Więcej...
Monitory podłogowe - czy opłaca się jeszcze w nie inwestować?
Monitory podłogowe - czy opłaca się jeszcze w nie inwestować?

Czy warto zajmować się tematem odsłuchów podłogowych, skoro od dawna w powszechnym użyciu są bezprzewodowe systemy IEM, dające wykonawcom większą swobodę na scenie oraz większe możliwości realizatorom? Bezsprzecznie tak! Odsłuchy podłogowe mają wciąż swoich zwolenników, a także pewne szczególne cechy, zapewniające im szeroki zakres wykorzystania. Dlatego co pewien czas pojawia się wśród oferty odsłuchów produkt godny polecenia uwadze klientów, i o tym między innymi też będzie dzisiejszy artykuł.

Technologia
Marek Witkowski
2020-06-14

ŁYK HISTORII

Koncepcja niezależnego systemu nagłośnienia dla wykonawców, znanego dziś powszechnie pod nazwą odsłuchów estradowych, narodziła się pod koniec lat 60. ubiegłego stulecia. Musiało jednak upłynąć trochę czasu, zanim na scenie zaczęto powszechnie stosować specjalnie skonstruowane do tego celu zespoły głośnikowe, umieszczone w charakterystycznych obudowach przypominających wyglądem klin. Dynamiczny rozwój muzyki rozrywkowej, z wyraźnym wykrystalizowaniem się różnych jej trendów, stworzył ogromny popyt na systemy nagłośnieniowe. Bardzo dokładnie scharakteryzowałem ówczesną sytuację przy okazji prezentowania historii kilku znanych marek sprzętu nagłośnieniowego, więc nie będę się w ten temat ponownie szczegółowo zagłębiał.

Dla zachowania pewnego porządku informacyjnego przypomnę tylko, że na przełomie lat 1950/60 koncerty odbywały się bez jakiegokolwiek systemu odsłuchu dla wykonawców, a były to również koncerty rockowe legendarnych dziś już wykonawców. Na początku lat sześćdziesiątych systemy PA prezentowały niewielką moc. Zdarzało się, że były to urządzenia „adoptowane” z wojskowego demobilu, o czym już też kiedyś wspominałem. Dynamicznie rosnąca liczba wykonawców oraz tempo, w jakim zdobywali oni popularność wśród publiczności, była dla nielicznych wówczas producentów urządzeń elektroakustycznych ogromnym zaskoczeniem. Zjawisko to stworzyło popyt na systemy nagłośnieniowe, ale użycie w stosunku do tej sytuacji określenia „branża nagłośnieniowa” byłoby sporym nadużyciem, bo w rzeczywistości dopiero rodziły się koncepcje i powstawały zalążki rynku producentów oraz firm nagłośnieniowych w kształcie, w jakim funkcjonuje on obecnie.

Pomimo faktu, że koncerty odbywały się na skalę masową, to realizowano je w warunkach pionierskich. Dostępne systemy PA przez długi czas nie były wykorzystywane, jak dziś, również do nagłośnienia instrumentów elektrycznych na scenie, a jedynie do nagłośnienia wokalu. W takich warunkach wokaliści słyszeli własny głos w postaci odbicia, wracającego z opóźnieniem, z pomieszczenia, w które skierowane były głośniki systemu PA. Nikt nie ma chyba wątpliwości co do tego, że takie warunki nie zapewniały nawet namiastki komfortu pracy, ponieważ powracający z opóźnieniem głos utrudniał wokalistom utrzymanie tempa i zachowanie melodii. W miarę organizowania koncertów popularnych wykonawców dla coraz większych audytoriów priorytetem był przede wszystkim system PA. Możliwość słyszenia się na scenie przez długi czas pozostawała problemem, czekającym na szybkie i skuteczne rozwiązanie. Pierwszą odnotowaną próbą rozwiązania tego problemu był koncert Judy Garland, który odbył się 13 września 1961 roku w San Francisco Civic Auditorium. Realizująca nagłośnienie firma McCune Sound Service umieściła wówczas na scenie głośniki skierowane w stronę artystki. Innym odnotowanym, pionierskim przykładem zastosowania odsłuchu dla wykonawców był koncert grupy The Beatles, który odbył się 18 sierpnia 1965 w Atlancie. Zaangażowany w realizację koncertu F.B.

