Branża live’owa w dobie COVID-u
Branża live’owa w dobie COVID-u

Zdaję sobie sprawę, że tematy covidowe powoli większości obywateli zaczynają wychodzić bokiem i wcale mnie to nie dziwi – każdy (no, może oprócz tych, którzy na tej sytuacji zarobili i zarabiają grubą kasę) z utęsknieniem wyczekuje czasów, gdy wrócimy do normalności. Do takiej normalności, gdy nie będziemy z dnia na dzień epatowani liczbami zakażonych i zmarłych, straszeni potencjalnymi obostrzeniami, tak że zaplanowanie przyszłości dalszej niż miesiąc naprzód przestaje mieć sens. Obiecuję więc, że w rozważaniu tym nie będziemy się wdawać w żadne teorie spiskowe, przewidywania, gdybania ani tym podobne. Nie można jednak zupełnie tego tematu ominąć, bowiem spróbujemy w tym miejscu odpowiedzieć sobie na pytanie, jak ta cała sytuacja wpłynęła na kondycję branży live’owej czy eventowej.

Technologia
Piotr Sadłoń
2021-11-24

Od marca 2020 roku do wakacji tego samego roku w branży zapanował całkowity zastój, wynikający z niemalże zupełnego lockdownu wprowadzonego w Polsce (i nie tylko). A wiadomo, że maj i czerwiec to okres, w którym odbywało się zawsze sporo imprez plenerowych, od wszelakich juwenalii poczynając, poprzez dni miast i gmin, na festiwalach kończąc. Pewna iskierka nadziei zatliła się w wakacje, gdy pojawiły się symptomy poluzowań, i tu i ówdzie organizowane były koncerty i inne wydarzenia – oczywiście w liczbie będącej tylko małym procentem tego, co do tej pory i dla mocno ograniczonej liczby uczestników. Ale zawsze to coś…. można było choć na bieżące rachunki zarobić.

Niestety wszystko „padło” już wczesną jesienią i „leżało i kwiczało” w zasadzie do kolejnych wakacji. Tak długiego okresu zamknięcia nie miała chyba żadna z branż, łączenie z najbardziej poszkodowanymi branżami hotelarskimi czy fitness. Ludzie z firm rentalowych nie mogli więc sobie pozwolić na pozostawanie bez środków do życia przez prawie rok, toteż znaczna część, która nie tylko dorabiała sobie do „prawdziwej” pensji, ale po prostu żyła z grania koncertów, chcąc nie chcąc musiała sobie poszukać innego, bardziej stabilnego źródła utrzymania.

Kiedy wreszcie w czerwcu tego roku zaczęło coś się „ruszać” w branży live’owej, ci którzy znaleźli sobie inną – często znacznie lepiej płatną – pracę, czy to w Polsce czy za granicą, w dużej mierze nie mieli zamiaru jej zostawiać, aby rzucić się w objęcia wciąż niepewnej i w dalszym ciągu nie zawsze „godnej” finansowo pracy „na scenie”. Co też w zasadzie nie dziwi, a już na pewno tych, którzy znają realia pracy przy obsłudze imprez. Niewielu więc postanowiło zamienić stabilizację na niepewność, dlatego gdy wraz z upływem czasu organizatorzy coraz śmielej zaczęli sobie „poczynać” w temacie organizowania koncertów i festiwali, zwyczajnie zaczęło brakować rąk do pracy.

