Więcej...

Moog Mother-32

Sprzęt studyjny | 28.11.2015 
Marka:  Moog

Jest przynajmniej kilka firm w tej branży, które poza produktami sprzedają coś jeszcze: markę, historię i legendę. Te, którym do dziś udaje się funkcjonować w oparciu o te cztery filary, zazwyczaj mają w swojej ofercie wysokiej klasy, dość drogie wyroby, choć zgodnie z wymaganiami współczesnego rynku nie odżegnują się od tańszych. Do takich firm należy także Moog.

Osoby zarządzające firmą – a dodać należy, że w dalszym ciągu jest to firma w pełni amerykańska, samodzielna i należąca do jej pracowników – bardzo precyzyjnie wybrały moment, w którym nowy instrument pojawił się na rynku, poprzedzając go wcześniejszą, jakże typową dla Mooga kampanią szeptaną. Chodziło o to, by urządzenie trafiło do sprzedaży jesienią, dokładnie wtedy, gdy w Stanach, wciąż największym dla Mooga rynku na świecie, zaczyna się sezon świąteczny. Jest mały i zgrabny, marka jest znana nawet laikom, więc może być znakomitym prezentem gwiazdkowym. Poza tym cena, porównywalna z cenami niezłej klasy gitar, może się wielu osobom wydawać zachMoog Mother-32ęcająca. W branży muzycznej jest trochę jak w filmowej – liczy się głównie sprzedaż w pierwszych tygodniach. Później już zainteresowanie opada, a konkurenci wprowadzają kolejne zabawki. Poza tym w zasadzie tylko Shure, Gibson i Fender mogą liczyć na to, że ich SM57, Les Paul i Stratocaster będą się sprzedawały zawsze, tak jak pieczywo w spożywczym na rogu. Zdecydowana większość innych producentów musi co jakiś czas odświeżać swą ofertę.

Moog zainteresował się rynkiem mikrosyntezatorów głównie za sprawą eksperymentu pod nazwą Werkstatt-01, podpatrując trochę to, co pokazał Korg, a jeszcze wcześniej Gakken. Nie chodziło mu jednak o tworzenie analogowych zabawek – skądinąd interesujących sonicznie – ale poważniejszego syntezatora, który odnalazłby się także na rynku odbiorców o dużo wyższych wymaganiach.
Mam wrażenie, że jednogłosowy, monofoniczny, półmodularny syntezator analogowy Mother-32 to tylko pierwszy krok na drodze do realizacji bardziej złożonego planu.


Budowa

Od początku widzimy, że mamy do czynienia z poważnym produktem. Skromne pudełko, bez żadnej pstrokacizny, kryje w środku "ekologicznie" zapakowany instrument, porządnie wydrukowaną instrukcję obsługi, książeczkę na temat historii firmy Moog, kartę rejestracyjną oraz tzw. Quick Start z opisem wszystkich manipulatorów i złączy. Ponadto mamy też zewnętrzny, włączany bezpośrednio do gniazdka zasilacz uniwersalny (z odłączaną wtyczką dopasowaną do rynku, na który trafi instrument), pięć kabli krosujących TS 3,5 mm i zmyślny, wykonany z przypominającego bambus tworzywa wkrętak, którym można dostroić kilka dostępnych z poziomu płyty czołowej trymerów.
Korpus wykonany jest z jednolitej kształtki aluminiowej, z podklejonymi pod spodem nóżkami. Całkowicie metalowy jest też panel główny syntezatora, ze stabilnie zamocowanymi gniazdami krosowniczymi, potencjometrami i przełącznikami. Znajdujące się w dolnym rzędzie gumowane przyciski już tak dobrego wrażenia nie robią, i należą do słabszych stron instrumentu.
Poza polem krosowniczym, wyposażonym w 32 gniazda (liczba 32 jeszcze się powtórzy kilka razy w tym tekście), mamy tylko wejście MIDI (DIN-5) na przednim panelu oraz gniazdo zasilacza i pojedyncze, monofoniczne wyjście liniowo-słuchawkowe (TRS 6,3 mm) z tyłu.
Boki obudowy zdobią dwie wykonane z drewna kształtki, ale chcąc zamontować instrument w panelu Eurorack, do którego jest także przystosowany, możemy je odkręcić. Producent przewidział opcję montażu dwóch lub trzech Mother-32 w specjalnych stelażach, ale drewniane boki mogą wtedy zostać na miejscu, efektownie zdobiąc całość. Obudowa Mother-32 to w zasadzie nic innego jak 60 HP Eurorack Case, co pozwala zestawiać całe systemy modularne zarówno z jednostek Mother-32, jak i modułów Eurorack innych producentów (o głębokości nie przekraczającej 1,9").
Moog Mother-32W ostateczności możemy też odkręcić cały przedni panel instrumentu i zamontować go w już posiadanym Euroracku. Jest on przystosowany także do takiej pracy, a opis całej procedury znajdziemy w instrukcji obsługi. Producent jednak wyraźnie zaznacza, że nie ponosi żadnej odpowiedzialności za ewentualne uszkodzenia wynikające z montażu w niekompatybilnym systemie.
Sam instrument jest stosunkowo nieduży, gdyż ma 32 cm szerokości – w sam raz, aby ustawić go na biurku przy laptopie lub klawiaturze komputera. Ponieważ Mother-32 jest jednak z trochę innej bajki niż współczesne cyfrowe narzędzia, i nie ma czegoś takiego jak port USB, wprowadzenie doń sygnału zewnętrznego wyzwalającego dźwięki możliwe jest tylko przez MIDI DIN-5 lub na drodze czysto analogowej, poprzez gniazda krosownicy.