„Duke” Mewborn – szef Atlanta Baker Audio – także wykorzystał wówczas część głośników głównego systemu, odwracając je w stronę wykonawców. Zaprezentowane powyżej przypadki były już niewątpliwie sporym postępem w poszukiwaniu metody zapewnienia wykonawcom komfortu pracy na scenie. Rozwiązanie takie było pierwowzorem późniejszych odsłuchów bocznych, jednak z uwagi na fakt, że głośniki znajdowały się w sporej odległości od wykonawców, a kierowany do nich sygnał był tym samym miksem, który kierowany był jednocześnie w stronę widowni, rozwiązanie to było mało efektywne. Główną jego wadą było to, że choć paradoksalnie na scenie było głośno, to jednak wykonawcy i tak źle się słyszeli, gdyż nie było możliwości kontrolowania struktury wysyłanego w ich stronę miksu. Na pomysł położenia głośników pod odpowiednim kątem na podłodze przed wykonawcą wpadł Bill Hanley podczas realizacji koncertów Neila Younga z Buffalo Springfield.

W celu uzyskania możliwości operowania większym poziomem dźwięku na scenie i zmniejszenia ryzyka wystąpienia sprzężeń akustycznych Hanley zastosował dodatkowo mikrofony o wąskiej charakterystyce kierunkowej. Jakkolwiek koncepcja Henleya była przysłowiowym „strzałem w dziesiątkę”, to w rzeczywistości metodę zapewnienia odsłuchu dla wykonawców zrewolucjonizował w pełni Bob Cavin (główny inżynier w firmie McCune Sound Service), który w latach 70. ubiegłego stulecia zaprojektował specjalną konsoletę, przeznaczoną do realizacji odsłuchu na scenie, a także obudowę zespołu głośnikowego, pozwalającą na kierowanie dźwięku pod kątem w stronę wykonawcy. Tak właśnie powstał klasyczny odsłuch podłogowy w kształcie klina, nazywany niekiedy u nas „łedżem” (z ang. wedge) lub po prostu monitorem, który zadomowił się na scenach, pozostając na nich praktycznie do dziś.

Wedge szybko stał się synonimem komfortu pracy na scenie, gdyż przy zastosowaniu konsolety odsłuchowej umożliwiał kierowanie indywidualnie skomponowanego miksu pod odpowiednim kątem względem poziomu podłogi – prosto w stronę uszu wykonawcy. Typowe konstrukcje wyposażano najczęściej w membranowy głośnik o średnicy 15” oraz ciśnieniowy przetwornik HF o średnicy 1”, ale, tak jak miało to miejsce w przypadku innych zespołów głośnikowych w owym czasie, firmy nagłośnieniowe budowały we własnym zakresie również odsłuchy podłogowe, stosując niekiedy i inne kombinacje przetworników. Jednym z pierwszych, dość powszechnie używanych odsłuchów podłogowych, który szybko zdobył przychylność realizatorów, był LE400, zaprojektowany przez firmę Martin Audio, a to dlatego, że był on pod każdym względem konstrukcją uniwersalną, dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach. Niesymetryczny przekrój pionowy obudowy pozwalał na ustawienie odsłuchu względem wykonawcy pod jednym z dwóch możliwych kątów: 40° lub 50°. Wybór danego kąta podyktowany był zwykle dystansem, jaki dzielił przemieszczającego się na scenie wykonawcę od dedykowanego mu odsłuchu lub pary odsłuchów. Wyposażenie przetwornika HF w tubę o szerokim rozproszeniu pionowym (70°) oraz wąskim rozproszeniu poziomym (40°) było również dokładnie przemyślanym i praktycznym rozwiązaniem. Szerokie rozproszenie pionowe pozwalało wykonawcy na dużą swobodę. zbliżania się i oddalania od odsłuchu, natomiast wąskie rozproszenie poziome ułatwiało zachowanie przejrzystości indywidualnych miksów w sytuacji, gdy odsłuchy przeznaczone dla różnych wykonawców znajdowały się blisko siebie na scenie. Kolejną zaletą było to, że odsłuchy te były produkowane w dwóch wersjach – z przetwornikiem HF umieszczonym po lewej lub po prawej stronie głośnika 15”, co pozwalało na zestawianie ich w pary, w których jeden z odsłuchów danej pary był lustrzanym odbiciem drugiego, i odwrotnie. Układ taki był o tyle korzystny, że jeśli tylko jakiś „ważniak” życzył sobie stereofonicznego miksu, to jego życzenie mogło być łatwo spełnione – z wyraźnie zarysowanym wizualnie akcentem.

