Więcej...
Taśmy prawdy
Taśmy prawdy

Emulacje taśmowej saturacji to jeden z ostatnich bastionów domeny analogowej, który do niedawna pozostał niezdobyty przez zerojedynkowych demiurgów. Jeszcze kilka lat temu większość wtyczek usiłująca naśladować skomplikowane systemy rejestratorów taśmowych brzmiała jak niesmaczny żart.

Technologia
Marcin Staniszewski
2019-03-26

Było tak do momentu, gdy na rynku pojawił się VTM firmy Slate Digital. Kilka tygodni temu, premierę miał z kolei Taupe firmy Acustica Audio - wtyczka, która przez wielu uznawana jest za kolejny przełom w dążeniu do realistycznej emulacji taśmy. W międzyczasie jednak na rynku pojawiło się wielu innych ciekawych graczy, którzy oferują rozbudowane programy generujące przyjemne zniekształcenia harmoniczne gdzieś na styku saturacji, kompresji i korekcji. Postanowiłem się przyjrzeć najciekawszym z nich.

Do niedawna pogardzałem emulacjami taśm. Zniechęcał mnie płaski sound oraz przerost formy nad treścią. Te pretensjonalne interfejsy z obracającymi się szpulami, zajmującymi cały ekran... Poza tym wychodziłem z założenia, że taśma nie jest magicznym artefaktem. Efekty jej działania są przecież wymierne i każdy doświadczony inżynier powinien móc uzyskać podobne rezultaty używając dowolnej przyzwoitej wtyczki saturującej (choćby klasycznego Decapitatora w bardziej subtelnych ustawieniach) delikatnej kompresji i korekcji.

Szybko okazało się, że owszem, mogę osiągnąć podobne rezultaty, lecz zajmuje to o wiele więcej czasu. Nie wspominając o tym, że najnowsze wtyczki w rodzaju Satin, ReelBus 4, Magnetite czy Taupe oferują nie tylko wyjątkowo realistyczne odwzorowanie brzmienia klasycznych maszyn, ale jawią się jako kombajny do kreacji pełnych, eleganckich miksów a nawet efektów specjalnych.

Virtual Tape Machines

Jako wzorca użyłem Virtual Tape Machines (VTM) firmy Slate Digital, który wydaje się obecnie standardem trzymającym się nieźle, choć od jego premiery minęło już sześć lat. VTM należy do grupy wtyczek „konserwatywnych”, które nie silą się na emulację dziesiątek stołów taśmowych, za to są proste w użyciu, skuteczne i, co najważniejsze, brzmią naprawdę przekonująco. Byłem mile zaskoczony, gdy po raz pierwszy odpaliłem VTM na sumie miksu. W pierwszym momencie różnica wydawała się niewielka, ale gdy po paru minutach wcisnąłem przycisk Bypass, poczułem się jak daltonista, któremu tylko na chwilę dano możliwość cieszenia się kolorami. Po ponownej aktywacji wtyczki cały miks stał się bardziej muskularny i gęsty. W pierwszym momencie sądziłem, że to kwestia zwiększonej głośności, ale VTM ma zaimplementowaną automatyczną kompensację sygnału wyjściowego w stosunku do wejściowego, którym decydujemy jak bardzo chcemy saturować wirtualną taśmę. Okazuje się zatem, że to bardziej kwestia zniekształceń harmonicznych i subtelnej kompresji.

VTM oferuje dwie klasyczne maszyny wzorowane na dwucalowym 16-śladzie Studera (A827) prosto z legendarnego studia NRG oraz na dwuśladowym Studerze A80 RC. Tego pierwszego używano do nagrań wielośladowych, zaś drugi przeznaczony był do zgrań masteringowych, więc za ich pomocą można odtworzyć wintydżowy workflow. VTM oferuje dwie klasyczne prędkości przesuwu taśmy: 15 ips i 30 ips (ips – inches per second, cale na sekundę). Im większa prędkość, tym większa precyzja, mniej szumu oraz bardziej wyrównana charakterystyka pasmowa. Z tego tytułu właśnie w masteringu używa się głównie 30 ips, gdyż brzmi bardziej neutralnie. Z kolei 15 ips doskonale sprawdza się przy dodawaniu charakteru ścieżkom, szczególnie na instrumentach z dużą zawartością niskich częstotliwości. W wielu przypadkach obrabiany instrument zyskuje przyjemny wyższy bas i delikatną prezencję w środku. Do wyboru są też dwa rodzaje taśmy: FG456 i GP9. Ta pierwsza charakteryzuje się bardziej wyrazistym dołem, zaś GP9 oferuje bardziej nowoczesny dźwięk z 3 dB większym zapasem dynamiki.