Pierwszy kontakt

Mother-32 to pierwszy syntezator Mooga o strukturze półmodularnej. W praktyce oznacza to, że możemy zacząć grać od razu po wyjęciu go z pudełka, bez podłączania kabli krosujących. Jeśli jesteśmy wyjątkowo niecierpliwi, to nie musimy nawet podłączać klawiatury czy szukać źródeł sygnału CV/Gate, ponieważ syntezator ma własny, w pełni programowalny 32-krokowy sekwencer, z możliwością zapisu 64 wzorów rytmicznych w pamięci nieulotnej. Możemy też potraktować jako klawiaturę 13 przycisków znajdujących się w dolnej części panelu, które nieprzypadkowo rozłożono tak, by z grubsza przypominały podział na białe i czarne klawisze.
Jeśli chodzi o same ustawienia barwy, to jak w starych, dobrych czasach za pamięć nieulotną służyć będą odbitki ksero lub wydruki z 56. strony instrukcji obsługi, dostępnej także w formacie PDF, oraz ołówek lub długopis (to takie powszechnie stosowane w epoce prefejsbukowej narzędzia służące do pisania na papierze). Kilka presetów fabrycznych znajdziemy natomiast w postaci grafik na stronach 53–55. Jak na współczesne wymagania jest ich żałośnie mało, bo tylko 9. W dodatku trzeba je pracowicie odwzorować ustawieniami na panelu – co zajmuje zazwyczaj kilka minut – mając przy tym nadzieję, że barwa będzie choć trochę zbliżona do wzorcowej. Witamy w świecie prawdziwych analogów, gdzie nic nie jest pewne, ale za to brzmieniowe dania serwują smacznie, tłusto i bez sztućców!

Synteza

Byłoby nieprawdą mówienie, że Mother-32 to instrument całkowicie analogowy. Z uwagi na współczesne wymagania to całkowicie niemożliwe, choćby poprzez konieczność zastosowania MIDI. Ponadto wbudowany sekwencer, choć wysyła do bloków instrumentu sygnały analogowe (napięciowe), jest jednak cyfrowy, podobnie jak system sterowania pracą całości.
Analogowe jest natomiast wszystko to, co generuje i przetwarza dźwięk – od początku do końca. Po stronie źródeł sygnału mamy jeden oscylator, z przebiegiem piłokształtnym lub prostokątnym, oraz stale pracujący generator szumu białego, bez żadnej regulacji poza proporcją oscylator/szum. Generator wyłącza się natomiast z chwilą wpięcia wtyczki do wejścia EXT. AUDIO i wówczas to zewnętrzny sygnał audio przejmuje rolę drugiego źródła dźwięku, zastępując generator szumu. Już się zapewne domyślacie, że otwiera to przed nami bardzo duże możliwości w zakresie kształtowania dźwięku, bowiem ów sygnał audio może pochodzić np. z innego modułu w naszym systemie, ale też z któregoś wyjścia na krosownicy samego instrumentu.
Mikserem jest wspomniana wcześniej gałka proporcji oscylator/szum (lub oscylator/sygnał zewnętrzny), a po nim włączony jest klasyczny drabinkowy filtr Mooga, pracujący jako górno- lub dolnoprzepustowy, z regulacją częstotliwości odcięcia i rezonansu. Na wyjściu znajduje się wzmacniacz sterowany napięciem, a wbudowane źródła modulacji to LFO (trójkąt lub prostokąt), obwiednia typu AD (Attack, Decay), z opcją włączenia/wyłączenia segmentu Sustain, oraz sekwencer lub pseudo-klawiatura instrumentu.
Nawet biorąc pod uwagę, że jest to Moog, to taka struktura syntezy byłaby zbyt prosta (choć i tak wystarczająca, by zasmakować tego, czym jest prawdziwy analogowy dźwięk). I właśnie w tym miejscu przychodzi czas na to, aby rozpakować torebkę z kabelkami i zacząć bawić się w telefonistkę z epoki ręcznie obsługiwanych central panelowych. Zanim to jednak nastąpi, zobaczmy, co możemy uzyskać bez użycia krosówek.

