Więcej...

Legendarny Afrojax - anarcho porno gran turismo

16.05.2019 
Nasza ocena:
5 /6

Legendarny Afrojax, czyli Michał Hoffmann to jeden z najbardziej kontrowersyjnych, ale też najbardziej przenikliwych tekściarzy i raperów na polskiej scenie. W jego twórczości humor toaletowy miesza się z bolesnymi punchline’ami analizującymi bezlitośnie nadwiślańską rzeczywistość. Można by powiedzieć, że to uliczny poeta wyklęty i że nie ma dla niego rzeczy świętych (rym niezamierzony).

- Legendarny Afrojax z założenia jest projektem chuligańskim i niechlujnym. Nie cyzeluję niczego, utwory mają być słuchalne i nic więcej. Miksuję na słuchawkach AKG K240, bo nie mam w domu właściwych warunków odsłuchowych, nie mogę hałasować. Jak chcę posłuchać na monitorach, to jadę do pracy, do radia. Masteringu właściwie nie robię, wyrównuję tylko głośność poszczególnych utworów regulując limiter na sumie (albo dwa limitery, bo cenię podwójną kompresję). Wszystko szybko, tanio, na ślinę i plaster [śmiech] – tłumaczy swoją filozofię Michał Hoffmann.

Może i jest na „ślinę i plaster”, ale też i może dlatego wszystkie te numery bujają, a Afrojax emanuje energią ulicznego kaznodziei, który oszalał pod naporem bodźców cywilizacyjnych. Praktycznie każda zwrotka zawiera jakąś błyskotliwą albo przewrotną myśl, po wysłuchaniu której chce się jednocześnie śmiać i płakać. Co ciekawe, mimo natłoku słów, porównań i wolnych skojarzeń, wokal nawet na chwilę nie ginie w aranżu, a każde słowo jest dobrze słyszalne, mimo niechlujnej maniery raperskiej Michała.

- Już na etapie obmyślania aranżu wiedziałem, że nie chcę zbyt wielu instrumentów. Postawiłem na klasyczne trio: perkusja, bas i akordy, z rzadka jakieś ornamenty, trochę melodyjek, by zostało dużo miejsca dla wokalu. Niestety nie cierpię brzmienia swojego głosu, do tego stopnia, że nawet go nie odsłuchuję w wersji saute. Od razu wrzucam na niego korektor, wycinam wszystko poniżej 150 Hz lub wyżej i czasami tnę jeszcze w okolicach 400-500 Hz, nigdy nic nie podbijam. Tuż za nim daję kompresor i kompresuję bezlitośnie mocno. Do wszystkich wstępnych operacji używam wtyczek firmy Sonnox. Uwielbiam ich narzędzia, TransMod uratował mi sporo sesji w przeszłości, SuprEsser to dla mnie jedyny sensowny de-esser, tylko Inflatora nie lubię. A końcowy roughmix (bo na tej płycie są same roughmixy) wykonałem tylko na pluginach SoundToys, zwłaszcza z wykorzystaniem Decapitatora oraz Radiatora – tłumaczy raper.

Podoba mi się brzmienie tej płyty – pełne, ale jednocześnie trochę zgrzebne. Kolejna sprzeczność, która tylko podkreśla niejednorodny twór jakim jest Afrojax. - Przy każdej płycie pracuję w inny sposób. Tym razem zdecydowałem, że zrobię całość tylko za pomocą myszki. W kąt poszły instrumenty i kontrolery, dałem sobie również spokój z zewnętrznymi kompresorami, preampami itd. Niech żyje piano roll i VSTi! Nigdy nie pracowałem w ten sposób i uznałem, że to może wprowadzić trochę świeżości. Najwięcej czasu poświęcam na bity – ustawiam ręcznie sample w Pro Tools 8 na linii czasu – zwykle do siatki, ale czasem lekko obok, w zależności od tego, jaki chcę osiągnąć groove. Mam ogromną bibliotekę sampli bębnów, gromadzonych od 20 lat, więc jest gdzie szukać brzmień. A potrzebuję ich sporo, bo stosuję zawsze technikę nawarstwiania. Stopa i blachy zwykle mają dwie, góra trzy warstwy, ale werble czasem aż pięć. Oprócz garów, cała reszta to głównie cztery stare instrumenty VST. Zależało mi na tym, żeby nie grać modnymi nowymi brzmieniami, tylko żeby to było obskurne. Ta czwórka to darmowa wtyczka TAL Bassline, Tassman i String Studio firmy Applied Acoustics Systems oraz całkiem niepopularny sampler Xpand, którego używałem do podbarwiania instrumentów (szczególnie basu), bo akordy, leady i basy też oczywiście są warstwowane – podsumowuje artysta.