Więcej...
Historia Rolanda RE-201
Historia Rolanda RE-201

Kultowy Roland Space Echo stał się jednym z urządzeń, dzięki którym ukształtowała się stylistyka dub. Przyjrzymy się bliżej jego historii i możliwościom.

Technologia
Greg Scarth
2013-07-18

Jeśli chodzi o klasyczne urządzenia elektroniczne wykorzystywane w muzyce okazuje się, że Roland znajduje się w ścisłej czołówce. Od syntezatorów poprzez maszyny perkusyjne, od takich przystępnych cenowo (w czasie swego debiutu) klasyków jak SH-101 i TR-707 do wyjątkowo kosztownych, jak Jupiter 8 i TR-909, produkty firmy Roland miały olbrzymi wpływ na rozwój muzyki zarówno wtedy, jak i dziś. Zapewne z uwagi na dominację syntezatorów i maszyn perkusyjnych Rolanda wiele osób zapomina o tym, że firma miała w swojej ofercie także efekty, które wywarły istotny wpływ na rozwój muzyki. Między innymi marka należąca do Rolanda, czyli Boss, jest odpowiedzialna za udostępnienie użytkownikom wielu kostek gitarowych, które w sposób istotny zmieniły brzmienie muzyki - nie tylko gitarowej - na przełomie dekad. Ale jednym z tych, których kult przetrwał do dziś, mimo iż powstało we wczesnych latach siedemdziesiątych minionego wieku, jest Space Echo.

RE-201 Space Echo oraz jego kolejne wcielenia produkowane przez Rolanda w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, bez wątpienia jest tak samo klasycznym urządzeniem jak syntezatory czy maszyny perkusyjne tego producenta. W niniejszym artykule przyjrzymy się bliżej temu, jak Space Echo działa i zobaczymy, co jest w nim takiego szczególnego, że mimo upływu lat i silnej konkurencji w tej dziedzinie do dziś RE-201 ma tak mocną pozycję na rynku.

Pierwsze efekty echo

Przed pojawieniem się technologii cyfrowej, takie efekty jak pogłos i echo nie były wcale tak łatwe do uzyskania jak obecnie. W początkowych latach przemysłu nagraniowego najprostszą metodą na uzyskanie efektu echa było nagranie danego dźwięku w przestrzeni o odpowiedniej akustyce, lub - tak jak to się działu już nieco później - przetworzenie sygnału za pośrednictwem głośnika umieszczonego w specjalnym pomieszczeniu (komora pogłosowa), a następnie nagranie odpowiedzi pomieszczenia odpowiednio rozmieszczonym mikrofonem lub mikrofonami. Późniejsze rozwiązania sztucznego efektu echa bazowały na takich konstrukcjach jak sprężyna lub płyta pogłosowa, w której opóźnienie (pogłos) uzyskiwano poprzez wprawienie specjalnym przetwornikiem w drgania elementów metalowych lub uzyskanie odbić od wielu płaszczyzn, które następnie następnie zamieniano na postać sygnału dźwiękowego za pośrednictwem przetwornika umiejscowionego na końcu takiej „linii opóźniającej”. Echo taśmowe, technika, która została użyta dzięki dostępności pierwszych magnetofonów szpulowych, pojawiło się na przełomie lat 40. i 50. minionego wieku, a zasada jego pracy była nieco inna. Dźwięk był nagrywany na taśmę, a następnie odtwarzany po jakimś czasie dzięki oddzielnej głowicy odtwarzającej, odsuniętej odpowiednio od głowicy nagrywającej.

Efekt, w którym sygnał oryginalny miksowany jest z sygnałem opóźnionym nie jest szczególnie wyrafinowany brzmieniowo i nie był tak realistyczny jak prawdziwe echo, ale stał się dość popularny dlatego, że był znacznie tańszy niż specjalistyczne komory pogłosowe, pogłosy płytowe, a nawet rozwiązania z zaawansowanymi systemami sprężyn pogłosowych (z chwilą pojawienia się tanich pogłosów sprężynowych stosowanych we wzmacniaczach do gitary sytuacja uległa zmianie). Choć podstawowe efekty echa uzyskiwane za pomocą taśmy bazowały na standardowych magnetofonach, to pierwsze dedykowane taśmowe echa pojawiły się już w latach 50. minionego wieku. Wykorzystywano w nich zapętloną taśmę magnetyczną (bez końca) pracującą w dość prostym układzie jej przesuwu, co znacząco obniżało koszty w porównaniu do rozwiązań bazujących na standardowym, i wciąż wówczas bardzo drogim magnetofonie taśmowym. Ponieważ w typowym taśmowym urządzeniu typu echo taśma poruszała się w pętli, dlatego nagrany sygnał był kasowany po jego odtworzeniu przez głowicę (głowice) odtwarzające, aby nośnik znów był „czysty” przed pojawieniem się danego fragmentu przed głowicą nagrywającą i kolejnym nagraniem.