Tak to wygląda w teorii, bo w praktyce każdy instrument wymaga eksperymentów z różnymi poziomami wysterowania, taśmami i prędkościami. Pomaga w tym znacznie opcja grupowania wtyczek. Po wciśnięciu ikony Settings mamy możliwość przypisania danej wtyczki do jednej z ośmiu grup i kontrolowania parametrów wszystkich wtyczek w grupie z poziomu jednej z nich. O ile ma to średni sens w przypadku pokrętła sygnału wejściowego, bo każdy instrument dostrajamy indywidualnie do potrzeb, to już eksperymenty z różnymi prędkościami lub rodzajami taśm bez tego udogodnienia byłyby naprawdę irytujące.

Ostatnim parametrem, o którym można, ale nie trzeba pamiętać, jest Bias, który spędzał sen z powiek niejednemu operatorowi sprzętu taśmowego. W wersji VTM wszystko odbywa się automatycznie – wtyczka dopasowuje najlepszą opcję do wybranej prędkości i modelu, ale użytkownik ma możliwość ingerencji w ustawienia. Trzeba tylko pamiętać, że High Bias spowoduje szybszą saturację wyższych częstotliwości, zaś Low Bias opóźni tę operację i zwiększy dynamikę sygnału.

Acustica Audio Taupe

Nie będę ukrywał, że jestem fanem firmy Acustica Audio. Większość ich wtyczek regularnie pojawia się w moich miksach, bo niewiele innych brzmi tak dobrze. Nie inaczej jest z Taupe, który w kategorii naturalnie brzmiącej saturacji taśmowej nie ma sobie równych, choć konkurencja nie jest bez szans, ale o tym za chwilę.

Oto dostajemy kolekcję 21 klasycznych maszyn taśmowych, które zsamplowano po uprzednim skalibrowaniu i doprowadzeniu do stanu optymalnej operacji. Wśród nich znajdują się m.in. Ampex ММ1200, Ampex 351, EMI TR50, MCI 110, Otari MTR 90, Studer A820, Nagra IV, czy Revox A77. Do kolekcji dorzucono genialnie brzmiącą sekcję EQ z trzech amerykańskich konsolet (producent nie podaje nazw) oraz doskonały kompresor.

Skupmy się jednak na taśmach. Taupe nie ma zbyt wielu opcji pozwalających na ingerencję w elektromechanikę magnetofonów, ale w kwestii realizmu wyznacza nowe standardy. Na pierwszy rzut ucha nie można mówić o przepaści pomiędzy konkurencyjnymi wtyczkami, jednak po pewnym czasie jasne staje się, że Taupe oferuje jednak bardziej plastyczny dźwięk, który w wyjątkowo naturalny sposób stapia się z sygnałem źródłowym. Modeli stołów jest tak wiele, że trudno się zdecydować, więc zacząłem od klasyków. Studer A820 w prędkości 30 ips (preset C2) na szynie master spowodował, że musiałem przemiksować wszystkie swoje numery na nową płytę. Nie sądziłem, że pojedyncza wtyczka może wnieść tyle jakości w miks. Z kolei na grupie perkusyjnej genialnie sprawdza się Ampex 351 z lat 50, podobnie zresztą jak Ampex ММ1200 z ustawieniem 15 ips. Natychmiast pojawia się elegancki, zwarty dół i zaokrąglony atak. Gdy chciałem rozjaśnić trochę niemrawy męski wokal, z pomocą przyszedł MCI 110, dodając mu eleganckiej góry.

I tu może pojawić się słuszna wątpliwość. O co tyle hałasu? Przecież to samo można zrobić każdym przyzwoitym korektorem. To prawda, można. Sęk w tym, że brzmi to inaczej – czasami lepiej, ale znacznie częściej gorzej, bez życia i dwuwymiarowo. Warto też zwrócić uwagę na parametr Mix, który nie ma nic wspólnego z tradycyjnym parametrem Dry/Wet. Zamiast ustalać balans sygnału suchego do przetworzonego, pozwala on na regulację głębokości taśmowej koloryzacji. W pozycji minimalnej słyszymy tylko elektronikę stołu, zaś w pozycji maksymalnej pełną taśmę.

Wszystkie te cymesy mają jednak swoją cenę. Taupe wymaga silniejszego komputera i znacznie więcej RAM-u niż konkurencja, ale to i tak znacznie mniej niż cena kupna i utrzymania jakiegokolwiek z emulowanych tu oryginałów.

