Więcej...

PSPaudioware MasterComp - procesor masteringowy

Oprogramowanie | 27.09.2005  | Tomasz Wróblewski
Marka:  PSPaudioware
Nasz Typ

O jakości wtyczek PSP nie trzeba przekonywać nikogo, kto choć raz miał z nimi do czynienia. MixPressor zyskał powszechne uznanie jako szybkie w obsłudze i wygodne narzędzie pracy, a VintageWarmer wyrobił sobie wśród użytkowników na całym świecie opinię jednego z najlepiej brzmiących kompresorów cyfrowych symulujących urządzenia analogowe. Ale MasterComp idzie jeszcze dalej...

MasterComp jest procesorem pracującym ze zmiennoprzecinkową rozdzielczością 64 bity, co w połączeniu z wykorzystaniem trybu FAT (Frequency Authentication Technique) zapewnia najwyższą aktualnie możliwą do osiągnięcia dla procesorów cyfrowych przezroczystość wobec obrabianego sygnału. FAT, wykorzystany już wcześniej w procesorze PSP MasterQ, polega na zastosowaniu podwójnego próbkowania sygnału przed jego obróbką, co pozwala przenieść jakiekolwiek problemy z liniowością lub fazą sygnału poza pasmo akustyczne. Wszystko ma jednak swoją cenę – FAT zwiększa obciążenie procesora. Dlatego, podobnie jak w przypadku MasterQ, funkcję FAT można wyłączyć jeśli zasoby procesora są ograniczone, a my nie słyszymy wyraźnych korzyści z jej stosowania. W przypadku komputera IBM R50 z procesorem Pentium M/1,4GHz różnica w obciążeniu przy włączonej i wyłączonej funkcji FAT wynosiła 25%, a dla komputera stacjonarnego z procesorem Pentium 4/2,4GHz – 20%. Generalnie więc MasterComp nie jest pobłażliwy wobec procesora komputera i wykorzystuje jego moc bez litości. W obu komputerach testowych obciążenie z włączoną funkcją FAT wahało się między 30 a 40%, a z wyłączoną od 10 do 15%. To jednoznacznie wskazuje na zastosowanie MasterComp w procesach masteringowych, wobec gotowego i zgranego już materiału, albo – ale to opcja tylko dla wyjątkowo mocnych maszyn – na grupach w procesie miksowania. Zastosowanie MasterCompa w insertach kilku-kilkunastu śladów zdecydowanie odpada – do tych celów najlepiej wykorzystać klasycznego już VintageWarmera albo MixPressor.

Jest jeszcze jedno ograniczenie. MasterComp na ten moment dostępny jest wyłącznie dla komputerów z systemem Windows jako wtyczka VST, DirectX i RTAS. Wersja dla komputerów Macintosh planowana jest w późniejszym czasie, ale – jak sugerują przedstawiciele PSP – będzie przeznaczona wyłącznie dla komputerów od G5 wzwyż, z uwzględnieniem maszyn zbudowanych na procesorach Intela. Właściciele makówek G3 i G4 nie będą mogli korzystać z dobrodziejstw MasterCompa.

Dwie skrajności

Koncepcja każdego kompresora czy to realizowanego na drodze analogowej, czy cyfrowej jest podobna. Ten sam sygnał trafia na wejścia dwóch bloków – wzmacniacza sterowanego napięciem i detektora sygnału. Czym większy poziom sygnału, tym większy poziom napięcia sterującego wzmacniaczem (pojawiającego się na wyjściu detektora) i tym większe tłumienie wzmacniacza wobec sygnału na wyjściu. Mimo tak prostej zasady działania kompresorów urządzenia te mogą brzmieć lepiej lub gorzej, na co wpływ ma wiele cech, by wymienić chociażby charakterystykę czasową detektora, zachowanie się wzmacniacza przy silnym tłumieniu (w słabych konstrukcjach objawiające się zduszonym brzmieniem) czy wreszcie reakcja obu bloków na transjenty, których przetwarzanie ma decydujący wpływ na postrzeganie charakteru brzmieniowego materiału audio. Jeśli do tego dodamy jeszcze takie funkcje jak możliwość włączenia filtrów w szereg z detektorem, które pozwalają zawęzić działanie kompresora do wybranego zakresu częstotliwości, albo implementacja cyfrowego ogranicznika typu brick wall, który w dobie walki o każdy ułamek decybela głośności materiału audio odgrywa niesłychanie istotną rolę, to z prostego urządzenia zaczyna nam się robić prawdziwe monstrum. A jeszcze praca w trybie stereo bez „pływania” panoramy, a jeszcze prawidłowa implementacja wskaźników wysterowania, które szczególnie w masteringu odgrywają bardzo ważną rolę, itp., itd.

