak przejdziemy do tego, w jakich rozwiązaniach lepiej sprawdzą się jedne czy drugie, a przede wszystkim dlaczego akurat te, słów kilka czym charakteryzują się oba te rozwiązania.

MIKSERY KLASYCZNE

Tutaj nie ma chyba powodu, aby zbytnio rozwodzić się nad tym tematem, gdyż każdy kto zajmuje się realizacją dźwięku, na tego typu mikserach się „wychował” – spora część jeszcze na ich analogowych wersjach, a i pierwsze „cyfry” dość mocno wzorowały się na swoich analogowych pierwowzorach (choć nie wszystkie). W dużym skrócie więc – tradycyjne konsolety to mniejszy lub większy „stół” z nieodłącznym szeregiem tłumików (których liczba – inaczej jak to było w przypadku „analogów” – wcale nie świadczy o tym ile kanałów czy wyjść dany mikser może obsłużyć), dodatkowymi regulatorami (w niektórych mikserach ograniczonymi do minimum, szczególnie w tych z dotykowymi ekranami) oraz jednym lub kilkoma wyświetlaczami/ekranami – w najnowszych modelach praktycznie w 100-procentach dotykowymi.

W niektórych, bardziej rozbudowanych systemach miksujących „stół” taki jest tak naprawdę tylko interfejsem użytkownika, bowiem cała obróbka sygnałów dokonuje się w osobnym urządzeniu. Klasycznym przykładem takiego rozwiązania jest AVID (Digidesign) Venue Profile czy jego następca S6L, Soundcrafty z serii Vi, Yamaha PM10 Rivage albo Allen & Heath dLive, w którym moduł odpowiedzialny za obróbkę sygnału jest zintegrowany ze stageboxem, czyli z modułem wej/wyj.

W innych mamy klasyczne podejście „all-in-one”, szczególnie w mniejszych mikserach (Yamaha CL, Allen & Heath Avantis, Qu i SQ, Midas, DiGiCo), które jednak również oferują możliwość podłączenia zdalnego stabegoxa, połączonego z mikserem najczęściej za pomocą skrętki/skrętek.

Charakterystyczną ich cechą jest to, że zajmują pewną ilość miejsca na widowni (jeśli są używane do realizacji FOH) albo na stanowisku monitorowym obok lub na scenie – w przypadku dużych mikserów, jak wspomniany już Profile, Soundcrafty z serii Vi czy DiGiCo z serii SD całkiem sporo miejsca (o wadze i konieczności odpowiedniej liczby silnych „chłopów” do ich przeniesienia czy rozłożenia nie wspominając). Wiąże się to też z koniecznością przygotowania odpowiedniego stanowiska dla realizatora i jego „zabawki” – w przypadku koncertów plenerowych odpowiednio chroniącego przed niekorzystnymi warunkami pogodowymi.

Konsoleta taka, szczególnie modułowa, stanowi też dodatkowy koszt w transporcie i przygotowaniu – oprócz kompaktowych mikserów, takich jak np. Allen & Heath SQ5, Behringer X32 czy Yamaha QL1 sam realizator raczej nie da sobie rady z przygotowaniem go do pracy – „przytachaniem” go na stacka, ustawieniem i wyciagnięciem z kejsa. No i, last but not least, musimy do miksera na FOHu wysłać sygnały ze sceny i nawet jeśli nie jest to – jak to miało miejsce w przypadku mikserów analogowych lub cyfrowych bez stageboxa – gruba i ciężka analogowa pyta, to i tak ktoś musi rozwinąć, a potem zwinąć skrętkę lub skrętki (najczęściej przynajmniej dwie, a czasem więcej, choćby dla zachowania redundancji).

To minusy, ale oczywiście są też plusy – i to na tyle istotne, że klasyczne miksery wciąż królują, szczególnie – jak już wspomniałem – podczas większych wydarzeń. Dlaczego? Ano dlatego, że realizacja dźwięku z ich wykorzystaniem jest o wiele szybsza i łatwiejsza. Wiąże się to z faktem, że mamy dostęp do fizycznych regulatorów – tłumików czy pokręteł, bo akurat praca z wyświetlaczem dotykowym w zasadzie nie różni się od pracy na tablecie. Tak więc dostęp do fizycznych gałek i suwaków pozwala nam po pierwsze obsłużyć więcej niż jeden regulator równocześnie (chyba, że ktoś jest jednoręki), a po drugie daje większą precyzję regulacji, niż kręcenie wirtualnymi gałkami na ekranie tabletu. O wiele łatwiej jest bowiem podnieść poziom danego źródła dźwięku o jeden czy dwa decybelki, mając „pod łapą” fizyczny suwak, który wystarczy „dygnąć” palcem, niż próbując w taki sam sposób „dygnąć” wirtualny suwak na tablecie. W moim przypadku w pierwszym podejściu często kończy się to albo nie poruszeniem wybranego suwaka w ogóle, albo przesunięciem go znacznie więcej niż zamierzałem, albo – chyba najczęściej – owszem „dygnięciem” o zamierzoną wartość, ale w momencie odrywania palca niesforny tłumik wraca do pozycji wyjściowej.

