Więcej...

Acustica Audio Magenta 4 - wirtualny tor sygnałowy

Oprogramowanie | 22.12.2018  |  Marcin Staniszewski
Marka:  Acustica Audio

Magenta to bestseller firmy Acustica Audio. Nic dziwnego, jest bowiem jedną z pierwszych wtyczek, które mogły się równać ze analogowymi pierwowzorami. W tym wypadku z legendarnym korektorem Massive Passive.

Kilka miesięcy po tym, jak usłyszałem wczesną wersję Magenty, jeszcze w czasach niezgrabnej, pierwszej odsłony platformy Nebula, sprzedałem swoje lampowe korektory. Miałem wtedy do dyspozycji tylko pojedyncze pasma, ale jak zacząłem podbijać górę, to otworzyły się niebiosa i na chwilę stała się światłość...

Najnowsza, czwarta odsłona Magenty niesie wiele usprawnień technicznych. Jest wydajniejsza, eliminuje efekt przykrego echa przy ekstremalnych podbiciach dołu, ale, co najważniejsze z punktu widzenia konsumenta, wyposażona jest nie tylko w korektor, ale właściwie wszystko, co firma Manley ma w swojej ofercie. Dostajemy więc sześć wtyczek: korektor, kompresor emulujący różne modele Manleya (odpowiedniki ELOP, SLAM! i Vari MU), channel strip i preampy. Każdy z plug-inów jest dostępny zarówno w wersji standardowej jak i ZL (zero latency). Trzeba zauważyć, że użytkownicy, którzy zakupili jakąkolwiek wcześniejszą wersję Magenty, dostają te wszystkie cudeńka za darmo. Filozofia godna naśladowania.

Korekcja w Acustica Audio Magenta 4

Zacznijmy od perły w koronie, czyli emulacji korektora Massive Passive, dostępnej tu w wersji mono i stereo. Od razu w oczy rzuca się zmiana szaty graficznej; nie ma też osobnych pokręteł Cut i Boost dla parametru Gain. W nowej wersji jest po prostu jedno pokrętło, którym płynnie przechodzimy od cięcia do podbicia. Dodano też opcję filtru półkowego dla każdego z pasm.

Jeśli chodzi o brzmienie, to nie ma większych niespodzianek – jest po prostu fenomenalne. Nie słyszałem jeszcze wtyczki, która tak bezboleśnie dodawałaby „powietrza” w najwyższych rejestrach (może z wyjątkiem korektora Ruby tej samej firmy). Jeśli chcecie zacząć od najbardziej spektakularnych efektów, po prostu włączcie korektor w wersji stereo na sumie, aktywujcie przełącznik CL (linkowanie obu kanałów), ustawcie najwyższe pasmo na 16 albo 26 kHz w trybie półkowym i podbijcie kilka decybeli. O ile wcześniej nie zepsuliście miksu, wszystko pięknie się otworzy i nabierze niepowtarzalnego blasku. Prawie jak w reklamie szamponu do włosów. Jest to na tyle subtelne, że w pierwszej chwili wydaje się, iż procesor nie działa. Do momentu, gdy wyłączycie wtyczkę...

Wersja stereo różni się od wersji mono tym, że pozwala na niezależną kontrolę każdego z kanałów i oferuje dodatkowy odcień korekcji (A oznacza standardowy korektor Massive Passive, zaś B aktywuje sekcję środka z channel stripu Voxbox). Masteringowcy nie pogardzą też możliwością pracy w trybie Mid-Side. Swoją drogą, ten korektor stworzony jest wręcz do aplikacji masteringowych, choć z pewnością nie jest to narzędzie o chirurgicznym charakterze. Nawet przy najwyższych ustawieniach dobroci, Magenta działa dość szeroko, co pokazują wyraźnie wykresy znajdujące się w instrukcji obsługi. Nie bez przyczyny Massive Passive określany jest w środowisku inżynierów dźwięku mianem „Pulteca na sterydach”.

Kompletny pakiet Magenta 4 składa się z wtyczek Channel-strip Pre, EQ i Comp. Kompresor i korektor dostępne są w wersji monofonicznej i stereofonicznej, a wszystkie wtyczki w opcji Standard i Zero Latency.

Nie oznacza to rzecz jasna, że Magenty nie można wykorzystać w innych scenariuszach niż sesje masteringowe. Osobiście sięgam po tę wtyczkę, gdy chcę dodać charakteru wokalowi, ale bez zagrywek w stylu SSL. Często wystarczą dwa decybele w okolicach 2 i 5 kHz albo podobne podbicie gdzieś pomiędzy 100 a 200 Hz i głos natychmiast dostaje „talentu”. Nie mówiąc już o wspomnianym wcześniej wypełnieniu powyżej 16 kHz.

