Sennheiser HD 560S - słuchawki wokółuszne

Sprzęt studyjny | 18.01.2021  | Tomasz Wróblewski
Marka:  Sennheiser
Nasz Typ

Moje wysłużone HD 600 od dawna proszą się o zmianę. Nic dziwnego zatem, że pojawienie się modelu HD 590S przyjąłem z zainteresowaniem i nadzieją.

Model HD 560S ma wszystko to, czego oczekujemy od nowoczesnych słuchawek wyższej klasy średniej. Nie licząc stalowego elementu pałąka, są wykonane z wysokiej jakości tworzywa, mają płaskie nauszniki, typowe dla tej serii zamszowe pokrycie elementów mających kontakt z naszą głową i wyprowadzony z jednej strony, odłączany kabel.

Konstrukcja Sennheiser HD 560S

Słuchawki przylegają dość ciasno, ale bez wrażenia nadmiernego ucisku, zapewniając bardzo stabilną pozycję na głowie. Są ponadto wyjątkowo lekkie, ważąc 240 g bez kabla. Ich charakterystycznym elementem jak bardzo duży zakres skokowej regulacji wysokości zawieszenia. W większości słuchawek nie przekracza on 30 mm, a tu mamy aż 60 mm po każdej ze stron. Może się to szczególnie spodobać osobom obdarzonym wyjątkowo bujną czupryną albo lubiącym pracować w nakryciu głowy.

Zakres ruchu samych nauszników jest niewielki, zaledwie kilka stopni w płaszczyźnie pionowej i poziomej. Nie są one zatem przeznaczone do składania, pracy na jedno ucho czy innych tego typu manipulacji. Są to po prostu standardowe słuchawki do zwyczajnej pracy i odsłuchu. Bagnetowe złącze kabla podłączanego do lewej słuchawki można lubić bądź nie. Dość daleko mu do komfortu złącza typu mini XLR, które możemy znaleźć np. w Beyerdynamic DT1990 Pro, choć i tak jest o całe dwa nieba wygodniejsze od fikuśnych, „audiofilskich” szpilek z HD 600. Nie zapominajmy też, że Beyerdynamic DT1990 Pro są blisko dwa razy droższe od HD 560S.

Nowe HD 560S są lekkie, wygodne, mają wyjątkowo niski profil i pozwalają na regulację wysokości nauszników aż do 60 mm.

Skoro o kablu mowa, jest on długi (3 m) i dość nietypowo zakończony złączem TRS 6,3 mm zamiast najczęściej stosowanego TRS 3,5 mm. W zestawie znajdziemy przejściówkę z 6,3 na 3,5 mm, która jest krótkim kablem, co znacząco ułatwia podłączanie słuchawek do urządzeń przenośnych. Wykorzystanie złącza 6,3 mm bezpośrednio na kablu to ukłon w stronę zastosowań profesjonalnych, gdzie właśnie ten typ gniazda funkcjonuje jako typowe wyjście słuchawkowe. Poza tym fabrycznie dołączane do HD 600 przejściówki 3,5/6,3, choć bardzo solidnie wykonane, po jakimś czasie zaczynają sprawiać kłopoty i z tego względu decyzja projektantów HD 560S wydaje się bardzo słuszna.

Poduszki nauszników mocowane są zatrzaskowo, a do ich zdjęcia potrzeba pewnej odwagi. Niemniej wszystko odbywa się bezproblemowo i jeśli kiedyś nastąpi konieczność ich wymiany, to dokonamy jej szybko i we własnym zakresie. Przetworniki mają membrany o średnicy 35 mm i wyposażono je w neodymowy magnes. Zewnętrzna, tylna część nauszników wykonana jest z perforowanej blachy, a ich wyjątkową płaskość uzyskano stosując trzpieniowe zawieszenie i odpowiednio pochylając wewnętrzną płaszczyznę. Wewnętrzna wyściółka nauszników wykonana jest z materiału.

Sennheiser HD 560S w praktyce

Pracując już blisko dwie dekady z wykorzystaniem HD 600 (ale też innych słuchawek, by zachować optymalną perspektywę), bezpośredniość HD 560S trochę mnie zaskoczyła i na początku pomyślałem, że to taka trochę tańsza wersja klasycznego modelu. Był wprawdzie głębszy bas, ale już środek i góra sprawiały wrażenie nie do końca selektywnych.

Wyposażone w 35-milimetrową membranę przetworniki pracują w ramach całkowicie otwartej struktury akustycznej, w której ciśnienia przedniej i tylnej strony membrany odpowiednio się równoważą.

I to jest właśnie taka sytuacja, w której przydaje się życiowe doświadczenie. Do każdych słuchawek trzeba się bowiem przyzwyczajać etapami. Jeśli efektem pierwszego kontaktu jest natychmiastowe pożądanie, wypieki na twarzy i chęć sięgnięcia po portfel, to dobrze jest, gdy obok znajduje się ktoś rozsądny i powie, abyśmy się trochę wstrzymali. Miłość od pierwszego odsłuchu w przypadku słuchawek zawsze jest czysto emocjonalna i nie przetrwa próby czasu. Mówię to ja, posiadacz kolekcji ponad 10 par słuchawek, które kupiłem niemal od razu, a których używam tylko sporadycznie, chcąc się upewnić, że powinny dalej leżakować na półce w magazynku. Zdobycie wiedzy o zdradliwej i podstępnej pierwszej miłości do słuchawek kosztowało mnie masę pieniędzy i dobrze Wam radzę – nie dajcie się zwieść!

