Więcej...

Misia Furtak - Co przyjdzie?

11.04.2019 
Nasza ocena:
4 /6

Zabawne, że odsłuchiwałem płytę Misi Furtak akurat po Jamesie Blake’u.

Podobny intymny osobisty klimat, ale jaka ulga, po odpaleniu otwierającego płytę "Nie zaczynaj". Piękne, oddalone piano skąpane w pogłosie i eteryczny głos Misi, śpiewającej trochę do siebie, jakby nieśmiało, ale jednak bardzo szczerze. Odrobinę śmieszy mnie maniera wokalistki, która sprawia wrażenie, jakby chciała śpiewać po amerykańsku używając polskich słów, ale jej twórczość jest na tyle oryginalna, że po chwili przestaje mi to przeszkadzać.

Naprawdę wzruszający utwór, który byłby idealny, gdyby nie rezonanse pojawiające się czasem w średnicy wokalu. Zwróćcie uwagę na słowo „ulegnę” w 2:30 – ewidentnie pojawia się tam rezonans – na tyle duży, że wybija słuchacza z miłego letargu. A wystarczyłby korektor dynamiczny z niewielkim tłumieniem ustawionym na kłopotliwą częstotliwość. To nic wielkiego i absolutnie nie rujnuje tego kawałka. Ba! W kontekście takiego surowego, akustycznego nagrania, można to nawet uznać za atut i przejaw naturalnego brzmienia. Wszystko zależy od kontekstu. Tak czy siak podoba mi się minimalizm tej płyty. Słychać, że Misia dojrzała. Dźwięków jest mniej, za to dobrane bardzo uważnie i we właściwym miejscu i czasie. Piano, oszczędne smyki, czasem jakiś zawodzący klarnet, proste akordy gitary albo subtelny syntezator. Pod względem brzmieniowym "Co przyjdzie?" można określić jednym słowem – wysmakowane. Nie wiem co przyjdzie, ale to co przyszło jest bardzo obiecujące.