Piękno tego korektora polega na tym, że nawet przy mocno przegiętych ustawieniach trudno sprawić, by materiał źródłowy brzmiał źle. Może zabrzmieć niewłaściwie w danym kontekście, ale góra nigdy nie jest jazgotliwa i nieprzyjemna. Tak działa naszpikowany lampami oryginał i tę samą właściwość udało się zachować w wersji Acustica Audio. To szczególnie istotne w przypadku języka polskiego. Jeśli kiedykolwiek przeżyliście piekło rozjaśniania polskiego wokalu, to wiecie o czym mowa. To jeden z bardzo niewielu korektorów, który znacznie ułatwia to zadanie.

Na uwagę zasługują wybitnie naturalnie brzmiące filtry górno- i dolnoprzepustowe pyszniące się w centralnej części interfejsu. To z kolei mój faworyt, jeśli idzie o kasowanie nieprzyjemnego świstu z gitar elektrycznych. Wystarczy ustawić odcięcie filtru dolnoprzepustowego na 12 albo 9 kHz i sprawa załatwiona bez większych strat w ludziach i gitarach.

Kompresja w Acustica Audio Magenta 4

Wtyczki kompresorów są co prawda tylko dwie (wersja mono i stereo), ale po prawej stronie interfejsu znajdziecie niepozorne ikonki, które pozwalają na zmianę emulowanego urządzenia. Do wyboru mamy kompresor z Voxboxa, Vari-Mu, Vari-Mu w trybie limitera, optyczny kompresor ELOP i SLAM! Jak widać czai się tu cały arsenał do obróbki dynamiki, za pomocą którego można rozwiązać 90% problemów w każdym miksie.

Najlepiej zacząć zabawę od najprostszego w obsłudze ELOP-a. Można go spokojnie nazwać współczesnym odpowiednikiem LA-2A – ma tę samą prostotę obsługi, gęstość i fakturę. Wystarczy ustawić próg działania Threshold i skompensować poziom Makeup. W tym trybie trzeba się mocno starać, żeby sygnał zacząć brzmieć źle. Nie ma mowy o zjadaniu górnego pasma, co bywa problemem w tego typu urządzeniach. Czysta, smukła redukcja. Jeżeli nie chce się Wam grzebać w dziesiątkach ustawień, to – jeśli o wokale idzie (szczególnie te łagodniejsze) – kompresor ten jawi się jako najpiękniejszy „głupi Jaś”, działając w bardzo muzykalny i przejrzysty sposób. Nie wyobrażam sobie obecnie lepszego combo wokalnego niż on i korekcja z Magenty.

Równie elegancko prezentuje się kompresor z Voxboxa. Po jego kliknięciu dodatkowo aktywują się parametry Attack i Recovery. Sweet spot jest tu naprawdę szeroki, ale na typowych wokalach popowych ustawienie najszybszego ataku i powrotu mniej więcej na godzinę 12 wydaje się dobrym punktem wyjścia, którego z reguły nie trzeba zanadto modyfikować. To po prostu działa.

Z kolei poszukiwacze mocniejszych wrażeń powinni zainteresować się modelem D2. Instrukcja podaje, że jest to wierna kopia kompresora FET. Oczywiście nie ma mowy o firmie Manley, ale kto ma uszy i oczy zorientuje się, że chodzi o kompresor SLAM! W odróżnieniu od D1 (czyli opisanej wcześniej emulacji ELOP-a), mamy tu do czynienia z o wiele szybszymi czasami ataku i powrotu i bardziej agresywną redukcją sygnału, przez co tryb ten lepiej sprawdzi się np. przy obróbce bębnów albo mocarnych, rockowych wokali.

Z kolei zupełnie inną historię prezentują tryby C1 i C2 oparte na kompresorze Variable Mu Limiter Compressor. Z racji swojej topologii (bardzo podobnej do użytej w legendarnym kompresorze Fairchild 670), urządzenie to idealnie nadaje się do obróbki grup stereo. Nie przez przypadek sprzętowa wersja Manleya stała się standardem w studiach masteringowych. Fenomen tego urządzenia polega znowu na prostocie. Jako że głębokość kompresji oraz jej kolano zmienia się w zależności od ustawienia progu działania, użytkownik musi właściwe dostroić tylko czas ataku i powrotu. Parametr Ratio dostraja się „automatycznie” w tym sensie, że w trybie kompresji jest to 1,5:1 z łagodnym kolanem, zaś w trybie ograniczania (C2) do akcji wkracza bardziej agresywne ratio 4:1, które zwiększa się aż do 20:1 przy tłumieniu powyżej 12 dB.

