Więcej...
EMS Synthi 100: ostrożnie z marzeniami
EMS Synthi 100: ostrożnie z marzeniami

Podtytuł tego artykułu ma drugą część, a brzmi ona: ponieważ mogą się spełnić... Podobnie jak wiele innych porzekadeł, również i to zawiera niemałą dozę banału, ale pozwala uświadomić sobie, że bywają takie chwile, które określić można mianem punktu zwrotnego.

Technologia
Maciej Polak
2019-10-08

Czasami po prostu trzeba zebrać posiadane informacje, doświadczenia i połączyć kropki. W połowie lipca tego roku udałem się do Aten, by popracować na syntezatorze EMS Synthi 100, a podróż ta spowodowała u mnie zmiany w myśleniu i podejściu do muzyki.

EMS Synthi i ja

W zasadzie już ponad 15 lat temu, kiedy udało mi się zdobyć mój pierwszy instrument firmy EMS (Electronic Music Studios), model VCS3, wiedziałem, że coś jest na rzeczy. Syntezatory EMS mają unikalny system konfiguracji – zamiast powszechnie stosowanych kabli wykorzystują krosownice, w których połączeń dokonuje się poprzez włożenie szpilki na przecięciu „drogi” sygnału. Mają też nietypowe nazewnictwo (czy Trapezoid w jakiś sposób kojarzy się z Envelope Shaper?) i nietuzinkową konstrukcję, co przejawia się w gigantycznej liczbie funkcji ściśniętych na niewielkiej przestrzeni. Wszystko to na początku było perwersyjnie pociągające, ale później okazało się być idealnym odzwierciedleniem mojej natury. Lubię bowiem pracę w warunkach dużych ograniczeń, kiedy uzyskiwane efekty są często wynikiem „myślenia negatywnego”. Chodzi o znalezienie pomysłu nie tyle na to, jak czegoś użyć, ale jak użyć czegoś innego, by poradzić sobie z brakiem tego, czego nie ma. Praca na EMS-ach to dla mnie robota w warunkach permanentnych braków, zupełnie jak w PRL-u.

Cztery lata temu, na skutek wielu zbiegów okoliczności i kompletnego braku refleksji stałem się właścicielem drugiego EMS-a, tym razem Synthi AKS, będącego walizkową wersją wspomnianego VCS-a. Z Maćkiem Bączykiem, bardzo sympatycznym i jeszcze bardziej doświadczonym muzykiem (Robotobibok, AGD, Małe Instrumenty, Kristen) powołaliśmy do istnienia Pin Park. Godzinami ogrywałem instrumenty, przygotowując się do nagrania naszej pierwszej wspólnej płyty Krautpark. Potem okazało się, że setki utworów, czy raczej wprawek, nagrywanych w sposób urągający jakimkolwiek zasadom (później uratowanych przez Marcina Bocińskiego z Legatomastering) staną się zbiorem, z którego powstanie moja pierwsza solowa płyta Excercises For Synthi AKS Solo. Pracowałem bez komputera, mając jedynie mikser oraz pogłos i looper Bossa. W zasadzie wtedy wykreowałem własny sposób pracy, który można opracować jedynie wtedy, kiedy nie ma kogo spytać, jak coś zrobić, a który bardzo mi się przydał w Atenach.

Miesiące mijały, płyty spotkały się z dobrym przyjęciem, walizki nie zawodziły nas podczas grania na żywo, a mi powoli zaczęła świtać w głowie myśl, która pojawiła się tam ponad dwie dekady wcześniej: a co z Synthi 100? Bardziej z ciekawości niż mając coś konkretnego na myśli, postanowiłem rozejrzeć się za tym Świętym Graalem brytyjskiej elektroniki. Mój serdeczny przyjaciel, a nasze dobro narodowe, geniusz elektroniki i wirtuoz MIDI Roman Sowa skontaktował mnie z dwójką Skandynawów, specjalizujących się w przywracaniu dawnej świetności tym pięknym instrumentom. To oni uratowali m.in. Synthi 100 w Atenach i Belgradzie. Ci z kolei powiedzieli, do kogo odezwać się w stolicy Grecji w KSYME (Contemporary Music Research Center). Potem już wystarczyło napisać pod wskazany adres, przedstawić swoje referencje i doświadczenie, a po uzyskaniu zaproszenia natychmiast kupić bilety na lot, zanim człowiek uświadomi sobie, co właśnie zrobił.