Półmodularnie

Oscylator generuje falę piłokształtną lub prostokątną z wypełnieniem zmienianym potencjometrem PULSE WIDTH. Swoją podstawową częstotliwość pracy ma przy potencjometrze FREQUENCY ustawionym w połowie, zmieniając ją o oktawę w górę lub w dół w skrajnych jego ustawieniach. To oczywiście tylko teoria, bo ustalenie owego środka, bez wyraźnie wyczuwalnej pozycji regulatora, jest trudne, a i samo odstrojenie oktawowe też przesadnie dokładne nie jest, zwłaszcza w dół. Zakres pracy oscylatora, jak też klawiaturki w instrumencie, możemy zmieniać przyciskami KB i STEP w obszarze OCTAVE/LOCATION, a sam oscylator modulować obwiednią lub LFO, z regulacją głębokości modulacji potencjometrem LFO RATE. Generator LFO w maksymalnych ustawieniach LFO RATE wchodzi już w zakres częstotliwości słyszalnych, a możliwość wyboru przebiegu (prostokąt lub trójkąt) sprawia, że może być on jednym ze składników finalnej barwy, mając też istotny wpływ na wysokość dźwięku. Stąd stosunkowo swobodne potraktowanie pozycjonowania regulatora FREQUENCY, którym i tak po skończonym formowaniu ogólnego zarysu barwy trzeba będzie dostroić syntezator pod kątem pozostałych elementów aranżacji.
Sam generator LFO, choć niepozorny, jeśli chodzi o manipulatory (częstotliwość i kształt przebiegu), ma ogromny wpływ na to, co dzieje się z dźwiękiem. Może on modulować zarówno częstotliwość oscylatora lub szerokość impulsu (gdy generuje falę prostokątną), jak i filtr – w tym drugim przypadku z opcją odwrócenia polaryzacji, co ma szczególne znaczenie przy wolnych czasach modulacji. Głębokość modulacji dla oscylatora i filtru podlega niezależnej regulacji, co daje nam bardzo szerokie pole do popisu w kontekście finalnych efektów. Można dzięki temu otrzymać np. regularne dwudźwiękowe pasaże, grające cały czas po wyłączeniu obwiedni dla wzmacniacza (VCA MODE – ON), manipulując jednocześnie brzmieniem np. z użyciem filtru, uzyskując niesłychanie plastyczny, organiczny dźwięk, szczególnie efektowny w niskich rejestrach – praktycznie nie do wykręcenia w instrumentach wirtualnych.

Obwiednia, która tu reprezentowana jest przez regulatory ATTACK i DECAY oraz przełącznik aktywujący odcinek Sustain (dźwięk gra tak długo, jak długo trzymany jest klawisz), wydaje się dość skromna, ale potrafi znacząco ożywić barwę. Tu też możemy ją przypisywać niezależnie do częstotliwości lub szerokości impulsu oscylatora, a także filtru – w obu przypadkach z regulacją głębokości modulacji, a w drugim także z odwróceniem biegunowości, co ma kluczowe znaczenie dla efektu pracy filtru.
I wreszcie sam filtr, o którym napisano i powiedziano chyba wszystko, więc co tu jeszcze dodawać? Ten w Mother-32 wydaje się nieco łagodniejszy niż wieść gminna niesie, a w trybie modulacji jego zachowanie jest trochę nieprzewidywalne i trzeba się nauczyć z niego korzystać. Nie w każdej pozycji regulatorów daje soczyste brzmienie – są takie ustawienia, że jest suchy, wręcz sterylny. W innych z kolei gwiżdże i dodaje harmonicznych, zamieniając się w kolejny oscylator, albo wręcz przeciwnie – podkreśla masywny bas i niesamowicie go pogrubia. Sam w sobie jest już instrumentem i można spędzić pół dnia próbując różnych rozwiązań, modulując go z różnym poziomem obwiednią bądź LFO i zmieniając polaryzację modulacji. To anioł i diabeł w jednym, ze wszystkimi stanami pośrednimi, które zmieniają się jedwabiście gładko, dając nam niesamowite wrażenie kształtowania dźwięku palcami – nie do zastąpienia żadną cyfrową emulacją.

