Lewitt MTP 250 DM, MTP 440 DM, MTP 550 DM i LCT 140 - mikrofony live’owe

Sprzęt estradowy | 29.05.2020  | Piotr Sadłoń
Marka:  Lewitt

Producentów mikrofonów jest całkiem sporo – może nie aż tak wielu, jak producentów zestawów głośnikowych, ale też i więcej niż firm produkujących np. konsolety nagłośnieniowe. Jednym z nich, niestety mniej znanym niż tacy giganci jak Shure, Sennheiser czy Audix, jest austriacka firma, ale nie ta na literkę A (również całkiem nieźle znana). Chodzi bowiem o firmę Lewitt, a pretekstem do tego, aby tu o niej wspomnieć, są 4 modele mikrofonów tej marki, którą do naszej redakcji przysłał przedstawiciel tego producenta w Polsce, firma Mega Music.

Zanim jednak o tychże mikrofonach, kilka zdań o samej firmie

LEWITT

Wspomnienie o innym austriackim producencie mikrofonów nie było tu przypadkowe, bowiem założyciel firmy Lewitt, Roman Perschon, przez wiele lat pracował właśnie we wspomnianej firmie. W 2008 roku Roman opuścił rzeczoną firmę i dzięki znajomości z właścicielem doskonale wyposażonej fabryki w Chinach, który podzielał jego pasję związaną z tworzeniem mikrofonów, założył firmę projektującą (w Austrii) i produkującą (w Chinach) mikrofony. Tak więc siedziba główna firmy mieści się w Austrii, w Wiedniu, zaś produkcja odbywa się w Chinach – jednak przy bardzo starannym nadzorze. Sam prezes – jak możemy wyczytać ze strony internetowej Lewitt – połowę roku spędza w Chinach, nadzorując produkcję, zaś drugą połowę w Wiedniu, doglądając pracy inżynierów z działu R&D.

Z połączenia europejskiego know-how z dalekowschodnimi możliwościami w zakresie produkcji, spojonego doskonałą organizacją, strategiczną wizją i rozmachem działań powstało więc coś nietuzinkowego. Takie właśnie są mikrofony Lewitt – o eleganckim wyglądzie, solidnej konstrukcji, technologicznie zaawansowane i dostępne w relatywnie niskich cenach. Aby nie być gołosłownym przyjrzymy się czterem wybranym produktom z całkiem bogatej, bo liczącej ponad 20 modeli mikrofonów oferty Lewitt. Z racji profilu czasopisma skupimy się na mikrofonach, które można wykorzystać na scenie, choć mogą one również znaleźć swoje miejsce w studiach nagrań, szczególnie pojemnościowy „paluszek” LCT 140, jak i dynamiczny, instrumentalny MTP 440 DM. Zaczniemy jednak od dwóch modeli mikrofonów dynamicznych dedykowanych do wokalu, czyli

Lewitt MTP 250 DM i Lewitt MTP 550 DM

Oba modele „z wyglądu” w zasadzie są identyczne – oprócz tego, że MTP 250 DM wyposażony jest w wyłącznik, umieszczony w taki sposób, że nie ma najmniejszej szansy, aby go przypadkowo wyłączyć (nawet aby go świadomie włączyć/wyłączyć trzeba się trochę „przyłożyć”). Wyłącznik ów jest opcjonalnym elementem i również 550-tka może być w niego wyposażona. Korpus mikrofonów z serii MTP wykonany jest z odlewu cynkowego, zaś kapsuła chroniona jest siatką stalową, tak jak pozostała część obudowy w kolorze czarnym. Siatka ta, w formie dwóch połączonych ściętych stożków, podzielona jest na dwie części – górna jest odkręcana, dzięki czemu mamy dostęp do kapsuły oraz wyciąganego (w celu wyczyszczenia czy wymiany) gąbkowego filtru anty-pop. Dolna część osłony, zakończona pierścieniem z logo Lewitt, znajduje się znacznie poniżej kapsuły, dzięki czemu miłośnicy trzymania mikrofonu za „główkę” mogą bez żadnych skutków ubocznych (zero wpływu na brzmienie i sprzężenia) trzymać mikrofon „za łeb”, pod warunkiem, że palce nie „wyjdą” powyżej owego pierścienia.

Korpus mikrofonów z serii MTP wykonany jest z odlewu cynkowego, zaś kapsuła chroniona jest siatką stalową, tak jak pozostała część obudowy w kolorze czarnym.