CDSoundMaster

Michael Angel stojący za firmą CDS to weteran na polu taśmowych emulacji i przez wiele lat autor najlepiej brzmiących z nich. Pierwotnie pakiet R2R i TB+ egzystował jako biblioteka na użytek platformy Nebula. Obecnie dostępny jest pod postacią standardowych wtyczek, choć wciąż bazuje na technologii samplingu splotowego, używanego także w produktach Acustica Audio. Oznacza to, że mamy do czynienia z jakością porównywalną z Taupe. Niech Was nie odstraszą interfejsy tych wtyczek – wyglądają cokolwiek archaicznie, ale brzmią doskonale.

Idea jest o tyle ciekawa, że aby uzyskać pełne taśmowe brzmienie, używamy kombinacji wtyczek – dwóch, a nawet trzech. Najpierw włączamy wybrany magnetofon (każdy z nich to osobna wtyczka, a wśród zsamplowanych maszyn znajdziecie m.in. klasyki pokroju Studer A800 MKIII, Otari MTR-10, Revox B77, ale też unikaty, jak Lafayette Radio RK-142 czy Wollensak 1515). Kolejną wtyczką jest Tape Booster+, odpowiedzialna za saturację.

Cały proces jest trochę bardziej skomplikowany niż w przypadku reszty opisywanych procesorów, ale rezultaty są warte zachodu. Wystarczy aktywować Studera na gitarach, albo Revoxa na basie by szybko zrozumieć, że to tylko lekko zakurzony diament. W przeciwieństwie choćby do VTM, R2R potrafi bardziej kompresować dźwięk i generalnie brzmi ciekawiej, gdy go przycisnąć. Szczególnie miło robi się po uruchomieniu jednej lub dwóch instancji TapeBooster+. Warto umieścić wtyczkę na ścieżce mikrofonów ambientowych nagrań perkusyjnych (room mics) i podkręcić saturację do spółki z charakternym kompresorem w rodzaju PSP FETpressor czy Slate FG-Stress. W dodatku wtyczki CDS są dość łaskawe dla zasobów komputera.

Oprócz R2R Michael Angel (tak, jak też się zastanawiam czy Michał Anioł to jego prawdziwe nazwisko, ale nie miałem śmiałości zapytać w mailu), oferuje również dwie inne wtyczki, które można wykorzystywać z powodzeniem w kombinacji z TB+. Pierwszą z nich, The Apex Tape Collection, można traktować jako rozszerzenia R2R (skrót ten oznacza reel to reel, czyli magnetofon szpulowy w potocznym języku realizatorów dźwięku – przyp. red.). Dostajemy po prostu kolejne modele stołów legendarnej firmy Ampex, a konkretnie ATR-102, 351, 602, 2070, MM1100 i 440B. Innymi słowy, więcej kolorów i odcieni taśmy znanej z klasycznych nagrań lat 50. i 60. Z kolei VTM-M2 pomyślana jest jako ostatni etap tej taśmowej odysei, nadający całości eleganckiej kompresji i dodatkową porcję subtelnej saturacji.

Softube Tape

Prostotą obsługi i brzmieniem Tape, autorstwa szwedzkiej firmy Softube, przypomina VTM, choć oferuje nieco więcej opcji. Do wyboru mamy trzy maszyny. Producent nie podaje dokładnych modeli, ale z opisu nietrudno wywnioskować, że przynajmniej w przypadku pierwszego (A) chodzi o Studera. Tu również możemy zmieniać prędkość (włącznie z ekstremalnie małą, co pozwala osiągnąć bardzo ciekawe efekty lo-fi), a dodatkowo ilość przesłuchów pomiędzy lewym i prawym kanałem oraz stabilność przesuwu taśmy. Da się nawet uzyskać bardzo wiarygodny efekt „zatrzymania taśmy” (tape stop) oraz taśmowy flanger. Nie bez znaczenia jest obecność mierników THD (czyli wielce przydatne, wizualne przedstawienie stopnia saturacji) oraz fakt, że Tape jest bardzo łaskawy dla zasobów komputera i oferuje pełną integrację z protokołem NKS Native Instruments.

Co do brzmienia, bardzo podoba mi się model B, szczególnie w nagraniach potrzebujących solidnego dołu. Za sprawą tzw. efektu head bump (patrz „Magnetyczny słowniczek pojęć”), jest on tutaj pięknie skoncentrowany, szczególnie w ustawieniu 15 ips. Pod względem jakości brzmienia Tape gra w tej samej lidze co VTM i miałbym problem, gdybym musiał wybierać pomiędzy nimi. Tape oferuje trochę więcej funkcji, ale z kolei brak opcji grupowania niweluje tę przewagę.