Początki Space Echo

Roland oczywiście nie był pierwszą firmą, która produkowała taśmowe echa, ale włączył się do gry na tyle wcześnie, by móc opracować własną filozofię tego typu urządzenia. Tak naprawdę pierwsze echo tej firmy było produkowane przez nią zanim jeszcze Roland przyjął swoją aktualną nazwę, i występowało na rynku jako Ace Tone. Plotka mówi, że pierwsze efekty echo produkowane pod nazwą Ace Tone były oryginalnie zaprojektowane jako urządzenia służące do odtwarzania komunikatów w różnego typu miejscach publicznych. Można było nagrać krótką informację na zapętlonym odcinku taśmy, a następnie odtwarzać ją po wciśnięciu przycisku. Zapętlona taśma sprawiała, że nagranie po odtworzeniu automatycznie ustawiało się w pozycji gotowej do kolejnego odtworzenia, podobnie jak działo się to w zbliżonych funkcjonalnie modułach Fidelipac i innych tego typu systemach używanych do odtwarzania jingli, reklam i sygnałówek identyfikacyjnych w stacjach radiowych w połowie dwudziestego wieku.

Bez względu na to, czy jest to prawdą czy też nie, od urządzenia prototypowego służącego do odtwarzania komunikatów Ace Tone dość szybko przekształciło się w narzędzie do wytwarzania efektu echa. Efektem tego są Ace Tone EC-1, EC-10 i EC-20 Echo Chamber - które trafiły do sprzedaży w 1972 roku. Sprzedano stosunkowo niewiele urządzeń i dzisiaj są one prawdziwym rarytasem kolekcjonerskim. Nie zamierzamy jednak sugerować Wam, abyście polowali na te urządzenia na różnego typu internetowych giełdach ponieważ to, co firma zaprezentowała w późniejszych latach, było znacznie lepsze jakościowo i funkcjonalnie.

Rodzinka Space Echo

Od chwili pojawienia się pierwszego urządzeni z serii Space Echo, Roland (i jego marka Boss) zaczął głębiej penetrować rynek różnego typu efektów. Przez lata te dwie firmy wyprodukowały całą gamę różnego typu efektów delay, echo i chorus, spośród których szereg bazowało na rozwiązaniach zastosowanych w klasycznych modelach Space Echo oraz Chorus Echo. Niektóre z nich zdecydowanie są warte uwagi, nawet jeśli nie wyglądają tak samo jak ich taśmowi protoplaści.

Najbardziej interesujące są analogowe efekty Rolanda z lat 70. i 80. W 1976 roku pojawił się DC-50 Digital Chorus, który wbrew swej nazwie był całkowicie analogowy. Inspirowany rozwiązaniami zastosowanymi w Space Echo wyposażono go w układ opóźnienia analogowego typu bucket brigade (BBD), realizującego efekty delay i chorus. Urządzenie to jest spotykane stosunkowo rzadko, ale jeśli uda się komuś wejść w jego posiadanie, to z pewnością będzie zadowolony.

Jednym z ciekawszych jest też mający swój debiut w 1978 roku Roland DC-30 Analog Chorus Echo. Ma on „pełnowymiarowy” blok opóźnienia BBD oraz wbudowany chorus i był używamy m.in. przez duet Air w okresie pracy nad albumem Moon Safari. To bardzo efektownie brzmiący analogowy delay i chorus, który, niestety, jest zdecydowanie zbyt drogi (nieadekwatnie do jego rzeczywistej wartości), na rynku urządzeń z drugiej ręki. Owszem, można zapłacić za niego 1.000 zł, ale zdarzyło nam się widzieć takie w cenie 2.000 zł i więcej. Nieco tańszy jest natomiast Boss DM-300 Delay Machine, który jest praktycznie tym samym procesorem.

