Heritage Audio Herchild 670N – pięć jednostek racka przeciwko jednemu kliknięciu
W czasach, gdy całe studio może zmieścić się w laptopie, Heritage Audio proponuje urządzenie zajmujące pięć jednostek racka, pełne lamp, transformatorów i wielkich analogowych wskaźników. Trudno o bardziej ostentacyjne zaprzeczenie idei miniaturyzacji. Jeszcze trudniej przejść obok niego obojętnie.
Herchild 670N należy bowiem do tej kategorii sprzętu, którego istnienie trzeba najpierw trochę wytłumaczyć. Kompresor? Oczywiście. Dwukanałowy, lampowy, pracujący w układzie Vari-Mu. Tyle że podobną funkcję znajdziemy dziś w dziesiątkach wtyczek kosztujących ułamek jego ceny. Niektóre z nich wprost próbują odtworzyć urządzenie, które stoi u źródeł całej tej historii – Fairchilda 670. I właśnie tutaj zaczyna się robić ciekawie.
Fairchild 670 jest jednym z tych urządzeń, które już dawno przestały być tylko sprzętem studyjnym. Produkowany pod koniec lat 50., trafił do historii między innymi dzięki nagraniom The Beatles i z czasem urósł do rangi jednego z najbardziej pożądanych kompresorów lampowych. Dziś oryginalne egzemplarze osiągają ceny samochodów, a nawet współczesne rekonstrukcje należą do produktów zdecydowanie luksusowych.
Heritage Audio od kilku lat próbuje przełożyć tę konstrukcję na nieco mniej absurdalne realia finansowe. Najpierw pojawił się Herchild 670 – potężna, sześciounitowa konstrukcja z 22 lampami i dziewięcioma transformatorami. Później Grandchild 670/500 przeniósł podobną filozofię do formatu 500. Herchild 670N stoi pomiędzy nimi.
Nadal wygląda tak, jakby należało zamontować go w studiu Abbey Road około 1967 roku, ale jego konstrukcja została znacznie uproszczona. W środku znajdziemy cztery wojskowe lampy NOS 6BA6 oraz sześć wykonywanych na zamówienie transformatorów. Całość zajmuje 5U, waży około 5,8 kg i kosztuje około 13 tys. zł. Nie jest więc ani mała, ani tania. W świecie poważnego analogowego outboardu określenie „przystępna cenowo” ma jednak nieco inne znaczenie. Sednem konstrukcji jest Vari-Mu. W klasycznym kompresorze często myślimy o ratio jak o konkretnej wartości: 2:1, 4:1 czy 8:1. W konstrukcji Vari-Mu charakter kompresji zmienia się wraz z poziomem sygnału. Im mocniej przekraczamy próg, tym bardziej zdecydowanie układ zaczyna reagować.
Nie chodzi przy tym wyłącznie o kontrolowanie dynamiki. Lampy pracujące w układzie są integralnym elementem procesu kompresji i wraz ze wzrostem poziomu zaczynają również wprowadzać harmoniczne. Dlatego urządzenia tego typu od dekad cenione są nie tylko za to, ile decybeli potrafią zabrać, ale za to, co robią z materiałem nawet wtedy, gdy wskazówka VU ledwo się porusza.

Herchild 670N jest pod tym względem bardzo świadomie zaprojektowanym urządzeniem. Nie próbuje zamienić Fairchilda w nowoczesny kompresor wyposażony w wyświetlacze i menu. Wszystko pozostaje fizyczne, duże i natychmiast dostępne.
Na każdy kanał przypadają dwa analogowe mierniki redukcji wzmocnienia oraz zestaw dużych, skokowych regulatorów. Input Gain określa poziom sygnału trafiającego do układu, natomiast AC Threshold kontroluje stopień kompresji. Obsługa szybko okazuje się bardziej intuicyjna, niż sugerowałaby liczba tajemniczo brzmiących oznaczeń.
Ciekawszy jest DC Threshold. W praktyce pozwala kształtować charakter działania kompresora – od łagodniejszej, miękkiej reakcji odpowiedniej dla wokalu, grup czy masteringu po znacznie bardziej zdecydowane ograniczanie dynamiki.
Do tego dochodzi sześć zestawów czasów ataku i powrotu. Zamiast nieskończonej regulacji dostajemy starannie dobrane kombinacje, podobnie jak w klasycznych konstrukcjach. To jeden z tych przypadków, w których ograniczenie liczby możliwości paradoksalnie przyspiesza pracę. Nie ustawiamy czasu ataku na 37,4 ms. Przekręcamy pokrętło, słuchamy i wybieramy.
Heritage Audio poszedł jednak w kilku miejscach dalej niż historyczny pierwowzór. Filtr w torze detekcji oferuje ustawienia 80 i 160 Hz, dzięki którym stopa czy gitara basowa nie powodują przesadnego „pompowania” całego miksu. Na tym zazwyczaj kończy się podobna funkcja w wielu kompresorach. Tutaj dostajemy również 1, 3 i 5 kHz. Pozwala to zmienić sposób, w jaki układ reaguje na agresywną średnicę, sybilanty czy nadmiar energii w wyższych rejestrach. Nie jest to de-esser ani korektor dynamiczny, ale daje możliwość skierowania uwagi kompresora dokładnie tam, gdzie materiał zaczyna sprawiać problemy.
Jeszcze ciekawiej wygląda wybór trybu pracy. 670N może działać jako dwa całkowicie niezależne kanały mono albo klasyczny procesor stereo. Dostępne są również tryby LAT/VERT – nazewnictwo pochodzące jeszcze z czasów przygotowywania materiału do nacinania płyt winylowych, dziś odpowiadające znacznie bardziej znajomemu przetwarzaniu Mid/Side.