Innym problemem, który pojawił się wraz ze stopniowym „odmrażaniem” branży koncertowej było dziwne podejście organizatorów. O ile w innych branżach, np. fryzjerskiej czy kosmetycznej ceny po lockdownach podskoczyły do góry – co usługodawcy motywowali tym, że muszą nadrobić straty spowodowane brakiem możliwości zarabiania w okresach, gdy ich zakłady i salony były zamknięte – organizatorzy wynajmujący firmy do obsługi imprez przyjęli inną taktykę. Mianowicie stwierdzili, że skoro firmy te przez tak długi czas pozostawały bez możliwości zarabiania, to teraz „rzucą” się na każdą robotę, za cenę jaką zaoferują im organizatorzy, byleby tylko wreszcie mieć jakieś wpływy do kasy. A że pomimo tego, że okres zamrożenia branży faktycznie uszczuplił co nieco liczbę tych firm, szczególnie o tych, którzy „chwilę” wcześniej nakupili sprzętu na raty czy w leasingu i z braku możliwości spłat rat musieli się tego sprzętu po prostu pozbyć, w dalszym ciągu chętnych do działalności w branży live’owej było (i jest) sporo. Na tyle dużo, że nie dla każdego wystarcza tego dość skromnego jeszcze tortu. Dlatego też, niestety, zamiast solidarnie przemówić jednym głosem sprzeciwiając się takim praktykom organizatorów, znaleźli się tacy, którzy podejmowali się pracy za wynagrodzenie nawet poniżej kosztów. To odbiło się też na stawkach dla realizatorów, techników i riggerów, bo gdzieś tych oszczędności firmy rentalowe musiały poszukać.

Co gorsza organizatorzy, nauczeni doświadczeniem z poprzedniego roku, na jesień nie planowali zbyt dużo imprez, bojąc się powtórki tego, co było jesienią 2020, czyli kolejnego lockdownu. Ba, niektórzy nawet odwoływali imprezy zaplanowane na koniec wakacji, mając przed oczami czarne wizje ograniczenia lub nawet zlikwidowania możliwości organizowania większych wydarzeń kulturalnych. Na szczęcie, póki co, nie sprawdziło się to, choć oczywiście z przyczyn obiektywnych, czyli takich warunków klimatycznych, jakie u nas panują, imprez plenerowych było coraz mniej. Pozostały imprezy w salach, halach czy klubach, choć tutaj już sporo tego typu obiektów dysponuje własnym sprzętem, toteż firmy rentalowe nie mają już tyle pracy, co w lecie.

Jak sytuacja wygląda obecnie i jakie są rokowania na przyszły sezon? Z powodów, o których wspomniałem chwilę wcześniej, czyli praktycznie braku imprez plenerowych i mniejszej liczby wydarzeń w pomieszczeniach, aktualnie sytuacja w branży jest „do opanowania”. Mowa oczywiście o tzw. zasobach ludzkich, czyli osobach z odpowiednią wiedzą i doświadczeniem. Mniej kolorowo natomiast rysuje się przyszłość, zakładając oczywiście, że przyszły sezon, jeśli jeszcze nie będzie całkiem „normalny” (jak w latach przed pandemią), to będzie sukcesywnie dążył do tej normalności, przez jeszcze większą niż w roku obecnym liczbę imprez i koncertów. Wtedy może okazać się, że braki kadrowe dadzą o sobie znać jeszcze bardziej, niż w tym sezonie.

Jest to z jednej strony okazja, aby w branży pojawili się nowi ludzie, których potencjalni pracodawcy zapewne przyjmą z otwartymi ramionami. Sęk w tym, że aby nabrać odpowiedniego doświadczenia potrzeba czasu. Dobrze więc byłoby, aby ci właściciele firm rentalowych, którzy szykują się na przyszły sezon, a już w tym roku cierpieli na braki kadrowe, już teraz rozglądali się za osobami, które w przyszłym roku zasilą szeregi pracowników lub współpracowników, aby powoli wdrażali się w działalność firmy i nabierali doświadczenia. Z drugiej strony patrząc na to co dzieje się na świecie i w Polsce, trudno planować coś na więcej niż 2-3 tygodnie naprzód. Nie wiadomo np. czy w tym roku będą organizowane imprezy i koncerty sylwestrowe, czy WOŚP zagra w takim formacie, jak w latach przedcovidowych, bo te właśnie wydarzenia mogły by być dobrym poligonem doświadczalnym dla młodego narybku branżowego, dla nabierania doświadczenia. I to od razy zaczynając od „górnego C”, bo praca przy nagłośnieniu czy oświetleniu w środku zimy to prawdziwe wyzwanie dla ekip technicznych.