Inne urządzenia, na które warto zwrócić uwagę, to pedał Boss DM-1 (1978) oraz Roland DC-20/Boss DM-100, nieco prostsi krewni modeli DC-30/ DM-300.

Do trzech razy sztuka?

Już pod nazwą Roland, udoskonalone modele EC trafiły do sprzedaży w 1973 roku jako RE-100 i RE-200 Echo Chamber. Co ważne, modele EC pracowały z krótką taśmą (bardzo szybko powodującą degradację efektu brzmieniowego), podczas gdy w modelach RE została ona zastąpiona specjalnym kartridżem firmy Sony, w którym znajdował się dużo dłuższy odcinek taśmy. Dodano też regulację barwy dźwięku, która pozwalała użytkownikowi ustalić charakter brzmieniowy powtórek. W RE-200 wbudowano również prosty pogłos sprężynowy działający jednocześnie z taśmowym echem, co dawało jeszcze większe możliwości potencjalnych zastosowań.

RE-100 i RE-200 wyprodukowano w niewielkiej liczbie i tylko przez okres jednego roku, aż do momentu, kiedy to Roland po raz trzeci podszedł do tematu pod nazwą „taśmowe echo”, wprowadzając kolejne udoskonalenia i nowe rozwiązania. RE-101 i RE-201 były niemal takie same jak modele 100 i 200, za wyjątkiem samej taśmy, którą zmieniono na swobodnie rozłożoną w specjalnym pojemniku w górnej części urządzenia standardową taśmę ćwierćcalową. Kolejną istotną zmianą było wprowadzenie nowej nazwy, która brzmiała bardziej futurystycznie. Teraz echa Rolanda nazywały się już Space Echo.

Cechy szczególne

Space Echo jest jednym z najpopularniejszych efektów do uzyskiwania taśmowego echa, jaki kiedykolwiek wyprodukowano, a ponadto cieszy się opinią urządzenia kultowego. Co jest w nim takiego szczególnego? Czym się różni od innych urządzeń dostępnych wtedy i dziś na rynku? Większość urządzeń typu taśmowe echo działa na bardzo podobnej zasadzie. Jakość układów wejścia i wyjścia, głowic magnetycznych, układu napędu oraz, oczywiście, samej taśmy, w sposób bezpośredni wpływa na jakość urządzenia jako całości (niektóre echa, takie jak Univox/Melos, są pod tym względem zdecydowanie lo-fi, co też nie jest wcale taką złą rzeczą). Najtańsze taśmowe echa miały tylko jedną głowicę odtwarzającą pozwalającą na uzyskiwanie bardzo prostych powtórek występujących w określonych odcinkach czasu (sygnał z głowicy odtwarzającej był zazwyczaj kierowany z powrotem na głowicę nagrywającą, aby tą metodą uzyskać określoną liczbę powtórek). Echa firmy Roland wykorzystywały kilka głowic odtwarzających, które można było wybierać z uwzględnieniem różnego typu kombinacji dostępnych dzięki przełącznikowi trybów umiejscowionemu na przednim panelu. To pozwalało otrzymywać całą gamę efektów - od bardzo subtelnych po znacznie bardziej wyraziste.

Ciepłe i ziarniste brzmienie Space Echo stało się klasycznym brzmieniem dla tego typu urządzeń, uwielbianym przez wszystkich - od gitarzystów z lat 70., producentów Dub Reggae, do wokalistów i niezliczonych twórców popularnych gatunków muzyki dance. Właśnie to brzmienie oraz uniwersalność samego urządzenia sprawiły, że RE-201 (a raczej jego kolejne mutacje) pozostawał w produkcji aż do końca lat osiemdziesiątych - pod tym względem chyba żadne urządzenie tego typu nie może konkurować z produktem Rolanda.

Różne modele

W swej długiej historii linia produktów Space Echo przechodziła szereg zmian i udoskonaleń dostępnych na rynku pod postacią różnych modeli, z których każdy charakteryzował się nieco inną funkcjonalnością i możliwościami.