Zobacz także test wideo:
United Studio Technology UT Twin87 - mikrofon studyjny
United Studio Technology UT Twin87 - mikrofon studyjny
Debiutancki produkt nowej firmy trzeba uznać za duży sukces. Mikrofon wygląda świetnie, w obliczu swojej funkcjonalności kosztuje relatywnie niedużo i w zasadzie może zastąpić dwa lub nawet trzy różne mikrofony. Chyba wypada się zgodzić z opinią firmy United Studio Technology, że „każda kolekcja mikrofonów zaczyna się od jakiegoś pojedynczego egzemplarza, a UT Twin87 jest pod tym względem doskonałym wyborem, oferując mocne, relatywnie neutralne brzmienie z nieznacznie podkreśloną prezencją. Dzięki temu ma szansę stać się głównym mikrofonem w każdym studiu i do zastosowań w każdej konfiguracji”.

Szybkość pracy, oprócz tego, że jednocześnie możemy np. kontrolować poziom sygnału danego kanału i zmieniać ustawienie wybranego filtra korektora, przejawia się też w tym, że nawet na małych, kompaktowych mikserach (jak SQ5 czy X32 Compact) dostępnych mamy przynajmniej 16 tłumików, a więc bez przełączania warstw mamy natychmiastowy dostęp do 16 kanałów. W większych konsoletach jeszcze więcej, albo np. 16 wejść i 8 wyjść. Na tablecie przeważnie mamy widocznych na raz 8 kanałów, więc jest więcej przewijania lub przełączania.

Kolejna rzecz, z pozoru niezbyt ważna, to fakt, że w przypadku miksera klasycznego mamy obie ręce wolne, a tablet musimy w którejś ręce trzymać, a więc obsługujemy go tylko jedną ręką. Oczywiście dostępne są różnorakie uchwyty, w które można „zapiąć” tablet i przyczepić do jakiegoś statywu, ale – przynajmniej dla mnie – obsługa tabletu w taki sposób jest jeszcze mniej precyzyjna, niż trzymając go w jednej „łapie” i obsługując drugą. I wreszcie na tablecie nie będziemy mogli się oprzeć, gdy zaczną nas boleć plecy od długotrwałego stania, a na mikserze sprzętowym zawsze możemy oprzeć dłonie albo łokcie (jak kto woli) – może to drobiazg, ale jednak…

Dobrze, ale przecież i miksery rackowe obsługiwane zdalnie z tabletu muszą mieć jakieś zalety, skoro są również chętnie kupowane. Zanim jednak o tym, dwa zdania, czym w ogóle są

MIKSERY RACKOWE

To – jak sama nazwa wskazuje – miksery, które można zamontować w racku, w którym zajmują przeważnie dwie, trzy lub cztery jednostki (2U-4U) lub jako wolnostojące. Są to więc urządzenia stosunkowo lekkie i niewielkie, nie zajmujące wiele miejsca, tak w transporcie, jak i na scenie. Napisałem „na scenie”, bowiem nie spotkamy ich raczej na stanowisku FOH czy MON, dlatego, że usytuowane są one najczęściej tam, gdzie w przypadku „normalnych” mikserów stoją współpracujące z nimi stageboxy. Miksery rackowe są bowiem urządzeniami all-in-one, mając w jednej obudowie zestaw wszystkich wejść i wyjść, całą niezbędną elektronikę przetwarzającą sygnały, a także – w niektórych przypadkach – prosty interfejs użytkownika, pozwalający na obsługę miksera.

Do tej kategorii urządzeń zaliczymy np. Qu-PAC Allen & Heatha, Yamahę TF-Rack czy X32 Rack Behringera. Co prawda próba „kręcenia” miksu z wykorzystaniem tego, co na panelu czołowym mają te miksery przypomina kopanie fundamentów pod dom za pomocą łopatki do piasku, ale w razie „awarii” możemy dotrzeć do praktycznie wszystkich funkcji i parametrów miksera i dokonać odpowiednich zmian/korekt. Tak więc teoretycznie do obsługi nie potrzebują one dodatkowego urządzenia w postaci tabletu, ale praktycznie bez niego się nie obejdzie.

Druga grupa do miksery rackowe bez interfejsu użytkownika, czyli wyglądem przypominające zwykły stagebox.

