MCAudioLab TP2ch - dwukanałowy przedwzmacniacz lampowy

Sprzęt studyjny | 19.05.2022  | Redakcja
Marka:  MCAudioLab

Włosko-polska firma MCAudioLab specjalizuje się w produkcji wysokiej klasy sprzętu audio, całkowicie wytwarzanego ręcznie, w oparciu o własne opracowania i najwyższej jakości podzespoły. Takie urządzenia są najczęściej wyjątkowo starannie wykonane, precyzyjnie kalibrowane, mierzone i odsłuchiwane przed zapakowaniem. Nie mogą zatem być tanie (choć i tak bywają tańsze od produktów tzw. uznanych marek), ale nabywca ma gwarancję, że sprzęt spełnia wszystkie kryteria pro-audio.

Ideą przewodnią tej konstrukcji jest krótka, czysta ścieżka sygnałowa bazująca na wysokiej klasy, indywidualnie dobieranych elementach. Układ wzmocnienia wstępnego to klasyczna struktura z lat 50. i 60., z tym że oparta na lepszych i nowszych podzespołach – transformatorach Lundahl, pracującej w klasie A podwójnej triodzie o wysokiej transkonduktancji i ze sterowaniem funkcjami przełączanymi za pośrednictwem hermetycznych mikroprzekaźników z pozłacanymi stykami.

Konstrukcja MCAudioLab TP2ch

W każdym kanale mamy taki sam zestaw manipulatorów obejmujący obrotowy, 12-pozycyjny przełącznik czułości, potencjometr regulacji poziomu wyjściowego oraz załączane: tłumik 20 dB, odwracanie biegunowości i załączanie napięcia fantomowego +48 V.

Gain i Output działają bardzo podobnie jak regulacja master volume we wzmacniaczach gitarowych – możemy np. mocniej wysterować wejście, kompensując zbyt duży poziom potencjometrem poziomu wyjściowego. Wszystko odbywa się w ramach torów lampowych i z użyciem transformatorów – wejściowego i wyjściowego – więc dźwięk jest taki, jakiego wielu sonicznych smakoszy oczekuje od prawdziwych lamp: zasilanych wysokim napięciem anodowym i z porządnie rozgrzaną katodą. Zasilacz jest półprzewodnikowy i transformatorowy, zatem „nie odpuszcza”, pozwalając uzyskać saturację ze szczególnie apetycznie brzmiącym dołem i przejrzystą górą.

Sygnalizacja poziomu sygnału odbywa się dwutorowo: za pośrednictwem wskaźników wychyłowych oraz diod LED: Signal, Peak i Over.

Zakres regulacji czułości, wliczając w to 20-decybelowy tłumik, wynosi 75 dB – dokładnie tyle, co w starych lampowych torach mikrofonowych. Oprócz wskazówkowych mierników VU mamy diodową sygnalizację nasycenia i przesterowania, więc możemy optycznie ocenić głębokość aplikowanej saturacji.

Włącznik zasilania jest równie solidny, co główne przełączniki mocy w elektrowni Kozienice, a umieszczony obok niego podświetlany panel dodaje urządzeniu uroku. Gałki są duże i świetnie leżą pod palcami, na tabliczkach mierników wychyłowych mamy logo producenta, a całość prezentuje się tak, jakby opuściła fabrykę w latach 60. i starannie zakonserwowana przeleżała gdzieś ponad pół wieku. Oba wyjścia, przypomnę, że symetryzowane transformatorowo, mają przełączniki odłączania masy sygnałowej od elektrycznej, co w wielu wypadkach pozwala uniknąć kłopotliwych pętli mas – zwłaszcza gdy sprzęt pracuje w jednym raku z innymi urządzeniami naszego toru sygnałowego.

Całość wygląda profesjonalnie, choć trzeba się trochę przyzwyczaić do nieszablonowych opisów, wyglądających tak, jakby zostały naniesione ręcznie. Taki już urok produktów MCAudioLab. Zaglądając do środka od razu zobaczymy dbałość o najdrobniejsze szczegóły montażu i wysoką klasę podzespołów. Użyte lampy to słowackie JJ Electronics i rosyjskie Electro-Harmonix w ceramicznych, a nie plastikowych (jak w większości urządzeń) podstawkach. Kondensatory w torze sygnałowym są unipolarne, foliowe typu MKP, z grupy tzw. audiofilskich. Wszystkie połączenia między płytkami są ręcznie lutowane, a same płytki grube, dwuwarstwowe i obsadzone elementami przewlekanymi. Żadnego montażu powierzchniowego, a półprzewodniki użyto wyłącznie w zasilaczu i do sterowania pracą przekaźników. Nie żałowano też na kondensatorach elektrolitycznych w zasilaczu jak i głównym transformatorze toroidalnym. Wszystko jest nadmiarowe, wysokiej jakości i – mówiąc wprost – lepiej się tego zrobić nie dało.

Po włączeniu zasilania należy odczekać kilka minut, aby lampy zdążyły się odpowiednio nagrzać i mogły pracować w optymalnych warunkach.