Syntezator na szpilkach

Synthi 100 jest instrumentem niezwykłym – w porównaniu z innymi systemami modularnymi, nawet największymi Moogami, wydaje się być znacznie bardziej skomplikowany. Kiedy opublikowałem pierwsze zdjęcia z Aten, w komentarzach natychmiast pojawiły się skojarzenia z serialem Czarnobyl. Tak, instrument ten wygląda jak pulpit kontrolny elektrowni jądrowej starego typu. To blisko 50-letnie urządzenie jest tak naprawdę cyfrowo-analogową hybrydą. Jego sekwencer oferuje niebywałe możliwości pod postacią trzech podwójnych ścieżek CV, po dwie na tzw. „warstwę”, z których każda może dodatkowo zawierać informację trigger, np. do wyzwalania obwiedni. Jest jeszcze czwarta ścieżka służąca do resetowania sekwencji, czyli jej zapętlania. Sekwencer może pomieścić do 256 duofonicznych zdarzeń, które można kasować lub nadpisywać. On sam może pracować w różnych trybach: do przodu, wstecz, zapętlony, niezapętlony etc. A wszystko to było dostępne już w 1971 roku, kiedy inne sekwencery w modularach w porównaniu z Synthi 100 były wręcz dziecięcymi zabawkami.

„Wszystkich połączeń dokonuje się w dwóch szpilkowych krosownicach 60x60, co oznacza, że w Synthi 100 ponad 7 tysięcy otworów na szpilki” (fot. Maciej Polak)

Instrument ma dwanaście oscylatorów, osiem filtrów (cztery dolnoprzepustowe i cztery górnoprzepustowe) oraz trzy zaawansowane obwiednie, w których każdy segment może być sterowany napięciem. Mamy dwa pogłosy sprężynowe z napięciową kontrolą natężenia efektu (potężne, choć proste narzędzie), trzy modulatory pierścieniowe, trzy wzmacniacze, dwa generatory szumu o zmiennej kolorystyce i przepięknie brzmiący bank filtrów (fixed filter bank). Kolejne elementy to rozbudowany generator napięć przypadkowych o zmiennej częstotliwości zdarzeń, moduł zamieniający wysokość dźwięku na napięcie, trzy lag generatory (portamento) oraz dwa detektory obwiedni (envelope follower). Mamy wysyłki do zewnętrznych efektów, osiem wejść dla zewnętrznego sygnału i osiem niezależnych wyjść, każde z możliwością sterowania napięciowego, własną gałką panoramy oraz głównym potencjometrem w 8-kanałowym mikserze. Do tego dochodzą dwa joysticki ze zmienną wartością napięć dla osi X i Y.

„Normalny” syntezator modularny o takiej specyfikacji potrzebowałby zapewne kilometrów kabli, ale w EMS wszystkich połączeń dokonuje się w dwóch szpilkowych krosownicach 60x60 punktów. To oznacza, że w Synthi 100 do wykorzystania mamy ponad 7 tysięcy otworów na szpilki! Synthi 100 miał dużo mniej szczęścia niż inne systemy modularne tamtych czasów. Moog był gwiazdą popkultury, ARP 2500 zaistniał w świadomości (lub podświadomości) milionów w słynnej scenie z filmu „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, a Buchla był dziwakiem i nieodłączną częścią buzującego, niekiedy nabuzowanego środowiska Zachodniego Wybrzeża. Synthi 100, dobro bardzo rzadkie (przyjmuje się, że powstało ok. 30 sztuk) był natomiast instrumentem stricte akademickim. Można próbować bronić tezy, że jednak trochę „normalnej” muzyki na nim powstało, ale było tego bardzo mało. I tak naprawdę była to moja główna obawa, z jaką jechałem do Aten. Wiedziałem, że instrument ten mówi znanym mi językiem, ale liczyłem się z też z tym, że będzie po prostu przekombinowany, akademicki, niewygodny w użyciu, nielogiczny. Najnormalniej w świecie za trudny, żeby się z nim dogadać podczas tak krótkiej, raptem trzydniowej wizyty. Było jednak inaczej.