Jak wspomniałem już wcześniej oba modele to mikrofony dynamiczne, o charakterystyce kardioidalnej, dedykowane do wokalu/mowy, przy czym MTP 250 DM można uznać za tzw. entry level, zaś MTP 550 DM to w pełni profesjonalny przetwornik wokalowy. Dodać jeszcze trzeba, że w serii MTP jest jeszcze jeden przetwornik dynamiczny, MTP 840 DM – o charakterystyce superkarioidalnej – oraz trzy pojemnościowe: MTP 350 CM, MTP 740 CM i MTP 940 CM. Wracając do „naszych” wokalowych MTP-ków – porównując 250-kę do 550-ki, pierwszy z nich ma nieco większą czułość (choć specyfikacje producenta „twierdzą”, że oba charakteryzują się czułością 2 mV/Pa) i brzmieniowo jest trochę „jaśniejszy”, konkretnie w paśmie prezencji. Dzięki temu w przypadku używania MTP 250 DM przez mniej wprawnych w sztuce nagłaśniania użytkowników „na starcie” uzyskujemy dobrą zrozumiałość mowy czy lepsze „przebijanie” się wokalu w miksie. „Ceną” jaką za to zapłacimy jest trochę gorsza odporność na sprzężenia, niż 550-tki, choć z drugiej strony trzeba powiedzieć, że w obu przypadkach jest ona na całkiem wysokim poziomie. Natomiast porównując MTP 550 DM do najpopularniejszego mikrofonu wokalowego na świecie, firmy na literę „S”, okazuje się, że barwowo w zasadzie prawie się nie różnią (jak się za chwilę okaże, z naszych orientacyjnych pomiarów, pewna różnica jest tylko w najwyższym zakresie częstotliwości). Natomiast MTP 550 DM ma nieznacznie większą czułość – aby oba miały mniej więcej tą samą głośność, konkurent powinien mieć o 1-2 dB większy gain na mikserze/preampie (potwierdzają to też nasze pomiary).

MTP 250 DM i MTP 550 DM to przetworniki wyposażone w kapsułę dynamiczną.

Jeśli spojrzymy na zamieszczone w ramce pomiary widać, że potwierdzają się nasze wrażenia słuchowe oraz fakt, że MTP 250 DM ma o ok. 1 dB wyższą czułość niż MTP 550 DM, a z kolei ten o ok. 1-2 dB większą od 58-ki. Ma też nieco szersze pasmo w zakresie wysokich częstotliwości, natomiast w średnicy i dole pasma oba są praktycznie identyczne. Czas przejść do kolejnego z naszych bohaterów

Lewitt MTP 440 DM

To również dynamiczny i również kardioidalny mikrofon, ale dedykowany do zastosowań instrumentalnych – szczególnie do nagłaśniania werbla, tomów, ale powinien też nieźle sprawdzić się przy nagłaśniania wzmacniaczy gitarowych. Czy tak jest faktycznie – o tym za chwilę. Najpierw „rzut oka”, czyli kilka zdań, jak zbudowany jest MTP 440 DM. Podobnie jak pozostałe modele z serii MTP 440-tka ma korpus z odlewu cynkowego, a kapsuła chroniona jest stalową siatką, która jednak – inaczej niż w wokalowych – jest w dużej części integralną częścią obudowy. Odkręcany jest tylko „dekielek” jej górnej części, wewnątrz wyłożony cienką warstwą gąbki – dzięki czemu mikrofon można wykorzystywać do nagłaśniania np. instrumentów dętych.

MTP 440 DM ma korpus z odlewu cynkowego, a kapsuła chroniona jest stalową siatką, która jednak – inaczej niż w wokalowych – jest w dużej części integralną częścią obudowy.