Sekwencer

Monofoniczny sekwencer w syntezatorze jest rozwiązaniem cyfrowym, pozwalającym tworzyć 32-nutowe partie, z programowaniem czasu trwania dla każdego dźwięku i funkcją akcentowania nut. Każdy zaprogramowany krok wysyła komunikaty CV do oscylatora (wysokość dźwięku) i Gate do obwiedni (czas jego trwania). W ramach pojedynczego elementu sekwencji możemy programować też takie parametry jak Glide i Rest, czyli płynne przejście do dźwięku i pauza.
Samo programowanie odbywa się dość sprawnie i w zasadzie ogranicza do wciskania kolejnych przycisków odpowiadających wysokości programowanej nuty, i po jej aktywowaniu zdefiniowania, czy ma być akcentowana, ile razy ma być powtórzona (od 1 do 4), jaka ma być jej długość i jaka ma być głębokość efektu Glide. Te dwa ostatnie parametry ustawiamy gałkami, a ich poziom prezentowany jest za pomocą rzędu diod LED. Programowanie kroku zamykamy wciśnięciem kolejnego dźwięku, a całość kończymy wciśnięciem RUN/STOP. Tym samym przyciskiem uruchamiamy też całą sekwencję i włączamy pauzę. Przyciskiem RESET/ACCENT resetujemy sekwencer, by zaczął od początku. W trakcie odtwarzania istnieje możliwość wprowadzenia rozchwiania rytmu (funkcja Swing), która zapisuje się wraz z całą sekwencją. Tu należy wykazać się jednak sporą wstrzemięźliwością, gdyż nawet niewielkie swingowanie może skutecznie rozbić rytmikę, zwłaszcza przy wolniejszych tempach. Ponieważ do regulacji Swing i tempa służy ta sama gałka (w pierwszym wypadku wciskamy dodatkowo przycisk SHIFT), to jest oczywiste, że zmiana Swing wpłynie na ustawione tempo, które musimy potem korygować, co nie jest zbyt wygodne.
Sekwencje można też programować metodą krokową, z określeniem liczby elementów w sekwencji, a zaprogramowane sekwencje edytować. W pamięci instrumentu znajdować się może do 64 sekwencji użytkownika, które możemy w każdej chwili przywołać.
Ciekawe efekty daje próba ręcznej synchronizacji LFO w trybie fali prostokątnej z rytmem sekwencji, zwłaszcza gdy poruszamy się w okolicach podobnych, ale nie takich samych częstotliwości. Eksperymenty w tym zakresie mogą nam zająć kolejne pół dnia, ponieważ niemal zawsze uzyskamy fascynujące brzmieniowo rezultaty.
Sam sekwencer jest też efektywnym narzędziem do pracy na żywo, pozwalając na akcentowanie wybranych dźwięków w locie, ich wyciszanie, powtarzanie i zmianę oktawy.