U-he Satin

Wszystkie wyżej wymienione pluginy oferują różne odmiany taśmowego confetti, ale kolejne dwa umożliwiają ingerencję w niemal każdy parametr wirtualnego magnetofonu, stając się przez to kombajnami do zaawansowanego, taśmowego sound designu. Pierwszym z nich jest Satin firmy U-he, który szybko stał się standardem, do którego porównywane są inne wtyczki.

Można tu wpływać na każdy aspekt procesu taśmowego przetwarzania dźwięku. Oprócz podstawowych parametrów, takich jak prędkość taśmy (płynnie od 1,875 do 30 ips), czy jej rodzaj (Vintage albo Modern), można wpływać na zachowanie innych części systemu. W obszarze ukrytym za ikoną Service Panel znajdziemy m.in. parametr kołysania dźwięku Wow & flutter, regulację poziomu szumu Hiss (włącznie z automatycznym wyciszaniem, gdy na ścieżce nie ma sygnału), opcję ilości przesłuchów (Crosstalk), ustawienie skosu głowicy (Azimuth), wielkość podbicia dołu (Head bump), a nawet głębokość zniekształceń wprowadzanych przez nierówności w fizycznej strukturze nośnika (Asperity). W tych wszystkich eksperymentach bardzo pomaga wykres po prawej stronie interfejsu pokazujący wpływ manipulacji na częstotliwości obrabianego materiału. Użytkownik może więc skonstruować własny, oryginalny magnetofon, który może brzmieć niczym rasowy Studer, ale też jak bliżej niezidentyfikowany zapleśniały szpulowiec znaleziony na śmietniku historii.

To jednak dopiero początek, bo Satin ma również system redukcji szumów Dolby. Oznacza to, że jeśli macie gdzieś na stryszku taśmy z hitami nagranymi przez Waszego dziadka, to możecie je elegancko wgrać do komputera i poddać procesowi odszumiania. Procesor ten można również wykorzystać w bardziej kreatywny sposób, np. jako exciter do niemrawych wokali (często tak właśnie wykorzystywano Dolby w czasach analogowych).

Wciąż jednak mówimy zaledwie o jednej trzeciej funkcjonalności Satina, bowiem oprócz trybu taśmy, oferuje on również tryb rewelacyjnie brzmiącego delaya taśmowego oraz flangera. Ten ostatni brzmi wręcz spektakularnie. W kategorii stosunku ceny do jakości oraz ilości oferowanych funkcji z Satinem może konkurować jedynie z opisywanym poniżej ReelBus 4. Jedynym minusem wtyczki jest jej duży apetyt na zasoby komputera. I wreszcie, podobnie jak VTM, Satin umożliwia grupowanie kolejnych instancji. Wtyczka jest też kompatybilna z wygodnym protokołem NKS.

 

Magnetyczny słowniczek pojęć

Głowica kasująca – specjalna głowica wielościeżkowa z dużą szczeliną, na której cewki kierowany jest prąd podkładu. Jej zadaniem jest całkowite usunięcie namagnesowania (skasowanie) nośnika przed jego nowym zapisem oraz przygotowanie go do nowej rejestracji.

Głowica magnetyczna – przetwornik elektromagnetyczny lub magnetoelektryczny występujący w trzech odmianach (głowica nagrywająca, odczytująca i kasująca) o różnej konstrukcji i funkcjonalności. Bazuje na wyposażonym w jedną lub dwie szczeliny rdzeniu toroidalnym przepuszczającym strumień magnetyczny, na którym nawinięta jest cewka. Część rdzenia ze szczeliną bezpośrednio przylega do powierzchni taśmy magnetycznej.

Head bump – efekt specyficznej nierównomierności częstotliwościowej wynikający z zależności między długością fali a szerokością szczeliny głowicy odczytującej. Może wpływać na ogólne brzmienie w sposób korzystny lub niekorzystny i w dużej mierze zależy od prędkości przesuwu taśmy oraz parametrów głowicy odczytującej.

Histereza taśmy – zależność namagnesowania materiału magnetycznego od wielkości pola magnetycznego po opuszczeniu obszaru jego oddziaływania (na skutek przesuwu taśmy).

Korekcja – oprócz regulacji prądu podkładu wyższej klasy magnetofony wyposażone są w układy korekcji sygnału zapisywanego oraz odczytywanego. Optymalnej korekcji dla każdego śladu niezależnie dokonuje się z wykorzystaniem taśmy kalibracyjnej.

Magnetyczny odczyt – odwrotność procesu zapisu. Namagnesowana taśma przemieszczając się przed szczeliną głowicy odczytującej zmienia wielkość strumienia magnetycznego w rdzeniu. Zmienny strumień magnetyczny indukuje przepływ prądu w cewce nawiniętej na rdzeniu, który następnie jest odpowiednio wzmacniany. Wielkość szczeliny odpowiada za reprodukcję częstotliwości – jeśli długość fali zapisanego sygnału jest równa wielkości szczeliny, w cewce nie indukuje się prąd elektryczny.