RE-101 to mniejszy brat klasycznego RE-201, bez efektu sprężyny pogłosowej i regulatora barwy dźwięku - poza tym jest to dokładnie to samo urządzenie.

RE-301 Chorus Echo, który pojawił się w 1977 roku, jest podobny do RE-201, ale ma dodany analogowy efekt typu chorus i funkcję Sound-on-Sound, umożliwiającą dokładanie kolejnych dźwięków do już nagranych, o długości od 10 do 30 sekund. Model 301 przeszedł też z układów realizowanych na bazie tranzystorów na układy scalone. Dzięki temu jego brzmienie stało się czystsze niż w przypadku 201.

RE-150 został wprowadzony do sprzedaży w 1979 roku wypełniając najniższy segment wśród urządzeń z tej serii i oferując w zasadzie wszystko to, co RE-101. Różnica znów polegała na zastosowaniu układów scalonych w miejsce tranzystorów, dzięki czemu brzmienie tego urządzenia stało się nieco czystsze i bardziej dynamiczne.

W 1980 roku pojawił się RE-501 Chorus Echo. Było to rozwinięcie modelu 301 z dodanym blokiem redukcji szumów oraz symetrycznym wejściem i wyjściem (XLR). Zastosowanie dłuższej taśmy poprawiło nieznacznie jakość brzmienia, ale najważniejszą zmianą było wydłużenie czasu powtórek aż do dwóch sekund.

Od tego momentu Roland zaczął koncentrować swoje wysiłki na budowaniu efektów pod kątem ich montażu w profesjonalnej szafce o wymiarach 19” (rack). W ten sposób na rynku pojawił się SRE-555, który był modelem RE-501 przystosowanym do montażu w dziewiętnastocalowym raku. To zachęciło firmę do produkowania urządzeń efektowych przeznaczonych głównie do użytku studyjnego. Wkrótce potem powstał wokoder SVC-350, flanger SBF-325, phase shifter SPH-323 i chorus SDD-320 Dimension D - wszystkie, a zwłaszcza ten ostatni, bardzo chętnie używane aż do dziś.

Ostatni produkt z serii Space Echo totalnie różnił się od swoich poprzedników. Ta słynna już nazwa została użyta do określenia wyprodukowanego w 1988 roku, całkowicie cyfrowego, montowanego w raku procesora RE-3 Space Echo. Jeśli chodzi o efekt echa, nie można mu było praktycznie nic zarzucić, ale brzmiał on zupełnie inaczej niż taśmowi przodkowie i poza samą Japonią bardzo słabo się sprzedawał. Wielu ludzi do dziś uważa, że nie powinno się go traktować jako „prawowitego” urządzenia typu Space Echo. Generalnie rzecz ujmując procesory Space Echo i Chorus Echo stopniowo oferowały coraz czystsze brzmienie, co wyraźnie można zaobserwować porównując 101 do 150 czy 201 do 301 i 501/555.

Kupić, czy nie kupić?

Urządzenia Space Echo dostępne z drugiej ręki (na naszym rynku polecamy firmę Analogia.pl, która od lat zajmuje się restaurowaniem i sprzedażą m.in. tego typu urządzeń i jest w nich wręcz wyspecjalizowana) są relatywnie niedrogie (jak na studyjny sprzęt vintage). Odrestaurowany, sprawny i efektownie wyglądający RE-201 można kupić za ok. 3.000 zł.

Jeśli nie zamierzasz inwestować takiej kwoty w sprzęt, to bez trudu znajdziesz szereg różnego typu emulacji Space Echo pod postacią wtyczek. I choć ich producenci zapewniają, że jest to niemal wierna kopia oryginału, to jednak uzyskanie podobnych efektów i brzmienia za pomocą oprogramowania może być dość trudne. Jedną z najlepszych ofert w tym zakresie pozostaje wirtualna kopia w wykonaniu firmy Universal Audio. Możesz też wypróbować najnowszych inkarnacji Space Echo oferowanych przez samego Rolanda, który w 2007 roku wprowadził do sprzedaży cyfrowy procesor Boss RE-20. Może nie brzmi ona tak jak oryginał, ale pod tym względem jest już stosunkowo blisko tego, co oferują „prawdziwe” Space Echo (system modelowania COSM).