Wszystko to sprawia, że zrobienie dobrego, uniwersalnego i w pełni funkcjonalnego kompresora na drodze analogowej już dawno przestało mieć sens, chyba że chodzi o klasyczne rozwiązania typu vintage, które są świetne, ale nie zawsze i nie wszędzie. Z kolei cyfrowe urządzenia z wielopasmową kompresją, które doskonale sprawdzają się jako narzędzia do bardzo precyzyjnej obróbki czy wręcz naprawy miksów, nie zawsze zdają egzamin jako ów werniks, który nadaje ostateczną formę i wygląd obrazowi muzycznemu, jak robią to dobre kompresory szerokopasmowe.

Niejako na przecięciu się tych dwóch prostych wyznaczonych przez oba typy kompresorów znajduje się PSP MasterComp. Interfejs graficzny procesora do złudzenia przypomina VintageWarmera, choć kształt gałek i mierników nawiązuje bardziej do lat 70. i 80. minionego wieku niż do stylizowanych na lata 60. kontrolek VW. Zrezygnowano ze wskaźnika ustawień w formie mechanicznego licznika obrotów, a w jego miejsce zaimplementowano znacznie bardziej praktyczne wskazania liczbowe pojawiające się nad kontrolkami w momencie ich edycji. „Odwrócenie” procesora, którego dokonujemy klikając na napisie PSP MasterComp pokazuje też, że mamy do czynienia ze znacznie mniejszą liczbą kontrolek wynikającą z faktu, że MC działa szerokopasmowo, w przeciwieństwie do VW, który może także pracować trójpasmowo.

Przejdźmy do meritum

Sekcja główna kompresora wyposażona jest w gałkę progu zadziałania (THRESHOLD), pozwalającą na regulację w zakresie od -30 do +6dB. Jeśli podczas regulacji tego parametru wciśniemy klawisz Shift, wówczas znacząco wzrasta precyzja regulacji, a nie jest to bez znaczenia, gdyż próg kompresji można ustawiać z dokładnością do 0,01dB. Drugi istotny dla kompresji parametr, współczynnik kompresji (RATIO), ustawiany jest skokowo – od 0,5:1 do Ą:1. Widzimy zatem, że MasterComp może działać zarówno jako ekspander jak i jako limiter, realizując „po drodze” wszystkie ustawienia Ratio typowe dla kompresora.

Dwa pozostałe parametry kompresji to ATTACK i RELEASE. Czas ataku można ustawić od 0,01 do 1 sekundy, a czas powrotu od 100ms do 10s. W obu przypadkach można skorzystać z funkcji automatycznej regulacji tych parametrów, choć raczej byłbym skłonny nazwać ją półautomatyczną. Ustawiony gałką czas jest wówczas czasem nominalnym, a algorytm, który analizuje poziom i częstotliwość występowania transjentów w sygnale, odpowiednio go skraca lub wydłuża. Taka implementacja automatyki sprawia, że przy optymalnym ustawieniu czasu nominalnego możliwe jest zmniejszenie zniekształceń (czasy „podążają” za dynamiką utworu, ale wyłącznie w zakresie narzuconym przez użytkownika), co zaowocuje pozytywnymi skutkami nawet w przypadku tak wymagających gatunków jak klasyka, jazz itp.

Gałka MAKE-UP pozwala na skompensowanie spadku poziomu sygnału po bloku dynamiki. Tu także można skorzystać z funkcji automatyki (optymalny poziom wyliczany jest przez analizę ustawień Ratio i Threshold), ale automatyka funkcji Make-Up jest dodatkiem do jej ustawienia ręcznego, które nawet w trybie włączenia automatyki pozostaje nadrzędne.

Zastosowanie funkcji mieszania sygnału wejściowego z sygnałem po kompresorze (gałka MIX) to funkcja zaimplementowana pod kątem tych inżynierów masteringu, którzy często korzystają z tego zabiegu podczas pracy. Ma on na celu zachowanie transjentów zawartych w oryginalnym materiale, a jednocześnie umożliwia podniesienie poziomu sygnałów słabszych niż transjenty. Warunek – oba sygnały, po kompresji i bezpośredni, muszą być w idealnie zgodnej fazie, co z pewnością dołożyło programistom PSP trochę pracy...