Magnetyczny zapis – głowica nagrywająca zamienia sygnał elektryczny w pole magnetyczne, które dokonuje polaryzacji cząsteczek w warstwie magnetycznej taśmy ze stałą prędkością przesuwającej się przed głowicą. Szczelina głowicy ma wysoką reluktancję (magnetyczny odpowiednik rezystancji), zatem pole magnetyczne przenika przez warstwę magnetyczną taśmy, której reluktancja jest znacząco mniejsza, odpowiednio namagnesowując jej cząsteczki.

Prąd podkładu (bias) – stały sygnał elektryczny o częstotliwości ponadakustycznej dodawany do sygnału użytecznego, redukując zniekształcenia zapisu sygnałów o niższym poziomie. Z uwagi na swą częstotliwość nie jest odczytywany przez głowicę odczytującą. Ustawienie prądu podkładu (poziomu, częstotliwości) mają kluczowe znaczenie w kontekście charakteru sygnału zapisywanego na taśmie. W magnetofonach wielośladowych każda ścieżka ma niezależne ustawienia prądu podkładu, które różnią się też w zależności od zastosowanej taśmy.

Prędkość przesuwu – wyrażona najczęściej w calach na sekundę (ips) prędkość przemieszczania się nośnika względem zespołu głowic. Ponieważ napięcie indukowane w głowicy odczytującej zależy od zmian strumienia w szczelinie głowicy, prędkość przesuwu musi być stała. Nierównomierność przesuwu (połączona z niespójnością nośnika) określana jest jako wow & flutter i odnosi się też do odczytu płyt gramofonowych. Standardowe prędkości przesuwu to 15 i 30 ips dla magnetofonów profesjonalnych i 7,5; 3,75 oraz 1,785 ips (magnetofony kasetowe) dla urządzeń standardowych. Przy wyższej prędkości uzyskuje się lepszą reprodukcję wysokich tonów.

Taśma magnetyczna – wykonana z poliestru taśma o grubości ok. 35 mikrometrów i standardowych szerokościach 1/8, 1/4, 1/2, 1 i 2 cali, powleczona 15-mikrometrową warstwą materiału magnetycznego (tlenek żelaza, dwutlenek chromu, ferryt baru itp.). Cząsteczki w warstwie magnetycznej funkcjonują jak miniaturowe magnesy, które można łatwo spolaryzować.

ToneBoosters ReelBus 4

Drugim kombajnem i zarazem największą konkurencją dla Satina jest wtyczka ReelBus firmy ToneBoosters, która niedawno miała premierę w czwartej już odsłonie. Podobnie jak Satin, poza typowymi efektami taśmowymi oferuje również tryb flangera i delaya. W kwestii brzmienia ReelBus 4 jawi się jako prawdziwy kameleon. Potrafi brzmieć bardzo hi-endowo (polecam na szynie stereo preset Swiss, będący emulacją Revoxa A77), ale świetnie brzmi też w przegiętych ustawieniach, gdy zaczyna mocno kompresować i saturować.

Na uwagę zasługuje wyjątkowo schludny i przejrzysty interfejs. Po prawej stronie mamy zakładki przekierowujące użytkownika do kolejnych sekcji: Tape, Drive, Flanger, Echo i Device. W tej ostatniej na podobieństwo Tape firmy Softube można aktywować realistyczny efekt zatrzymania taśmy, z tym że w wersji ToneBoosters jest opcja ustawiania parametrów przyspieszania i zwalniania. Tym, co odróżnia jednak ReelBusa od konkurencji, jest obecność sekcji Drive EQ, którą można postrzegać jako wielopasmową saturację taśmową. Podbijając konkretne pasmo decydujemy jak mocno będzie one saturowane, co przydaje się szczególnie przy obróbce wielowarstwowych pętli albo na szynie stereo. W najnowszej wersji Reelbus oferuje też parametr Wear symulujący różne stopnie fizycznej degradacji taśmy. W połączeniu z pokrętłami Wow & Flutter, Hiss i Asperity pozwala na wykręcenie naprawdę rozchwianego i brudnego brzmienia. Ciekawie prezentują się fantazyjnie skrojone presety, za pomocą których można szybko odnaleźć się w dowolnej sytuacji, gdy czas nie pozwala na swawolne babranie się w detalach.