MTP 440 DM ma nieco większą czułość, niż MTP 550 DM (zbliżoną do MTP 250 DM). Pasmo przenoszenia jest wyrównane w zakresie 100 Hz – 2 kHz (pomiar w odległości 1 m, a więc bez efektu zbliżeniowego – na małych dystansach mikrofon będzie znacząco „mocniej” przenosił niskie częstotliwości), powyżej zaś następuje podbicie pasma, którego maksimum przypada w okolicy 4,2 kHz (podbicie to jest dość wyraźnie większe, niż w 550-tce, a nawet 250-tce). Powyżej 5 kHz mamy delikatne podcięcie (do 10 kHz), po czym wykres „wraca na pozycję 0”, by powyżej 12 kHz sukcesywnie już opadać. Wynik pomiaru koresponduje z efektem odsłuchowym, w którym – jeśli porównujemy MTP 440 DM z MTP 550 DM – mamy wyraźnie więcej niskiego środka, ale też słyszalnie podbity wysoki środek. Dzięki temu 440-tka świetnie sprawdza się np. przy nagłaśnianiu werbla czy tomów, gorzej natomiast wypadnie jeśli przyjdzie nam do głowy nagłaśniać nim hi-hat. W przypadku nagłaśniania pieców gitarowych zasadnym może okazać się podcięcie podbitego zakresu, bo – szczególnie w przypadku przesterów – brzmienie może być zbyt jazgotliwe. Aczkolwiek w niektórych przypadkach, gdy będziemy mieć do czynienia z bardzo ciemno brzmiącymi gitarami/przesterami/piecami zastosowanie 440-tki może okazać się zbawienne. Podobna rzecz może być, jeśli będziemy nagłaśniać MTP 440 DM trąbkę, która z racji takiej a nie innej charakterystyki przenoszenia mikrofonu, bez zastosowania odpowiedniej korekcji może brzmieć trochę nazbyt ostro.

Zobacz także test wideo:
Bettermaker EQ232D - wirtualny Pultec na sterydach
Bettermaker EQ232D - wirtualny Pultec na sterydach
Bettermaker EQ232D to nic innego, jak rozwinięcie sprzętowego EQ230P pod postacią wtyczki dostępnej za pośrednictwem platformy Plugin Alliance.

W 440-tce odkręcany jest tylko „dekielek” górnej części osłony kapusły, wewnątrz wyłożony cienką warstwą gąbki.

Pozostał nam już tylko ostatni „zawodnik”, tym razem pojemnościowy

Lewitt LCT 140

I tu jest pewien mały problem. Otóż mikrofon ten w tzw. międzyczasie, tzn. od czasu, kiedy dotarł do naszej redakcji (a było to jeszcze na wakacjach, w lipcu) doczekał się swojego następcy, który ma oznaczenie LCT 140 AIR. Z racji jednak tego, że do testów mieliśmy LCT 140 (bez „AIR”) zajmiemy się przede wszystkim nim, a później wspomnimy czym różni się on do swojego następcy. LCT 140 ma „postać” klasycznego „paluszka”, czyli obudowę w postaci walca w kolorze czarnym, na której znajdują się dwa przesuwane, podpanelowe przełączniki i jeden przycisk. Do obsługi tychże potrzebne jest więc jakieś wąsko zakończone narzędzie, typu cienki śrubokręt płaski. Po podłączeniu mikrofonu do konsolety i podaniu (wymaganego) zasilania Phantom, opisy przełączników zostają podświetlone, a konkretnie podświetlony jest wybrany tryb.

Pierwszy, bliższy kapsuły przełącznik służy do wybierania poziomu tłumienia sygnału – dostępne są trzy tryby: 0 dB (bez tłumienia), -10 dB i -20 dB. Drugi przełącznik pozwala włączyć filtr górnoprzepustowy, a w zasadzie wybrać jeden z dwóch dostępnych – o częstotliwości granicznej 40 Hz i 300 Hz – plus oczywiście możliwość  pracy w pełnym paśmie. Zaś schowany głęboko w obudowie przycisk służy do wyłączenia – w razie potrzeby – owego podświetlenia. Do mikrofonu LCT 140 – jak i do wszystkich – dołączony jest uchwyt do statywu mikrofonowego. Z tym, że w przypadku pozostałych trzech, omówionych wcześniej, ma on postać klasycznej „łódki”, natomiast tutaj wykonany jest on w formie „obejmy” z możliwością regulacji „zaciśnięcia” jej wokół obudowy mikrofonu.

LCT 140 ma „postać” klasycznego „paluszka”, czyli obudowę w postaci walca w kolorze czarnym.

Mikrofon ma wyrównane pasmo przenoszenia, choć w większej odległości można zaobserwować sukcesywne, acz łagodne opadanie charakterystyki (w trybie pracy liniowej). Załączenie filtru górnoprzepustowego 300 Hz powoduje oczywiście wcześniejsze i bardziej strome wycinanie niskich częstotliwości, ale – o dziwo – dopiero od około 200 Hz w dół (a nie od 300 Hz, jak można by się spodziewać). Delikatnie podkreślone są też najwyższe częstotliwości LCT 140 świetnie nadaje się do nagłaśniania hi-hatu czy blach, dobrze też wypadł przy nagłaśnianiu tomów i werbla. W tych ostatnich przypadkach bardzo przydaje się możliwość załączeniu tłumika – 10- lub nawet 20-decybelowego – z racji tego, że jego czułość jest istotnie większa, niż przetworników dynamicznych (8 mV/Pa).