Zobacz także test wideo:
Arturia Jun 6V - emulacja Rolanda Juno-60
Arturia Jun 6V - emulacja Rolanda Juno-60
Jun-6 V w całej okazałości, z dodatkowymi źródłami modulacji, funkcją Unison, efektami, przełączaniem „starości” instrumentu oraz czterema kontrolkami makro.

Najlepszą opcją jest sytuacja, gdy po pierwszym odsłuchu uznacie, że nie jest najgorzej, ale nie ma niczego, co powala na kolana. To wyraźny znak, że warto temat drążyć dalej. W przypadku mojej relacji z HD 560S tak właśnie było. Odbyliśmy kilka intymnych spotkań w różnych sytuacjach i w różnym otoczeniu sonicznym aż uznałem, że czas powiedzieć „sprawdzam” i dokonać serii pomiarów.

Porównanie charakterystyk przetwarzania i zniekształceń dla modeli HD 560S oraz HD 600. Wyraźnie widać wiele cech wspólnych, choć są też różnice: druga harmoniczna częstotliwości do 50 Hz ma w HD 560S dość wysoki poziom, co przekłada się na nieco mniejszą dokładność w reprezentacji najniższych tonów. Mamy natomiast znacznie bardziej wyrównane przetwarzanie w paśmie 7-14 kHz i nieco subtelniej ukształtowaną kompensację rezonansu kanału słuchowego.

Ich efekty zaskoczyły mnie totalnie, bo okazało się, że to jedne z najuczciwiej grających słuchawek, z jakimi kiedykolwiek miałem do czynienia. Wprawdzie poziom drugiej harmonicznej okazał się nieznacznie większy niż w HD 600, ale przetwarzanie oktawy 7-14 kHz jest w HD 560 bardziej wyrównane pod względem efektywności i fazy. Mają też lepszą odpowiedź impulsową (co może być pochodną starzenia się przetworników w HD 600) oraz bardziej wyraziste niskie tony. Nad tymi ostatnimi warto się chwilę zatrzymać, bo każdy użytkownik HD 600 wie, że jeśli słyszy w nich masywny bas, to z całą pewnością jest go za dużo. I działa to bardzo dobrze – gdy nauczymy się kontrolować niskie tony w HD 600 to nigdy nie będziemy mieć problemów z ich tłumaczeniem na głośniki i takie słuchawki, w których na basie nie oszczędzano. Natomiast HD 560S są pod tym względem nieco bardziej wylewne. Owszem, fajnie się tego słucha, ale trzeba się mieć na baczności, bo mogą nas trochę zaczarować.

Podsumowanie

HD 560S są bardzo wygodne i porządnie wykonane, choć trochę „plastikowe” w kontakcie, przypominając tańsze, budżetowe modele. Cierpi na tym ich powaga, jako słuchawek do zastosowań profesjonalnych, ale nie ujmuje im to niczego w kontekście jakości reprodukcji. W końcu po założeniu na głowę nie widzimy ich ani nie dotykamy, więc fizyczność pozostaje niejako drugorzędna. Być może są odrobinę za ciasne, ale to kwestia przyzwyczajenia i odgięcia stalowego nośnika w pałąku.

Jako konstrukcja otwarta, są bardzo przeźroczyste w kontekście izolacji sonicznej, praktycznie nie odcinając nas od dźwięków zewnętrznych. Nie mamy zatem poczucia zamknięcia we własnym świecie, co dla niektórych może być wadą, a dla mnie jest akurat zaletą. O przestrzeniach, obrazach i kolorach dźwięku przeczytacie na pewno w wielu audiofilskich recenzjach. Ci ludzie słyszą rzeczy, których normalny realizator dźwięku nigdy nie będzie w stanie usłyszeć. Jak dla mnie, poważne traktowanie panoramowania w słuchawkach jest niepoważne, a rozmowy o budowaniu głębi sceny mają taki sens, jak dyskusje o zasiedleniu Księżyca. Ważne jest, by prawidłowo słyszeć proporcje i mieć możliwość percepcji dźwięku w płaszczyźnie góra/dół. A z tym w HD 560S nie ma problemów.

Zważywszy na przystępną cenę najnowszych słuchawek Sennheisera, ich wysoką jakość brzmieniową i funkcjonalność w zastosowaniach profesjonalnych, HD 560S otrzymują rekomendację Nasz Typ. Pomału szykują się też do zastąpienia moich udających się na zasłużoną emeryturę HD 600. 

 

Nasze spostrzeżenia

+ klarowne, czytelne i dobrze kontrolowane brzmienie
+ bardzo wygodne i lekkie
+ duży zakres regulacji wysokości zawieszenia
+ optymalna efektywność, pozwalająca na współpracę z każdym wzmacniaczem słuchawkowym
+ odłączany kabel wyprowadzony z jednego nausznika i zakończony wtykiem TRS 6,3 mm

- przeciętnej jakości złącze bagnetowe
- sprawiają wrażenie nieco tańszych, ukierunkowanych na zastosowania konsumenckie

 

Zakres zastosowań

- relatywnie uczciwe brzmieniowo otwarte słuchawki do pracy na etapie miksu, świetnie sprawdzające się przy montażu materiału, zgraniach grup i sumy, a nawet finalizacji (masteringu)

 

Informacje

Konstrukcja dynamiczna, otwarta, wokółuszna
Impedancja 120 Ω
Pasmo przenoszenia 6 Hz-38 kHz (-10 dB)
Poziom SPL 110 dB (1 kHz/1 V RMS)
THD <0,05% (1 kHz/90 dB SPL)
Waga 240 g (bez kabla)
Close icon
Poczekaj, czy zapisałeś się na nasz newsletter?
Zapisując się na nasz newsletter możesz otrzymać GRATIS wybrane e-wydanie jednego z naszych magazynó