Black Rooster Magnetite

Black Rooster to stosunkowo młoda firma, ale w ciągu zaledwie kilku lat podbiła serca fanów dobrego brzmienia. Jeśli nie znacie ich wersji klasycznych limiterów LA-2A (VLA-2A) i LA-3A (VLA-3A), to czym prędzej je przetestujcie. Wracając jednak do Magnetite – ta wtyczka może być świetnym przykładem na to, że większy realizm taśmowej emulacji niekoniecznie musi oznaczać lepsze rezultaty. Zresztą „lepsze” w kontekście taśmy, to pojęcie bardzo względne. Magnetite nie brzmi tak naturalnie jak VTM, Taupe czy R2R, ale za każdym razem, gdy wrzucam go na szynę master albo na dowolny ślad, błogi uśmiech maluje się na mej niemłodej twarzy. A to dlatego, że Magnetite oferuje podobne taśmowe ciepełko co powyżsi konkurenci, ale jest ono niejako dwa razy bardziej skondensowane. W takim sensie, że w dźwięku pojawia się bardzo atrakcyjna tekstura a ścieżki kleją się i nabierają zdecydowanego charakteru.

Co prawda Magnetite nie oferuje grupowania i nie ma prędkości 30 ips, ale dźwiękowo jest znacznie ciekawszy. Przypomina mi trochę moją ulubioną wtyczkę Vertigo VSM-3, tylko w mniej rozbudowanej i subtelniejszej formie. Magnetite brzmi dobrze niemal na wszystkim, ale najbardziej podoba mi się to co robi z bębnami i basem, szczególnie w opcji taśmy oznaczonej enigmatyczną nazwą Black (jest jeszcze Blue i Red). W dole pojawiają się wyjątkowo seksowne harmoniczne i zdecydowana kompresja. W zależności od tego jak mocno wysterujemy sygnał wchodzący do urządzenia, do dyspozycji mamy dziesiątki odmian tej dźwiękowej smoły. Wszystko wychodzi „do przodu”, nawet gdy zrekompensujemy wzrost poziomu głośności na wyjściu. Natomiast z prawej strony interfejsu znajduje się niepozorny parametr Wobble, który wprowadza zniekształcenia spowodowane niestabilnością pracy silnika magnetofonu, ale robi to w o wiele ciekawszy sposób niż np. Satin czy Tape. Wystarczy podkręcić go na maksimum oraz zwiększyć ustawienie Input, by mieć gotowe brzmienie syntezatorów Boards Of Canada.

Sly-Fi Kaya

Skoro o charakternych wtyczkach mowa, to Sly-Fi Kaya należy do jednych z najciekawszy propozycji. Jej brzmienie jest równie ciekawe jak historia jej powstania. Cała rzecz ma swój początek w studiu producenta i inżyniera dźwięku S. Husky’ego Höskuldsa (współpracował m.in. z takimi artystami jak Mike Patton, Tom Waits i Norah Jones), w którym stoi magnetofon taśmowy Ampex, przerobiony jednak w tak specyficzny sposób, by służył za unikalny przester. Przez wiele lat był to jedyny sprzętowy procesor używany przez Höskuldsa podczas miksowania. Cała reszta działa się w środowisku wirtualnym. Rzecz brzmiała tak wyjątkowo, że ceniony programista i muzyk Gregory Scott postanowił stworzyć wtyczkową wersję owego potwora. I był to jeden z jego lepszych pomysłów.

Kaya nie jest wszechstronnym procesorem z dziesiątkami opcji. Oferuje jedynie sześć pokręteł i kilka odmian tego samego brzmienia, ale zaskoczy ono niejednego weterana studyjnych eksperymentów. Do tych ostatnich Kaya jest wręcz stworzona, choćby z uwagi na dość enigmatyczne oznaczenia parametrów. Oczywiste są tylko pokrętła Blend i Out. Z kolei Movement, Breakup i Treble jedynie sugerują swoje przeznaczenie, ale w rzeczywistości wszystkie mają na siebie wpływ, choć najbardziej spektakularne efekty można uzyskać poprzez manipulowanie tym ostatnim.

Kaya najlepiej sprawdza się na instrumentach basowych, poniżej 400 Hz, dodając gęstą pierzynkę saturacji do dolnego środka. Jeśli więc macie w miksie jakiś niedomagający bas albo stopę, kilka ruchów gałkami wystarczy, by zaimplementować im błyskawiczną dietę wysokotłuszczową. W większości przypadków nie wywołuje ona efektów ubocznych – zbyt dużej ilości najniższego basu, czy „mułu” w okolicach 120 Hz. Co ciekawe, nawet po dociśnięciu, gdy dźwięk z podgrzanego zmienia się we wrzący i przypomina rozerwany na strzępy głośnik, wszystko brzmi „dobrze”. I choć niekoniecznie sprawdzi się w każdym kontekście, to niezmiennie pozostaje miłe dla ucha.