Czym różni się „stary” LCT 140 on nowego LCT 140, oprócz „dopisku” AIR? Po pierwsze wyglądem – w dalszym ciągu jest to czarny, metalowy (aczkolwiek z innego materiału) „paluszek”, ale trochę inaczej uformowana jest kapsuła (siatka chroniąca przetwornik nieco wystaje do góry), a także inne są przełączniki, które w AIR-ze są trzy, wszystkie przesuwne i wszystkie można przestawić bez konieczności wspomagania się jakimkolwiek narzędziem. Przełączniki są tylko dwupozycyjne i służą: pierwszy do załączenia tłumika PAD tłumiącego sygnał o -12 dB, drugi do włączenia filtru górnoprzepustowego o częstotliwości 80 Hz, natomiast trzeci koryguje charakterystykę z liniowej na lekko (no, może 5 dB nie powinno określać się mianem „lekko”) podbitą w zakresie wysokich częstotliwości (5-15 kHz). Charakterystyka kierunkowa jest co prawda taka sama (kardioida), ale znacząco wzrosła czułość – z 8 mV/Pa do 14,6 mV/Pa. Zmniejszył się za to zakres dynamiki – ze 124 na 115 dB, co jest związane z mniejszym maksymalnym poziomem ciśnienia dźwięku, jakie „nowy” LCT 140 jest w stanie przenieść (135 dB), w stosunku do „starego” (143 dB bez tłumika PAD). Różnica jest również w impedancji wewnętrznej, co prawda niewielka, bo raptem 23 omy, ale jednak. No i na koniec LCT 140 AIR jest lżejszy od poprzednika, i to sporo, bo aż o 129 g i jest nieco krótszy, konkretnie o 20 mm.

W odróżnieniu od pozostałych trzech prezentowanych mikrofonów LCT 140 jest przetwornikiem pojemnościowym.

Hmm, wychodzi na to, że mamy do czynienia z dwoma zupełnie innymi mikrofonami, które łączy jedynie charakterystyka kierunkowa i wygląd (o ile zamkniemy jedno oko, a drugie mocno przymrużymy). Trudno więc powiedzieć dlaczego LCT 140 AIR odziedziczył po poprzedniku nazwę i reklamowany jest jako następca. Tak czy siak „stara” wersja LCT 140 jest bardzo „przyjaznym” urządzeniem i choć przestawianie przełączników w żądane położenie może być nieco „upierdliwe”, to jeśli chodzi o brzmienie, naprawdę nie ma się do czego doczepić. A przecież to w mikrofonach jest najistotniejsze.

Więcej informacji o prezentowanych mikrofonach, jak i innych przetwornikach firmy Lewitt na stronie internetowej producenta: www.lewitt-audio.com oraz polskiego dystrybutora: www.megamusic.pl.

Informacje Lewitt MTP 250 DM

Przetwornik dynamiczny
Charakterystyka kardioidalna
Pasmo przenoszenia 60 Hz-18 kHz
Impedancja 280 Ω
Czułość 2 mV/Pa (-54 dBV)
Waga 335 g
Wymiary długość 175 mm, Φ49 mm
Cena 349 zł

 

Informacje Lewitt mtp 550 dm

Przetwornik dynamiczny
Charakterystyka kardioidalna
Pasmo przenoszenia 60 Hz-16 kHz
Impedancja 300 Ω
Czułość 2 mV/Pa (-54 dBV)
Waga 400 g
Wymiary długość 175 mm, Φ49 mm
Cena 499 zł

 

Informacje lewitt mtp 440 dm

Przetwornik dynamiczny
Charakterystyka kardioidalna
Pasmo przenoszenia 60 Hz-16 kHz
Impedancja 500 Ω
Czułość 2,5 mV/Pa (-52 dBV)
Waga 280 g
Wymiary długość 159 mm, Φ39 mm
Cena 419 zł

 

Informacje lewitt lct 140

Przetwornik pojemnościowy, elektretowy
Charakterystyka kardioidalna
Pasmo przenoszenia 30 Hz-20 kHz
Impedancja <150 Ω
Czułość 8 mV/Pa (-42 dBV)
Zakres dynamiki: 124 dBA
Maksymalny SPL 143 dB, 0 dB Pad
Waga 195 g
Wymiary długość 160 mm, Φ24 mm
Cena 598 zł