Kable w ruch

Korzystanie z krosownicy, nawet w przypadku samego instrumentu, bez żadnych modułów zewnętrznych, to trochę wyższa szkoła jazdy, ale od razu przechodzimy z trybu pracy taksówkarza do kierowcy rajdowego (choć dla prawdziwych fanów modularów będzie to raczej miła przejażdżka). Osoby początkujące mogą zacząć od lektury instrukcji obsługi, ale ja proponuję nieco inną drogę. Zaprogramujmy jakąś sekwencję, włączmy jej odtwarzanie, a następnie za pomocą jednego kabla krosującego, metodą prób i błędów, wypróbujmy, co się stanie, gdy połączymy jakieś wyjście z matrycy z jakimś wejściem (te pierwsze są oznaczone napisami na białym tle, a wejścia związane z sekwencerem dodatkowo mają otoczkę wokół gniazd). Dopóki poruszamy się w ramach krosownicy instrumentu, na pewno nic nie zepsujemy, ale musimy pamiętać, że włączenie wtyczki w wejście EXT. AUDIO odłącza wewnętrzny generator szumu, a jeśli włożymy ją do gniazda VCO MOD, to przestanie działać wewnętrzna modulacja o tej samej nazwie, przypisana do oscylatora. Dzieje się tak, ponieważ wtedy elementy te przestawiają się na sterowanie innymi sygnałami. Np. w przypadku EXT. AUDIO potencjalnymi kandydatami do skojarzenia w parę mogą być wyjścia VCO SAW (samego oscylatora piły) i przełączenia oscylatora instrumentu w tryb Pulse. Można też użyć wyjścia VCO PULSE (samego oscylatora prostokąta) i przełączenie oscylatora instrumentu w tryb Saw. I od tego możemy zacząć, regulatorem MIX przechodząc płynnie z jednego trybu oscylatora w drugi, ze wszystkimi opcjami ich sumy. Tej funkcji nie ma bezpośrednio w instrumencie, ale dzięki krosownicy możemy ją uzyskać.
Jeszcze inną opcją jest podłączenie któregoś z wyjść sygnału rytmicznego, np. LFO SQ (prostokąt z LFO), do wejścia MIX CV. W ten sposób ustawienie potencjometru MIX będzie modulowane sygnałem z LFO i w połączeniu z poprzednim krosem oscylatora da interesujący pochód, w którym każdy kolejny dźwięk będzie miał inne brzmienie. Gdy będziemy chcieli zsynchronizować te zmiany z tempem sekwencji, wówczas wykorzystamy wyjście GATE.

Chcemy uzależnić wyzwalanie sekwencji od LFO? Łączymy wyjście prostokąta LFO (LFO SQ) z wejściem RUN/STOP. Jeszcze ciekawsze efekty uzyskamy przy minimalnym ustawieniu częstotliwości LFO i połączeniu wyjścia LFO SQ z wejściem HOLD – wtedy dźwięk, który akurat trafi na napięcie z LFO, będzie przez cały czas jego trwania powtarzany. Jeśli do tego dodamy połączenie wyjścia fali trójkątnej LFO z wejściem TEMPO, to uzyskamy interesujące zależności rytmiczne między sekwencerem a LFO, które można dobierać ustawieniami TEMPO i LFO RATE. W takiej konfiguracji modulowanie filtru sygnałem z LFO daje nam totalnie odjechaną sekwencję, w której wszystko pulsuje, buzuje, przenika się i wzajemnie odkształca. Kolejne pół dnia (a w zasadzie już pół nocy) mamy z głowy.

Rozpracowanie gniazdek, które są powiązane z modułami syntezatora, pójdzie nam dość sprawnie, ale pozostają nam jeszcze inne ciekawe opcje, w tym mikser sygnałów sterujących, obsługiwany potencjometrem VC MIX, mający swe wejścia pod postacią gniazd MIX 1/MIX 2 INPUT i VC MIX CTRL oraz wyjście VC MIX. Możemy w nim zsumować różne sygnały sterujące i podać na jedno wybrane wejście, np. modulację oscylatora, filtru czy wzmacniacza.

Funkcję odwrotną, czyli rozdzielacza, pełnią gniazda MULT (wejście dowolnego sygnału CV) oraz MULT 1 i MULT 2 (dwa jego wyjścia po rozdzieleniu). Jest też wyjście uniwersalne ASSIGN, które może transmitować jeden z 16 różnych sygnałów, w tym 2- i 4-krotnie zmultiplikowane tempo czy Velocity, Channel Pressure, Pitchbend lub kontrolery CC 1/2/4/7 z wejścia MIDI. Takie rozwiązanie pozwala włączyć w nasz system także zewnętrzny kontroler lub program DAW, zatem Mother-32 jest otwarty na świat jak Unia Europejska na uchodźców. Nie ma większego sensu wdawanie się w opisy różnych dostępnych kombinacji krosowania, ale opcji – zwłaszcza jeśli chodzi o modulację, sterowanie sekwencerem, tempem i częstotliwością LFO – jest mnóstwo, a każda z nich znacząco zwiększa potencjał instrumentu.