Polytec Mango i Aroma

Obie wtyczki firmy Ploytec nie są procesorami stricte taśmowymi. Ba! Nawet do końca nie wiadomo, jakimi są procesorami, gdyż producent skrzętnie zadbał o to, żeby użytkownik skupił się wyłącznie na dźwięku. Jednak ich brzmienie zdecydowanie przypomina charakterystyczne taśmowe ciepło i kompresję, więc zdecydowałem się również umieścić je w tym zestawieniu. Nie dajcie się zwieść interfejsom. Mamy tu do czynienia z przypadkiem podobnym do produktów Valhalla – wyglądają śmiesznie, ale wszelkie żarty kończą się po kilku minutach pracy z wtyczkami.

Aroma to w założeniu procesor masteringowy mający na celu wzbogacenie źródła na wzór hi-endowych lampowych i taśmowych procesorów. Zamiast znajomych parametrów udostępnia sekcje Salt, Pepper, Sugar i Chilli, które sprawiają, że można zrozumieć intencje twórców tego narzędzia. Takie podejście wymaga bazowania na słuchu i intuicji, podobnie jak używanie korektora pozbawionego wbudowanego analizatora. Z początku wydaje się jakby ktoś nam odciął jedną rękę, ale po pewnym czasie praca zaczyna nabierać tempa, a decyzje okazują się trafniejsze i szybsze.

Każda z sekcji Aromy zaopatrzona jest w pokrętła Intensity oraz Flavor. Szybko okazuje się, że Sugar najbliższy jest właściwościom taśmy, zaś Salt dodaje do dźwięku różne kombinacje parzystych i nieparzystych harmonicznych. Z kolei Pepper skupia się tylko na tych ostatnich a Chilli działa na podobnej zasadzie co Pepper, ale jest bardziej agresywny w ekstremach pasma, co czyni go bardziej „nowoczesnym” brzmieniowo. Te wszystkie przymiotniki mają jednak średni sens. Trzeba po prostu ściągnąć demo i poeksperymentować. Dość powiedzieć, że Aroma ma tę samą cudowną właściwość co Magnetite – po przetworzeniu niemal wszystko brzmi lepiej i mniej cyfrowo. „Decyfryzator” to idealne określenie tego narzędzia, które spokojnie może stawać w szranki ze sprzętowymi „ocieplaczami” w rodzaju Portico Ruperta Neve’a czy Fatso firmy Empirical Labs. Należy też wspomnieć, że każda z sekcji oferuje przetwarzanie w trybie Mid bądź Side, co pozwala na uzyskanie bardzo precyzyjnych i ciekawych rezultatów. Co więcej, wtyczka ta nie zżera zasobów komputera, więc doskonale nadaje się do wieloinstancyjnej pracy na śladach w sesji.

Mango jest jeszcze bardziej enigmatyczne, gdyż oferuje tylko jedno pokrętło. Nie jest to jednak uproszczona wersja Aromy, choć działa podobnie. Odnoszę wrażenie, że saturacja jest tu bardziej zaokrąglona w środku pasma i ma „większą rozdzielczość”. Efekt jest bardzo subtelny, ale na tyle miły, że Mango na stałe gości na sumie moich miksów. A to dlatego, że po jego aktywacji znikają wszelkie zadziory z zakresu 3-7 kHz, ale dźwięk nie traci nic ze swojego charakteru. Mango sprawdza się więc idealnie jako subtelny procesor masteringowy do osładzania finalnego brzmienia, tym bardziej że pracuje także w trybach Mid i Side.

Inne opcje

Omówione wyżej wtyczki to, oczywiście, nie wszystkie procesory tego typu dostępne na rynku. Obecnie mamy tak olbrzymi wybór, że trudno jest na cokolwiek się zdecydować bez wcześniejszego sprawdzenia, jakie możemy uzyskać efekty.

Na cenowym szczycie wtyczek emulujących pracę wielośladu znajduje się Crane Song Phoenix II – zdecydowanie najchętniej używany przez profesjonalistów na całym świecie. Powszechnie uważany za najlepszą wirtualną emulację analogowego wielośladu udostępnia pięć charakterystyk brzmieniowych, trzy tryby jasności, regulację głębokości efektu oraz ustawienia poziomów. Niewiele, ale efekty końcowe bywają spektakularne. Problem w tym, że wtyczka dostępna jest tylko w formacie AAX (dla Pro Tools Native i HD/HDX). Jej standardowa cena to 449 dolarów, ale obecnie można ją kupić za 200 euro netto i niewątpliwie jest to efekt pojawienia się mocnej konkurencji na rynku.

