Więcej...

Arturia Collection 7 - pakiet instrumentów wirtualnych

Oprogramowanie | 11.08.2019  | Marcin Staniszewski
Marka:  Arturia

Za cenę budżetowych monitorów studyjnych możesz mieć teraz brzmienia niemal wszystkich klasycznych syntezatorów świata. Świat stanął na krawędzi!

Arturia to obecnie lider w zakresie emulacji klasycznych syntezatorów sprzętowych. Dwa lata temu miejsce to chciała zająć firma IK Multimedia, wypuszczając na rynek podobną kolekcję pod nazwą Syntronik. Włosi, w przeciwieństwie do Francuzów, postawili na hybrydę sampli i algorytmów; V Collection nie posiłkuje się próbkami, ale stawia na algorytmy i modelowanie fizyczne. W praktyce okazało się, że Syntronik nie może się równać z siłą rażenia V Collection.

Najnowszą, siódmą wersją flagowej kolekcji instrumentów wirtualnych Arturia potwierdza swoją dominację, choć nie ma mowy o rewolucji, a raczej o kontrolowanej ewolucji. Obecnie pełny zestaw składa się z 24 instrumentów, wśród których znajdują się emulacje absolutnie ikonicznych syntezatorów, takich jak m.in.: Prophet 5, Roland Jupiter 8, Synclavier, Buchla, Oberheim SEM czy Minimoog.

B3 v2

W porównaniu do poprzedniej wersji pakiet zyskał trzy nowe instrumenty: Casio CZ, Synthi AKS oraz Mellotron. Gruntownemu przemodelowaniu uległa również symulacja Hammonda B3, która w najnowszej odsłonie zawiera w sobie aż siedem modeli ikonicznych organów: 1960 A100, 1961 B3, 1962 C3, 1963 B3, 1964 A100, 1968 C3 i 1969 C3. Jest też pięć modeli głośników typy Leslie, cztery sloty na dodatkowe efekty oraz bardzo dobrze brzmiący pogłos splotowy. Głośniki jak i pogłos są również dostępne w Mellotronie, co znacznie poszerza jego paletę barwową.

W nowym B3 mamy obecnie emulację 7 typów organów Hammonda oraz 5 zestawów Leslie.

Gdy mowa o emulacji B3, to nie sposób nie zauważyć, że wprawdzie ulepszono silnik audio instrumentu, tak by brzmiał jeszcze bliżej sprzętowego oryginału, ale wciąż mówimy o bliskim kuzynie, a nie o klonie. Jest coś fizycznego w tym wirującym głośniku, co wciąż wymyka się programistom. Jakiś ciężar i brud, którego algorytmy nie są w stanie udźwignąć. W tej dziedzinie w domenie cyfrowej Leslie w wersji IK Multimedia wiedzie jednak prym. Najlepszy wyniki udało mi się łącząc konkurencyjne produkty - nowa wersja B3 autorstwa Arturii w połączeniu z Leslie IK Multimedia daje wybitne rezultaty. [Miłośnikom Hammonda polecamy też sprawdzić możliwości doskonałej wtyczki GG Audio Blue 3 – przyp. red.].

Synthi

Organy organami, ale największym hitem nowej V Collection jest Synthi V, czyli emulacja legendarnego Synthi AKS z 1972 roku. Sprzętowy oryginał to dziś wydatek rzędu 50.000 zł, więc niewielu śmiertelników będzie miało okazję się z nim zapoznać. Jeśli jednak ktoś raz słyszał na żywo ten instrument, nie można pomylić go z niczym innym. Pod względem sonicznym jest on piekielnie trudny do podrobienia, bo w gruncie rzeczy mówimy o niemal elektroakustycznym instrumencie (wystarczy wspomnieć wbudowany pogłos sprężynowy „grający” do spółki z obudową), który w dodatku ze swojej natury jest dość chimeryczny. To jest syntezator, który żyje swoim życiem i nie do końca można go w pełni kontrolować. Dlatego emulacja nie ma prawa brzmieć jak oryginał. Brak jej tego charakterystycznego ciepła rezydującego w dolnym środku, tego puszystego pomruku i odrobiny nieprzewidywalności. Ale są też plusy, w postaci funkcji niedostępnych w wersji sprzętowej, które znacznie osładzają pewien niedosyt w działce brzmieniowej. Synthi V wyposażono bowiem w prosty, acz użyteczny sekwencer, i w przeciwieństwie do swojego protoplasty jest to instrument polifoniczny (cztery głosy). Znajdziemy tu też zaawansowane obwiednie i elegancką matrycę modulacji, która w połączeniu z trzema slotami efektowymi potrafi zmienić każdy patch nie do poznania.

Za sprzętowy oryginał syntezatora Synthi zapłacimy ok. 50.000 zł. Synthi V zagra bardzo podobnie za ułamek procenta tej kwoty.