Wspomniana cecha była przydatna także w sytuacji, gdy wszystkie miksy odsłuchowe realizowane były w trybie mono. Pary odsłuchów L-R stanowiące wzajemne, lustrzane odbicie pozwalały na rozszerzenie i wyrównanie pokrycia obszaru ich działania. Odsłuchy podłogowe wciąż rosły w siłę! Zwiększała się przetwarzana przez nie moc, ale niestety także i gabaryty. Projektanci wprowadzali kolejne rozwiązania konstrukcyjne, umożliwiające wybór trybu pracy. Odsłuchy z zewnętrznym wzmacniaczem mogły być używane jako pasywne, co oznacza, że do odsłuchu doprowadzany był jeden sygnał ze wzmacniacza, który następnie dzielony był przez znajdujący się wewnątrz obudowy układ filtrów pasywnych na zakresy przeznaczone dla poszczególnych przetworników. Innym rozwiązaniem był aktywny podział pasma, realizowany za pomocą zewnętrznych, aktywnych filtrów nazywanych crossoverami. Podzielony przez taki filtr sygnał był kierowany najpierw do wzmacniaczy, a następnie, wielożyłowym kablem głośnikowym, indywidualnie do każdego przetwornika. Przypomnę w tym miejscu, że mówimy o latach, w których procesory głośnikowe (w dzisiejszym rozumieniu) oraz wzmacniacze z pokładowym DSP być może dopiero rodziły się w zamyśle nielicznych konstruktorów.

Warto też przypomnieć, że na początku XX wieku powstawały również konstrukcje odsłuchów aktywnych ze zintegrowanym wzmacniaczem. Konstrukcja taka niewątpliwie ma wiele zalet. Pozwalała na zredukowanie strat sygnału prowadzonego niekiedy bardzo długimi kablami głośnikowymi, a także zredukowanie poziomu zniekształceń dzięki optymalnemu wyznaczeniu zakresów pasma przetwarzanego przez poszczególne przetworniki. Problemem w przypadku takiej konstrukcji był natomiast skuteczny sposób odprowadzenia ciepła. Pogodzenie kilku założeń, jak umieszczenie przetworników i wzmacniacza we wspólnej obudowie, która miała być w miarę możliwości kompaktowa, a do tego uzyskanie zakładanych parametrów pracy (przetwarzana moc, zniekształcenia, itd.), stało się dla konstruktorów nie lada wyzwaniem. Z ówczesnych pionierów do dziś pozostał na rynku tylko Meyer Sound – jako jedyny liczący się producent koncertowych odsłuchów dużej mocy, budowanych w tej technologii. Krajowym liderem jest bez wątpienia firma Soundman, której monitorom (i nie tylko) warto byłoby okazać nieco więcej zainteresowania.

Wychodząc naprzeciw potrzebom rockowych mega-gwiazd, grających koncerty na mega-wielkich scenach i dla mega-licznej widowni, współpracujące z nimi firmy nagłośnieniowe projektowały we własnym zakresie obudowy monitorów (lub „modyfikowały” seryjnie produkowane modele), by z jednej strony zapewnić wokaliście jak największy komfort na dużej scenie, ale też uchronić go przed upadkiem, gdy ten (jak przykładowo Bruce Dickinson) miał w zwyczaju wskakiwać i balansować na górnych krawędziach obudowy odsłuchów. W początkowym okresie boomu wielkich koncertów rockowych dość powszechną stała się konstrukcja odsłuchu, w której współpracującą z przetwornikiem HF tubę, o szerokim rozproszeniu horyzontalnym, umieszczono nad głośnikiem 15” (lub dwoma), co na dużej scenie miało przyczynić się do rozszerzenia obszaru działania odsłuchu.

Tego typu konstrukcje, również w wersji z pojedynczym głośnikiem 12”, pojawiły się później w ofercie wielu producentów funkcjonujących na rynku pro audio w latach 80. Niestety rozwiązanie to było obarczone pewną „ukrytą wadą” konstrukcyjną, która ujawniona została przez... telewizję. Umieszczenie tuby z przetwornikiem HF nad głośnikiem 15” drastycznie zwiększało wysokość obudowy, która w telewizyjnym obrazku „obcinała” wykonawcom nogi do wysokości kolan. To, co było bez znaczenia dla uczestniczącej w koncertach publiczności, dla telewizyjnych macherów od obrazka było rzeczą całkowicie nieakceptowalną. Gwoli informacyjnej rzetelności od razu zaznaczam, że nie chodzi mi w tym przypadku jedynie o naszą telewizję, ale o telewizję generalnie. Batalie o odsłuchy toczyli „monitorowcy” z realizatorami wizji w wielu krajach i w każdej sytuacji, gdzie jakieś wydarzenie muzyczne było transmitowane lub rejestrowane przez jakąkolwiek telewizję. Nowe realia, jakie stworzyła coraz częstsza obecność stacji TV podczas różnych wydarzeń muzycznych, zmusiły producentów sprzętu do szukania rozwiązań adekwatnych do zmieniających się szybko warunków.