Formowanie poprzez filtry

Blok sidechain (zespół filtrów wtrąconych w tor sterowania wzmacniaczem, pozwalający definiować częstotliwości, które będą poddane kompresji) został zrealizowany w oparciu o dwa przestrajane filtry: jeden regulowany w zakresie 25Hz-400Hz, a drugi w zakresie 1kHz-16kHz. Domyślnie pierwszy filtr jest górnoprzepustowy a drugi dolnoprzepustowy o maksymalnym tłumieniu 15dB, ale klikając na ikonach na lewo od napisu LOW i na prawo od napisu HIGH możemy zmienić ich tryb pracy na półkowy z podbiciem 12dB dla częstotliwości wyznaczonych ustawieniem obu gałek. Pracujące w tym trybie filtry, a zwłaszcza filtr niskich częstotliwości, można wykorzystać np. do uzyskania efektu „pompowania” kompresji w rytm niskich tonów. To ostatnio dość często stosowany efekt – pozornie prosty do uzyskania, ale niekoniecznie za pomocą kompresorów wtyczkowych... Dużym ułatwieniem w procesie obsługi jest możliwość włączenia podsłuchu sygnału po filtrach, który będzie sterował wzmacniaczem. Tu musimy zastosować „myślenie odwrotne”, bowiem to co słyszymy po wciśnięciu przycisku MON jest sygnałem, który kompresor będzie redukował w sygnale wyjściowym, zostawiając nieobrobione dynamicznie częstotliwości, których nie słyszymy.

Posłuchajmy

Do testów odsłuchowych wykorzystałem komputer P4/2,4GHz z 1GB RAM i systemem Windows XP SP2, interfejs FireWire RME Fireface 800 oraz kilka rodzajów odsłuchów: multimedialne monitory Creative S700, słuchawki Sennheiser HD600, słuchawki Ultrasone HFI-2000 (obie pary podłączane do wyjścia słuchawkowego interfejsu), monitory aktywne Genelec 1030 oraz monitory Adam Audio S2.5A. MasterComp uruchamiałem pod kontrolą edytora Sony Sound Forge 7.0.

Z początku pewne zdziwienie wywołuje fakt, że... nie słychać pracy kompresora. Jest wykonanym z najwyższą precyzją kompresorem cyfrowym oferującym wszystko to co najlepsze w klasycznych urządzeniach analogowych z najwyższej półki jakościowej, czyli klarowność i transparentność w przetwarzaniu sygnału.

Nawet pobieżne porównanie z takimi procesorami jak iZotope Ozon, Waves C1 i RComp bardzo szybko pokazało, że przy tych samych ustawieniach podstawowych parametrów kompresji (punktem wyjścia było Ratio 1,4:1, Threshold -12dB, Attack 10ms, Release 1s, Make-Up +3dB) MasterComp już zapewnia wyraźne podniesienie głośności z zachowaniem wszystkich akcentów dynamicznych; w przypadku pozostałych kompresorów uzyskanie wrażenia tej samej głośności okupione było koniecznością podniesienia poziomu Make-Up (stosowano wyłącznie ustawienia ręczne) lub zwiększeniem głębokości kompresji, a w konsekwencji mniejszą czytelnością akcentów. Nawet jeśli założymy, że różnice mogą wynikać z różnic w pracy pomiędzy trybem Peak a RMS, to w miarę trwania porównań coraz jaśniejsze stawało się, że stosując MasterComp nie ma potrzeby szukania kompromisu między optymalną głośnością a zachowaniem jak najlepszego przetwarzania transjentów (jak to ma miejsce w większości kompresorów). Produkt PSP sprawia, że obrabiany nim dźwięk nabiera masy, energii i dynamiki, nie gubiąc przy tym nic ze swego oryginalnego charakteru brzmieniowego, ani nie zyskując „walorów”, którymi z własnej inicjatywy obdarza go kompresor. Gdy mamy materiał z dużą zawartością akcentów dynamicznych, a nie chcemy ich zgubić podnosząc poziom głośności, wówczas doskonale zdaje egzamin funkcja Mix. Ustawiamy głębszą kompresję, filtry sidechain nastawiamy tak, by kompresor działał dla częstotliwości np. od 300Hz do 4kHz i teraz odpowiednimi nastawami gałek MIX i MAKE-UP ustawiamy żądane proporcje między sygnałem bez kompresji, a sygnałem z kompresją. Dynamika zostaje zachowana, a głośność wzrasta bez istotnego zakolorowania sygnału.