I wreszcie, w wersji Arturii mamy do dyspozycji blisko 300 presetów mogących być doskonałymi punktami wyjściowymi do dalszej obróbki dźwięku. Nie zapominajmy, że oryginalny instrument ma półmodularną architekturę opartą na matrycy i pinach, za pomocą których tworzy się połączenia pomiędzy poszczególnymi sekcjami syntezatora. Oznacza to, że aby w ogóle wydobyć dźwięk z tego potwora, trzeba mieć dość konkretną wiedzę a propos jego budowy. Swoją drogą polecam doskonałą instrukcję obsługi, która dokładnie opisuje budowę instrumentu i tłumaczy zależności pomiędzy jego elementami. Oczywiście można na ślepo wsuwać piny i sprawdzać co się stanie, ale to może być zabawne tylko przez chwilę i raczej nie ułatwi zapanowania nad brzmieniem. Wiadomo, że to eksperymentalny instrument, ale niekiedy nie ma czasu na eksperymenty. Inna sprawa, że jak nie ma czasu na eksperymenty, to być może trzeba wybrać inny instrument, ale tu już wchodzimy na grunt filozoficzny...

Puryści mogą machnąć ręką ze zgorszeniem, ale producenci szukający inspiracji zdecydowanie powinni zapoznać się z Synthi V, bowiem w studyjnym boju sprawdza się znacznie lepiej niż jako eksponat muzealny i wciąż brzmi bardzo dobrze. Mimo że nie jest to oryginał, może być prawdziwym źródłem inspiracji, a przecież o to ostatecznie chodzi.

Analog Lab


Oprócz trzech nowych instrumentów i ulepszonego Hammonda, Arturia poddała liftingowi Analog Lab, który doczekał się wersji czwartej. Oferuje on przekrój brzmień ze wszystkich instrumentów pełnej wersji (choć nie są to wszystkie brzmienia z pełnej kolekcji, to i tak mówimy o ponad ośmiu tysiącach presetów) oraz brzmienia syntezatora Pigments, którego nie znajdziecie w V Collection. Okrojona liczba brzmień i parametrów może być w tym kontekście błogosławieństwem, więc warto rozważyć, czy naprawdę potrzebujecie pełnej V Collection. Analog Lab 4 jest po prostu przyjaźniejszy w obsłudze, szczególnie jeśli jesteście posiadaczami dowolnego kontrolera MIDI ze stajni Arturii – wszystkie parametry automatycznie mapują się pod fizyczne pokrętła i niemal każdy z nich można kontrolować za pomocą komunikatów MIDI CC. Za szczęściarzy mogą się też uważać posiadacze klawiatur Native Instruments z serii Komplete Kontrol, gdyż V Collection jest w pełni kompatybilny z protokołem NKS. Cieszą też takie drobiazgi, jak skalowalne w zakresie od 60-200% okna indywidualnych instrumentów oraz rewelacyjny system wyszukiwania i filtrowania brzmień, co przy takiej liczbie presetów jest rzeczą wręcz kluczową.

CZ

Kolejnym hitem nowego V Collection jest CZ V, czyli emulacja Casio z serii CZ, a konkretnie Casio CZ-101 i CZ-1000. Wielu z nas firma Casio kojarzy się z mało poważnymi instrumentami nadającymi się co najwyżej na komunijny prezent, ale w latach 80. inżynierowie z Casio stworzyli unikalną serię instrumentów cyfrowych z serii CZ, które do dziś uważane są za jedne z najbardziej charakternych i jednym tchem są wymieniane obok Yamahy DX7 i Rolanda D-50. Flagowy model CZ 5000 opierał się na architekturze „phase distortion” (będącej bardzo udaną próbą ominięcia patentu Yamahy na syntezę FM – przy. red.) i oferował 16 głosów lub 8, gdy wykorzystywało się dwa oscylatory na głos. Nigdy nie słyszałem oryginału, ale to co słyszę w głośnikach po odpaleniu CZ V bardzo mi się podoba. Dźwięk ten mógłbym określić jako „proud digital”: bardzo agresywny, kanciasty i pełen niespodzianek. Trochę jak wspomniana Yamaha DX7, ale nie aż tak szklisty. Najbardziej podobają mi się brzmienia basowe, które mogą być bulwersująco wręcz brutalne, z wyraźnym punktem i atakiem, co nie wyklucza obecności urokliwych padów jednoznacznie kojarzących się z latami 80. Co drugi preset pełen jest słyszalnego szumu i raczej nie walczono tu z redukcją aliasingu... Świetna alternatywa dla wytartych, „analogowych” brzmień.

Casio CZ to syntezatory o wyjątkowym, typowo cyfrowym brzmieniu. Pod tym względem wersja firmy Arturia nie ustępuje oryginałom.

Podobnie jak w przypadku Synthi, tutaj też znalazło się miejsce dla kilku smakowitych ulepszeń. Dwie matryce modulacyjne 8x8 oferujące 24 źródła modulacji i ponad 40 celów; wielostopniowa obwiednia (za jej pomocą można skonstruować absurdalną, szesnastostopniową krzywą) i 32 głosowa polifonia w zupełności wystarczą, żeby zupełnie zatracić się w grach i zabawach studyjnych. Podobnie jak Synthi V, CZ V również wyposażono w sekcję efektów i blisko 500 presetów, wśród których nawigację znacznie uprzyjemnia sprytny system wyszukiwania i filtrowania wyników.