Odpalanie z kluczyka

Konserwatorium Ateńskie (ΩΔΕΙΟΝ ΑΘΗΝΩΝ) znajduje się w samym centrum stolicy Grecji, nieopodal parlamentu i czynne jest w sezonie wakacyjnym od 10 do 16. W tym okresie nie jest to miejsce tętniące życiem, zatem po krótkiej przechadzce korytarzami znalazłem się w pokoju 10, który miał się stać moim miejscem pracy przez kolejne trzy dni. Staram się nie przesadzać z romantycznym podejściem do rzeczy w ogóle, a syntezatorów w szczególe, ale ten przepiękny instrument zrobił na mnie ogromne wrażenie. Tym większe, że przecież nie przyjechałem nań patrzeć, a zrobić na nim coś, co powinno dać się nazwać muzyką.

Czekałem też na jeszcze jeden moment – samodzielne włączenie instrumentu. Synthi 100 ma najbardziej niezwykły włącznik, jaki widziałem w instrumencie muzycznym, a jest nim znajdująca się po prawej stronie... stacyjka samochodowa. „Zapłon” następuje po przekręceniu kluczyka. Kiedy wreszcie to się stało, przez kilkanaście pierwszych minut w pokoju 10 było trochę jak w wojskowym obozie – widać w oddali zbrojną armię, ale jeszcze nie wiadomo, czy to wróg, czy przyjaciel... W ciągu tych kilkunastu minut zajmowałem się podstawowymi pracami połączeniowymi, sprawdzaniem wyjść, miksera, etc. Dość szybko pozbyłem się lekkich obaw i bez większych przygotowań po prostu zabrałem do roboty. Zadziałała jedyna umiejętność, jaką przywiozłem ze sobą do Aten, czyli „EMS-owy” sposób myślenia. Chodzi o to, żeby w ramach konstruowanej struktury dźwiękowej jak najwięcej części składowych miało na siebie wpływ. Im więcej takiej wewnętrznej zmienności, tym bardziej cała struktura sprawia wrażenie spójnej i organicznej.

Synthi 100 wirtualnie?

Jak do tej pory nie istnieje żadna cyfrowa emulacja syntezatora EMS Synthi 100, co wydaje się o tyle dziwne, że stworzono takie nawet w przypadku tych instrumentów, które miały powstać, a nie powstały. Zapewne wynika to z praktycznego braku dostępu do oryginałów, których na świecie jest raptem kilkanaście i tylko kilka znajduje się w miejscach, do których można się dostać za poręczeniem, z polecenia i po sprawdzeniu do piątego pokolenia wstecz. Nie ma natomiast najmniejszych problemów z wirtualnymi wersjami VCS3 i AKS. Na szczególną uwagę zasługują Arturia Synthi V, XILS Lab XILS 3 i XILS 4 (ten drugi to jakby dwa XILS 3 w jednym instrumencie) oraz przeznaczony dla iPada iVCS3.

Stworzono też bezpłatny skrypt Java (na ilustracji), który w bardzo interesujący sposób emuluje brzmienie i obsługę Synthi. Znajdziecie go na stronie https://alexnisnevich.github.io/synthi-js, mogąc też pobrać skrypt do własnych eksperymentów z programowaniem. Instrument ten, tak jak i oryginał, jest w pełni modułowy w tym kontekście, że barwę trzeba zbudować od podstaw, z komutacją oscylatorów, modulatorów i filtru. Na początku można skorzystać z kilku dostępnych presetów. Nie są one przesadnie użyteczne, ale dają już jakąś podstawę do eksperymentów.

