Więcej...

Anna Calvi - Hunter

14.09.2018 
Nasza ocena:
5 /6

Piekielnie uzdolniona wokalistka i gitarzystka Anna Calvi to dla mnie żeński odpowiednik Jacka White’a – ta sama pewność siebie, charyzma i rock’n’rollowy seksapil przy każdym uderzonym akordzie gitary. Wierzę jej w każdej piosence.

Tym bardziej, że tego głosu nie da się pomylić z żadnym innym. Posłuchajcie wokalnej eskapady pod koniec Don’t Beat The Girl Out Of My Boy, zaśpiewanej miarę Clare Torry w The Great Gig In The Sky Pink Floydów, albo w Swimming Pool, który mógłby być kolejnym bondowskim przebojem.

 

 

Przy tak dynamicznym głosie warto poeksperymentować z dwoma, a nawet trzema kompresorami w serii. Pierwszy pracuje tylko na szczytach i działa szybko, kolejne ustawione są na wolniejsze czasy reakcji i ujednolicają całość, redukując sygnał delikatnie, choć w takich przypadkach i tak najlepiej sprawdza się dobra, stara automatyka. Podoba mi się tu wszystko – od ciekawych patentów producenckich (wykorzystanie „śmieciowej” stłumionej stopy w Hunter albo krótkiego pogłosu typu Room na tomach w As A Man, otwierającego się później elegancko w refrenach) – po hipnotyczne, siarczyste gitary połączone z epickimi, filmowymi niemal aranżami.