To właśnie tutaj Herchild przestaje być wyłącznie kosztowną maszyną do „analogowego ocieplania”. Możemy inaczej potraktować środek miksu i jego skraje, mocniej skompresować pogłosy i instrumenty rozsunięte w panoramie, pozostawiając wokal czy stopę bardziej swobodnymi. Osobne regulatory poziomu wyjściowego obu kanałów pozwalają później dodatkowo kształtować proporcje M/S. W masteringu jest to narzędzie niezwykle potężne, choć łatwo również przesadzić. Kilka decybeli więcej na bocznym komponencie może subtelnie otworzyć miks. Kilka kolejnych może sprawić, że zacznie się rozpadać. Najciekawsza rzecz dzieje się jednak wtedy, kiedy przestajemy traktować 670N wyłącznie jako urządzenie do kontrolowania poziomu.
Przy niewielkiej redukcji dynamiki materiał zaczyna robić się gęstszy i bardziej spójny. Nie chodzi o spektakularny efekt typu „przed i po”, lecz o wrażenie, że poszczególne elementy zaczynają należeć do tego samego nagrania. Na sumie miksu urządzenie dobrze odnajduje się przy delikatnej pracy – kilka decybeli redukcji wystarcza, żeby złagodzić ostrość produkcji wykonanej niemal w całości w komputerze. Transjenty pozostają obecne, ale dźwięk przestaje być tak klinicznie równy. Herchild dodaje również nieco masy w dole pasma. W masteringu może wymagać to drobnej korekty przed kompresorem, ale na innych źródłach okazuje się zaletą. Bas, stopa czy zbyt lekki wokal potrafią dzięki temu nabrać fizyczności bez zwykłego podbijania niskich częstotliwości korektorem. Mocniej wysterowany 670N zaczyna ujawniać kolejną twarz. Na wokalu może zabrać około kilku decybeli ze szczytów bez charakterystycznego wrażenia przyduszenia. Cichsze końcówki fraz i oddechy przesuwają się bliżej słuchacza, a środek pasma zaczyna nabierać delikatnej lampowej gęstości.
Dobrze sprawdza się również fakt, że w trybie dual mono możemy używać obu torów niezależnie. Jeden kanał może delikatnie porządkować wokal, podczas gdy drugi znacznie mocniej przetwarza gitarę basową czy mikrofon ambientowy perkusji. To oczywiste, ale w czasach wtyczek łatwo zapomnieć, jak użyteczna może być możliwość fizycznego przepuszczenia dwóch różnych śladów przez to samo charakterystyczne urządzenie.
Herchild ma jednak jedną wadę, której nie da się ominąć żadną argumentacją dotyczącą jakości dźwięku. Jest ogromny. Pięć jednostek racka to dziś bardzo dużo. W profesjonalnym studiu masteringowym nie musi być to problemem, ale w mniejszej reżyserce oznacza poświęcenie miejsca, w którym mogłyby znaleźć się dwa lub trzy inne procesory. Do tego dochodzi cena. Około 13 tys. zł sprawia, że trudno mówić o urządzeniu dla domowego producenta zastanawiającego się nad pierwszym analogowym kompresorem.
Z drugiej strony pełny Herchild 670 kosztuje wielokrotnie więcej, podobnie jak wiele konstrukcji próbujących możliwie wiernie odtworzyć oryginalnego Fairchilda. W tym kontekście 670N zaczyna wyglądać nie jak tani sprzęt, lecz jak niezwykle sprytnie wybrany kompromis. I chyba właśnie słowo „kompromis” jest tutaj najważniejsze. Można kupić bardzo dobrą emulację Fairchilda za kilkaset złotych. Można otworzyć piętnaście jej instancji jednocześnie, zapisać ustawienia razem z sesją i po pół roku dokładnie odtworzyć miks. Herchild nie potrafi zrobić żadnej z tych rzeczy. Zajmuje za to pół racka, rozgrzewa lampy, wymaga kabli, konwerterów i ponownego nagrania przetworzonego sygnału. A mimo to jego istnienie ma sens. Nie dlatego, że analog automatycznie brzmi lepiej od cyfry. Chodzi raczej o połączenie kilku rzeczy, które w komputerze zwykle występują osobno. Kompresja, subtelne zniekształcenia, transformatorowa masa, zmieniający się charakter układu wraz z poziomem sygnału i niezwykle prosty sposób dochodzenia do rezultatu tworzą tutaj jeden proces.
Nie analizujemy kilkunastu parametrów. Przekręcamy kilka dużych pokręteł i słuchamy, kiedy nagranie zaczyna zachowywać się tak, jak chcemy. Heritage Audio Herchild 670N nie jest więc próbą przekonania wszystkich, że trzeba wrócić do studia z lat 60. Jest raczej przypomnieniem, dlaczego pewnych pomysłów z tamtej epoki nigdy naprawdę nie porzuciliśmy.
Bo czasami najbardziej interesującym elementem kompresora nie jest to, jak bardzo ścisza sygnał. Tylko co zostawia po sobie, kiedy już to zrobi.
Plusy:
- Świetna, muzykalna kompresja Vari-Mu
- Bardzo dobry charakter brzmieniowy lamp i transformatorów
- Tryb stereo, dual mono i Mid/Side
- Rozbudowany filtr sidechain
- Intuicyjna, całkowicie sprzętowa obsługa
- Duży potencjał na sumie, grupach i w masteringu
Minusy:
- Zajmuje aż 5U
- Wysoka cena
- Brak wygody recallu znanej z wtyczek
- Charakter urządzenia nie zawsze będzie pożądany na każdym materiale.