Konfigurowanie Synthi

Przytoczę tu przykład mojej pracy na EMS-ach, który w skali makro zadziałał na Synthi 100. Zacznijmy od kilkunastonutowej sekwencji, w której dobieramy dźwięki z zakresu dwóch i pół oktawy, czyli pełnego zakresu, jakie oferuje klawiaturo-sekwencer w Synthi AKS. Sekwencję tę jako dźwięki z oscylatora wysyłamy równolegle do filtru oraz sprężyny pogłosowej. Sygnał ze sprężyny wysyłamy do lewego wyjścia, a sygnał z filtru kierujemy do wzmacniacza sterowanego obwiednią Trapezoid, a następnie do prawego wyjścia. Zabawa zaczyna się, gdy napięcie z sekwencera (używanego do tej pory tylko do określania wysokości granych nut), wykorzystamy do modulacji każdego modułu instrumentu, który w danym momencie bierze udział w tworzeniu dźwięku. I tak, jeśli napięcie wyślemy do sterowania poziomem pogłosu sprężynowego, poziom pogłosu będzie się zmieniał wraz z wysokością granej nuty. Gdy napięcia wyślemy do sterowania odcięciem filtru, każda nuta będzie miała inną barwę. Następnie wprowadzamy jedną z moich ulubionych funkcji, jaką jest panoramowanie sterowane napięciem. Uzyskujemy to poprzez użycie sekwencji jako przebiegu sterującego głośnością jednego wyjścia, a po jego odwróceniu głośnością drugiego. Wysokość nut w kolejnych krokach sekwencji wpływa na dynamikę struktury brzmieniowej. Czym wyższa nuta, tym głośniejsza w prawym kanale, z innym natężeniem pogłosu i tembrem, niż nuta niższa.

„Mamy m.in. osiem wejść i wyjść z możliwością sterowania napięciowego, 8-kanałowy mikser i dwa joysticki ze zmienną wartością napięć dla osi X i Y” (fot. Maciej Polak)

Idźmy dalej – wykorzystajmy to napięcie w modulatorze kołowym (jedno wejście), do drugiego wyślijmy szum, a wyjście z modulatora skierujmy na lewe i prawe wyjście z instrumentu. Równolegle do struktury tonalnej pojawi się struktura rytmiczna o skomplikowanej dynamice, bo im wyższa nuta, tym głośniejszy dźwięk rytmiczny. Mimo dość zawiłego opisu sama barwa jest łatwa do wykonania, a mimo to wielowymiarowa i żywa właśnie dlatego, że oddziałuje na siebie kilka prostych podzespołów. Czapki z głów dla konstruktorów tego instrumentu za to, że choć on sam jest wyjątkowo bogaty w moduły, a liczbę połączeń dostępnych na matrycach liczymy w tysiącach, pracuje się na nim... prosto. Wystarczy mieć w głowie mapę jego części składowych i konfiguracja odbywa się w zasadzie sama, a ręka łatwo nadąża za pomysłem. Synthi 100 jest bardzo logiczny. Lewa matryca jest matrycą sygnałową, gdzie dokonujemy operacji na sygnale audio, a prawa matrycą sterującą, gdzie przepływają wszystkie napięcia kontrolne (CV). Instrument jest duży (szerszy niż mój zasięg rąk) i najwygodniej pracuje się na nim stojąc. Poza tym podczas programowania częściej stoimy przy jednej z matryc niż w części skrajnej prawej, gdzie znajduje się mikser i sekwencer, zatem gabaryty są kwestią względną. Moim zdaniem każdemu, kto wcześniej zapozna się z nietypową nomenklaturą i architekturą EMS-ów, praca na Synthi 100 sprawi naprawdę sporo przyjemności i przysporzy niezapomnianych wrażeń.

Acropolis adieu?