Rewolucją w tej dziedzinie stały się bezprzewodowe systemy IEM oraz przewodowe, pozwalające wykonawcom na samodzielne tworzenie własnych miksów. Pierwsze tego typu urządzenia były jednak bardzo drogie, więc na korzystanie z wielokanałowych systemów mogli sobie pozwolić jedynie sławni i bogaci, oraz duże firmy nagłośnieniowe realizujące koncerty największych światowych gwiazd. Upowszechnienie nowej technologii wymagało też zmiany świadomości – zarówno starszej generacji realizatorów, jak i wykonawców. Z uwagi na ten fakt tradycyjne odsłuchy podłogowe jeszcze przez długi czas były obecne na wielu profesjonalnych scenach. Uwaga producentów zaczęła skupiać się na głośnikach o mniejszej średnicy oraz na przetwornikach o współosiowej konstrukcji, co pozwalało na zmniejszenie wysokości obudowy. Z czasem systemy IEM stawały się coraz łatwiej dostępne, a ich jakość i możliwości coraz lepiej dopracowane. Szybko też zauważono, że pod wieloma względami mają one dużą przewagę nad tradycyjnymi odsłuchami podłogowymi, co zainicjowało szybki proces odchodzenia od powszechnego stosowania odsłuchów podłogowych, ale te w rzeczywistości nigdy nie odeszły do lamusa.
 
CZASY OBECNE

Odsłuchy podłogowe wciąż są obecne na wielu profesjonalnych scenach, i w mojej subiektywnej ocenie jeszcze długo na nich pozostaną, a prezentowaną tu opinię opieram na kilku istotnych przesłankach. Po pierwsze – kształt obudowy większości odsłuchów sprawia, że są to uniwersalne zespoły głośnikowe o szerokich możliwościach wykorzystania. Oprócz tradycyjnego przeznaczenia, czyli zapewnienia komfortu pracy wykonawcom, mogą być wykorzystane zarówno jako mały, samodzielny system PA, elementy stałych instalacji w pomieszczeniach, jak też uzupełnienie dużych, koncertowych systemów nagłośnieniowych, pełniąc funkcję frontfilla. Po drugie – w przypadku występów różnych grup tanecznych, działających często przy domach kultury lub klubach, odsłuchy (zwłaszcza o niskim profilu) mają swoje uzasadnione zastosowanie. Po trzecie – są jeszcze liczne imprezy okolicznościowe, jak i szkolenia czy prezentacje korporacyjne. Również w tym przypadku o wiele prościej jest korzystać na scenie z niewielkich odsłuchów podłogowych, zapewniających komfort prelegentom, niż przekonywać ich do korzystania z wetkniętych w uszy słuchawek – zwłaszcza w sytuacjach, gdy na scenie kolejno zabiera głos szereg osób, nie przyzwyczajonych do z tego rodzaju urządzeń.

Pomimo niekwestionowanej pozycji systemów IEM oferta dostępnych na rynku odsłuchów podłogowych jest dziś doprawdy imponująca. Oczywiście tak, jak w przypadku każdego innego sprzętu, również i tu można zaobserwować pewne trendy dyktowane przez utytułowanych producentów, którzy na wypromowanie swojego produktu przeznaczają ogromne nakłady finansowe. Nie ulega wątpliwości, że ich produkty – zwłaszcza pochodzące z najwyższej magazynowej półki – nie wzbudzają żadnych zastrzeżeń odnośnie prezentowanej klasy, funkcjonalności i jakości przetwarzanego dźwięku.