Zakres zastosowań

- doskonały instrument do tworzenia mięsistych basów, dzięki sekwencerowi także do wykorzystania na żywo
- fantastyczne źródło dźwięków dla eksperymentatorów i twórców bibliotek sampli
- syntezator, który doskonale uzupełni brzmienie utworów budowanych w oparciu o instrumenty wirtualne



Nasze spostrzeżenia

+ brzmienie
+ wysoka jakość wykonania
+ otwarty na współpracę z zewnętrznymi urządzeniami MIDI i CV
+ krosownica znacząco poszerza jego możliwości brzmieniowe
+ przydatny i funkcjonalny sekwencer
+ możliwość montażu w szafkach Eurorack
+ porządna instrukcja obsługi
+ praca z nim wciąga na długie godziny
- przeciętne przyciski i małe punkty pozycyjne na gałkach
- wspólne wyjście liniowe i słuchawkowe
- ustawianie długości nuty sekwencji wymaga zmiany ustawionego tempa
 

 

Podsumowanie

Tak, to jest Moog, ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu. To pierwszy, w pełni wartościowy, budżetowy syntezator tego typu, który dla posiadaczy systemów modularnych jest tzw. "must have", a dla osób, które chcą rozpocząć przygodę z syntezą analogową solidnym fundamentem, na którym mogą budować swój system tego typu.
Wszystko w tym instrumencie mówi "kup mnie, jeśli chcesz zakosztować syntezy analogowej w swej najbardziej prawdziwej z prawdziwych postaci". Już sam z siebie potrafi zagrać fantastycznie, zwłaszcza jeśli chodzi o basy, ale bardzo szybko zrodzi się w nas pokusa, by dokupić jeszcze jeden (a może dwa), a potem kolejne elementy, z których zbudujemy nasze modularne monstrum.
Jednak patrząc realnie, już jeden Mother-32 powinien nam wystarczyć (wszak matkę ma się tylko jedną), by mieć źródło mocarnych, analogowych basów do naszych utworów, niekoniecznie elektronicznych, ponieważ te barwy sprawdzają się dokładnie wszędzie i świetnie wmiksowują w aranżację.
Wady? Przeciętne przyciski oraz ustawianie tempa sekwencji i długości programowanych kroków jednym potencjometrem. Gniazdka i wtyczki dość wyraźnie sygnalizują budżetowość instrumentu, a markery pozycji na gałkach potencjometrów powinny być większe i wyraźniejsze. Mam też nieodparte wrażenie, że nie wykorzystano do końca wszystkich zalet klasycznego filtru drabinkowego Mooga. Jest coś, co mi w jego brzmieniu nie do końca odpowiada, zwłaszcza gdy zwiększamy wartość rezonansu. Dlatego wykorzystując możliwości krosownicy wysyłałem sygnał z wyjść obu oscylatorów na mikser i dodawałem go jako sygnał zewnętrzny przed filtrem, by wzmocnić ogólny poziom. Wtedy filtr jakby ożywał i zaczynał być tym, czym być powinien. Jeśli dodatkowo w charakterze oscylatora wykorzystamy też LFO i skrosujemy jego dźwięk do miksera, używając jednocześnie jako źródła modulacji, to pojawiają się barwy, które mogą zaskoczyć każdego (kilka przykładów na DVD i online).
Mother-32 wart jest swoich pieniędzy i w dużym zakresie brzmi tak, jak tego oczekujemy od firmy Moog. Instrument jest dopracowany, otwarty na wszelkiego typu eksperymenty i może współpracować ze światem zewnętrznym MIDI i CV. Będzie bardzo dobrą inwestycją dla osób szukających analogowych dźwięków i z całą pewnością zasługuje na znak Nasz Typ.  

 

Informacje

Funkcja: monofoniczny, jednogłosowy, analogowy syntezator półmodularny z 32-złączową krosownicą i 32-krokowym sekwencerem
Synteza: subtraktywna, z elementami FM, filtrem drabinkowym HP/LP i wzmacniaczem sterowanym napięciowo. Pojedynczy oscylator prostokąt/piła, z niezależnymi wyjściami obu przebiegów, generator szumu (alternatywnie wejście audio). LFO do 350 Hz (600 Hz poprzez CV)
Kompatybilność: wejście MIDI (wbudowany przetwornik MIDI/CV), standard CV 1V/okt, ±5V
Krosownica: wszystkie wejścia i wyjścia modułów wewnętrznych, mikser oraz rozdzielacz napięć sterujących, wejście audio, Gate, Tempo
Wyjście: liniowo/słuchawkowe, monofoniczne, TS 6,3 mm, maks. 1,7 V pp
Zasilanie: zewnętrzny zasilacz sieciowy, beztransformatorowy, pobór mocy 2,8 W
Wymiary: 320×110×140 mm
Waga: 1,6 kg
Cena
3190,00 zł
Producent
Moog
Artykuł pochodzi z
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada
i Studio
grudzień 2015
Kup teraz