Sporo czasu poświęciłem badając ewentualne korzyści wynikające z zastosowania funkcji FAT. Zasadniczą różnicę daje się usłyszeć w odniesieniu do wysokich częstotliwości, głównie hi-hatu i blach. W niektórych nagraniach hi-hat z wyłączoną FAT stawał się nieco bardziej krzykliwy i agresywny, a „uspokajał się” po jej włączeniu. W innych hi-hat wyraźnie chował się z tyłu przy wyłączonej FAT i pięknie pojawiał się z przodu po zmianie pozycji przełącznika. Z kolei mocno przesterowane gitary brzmiały lepiej z wyłączoną funkcją FAT; różnica była subtelna, ale wyraźna. Aktywowanie FAT daje natomiast znakomite efekty wobec delikatnych uderzeń w blachy zestawu perkusyjnego, które stają się wówczas bardzo wyraźne i czytelne. Takie niuanse są możliwe do wychwycenia głównie dzięki temu, że MasterComp w ogóle nie podbarwia dźwięku; gdyby nie różnica w głośności to czasem trudno byłoby rozróżnić brzmienie bez kompresji i z kompresją... Reasumując kwestię FAT: w lżejszych gatunkach muzycznych skłaniałbym się do jej użycia, a w cięższych do jej wyłączenia. Należy zaznaczyć, że odsłuchów dokonywano przy próbkowaniu 44,1kHz i 48kHz. Producent sugeruje, że przy materiale o wyższej częstotliwości próbkowania różnice mogą być innego charakteru lub stosowanie trybu FAT może nie mieć żadnego sensu.

Podsumowanie

Produkty firmy PSP, poza doskonałym brzmieniem cenione są przez użytkowników głównie za to, że dają możliwość znacznie głębszej ingerencji w ustawienia niż w wielu konkurencyjnych produktach. Jeśli jest już tryb automatycznego ustawiania czasu i kompensacji poziomu sygnału, to użytkownik może ustawić swój własny poziom, do którego będzie się odnosić automatyka. Jeśli są wszechstronne wskaźniki, to działają one w odniesieniu do poziomów zdefiniowanych przez użytkownika. Jeśli jest sidechain, to można go wykorzystać na wiele sposobów. Wszystko to sprawia, że procesor jest niesłychanie wygodnym narzędziem w rękach ludzi, którzy wiedzą jak go wykorzystać. Nieco inaczej wygląda to z perspektywy osób, które najchętniej widziałyby tylko gałkę GORZEJ/LEPIEJ. MasterComp wymaga wiedzy i świadomości tego co się chce osiągnąć. Co więcej, jest to kompresor, którego wszystkie zalety wykorzystamy tylko wtedy, gdy będziemy mieli do dyspozycji dobrej klasy sprzęt odsłuchowy. Na sprzęcie klasy popularnej ustawienie właściwej kompresji może być trudne albo wręcz niemożliwe. Nazwa MasterComp odnosi się bowiem nie tylko do zastosowań, ale i umiejętności osoby używającej tego narzędzia.

Potężne możliwości MasterComp sprawiają, że w zasadzie nie można go rozpatrywać jako konkurenta dla wtyczek natywnych (od których w wielu przypadkach jest wyraźnie lepszy, w tym także jeśli chodzi o apetyt na CPU...), ale raczej jako ekwiwalent urządzeń sprzętowych wysokiej klasy. Bez wątpienia MasterComp wyznacza zupełnie nowy poziom w dziedzinie wtyczkowych procesorów dynamiki. Mam wrażenie, że wszyscy, którzy twierdzili iż analogowe cacka za kilka tysięcy dolarów są w finalnej obróbce sygnału niezastąpione, mogą po kilku sesjach z MasterComp zmienić zdanie. Ale klasyczne sprzętowe kompresory w dalszym ciągu świetnie prezentują się w raku z urządzeniami, więc chyba nie ma potrzeby ich wyrzucać...

EiS 10-2005