Mellotron

Debiutujący w 1963 roku Mellotron uważany jest za protoplastę wszystkich współczesnych samplerów. Znacie doskonale to lekko nawiedzone brzmienie flecików i smyków, choćby z takich nagrań jak Strawberry Fields Forever Beatlesów albo The Court Of The Crimson King zespołu King Crimson. Oryginał oparty był na jubilerskim wręcz mechanizmie z fragmentami taśmy, na których nagrany był dany instrument akustyczny. Po wciśnięciu klawisza nagranie z instrumentem było odtwarzane. Dostępny czas „samplingu”: osiem sekund. Arturia trzyma się tego limitu czasowego, bo ograniczenia instrumentu często stanowią kręgosłup jego natury i narzucają konkretny styl pracy.

Wirtualna wersja Mellotrona, podobnie jak oryginał generuje dźwięki kojarzące się ze specyficznym klimatem „nawiedzenia”.

Mellotron Arturii brzmi świetnie, ale jest porównywalny z konkurencją, taką jak UVI Mello, czy klasyczny już GForce MTron Pro. Jednak tym co odróżnia go od reszty stawki, jest możliwość załadowania do silnika własnych sampli, które dodatkowo można zapętlać i odtwarzać w kilku różnych trybach. Nie wspominając o tym, że użytkownik może decydować o głębokości efektu fluktuacji sterowanej przez Aftertouch, saturacji oraz poziomu odgłosów mechaniki samego instrumentu. Pamiętajmy też, że z racji swojej archaicznej budowy, oryginał nie oferował kontroli za pomocą komunikatów Velocity – przyciśnięty klawisz po prostu wyzwalał nagranie i nie było mowy o zmianie dynamiki. Wersja Arturii taką funkcjonalność oferuje.

Jeśli dodać do tego 65 sampli fabrycznych (zawierających „taśmy” z modeli Mark I, Mark II, M300 oraz M400), to szybko okaże się, że mamy czynienia z najbardziej rozbudowaną wersją Mellotrona na rynku. Tu też zadbano o czteroslotową sekcję efektów oraz charakterny pogłos splotowy, który idealnie współgra z przykurzonym charakterem sonicznym instrumentu. Osobiście to mój faworyt spośród wszystkich nowych wtyczek V Collection.

Podsumowanie

Jeśli miałbym dziś decydować się na jeden pakiet syntezatorowych emulacji, to zapewne postawiłbym na V Collection. Co prawda najbliższa konkurencja, czyli Syntronik, oferuje instrumenty porównywalne brzmieniowo, ale ze względu na użycie sampli dość irytujące jest kilkusekundowe czekanie na załadowanie się wybranego presetu. Poza tym Arturia oferuje znacznie głębszą ingerencję w silnik syntezatorów, poszerzając ich oryginalną funkcjonalność. Brzmieniowo Francuzi również plasują się w ścisłej czołówce obok takich firm jak Xils Lab czy U-he.

Ta jakość ma niestety swoją cenę. Pakiet V Collection jest dość wymagający, jeśli chodzi o zasoby komputera. Na mojej studyjnej maszynie wyposażonej w 16 rdzeni i 32 GB pamięci RAM, zużycie procesora wahało się pomiędzy 20 a 60% w zależności od instrumentu i liczby użytych głosów. W tej sytuacji niegłupim pomysłem wydaje się dedykowana maszyna, przeznaczona wyłącznie do obsługi V Collection. Traktujemy wtedy taki komputer jak sprzętowy instrument, co ma tę zaletę, że można zawsze grać z niezmienną, niską latencją i nie trzeba się martwić o „wagę” setu, nad którym obecnie pracujemy.

 

Nasze spostrzeżenia

+ najbardziej kompletna na rynku oferta w zakresie syntezy wirtualnej w oparciu o modelowanie klasycznych instrumentów
+ pełna kompatybilność z kontrolerami Arturia oraz Native Instruments NKS
+ niedoścignione możliwości w zakresie kreowania brzmienia w oparciu o funkcjonalność najbardziej znanych syntezatorów świata
+ dostępność „odchudzonego” w zakresie edycji instrumentu Analog Lab
+ wyjątkowo atrakcyjna cena pakietu

- brak w pakiecie syntezatora Pigments
- może wymagać zastosowania dodatkowego dysku, systemu lub komputera

 

Zakres zastosowań

- wszechstronna funkcjonalność w zakresie projektowania brzmień i kompletnych partii opartych sonicznie na możliwościach klasycznych syntezatorów oraz instrumentów elektrycznych i elektromechanicznych

 

Informacje

Platforma Windows 7 i wyższy (64 bity); Apple OS X 10.11 i wyższy
Wymagania minimum 4 GB RAM; procesor 2,5 GHz; 16 GB przestrzeni na dysku, grafika OpenGL 2.0
Format samodzielna aplikacja, VST 2.4, VST 3, AAX, Audio Unit, NKS
Zawiera 24 instrumenty wirtualne, ponad 8000 presetów
Zabezpieczenie Arturia Software Center
Dystrybucja AudioTech
Producent Arturia