Spadek cen „dotknął” też bardzo kosztowne do tej pory emulatory taśmy stworzone przez Universal Audio pod postacią wtyczek UAD-2. Kosztujący niedawno blisko 600 euro pakiet Magnetic Tape Bundle można obecnie kupić już za 349 euro. W jego skład wchodzą dwie wtyczki dokładnie odwzorowujące brzmienie najpopularniejszych wielośladów: Studer A800 oraz Ampex ATR-102. Wtyczki mogą pracować zarówno na sumie miksu, jak i na grupach i pojedynczych śladach, jeśli tylko nasz akcelerator UAD-2 pozwala na ich wielokrotne uruchomienie (średnia obciążalność tej wtyczki to 6 instancji na pojedynczy moduł DSP). Osoby poszukujące tańszej opcji powinny zainteresować się kosztującą obecnie 99 euro wtyczką Oxide, która nie jest wprawdzie emulacją konkretnego modelu wielośladu, ale wprowadza taśmową saturację z uwzględnieniem zmian prędkości, krzywej korekcji i modułu redukcji szumów.

Procesorów emulujących magnetofony nie mogło zabraknąć w ofercie firmy Waves. Na pierwszy plan wybija się tu J37, będący wirtualną symulacją ikonicznego rejestratora taśmowego z Abbey Road. Oryginalnie był to magnetofon Studera przerobiony przez specjalistów z EMI pod kątem własnych potrzeb. We wtyczce mamy możliwość użycia trzech rodzajów taśm oraz regulację całej gamy parametrów, z opcją taśmowego echa włącznie. Druga wtyczka Waves to Kramer Master Tape, wzorowana na magnetofonach Ampex 350 i 351, z których korzystał Eddie Kramer w swoich najważniejszych produkcjach. Ceny obu tych wtyczek Waves często się zmieniają, w zależności od aktualnie obowiązującej promocji. Na dzień pisania tego tekstu zarówno za Kramer Master Tape jak i J37 trzeba było zapłacić jedynie 49 dolarów (zamiast standardowych 249 i 299 dolarów). Jakby na tę sprawę nie patrzeć, to wyjątkowo interesująca oferta.

Z kolei zestaw McDSP Analog Chanel to nie tylko wszechstronna emulacja taśmy (AC202), ale też moduł toru sygnałowego (AC101). Dzięki temu możemy uzyskać całą gamę różnego typu brzmień opartych na saturacji i dynamicznie działającej korekcji. Za 51 euro (standardowo 96 euro) stajemy się zatem właścicielami dwóch wtyczek o całej gamie różnego typu zastosowań. Dostępna jest też wersja dla bazujących na DSP systemów Pro Tools HD, którą można kupić za 62 euro (cena katalogowa to 147 euro).

A jeśli ktoś szuka narzędzia o wyjątkowo wyrazistym i nie dającym się porównać z niczym innym brzmieniu, to powinien zwrócić uwagę na unikalny procesor XLN Audio RC-20 Retro Color. Ma on sześć modułów, każdy z intrygującą regulacją Flux, dzięki którym można uzyskać takie efekty jak odgłosy płyty gramofonowej, falowanie dźwięku, zniekształcenia analogowe i cyfrowe, echo i wreszcie emulację rozkalibrowanego magnetofonu. Do tego dochodzi filtracja całości i moduł poszerzenia stereofonii. Niezwykle kreatywna, dająca całą gamę możliwości brzmieniowych wtyczka, pozwalająca zarówno subtelnie ubarwić dźwięk, jak też uczynić go takim, jakby pochodzić z taśmy, którą wcześniej pogryzł pies. Wprawdzie RC-20 kosztuje 80 euro, ale będą to jedne z najlepiej wydanych pieniędzy w Waszym życiu.

Podsumowanie

Nie ma czegoś takiego jak najlepsza emulacja taśmowa. Są tylko różne kolory. W moim stylu pracy idealnie sprawdzają się proste wtyczki, dlatego najprzyjemniej obcowało mi się z Magnetite i VTM, które podobają mi się też brzmieniowo. Czasem jednak sytuacja wymaga efektów specjalnych i tutaj idealnie sprawdzają się takie kombajny jak Satin czy Reelbus 4. Poza tym nie ma co mnożyć bytów, bo ostatecznie chodzi przecież o tworzenie muzyki, a nie kolekcjonowanie wtyczek. Przy jakości obecnie oferowanych produktów, każdy z opisanych tu procesorów może wnieść do Waszej muzyki odrobinę słodkiego ciężaru i ekscytacji.

Artykuł pochodzi z
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada
i Studio
luty 2019
Kup teraz