Tutaj już bez zdalnego urządzenia, które da nam dostęp do wszystkich bloków funkcyjnych miksera i ich parametrów się nie obejdzie. Bez tabletu możemy sobie jedynie włączyć lub wyłączyć mikser, w niektórych też zamutować wszystkie wyjścia i/lub wejścia albo wyregulować głośność na wyjściu słuchawkowym.

Tego typu urządzeń jest na rynku znacznie więcej, niż mikserów rackowych z interfejsem, bo też dzięki zaoszczędzeniu na wyświetlaczu/przyciskach/regulatorach ich cena jest bardziej atrakcyjna. A skoro do obsługi tak jednych, jak i drugich w zasadzie tablet jest niezbędny, to po co przepłacać za coś, czego i tak nie będzie się używało. Tyle, że miksery „interfejsowe” dają nam pewną gwarancję, że nie pozostaniemy na lodzie, gdy padnie nam tablet lub połączenie wi-fi między mikserem a tabletem. Samemu trzeba sobie więc skalkulować, czy warto dopłacić dodatkowe pieniądze za „wyjście awaryjne” w postaci interfejsu użytkownika, choćby tak uproszczonego, czy „idziemy na żywioł” i nie pozostawiamy sobie żadnej furtki.

Miksery bez interfejsu ma w swojej ofercie wielu producentów, zarówno ci, którzy mają miksery „interfejsowe” (Allen & Heath Qu-SB, Behringer X32-C oraz cała rodzina X Air), jak i inni (Midas, Mackie, Presonus, QSC, RCF).

O wadach mikserów rackowych, a konkretnie o minusach sterowania nimi za pomocą tabletu już co nieco wspomniałem, gdy omawiałem miksery klasyczne. Może więc teraz parę zdań o zaletach używania „rakowców” w porównaniu do „klasyków”?

Po pierwsze rozmiar – miksery rackowe, jak już wiemy, mają wielkość przeciętnego procesora efektów czy wzmacniacza, albo małego stageboxa, są więc nie tylko lekkie, ale i bardzo poręczne – zarówno w transporcie, jak i w użytkowaniu. Do ich przetransportowania i przygotowania do pracy w zupełności wystarczy jedna osoba, np. realizator, bez konieczności proszenia o pomoc jak zwykle bardzo zajętych kolegów-techników. To samo tyczy się miejsca pracy – mikser taki przeważnie stawiamy na lub przy scenie, bo pełni on również rolę stageboxa. Nie zajmuje więc miejsca na widowni, nie potrzebuje specjalnego stanowiska (co też ma swoje minusy, bo realizator nie jest odseparowany od publiczności, a to czasami bywa wręcz koniecznością), nie „zagraca” też zbytnio sceny.

Kolejnym plusem jest to, że realizator nie jest „uwiązany” do jednego miejsca na widowni, tylko może się swobodnie po niej poruszać, mając jednocześnie pełną kontrolę nad miksem. Z drugiej strony nie jest to już tylko domena mikserów rackowych, bowiem gros mikserów klasycznych również oferuje możliwość ich częściowego lub pełnego sterowania z tabletu lub komputera, a więc można i w tym przypadku „porzucić” bezpieczną „budkę realizatora” i pospacerować po całej nagłaśnianej przestrzeni, dokonując na bieżąco – a nie dopiero po powrocie na FOH – niezbędnych korekt w miksie czy brzmieniu poszczególnych instrumentów/wokali. No ale miksery rackowe mają to niejako „w zestawie”, a tradycyjne „opcjonalnie”. Z tego też powodu konsoletę rackową może podczas koncertu „nadzorować” jeden z członków zespołu, choć jest to i trudne – bo ciężko jednocześnie grać czy śpiewać i klikać w tablecie – i dość iluzoryczne, bo przecież będąc na scenie tak naprawdę nie wiemy, co i jak słychać na przodach. No, ale można…jak się ktoś uprze.

I wreszcie na koniec – cena miksera obsługiwanego zdalnie z tabletu, szczególnie takiego bez żadnego interfejsu użytkownika, w porównaniu z mikserem tradycyjnym, oferującym taką samą, lub zbliżoną liczbę wejść/wyjść oraz możliwości obróbki sygnału, jest znacząco niższa – a to często jest argumentem zasadniczym.

Fakt, że trzeba jeszcze zainwestować w iPada czy tablet, ale z drugiej strony jest to sprzęt wielofunkcyjny, który można wykorzystać do innych celów (np. „modnego” obecnie nauczania zdalnego), a mikser to mikser… i nic więcej.