Zobacz także test wideo:
Universal Audio Volt 276 - interfejs audio/MIDI
Universal Audio Volt 276 - interfejs audio/MIDI
To, że Universal Audio dołączy do grupy producentów budżetowych interfejsów audio było niemal pewne. Otwartym natomiast pozostawało pytanie z czym i za ile.

Trudno też przewidzieć jak będzie wyglądała kwestia obostrzeń i restrykcji wiosną, który to okres jest drugim po jesieni, w którym liczba zachorowań na choroby układu oddechowego (a więc i na „najmodniejszą” obecnie chorobę również) dość mocno rośnie i utrzymuje się – w zależności od pogody – nawet do kwietnia. Ciężko więc przyjmować do pracy ludzi, którym nie będzie można zapłacić, ani też obiecywać komuś, że będzie mógł nabrać doświadczenia, gdy może okazać się, że znów do maja-czerwca branża „stanie”.

Tym, którzy chcieliby zacząć swoją przygodę z branżą live’ową polecam, aby w tym zimowo-wiosennym okresie, jeśli nie będą mieli okazji zdobywać praktycznych umiejętności, niech starają się zdobyć jak najwięcej wiedzy. A tej nigdy dość, choć oczywiście na samej teorii daleko „nie zajedziemy”. Z drugiej strony bez podstaw teoretycznych nauka praktycznych umiejętności potrawa znacznie dłużej. Warto więc poczytać - choćby artykuły archiwalne z czasopisma Live Sound & Installation (można je znaleźć na stronie www.livesound.pl w dziale Tutoriale) czy Estrada i Studio. Co i raz organizowane są też różnorakie warsztaty i szkolenia – no, może ostatnimi czasy (z powodów wiadomych) mniej, ale powoli pojawia się ich coraz więcej, na których można zdobyć, często za darmo, sporą dawkę wiedzy na tematy różnorakie, tak związane z nagłaśnianiem – konfiguracją i strojeniem systemów, miksowaniem itp. – jak i z oświetleniem. Wystarczy poszukać w Internecie, a na pewno znajdziecie interesujące Was szkolenia.

Cóż rzec na koniec – pozostaje mieć nadzieję, że nawet jeśli najpopularniejszy obecnie koronawirus pozostanie już z nami na dobre, będzie ona traktowany jak choroba taka jak inne, a życie wróci do normy i każdy będzie mógł działać w takiej branży w której chce, a nie musi z powodów ekonomicznych. Najlepiej bowiem, jak można swoją pasję czy zainteresowania połączyć z możliwością zarabiania. W tej branży nie jest to łatwe, nie tylko ze względu na jej sezonowość, ale – jak życie pokazało – podatność na różnorakie zawirowania polityczno-ekonomiczno-zdrowotne. Ale na dłuższą metę człowiek nie może się obejść bez tej formy rozrywki, co dało się zaobserwować po okresie zamknięcia, gdy ludzie spragnieni koncertów chętnie brali udział w różnorakich imprezach, na które tylko udało im się wejść (co często nie było łatwe). Trzeba więc mieć nadzieję na najlepsze, ale być przygotowanym na najgorsze – co nie jest łatwe.

Star icon
Produkty miesiąca
Antelope Zen Go Synergy Core - interfejs audio
Apogee Symphony Desktop - interfejs audio
MIPRO MI 58 — cyfrowy system bezprzewodowy IEM
Close icon
Poczekaj, czy zapisałeś się na nasz newsletter?
Zapisując się na nasz newsletter możesz otrzymać GRATIS wybrane e-wydanie jednego z naszych magazynó