MCAudioLab TP2ch w praktyce

Przedwzmacniacz jest bardzo czuły, narowisty i zdolny do wszelkiego typu szaleństw. Potężny zapas wzmocnienia i dodatkowe 20 dB, o które można zwiększyć poziom sygnału regulatorem Output dają nam praktycznie dowolne możliwości w zakresie kreowania brzmienia. Urządzenie jest tak czułe, że słychać nawet niedoskonałości mikrofonu, jak np. nie do końca dobrze zaekranowane końcówki przełączników tłumika czy filtru, po dotknięciu generujące przydźwięk. Optymalne wysterowanie toru uzyskujemy ustawiając przełącznik Gain już na czwartej pozycji, a dodam, że mamy w zapasie jeszcze siedem, każda zwiększająca czułość o kolejne 3 dB. Wejście możemy nasycić lub wręcz przesterować bardzo łatwo, stąd też dostępność tłumika 20 dB w tym akurat przedwzmacniaczu jest wręcz niezbędna.

Zobacz także test wideo:
sE Electronics DynaCaster - mikrofon dla podcasterów
sE Electronics DynaCaster - mikrofon dla podcasterów
Oszałamiająca popularność SM7B, którego posiadanie stało się wręcz wyznacznikiem profesjonalizmu przy nagrywaniu podcastów zachęciła wielu producentów do stworzenia produktów o podobnej, jeśli nie lepszej funkcjonalności; zbliżonej, jeśli nie wyższej jakości; i porównywalnej, jeśli nie niższej cenie. Do takich właśnie należy DynaCaster.

Dwa transformatory w wysokoczułym torze sygnałowym i lampy w klasycznej konfiguracji (a nie w trybie z tzw. ujemną impedancją, praktycznie nie do uzyskania na bazie lamp), oznaczają kilka rzeczy. Pierwsza to trudny do zgaszenia rezonans w zakresie najniższych częstotliwości. Druga to wyraziste harmoniczne dla niskich tonów; a trzecia to ograniczanie zakresu przetwarzania przy niskich sygnałach i niewielkiej impedancji wejściowej źródła. Aby nie wchodzić zbyt głęboko w szczegóły techniczne, skomplikowaną naturę transformatorów (nawet najlepszych) i ich pracę w wysokoimpedancyjnych wzmacniaczach lampowych ograniczmy się tylko do stwierdzenia: naprawdę było wiele powodów, dla których konstruktorzy z wyraźną ulgą zrezygnowali z transformatorów i przeszli na rozwiązania półprzewodnikowe.

Na obu wyjściach symetrycznych znajdują się przełączniki pozwalające odłączyć masę sygnałową od elektrycznej.

Cóż z tego, skoro wielu użytkowników wciąż pożąda lampowych konstrukcji właśnie z uwagi na te ich niedoskonałości, tak pięknie określane obecnie jako vintage, lampowe ciepło, nasycenie, tłustość brzmieniowa i tak dalej. Zobaczmy, jak to wygląda w brutalnej rzeczywistości, której nie interesują przymiotniki odnoszące się do charakteru brzmieniowego. W miarę zmniejszania wzmocnienia Gain spada też poziom harmonicznych, które i tak dla częstotliwości do 400 Hz pozostają wysokie. To one właśnie odpowiadają za owo mityczne ciepełko.

Zwróćmy też uwagę na dość wyraźny rezonans w zakresie najniższych tonów i przesuwanie się jego częstotliwości, z jednoczesnym ograniczeniem pasma od dołu, w miarę zmniejszania wartości Gain. Są to rzeczy doskonale znane i wszechstronnie przebadane, będące immanentną cechą takich właśnie rozwiązań układowych.

Urządzenie jest szczelnie wypełnione wysokiej jakości elektroniką, w tym lampami, transformatorami i kondensatorami z najwyższej półki.

Podsumowanie

W kontekście brzmieniowym nie ma o czym dyskutować. Gdy ktoś szuka przedwzmacniacza mocno koloryzującego, oferującego potężne wzmocnienie i skorego do wchodzenia w stan nasycenia oraz przesterowania, to TP2ch uraczy go wszystkim co w tym zakresie oferują lampy i transformatory – bez żadnej emulacji i udawania, że coś jest czymś, czym nie jest. To najprawdziwszy mikrofonowy tor sygnałowy rodem z lat 50. i 60. w dużo lepszym jakościowo wydaniu – ze znacznie mniejszym poziomem szumów i większym zapasem dynamiki. A do tego pod postacią dwóch niezależnych przedwzmacniaczy.

Kosztuje sporo, bo aż 11.500 zł, ale dostępny jest także w wersji jednokanałowej za 8.170 zł (z zasilaczem bazującym na półprzewodnikach) lub za 9.220 zł z zasilaczem lampowym, jeśli ktoś już chce naprawdę głęboko zejść do korzennej elektroniki z dawnych lat. Posłuchajcie naszej prezentacji na YouTube, w której porównujemy brzmienie tego samego materiału nagranego za pomocą MCAudioLab z nagraniem dokonanym za pośrednictwem krystalicznie czystego, nowoczesnego przedwzmacniacza na najwyższej klasy specjalizowanych układach scalonych. Dość wyraźnie można usłyszeć łagodniejsze i cieplejsze brzmienie lampowego przedwzmacniacza, lepiej wypełnione i znacznie bardziej wyrozumiałe dla sybilantów. Wspaniałe urządzenie.

Close icon
Poczekaj, czy zapisałeś się na nasz newsletter?
Zapisując się na nasz newsletter możesz otrzymać GRATIS wybrane e-wydanie jednego z naszych magazynó