Nie będę omawiał jakości brzmienia tego instrumentu, bo byłoby to trochę jak skupianie się na kolorach fresków w Kaplicy Sykstyńskiej. Są piękne, ale generalnie nie o to tu chodzi. Po pierwsze, słowo na temat łączenia kropek, o którym napisałem na początku. Jestem osobą, która ma problemy z koncentracją i zdecydowanie za dużo pomysłów na jednostkę czasu. Z dużą ulgą zauważyłem zatem, że Synthi 100 jest instrumentem bardzo wymagającym, ale nie bardzo trudnym. Innymi słowy, zmusza do skupienia i nieustannej kontroli tego, co się robi, co radykalnie zwiększa higienę pracy. Poza tym syntezator ten zmusił i dalej mnie zmusza (proces ten wciąż trwa do dziś), do robienia remanentu mojej wyobraźni muzycznej. Zawsze bardzo imponowali mi kompozytorzy, których „instrumentem” jest orkiestra symfoniczna i wiem, że przynajmniej część z nich pracowała w pamięci, nawet nie pisząc. Byli w stanie wyobrazić sobie tworzony utwór. Z dużym zaskoczeniem więc (i oczywiście na zupełnie inną skalę) myślę teraz o Synthi 100 jako o środowisku muzycznym, którego mapę mam w głowie. Czasami, po latach pracy i ćwiczeń, trzeba znaleźć się w jakimś dalekim od domu miejscu, gdzie będzie się pracowało miło, ale w pocie czoła i przy dużej koncentracji, żeby po pewnym czasie zdać sobie sprawę, że twoja wyobraźnia muzyczna przeskoczyła na wyższy poziom. Dla mnie znaczy to tyle, że jestem obecnie bardziej świadomy posiadanych narzędzi i łatwiej mi „na sucho”, w wyobraźni pracować nad podstawową architekturą tworzonych struktur muzycznych. Słowem, pracować szybciej i sensowniej.

"Czasami trzeba znaleźć się w jakimś miejscu, intensywnie pracując w pocie czoła, żeby wyobraźnia muzyczna przeskoczyła na wyższy poziom” (fot. Maciej Polak)

Po drugie, można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że Synthi 100 nie można mieć, bo nie da się już go kupić. Przez ostatnie dwie dekady kilka z nich zmieniło właścicieli, ale generalnie zostają one na zawsze w tych samych rękach. I w pewnym sensie jest to bardzo dobra sytuacja, bowiem odpada nam ten nieszczęsny aspekt posiadania, własności i pieniędzy, jaki towarzyszy rozmowom o syntezatorach, tych małych i dużych. Bardzo odświeżającym doświadczeniem była praca na najwyższych obrotach również po to, żeby sympatyczni, przemili, ale bądź co bądź poważni kompozytorzy pracujący w poważnej instytucji widzieli, że w gości przyjechał ktoś, kto potrafi się zachować, nie jest tu dla zabawy, dzieli się doświadczeniem, nie jest dzieckiem we mgle i ma pojęcie o tym co robi. W szerszym sensie chodzi o to, żeby zaprosili raz jeszcze. Tak się też stało. Mam nadzieję, że do Aten wrócę jeszcze w tym roku.

Cieszę się, że zastawiłem na siebie pułapkę, polegającą na postawieniu się w sytuacji, która wciąż czeka na pełną interpretację, przepracowanie. Jestem pewien, że mój sposób myślenia o tworzeniu muzyki, o plusach wynikających z kontaktu z rzeczami pozornie nieosiągalnymi, o potrzebie nauki koncentracji, nauki kreatywnego myślenia pod presją czasu – wszystko to pomoże mi stać się dojrzalszym muzykiem. Mam też świadomość, że trzeba było kilku lat wytężonych ćwiczeń, żeby coś takiego mogło się zdarzyć. Wcześniej byłoby to absolutnie niemożliwe, nie byłem na to gotowy. Całkiem nieźle, jak na trzy dni pracy od 10 do 16.

Od redakcji: Maciek Polak to chyba najbardziej znany na świecie Polak kojarzony z syntezatorami analogowymi. Właściciel firmy Analogia.pl, w której w przywrócone do życia klasyczne syntezatory oraz sprzęt zaopatrują się najbardziej znani muzycy i której zlecają renowację grających elektronicznych zabytków. Współzałożyciel duetu Pin Park, mającego na swoim koncie płytę Krautpark.