Trzeba jednak wspomnieć o jednym minusie takiego rozwiązania, o którym wcześniej nie napisałem. Otóż mikser rackowy jest sterowany zdalnie z tabletu, najczęściej z wykorzystaniem połączenia bezprzewodowego po Wi-Fi. Jak wiadomo połączenia bezprzewodowe nie są niezawodne, szczególnie jeśli operujemy w zatłoczonym paśmie 2,4 GHz. Musimy się więc liczyć z utratą zasięgu – czy to spowodowaną pojawiającymi się interferencjami, czy po prosty wyjściem z pola stabilnego zasięgu, gdy realizator zapuści się w odległe zakątki nagłaśnianej widowni. A brak zasięgu to utrata możliwości kontroli miksera, która – jak życie pokazuje – często przytrafia się w najmniej odpowiednim momencie, a więc np. gdy właśnie trzeba zamutować jakiś kanał czy powrót efektu, albo podgłośnić lub ściszyć jakiś instrument lub wokal. Z mikserem tradycyjnym raczej nie ma tego problemu, może natomiast przytrafić się inny wypadek (rzadko, bo rzadko, ale jednak), gdy ktoś lub coś „zmasakruje” nam naszą skrętkę lub inne połączenie konsolety ze stageboxem na scenie. Natomiast zawiesić może się tak jeden, jak i drugi – jak to z urządzeniami cyfrowymi czasem bywa.

REASUMUJĄC

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, który mikser jest lepszy, a który gorszy. Tak samo jak z systemami nagłośnieniowymi – nie można zawyrokować, że systemy line-array są lepsze od klasycznych, bo o ile w plenerach – szczególnie dużych – są niezastąpione, o tyle już w pomieszczeniach nie zawsze będą najlepszym rozwiązaniem. Tak samo jest z mikserami. Zespoły „samomiksujące się”, czyli znakomita większość kapel weselnych itp., które mają swoje własne systemy nagłośnieniowe, instalowane i obsługiwane przez członka/ów zespołu, raczej nie będą potrzebować stosunkowo dużego i nieporęcznego miksera „stołowego”, bo i tak podczas występu nie będą go obsługiwać, a na próbie można tego dokonywać z równym powodzeniem z wykorzystaniem tabletu. A zaoszczędzone pieniądze można przeznaczyć na inne cele, np. dodatkowy subbas czy lepsze mikrofony. To samo tyczy się zespołów grających „regularne” koncerty, ale w większości przypadków w niewielkich pomieszczeniach, np. w klubach. W takich przypadkach, nawet jeśli z zespołem jeździ realizator, jest to o tyle wygodne, że może on sobie stać/siedzieć gdziekolwiek, bez zajmowania często i tak niewielkiej przestrzeni przeznaczonej dla widzów, na dodatek nie będąc „uwiązany” do miksera, „przywiązanego” z kolei do sceny skrętką czy (Boże uchowaj) analogową pytą. Aczkolwiek sam proces miksowania podczas występu może nie być tak „fajny”, jak w sytuacji, gdy ma się pod palcami prawdziwe tłumiki i gałki – i mówię to z całą świadomością z własnego doświadczenia. Ale to ja, komuś innemu może bardziej odpowiadać praca z tabletem, a o gustach czy preferencjach przecież się nie dyskutuje.

Z drugiej strony jeśli mamy firmę rentalową, nawet niewielką, albo mamy w klubie własny, niezły system nagłośnieniowy, mikser sprzętowy jest bardziej uniwersalnym, bowiem nie każdy realizator przyjeżdżający z zespołem będzie chciał kręcić miks na tablecie. Oczywiście inną kwestią jest, czy akurat dany model konsolety komuś spasuje, ale to temat na inny artykuł. Łatwiej jednak jest zaakceptować komuś przyzwyczajonemu do pracy na tradycyjnej „desce” inną niż się preferuje, ale o podobnym sposobie obsługi, niż nawet całkiem nieźle „wypasioną”, ale o zupełnie innej filozofii pracy.

Natomiast na dużych wydarzeniach, albo takich, na których występuje duża liczba wykonawców, wybór jest w zasadzie tylko jeden – tradycyjna konsoleta i to uznanej marki. I to nie tylko z powodów już wyżej wspomnianych – czyli większej łatwości i szybkości pracy, większych możliwości oraz stabilności połączenia, ale też i dlatego, że liczba wejść w konsoletach rackowych jest – biorąc pod uwagę wszystkie znane mi modele – ograniczona do maksymalnie 32 kanałów, a to na takich wydarzeniach często jest niewystarczające.

Star icon
Produkty miesiąca
Aurora DSP Mr. Hector - cyfrowa emulacja wzmacniacza gitarowego
JBL PRX ONE - przenośny zestaw głośnikowy
Apogee Symphony Desktop - interfejs audio
Close icon
Poczekaj, czy zapisałeś się na nasz newsletter?
Zapisując się na nasz newsletter możesz otrzymać GRATIS wybrane e-wydanie jednego z naszych magazynó