Grimes - Miss Anthropocene

20.04.2020 
Nasza ocena:
3 /6

Do tej pory ceniłem kanadyjską producentkę i wokalistkę za unikalny styl i sporą wyobraźnię dźwiękową.

Jej albumy tętniły niebanalnymi pomysłami i nawet przyzwyczaiłem się do jej ultra-jasnego wokalu, którego na początku nie mogłem znieść (swoją drogą, jeśli podoba Wam się tak rozświetlony wokal, to warto się przyjrzeć nowej wtyczce Type B firmy Audio Thing, emulującej klasyczny exciter firmy Aphex). Niestety na piątej płycie Claire Elise Boucher, przerost formy nad treścią jest tak duży, że raczej nie planuję kolejnych odsłuchów. Nie chodzi już nawet o brak zapadających w pamięć melodii czy harmonii i o to, że każdy numer brzmi jak lekko zmieniona wersja poprzedniego, ale o obecność wybitnych zapchajdziur w rodzaju Delete Forever brzmiącego niczym odrzut z demówek Miley Cyrus albo Violence ocierający się o toporny eurodance.

Ale jeśli chcielibyście zabrzmieć jak Grimes, to proszę bardzo. Najpierw wokale, bo one są najbardziej charakterystycznym elementem w twórczości Kanadyjki – obcinamy niemiłosierne dół (stawiam na punkt odcięcia w okolicach 500 Hz) a później konkretnie podbijamy okolice 8-10 kHz). Dodatkowo można użyć wspomnianego excitera w postaci wtyczek Type A, Type B albo klasycznego już Vitalizera firmy SPL. Warto też poeksperymentować z użyciem pitchshiftera w rodzaju Little Alter Boya firmy Soundtoys, by uzyskać ten specyficzny efekt „śpiewającej nastolatki”. Reszta właściwie nie ma znaczenia – grunt, żeby było dużo subbasu i spory pogłos typu Plate i Hall odpalony na większości elementów nie będących basem.