Co ciekawe, im głębsza kompresja, tym łagodniejsze kolano. W praktyce oznacza to bardzo organiczną i przejrzystą kompresję, która brzmi dokładnie tak, jak określił to jeden z użytkowników: „jakby ktoś nagle przytulił twoją muzykę solidnym, ciepłym gestem”. Gdy używam jakiegoś kompresora na miksie (z reguły jest to emulacja SSL tej samej firmy, czyli SAND), staram się nie przekraczać 2 dB tłumienia. W przypadku C1 nawet przy 4 dB tłumienia na typowej piosence rockowej wszystko dalej brzmi spójnie i robi się zwarte. Nie czuć też żadnych deficytów w najniższym paśmie, nawet bez aktywnego filtru side-chain.

Choć jest to typowy kompresor masteringowy, z racji opisanej wyżej gradacji głębokości działania świetnie sprawdzi się przy obróbce wokalu. Nie zapominajmy, że w przypadku każdego modelu w duchu innych wtyczek firmy Acustica Audio, do dyspozycji mamy sekcję SHMOD, która pozwala na dodatkową ingerencję w kształt obwiedni ataku. W pozycji 2 mamy oryginalny charakter kompresora, pozycja 1 to najszybszy atak, przy zerze uaktywnia się układ lookahead (4 ms), zaś powyżej dwóch czas ataku się wydłuża.

Czasy ataku i powrotu

Każdy z trybów pracy kompresora Magenta charakteryzuje się nie tylko innym sposobem tłumienia sygnału, ale też różnym zakresem dostępnych czasów reakcji, co przekłada się na charakter brzmieniowy i zakres zastosowań danego typu procesora. Krótsze czasy lepiej sprawdzają się w przypadku dźwięków o charakterze perkusyjnym, zaś dłuższe przy obróbce materiałów muzycznych.

Tor kanałowy w Acustica Audio Magenta 4

Channel strip zawiera sekcję kompresora, korekcji i preampów w jednej, ogromnej wtyczce. Co do preampów, to z równym pietyzmem zsamplowano sekcje wzmocnienia z każdego z wymienionych wyżej urządzeń. I tak, pod A1 i A2 znajdziemy wejścia i wyjścia z Massive Passive (numer dwa oznacza wersję masteringową), B to Voxbox, C to Variable Mu, zaś D to SLAM! Ten ostatni jest też dostępny w wersji D Mic (Stereo Mic In) i D FLT (wersja z filtrem górnoprzepustowym 100 Hz).

Nie ma się tu nad czym rozwodzić – aktywujesz sekcję preampu i albo Ci się podoba jej brzmienie, albo nie. Prawda jest też taka, że na pojedynczych śladach naprawdę trudno jest wychwycić różnicę, a i na każdym śladzie w pełnym miksie też bywa z tym różnie, choć obecny jest efekt „zaokrąglania” sygnału, co ma pewnie związek z subtelną saturacją, pojawiającą się przy odpowiednim wysterowaniu.

Podsumowanie

Na rynku istnieje wiele rozwiązań emulujących działania klasycznych kompresorów i korektorów. Sama Acustica Audio oferuje kilka innych korektorów o podobnej charakterystyce (np. Ruby, Purple albo White). Jeśli jednak miałbym kupić jeden zestaw hi-endowych wtyczek, to zdecydowanie postawiłbym właśnie na Magentę, bo oferowane w jej ramach narzędzia oferują najlepszy stosunek jakości i użyteczności do ceny. Właściwie brakuje mi jedynie chirurgicznego korektora do usuwania „brudów” w wąskim paśmie, ale poza tym, za pomocą Magenty 4 można zmiksować dowolny materiał dźwiękowy z jakością o jakiej do tej pory mogliśmy tylko marzyć.

 

Nasze spostrzeżenia

+ brzmienie w pełni porównywalne z klasycznymi urządzeniami lampowymi
+ kilka modeli wyjątkowo funkcjonalnej kompresji
+ możliwość zastosowania w najwyższej jakości torach sygnałowych

- nieco „tajemnicze”, trudne do zapamiętania nazewnictwo modułów

 

Zakres zastosowań

- najwyższej klasy tor sygnałowy (przedwzmacniacz, korektor i kompresor) do pracy na grupach i całych miksach
- dedykowany głównie do zastosowań masteringowych

 

Informacje

Funkcja pakiet zawierający wtyczki Channel-strip Pre, EQ, EQ Stereo, Comp i Comp Stereo w wersji Standard i Zero Latency (ZL). Bazuje na silniku Core 12.
Format VST, AAX (Windows); VST, AU, AAX (OS X).
Zabezpieczenie licencja i progra
Producent Acustica Audio