Ich głównym mankamentem jest natomiast cena... Są niestety drogie i często znajdują się poza zasięgiem finansowych możliwości mniejszych firm nagłośnieniowych. Spora część czołowych producentów posiada w swojej ofercie także linie produktów niskobudżetowych, ale… Spotykałem kilkakrotnie budżetowe wersje odsłuchów znanej marki, w przypadku których największą wartość dla klienta (by nie powiedzieć, że jedyną) stanowiło widniejące z przodu logo! Pozostanę niestety gołosłownym, ale nie chcę sięgać po konkretny przykład, odwołując się do zasady „żyj i daj żyć innym”, bo z racji wolnego rynku każdy ma prawo oferować to, co nie jest prawnie zabronione. Jeśli jednak dana firma nagłośnieniowa nie realizuje regularnie koncertów wielkich światowych gwiazd, a takich firm jest przecież na krajowym rynku większość, to nie jest ona w żaden sposób zobligowana do pogoni za najnowszymi trendami, dyktowanymi przez specyfikacje techniczne, określające warunki realizacji takiej rangi koncertów. Dzięki temu może ona pozwolić sobie na dużo większą swobodę w podejmowaniu decyzji dotyczących zakupu sprzętu i zwrócenie się w stronę oferty tych producentów, którzy na dopracowanie swoich produktów przeznaczają często większe nakłady finansowe, niż na przekonanie do nich potencjalnych klientów, czyli na kampanie reklamowe. Jednym z takich producentów, którego ofertą odsłuchów podłogowych bez wątpienia warto się zainteresować, jest w mojej ocenie Coda Audio. Ten niemiecki producent nowoczesnych systemów nagłośnieniowych, o którym mowa była już kilkakrotnie na łamach LSI, posiada w swojej ofercie odsłuch oznaczony symbolem „CUE FOUR” – gabarytowo najmniejszy z proponowanej linii produktów „CUE”. Specjalnie podkreśliłem w tym miejscu, że najmniejszy gabarytowo, bo pod każdym innym względem jest to w pełni profesjonalny, wysokiej klasy odsłuch estradowy dużej mocy! W obudowie o ultraniskim profilu, wykonanej z wysokogatunkowej 18-milimetrowej sklejki (545 x 450 x 272 mm), konstruktorzy umieścili 3-drożny układ przetworników, pracujących jako spójne źródło punktowe.

Za przetwarzanie dolnego zakresu odpowiedzialne są tu dwa 8-calowe głośniki z neodymowym magnesem – każdy o mocy 250W (AES). Do przetwarzania zakresu MID/HF wykorzystano specjalnie zaprojektowany i opatentowany przetwornik ciśnieniowy, o współosiowej konstrukcji oraz mocy 150 W + 80 W, który współpracuje z eliptycznym, asymetrycznym falowodem 1,4” o rozproszeniu poziomym 60° oraz pionowym 55° + 40°. Monitor przystosowany został zarówno do pracy w trybie pasywnym, jak i bi-amp, a zastosowanie współosiowej konstrukcji przetwornika przyczyniło się nie tylko do zredukowania zewnętrznych wymiarów obudowy, ale przede wszystkim do wyraźnego zmniejszenia poziomu zniekształceń w przedziale pasma, na które szczególnie wyczulony jest ludzki słuch. CUE FOUR jest idealną propozycją o szerokich możliwościach wykorzystania, szczególnie w sytuacjach, gdzie pojawiają się rygorystyczne ograniczenia dotyczące korzystania z odsłuchów podłogowych o znacznie większym profilu. Jeśli wymienione wcześniej cechy uzupełnimy o informacje, że CUE FOUR jest wysoce odporny na generowanie sprzężeń akustycznych, oraz że producent przewidział dla niego szereg akcesoriów instalacyjnych, umożliwiających ustawienie go na statywie lub, w przypadku specyficznych rozwiązań instalacyjnych (studia TV, domy modlitewne, pomieszczenia orkiestry), montaż na ścianie pomieszczenia, to uzyskamy charakterystykę produktu mającego przewagę nad wieloma – często znacznie droższymi – odsłuchami, dostępnymi aktualnie na rynku.

Na zakończenie pozostaje już tylko dodać, że monitor CUE FOUR marki CODA AUDIO, może być interesującą propozycją dla wszystkich, którzy – o czym zawsze wspominam – nie oceniają jakości sprzętu wyłącznie na podstawie widniejącego na nim znaku producenta. Pod względem ceny jest on kuszącą propozycją dla wielu domów kultury, klubów, a także małych i średniej wielkości firm nagłośnieniowych. Z racji szerokiej oferty osprzętu instalacyjnego może być również interesującą alternatywą dla wielu firm wykonujących stałe instalacje elektroakustyczne, a co najważniejsze, pod względem solidności wykonania oraz jakości przetwarzanego dźwięku bez wątpienia spełni on oczekiwania najbardziej wymagających klientów.