Więcej...

Moog One - syntezator analogowy

Sprzęt studyjny | 22.03.2019  | Tomasz Wróblewski
Marka:  Moog

Drewno, aluminium, stal, najwyższa jakość każdego elementu i całkowicie analogowy, polifoniczny tor sygnałowy. Tam, gdzie kończą się kompromisy, tam zaczyna się Moog One.

Po zakończeniu produkcji Voyagera, firma Moog w zasadzie pozostała bez tzw. okrętu flagowego. Dlatego też pojawienie się modelu Moog One nie było niespodzianką, choć jest nią sama forma, format i możliwości tego syntezatora. Udało się w nim bowiem połączyć wszystkie najlepsze cechy systemów analogowych z wydajnością rozwiązań cyfrowych, choć cena, jaką trzeba za to zapłacić, jest wysoka. Dobrą informacją jest natomiast to, że producent przygotował dwie wersje nowego instrumentu: kosztującą blisko 39.000 zł wersję 16-głosową i dostępną za niecałe 30.000 zł opcję 8-głosową. Coś mi jednak podpowiada, że większą popularnością będzie cieszył się ten droższy, a to z tej przyczyny, że jeśli ktoś zamierza wydać tyle pieniędzy na instrument, to niech on już będzie najlepszy. W końcu mówimy o kwotach porównywalnych z cenami samochodów, a spadkobiercy nam nie wybaczą, że poskąpiliśmy na syntezatorze...

Moog One, czyli trzy w jednym

One to w zasadzie trzy syntezatory w jednym, z których sygnały można kierować na dwa oddzielne wyjścia stereo. Niezależność tych trzech instrumentów jest pełna i odnosi się do parametrów brzmieniowych, zakresu dźwięków, arpeggiatora i sekwencera. Z wielobrzmieniowości można korzystać w trybie warstwowym (trzy brzmienia jednocześnie) oraz w trybie podziału klawiatury (każde brzmienie przypisane jest do innego zakresu dźwięków, także z uwzględnieniem stref wspólnych). Efekty są dostępne dla poszczególnych syntezatorów oraz dla wszystkich jednocześnie, funkcjonując na zasadzie torów wysyłkowych.

W początkowym okresie eksploatacji ów podział na brzmienia, jakkolwiek dający nieograniczone wręcz możliwości kreacji brzmienia, może być nieco frustrujący. Tak jest do momentu, gdy nauczymy się korzystać z umieszczonych centralnie przycisków Panel Focus, które de facto przełączają cały panel sterowania pomiędzy trzema brzmieniami instrumentu. Współpracują z nimi przyciski Keyboard Control, aktywujące poszczególne syntezatory i przydzielające im zdefiniowany zakres klawiatury. Pomiędzy trzema dostępnymi syntezatorami możemy przenosić brzmienia, jak też edytować je współbieżnie, aktywując ten tryb pracy w sekcji Panel Focus.

Synteza w Moog One

Od strony technicznej syntezator ma trzy oscylatory, podwójny generator szumu, dwa filtry, sekwencer, arpeggiator, cztery LFO, trzy obwiednie, moduł VCA i sekcję efektów. Całość toru sygnałowego, jak już wspomniano, jest analogowa (z wyłączeniem efektów), ale sterowana cyfrowo, co pozwala na pełne zarządzanie ustawieniami i praktyczną realizację wielobrzmieniowości.

Choć struktura instrumentu przypomina klasyczne rozwiązania Mooga, to absolutnie wszystko jest w nim nowe – dokładnie tak, jak przystało na przełomowy syntezator. Analogowe oscylatory sterowane napięciem wytwarzają jednocześnie dwa przebiegi: prostokąt o zmiennym wypełnieniu oraz trójkąt lub piłę, także z regulacją kształtu oraz opcjami resetowania przebiegu. Proporcje przebiegów na wyjściu ustawiamy potencjometrem Mix, a kształt finalnego sygnału prezentowany jest na umieszonym nad nim ekranie OLED. Dostępna jest synchronizacja między oscylatorami, w ramach której źródłem synchronizacji jest oscylator 1. Inne źródła sygnału w instrumencie to modulacja pierścieniowa, niezwykle funkcjonalny generator szumu z własną obwiednią i sześcioma dostępnymi parami widma, a także zewnętrzny sygnał audio podawany na wejście liniowe lub mikrofonowe (z potencjometryczną regulacją czułości). Każdy z tych sygnałów można skierować bezpośrednio na wyjście przed efektami lub na filtry – drabinkowy (Ladder) i zmiennostanowy (State Variable) – równolegle bądź alternatywnie.

Dla każdego z trzech syntezatorów dostępne są dwa filtry analogowe: drabinkowy (HP lub LP) oraz State Variable (cztery tryby pracy). Mogą one pracować w konfiguracji szeregowej lub równoległej.

Oba wspomniane filtry, o absolutnie unikalnym charakterze i brzmieniu, któremu można poświęcić poemat, mają własne panele obsługowe zapewniające im funkcjonalność, jaką znajdziemy tylko w najbardziej zaawansowanych syntezatorach wirtualnych. Z tą różnicą, że są całkowicie analogowe. Podobnie jak każdy element syntezatora, ich zaawansowane ustawienia są dostępne po wciśnięciu trójkątnego przycisku More w górnym prawym rogu sekcji. To sprawia, że wszystkie jej podstawowe i rozszerzone parametry prezentowane są na centralnym wyświetlaczu syntezatora i mogą być obsługiwane za pośrednictwem otaczających go przycisków i gałek. To, że wyświetlacz ten nie jest dotykowy, należy w tym wypadku uznać za zaletę. Ponadto nie ma na nim żadnych tajemniczych skrótów, a wysoka jakość ekranu zapewnia doskonałą czytelność. Poza wizualizacją tego, co zmieniamy potencjometrami w danej sekcji, mamy dostęp do wszystkich jej funkcji rozszerzonych (jak np. komutacja czy ustawienia dodatkowe), oraz kompletną listę z aktualnymi wartościami wszystkich parametrów dla danego modułu.

Rozbicie kontroli nad modułami na dwa elementy, czyli sekcję manualną oraz wirtualną skupioną wokół ekranu, a wszystko to dla trzech oddzielnych syntezatorów, jest częścią filozofii tego instrumentu. Taka struktura jest swoistą hybrydą rozwiązań typowo analogowych i typowo cyfrowych, moim zdaniem sprawdzając się doskonale. Co nie zmienia faktu, że budowanie barwy od podstaw wymaga skupienia i związane jest z posiadaniem kompletnej wiedzy na temat instrumentu.

Modulacja w Moog One

Modulacja w One została wyniesiona na poziom, z jakim w syntezatorach mamy do czynienia sporadycznie. Jest ona niezależna dla każdego z trzech głosów, co zwiększa nasze możliwości do trzeciej potęgi. Cztery LFO i trzy obwiednie to dużo nawet jak na standardy instrumentów wirtualnych, a to dopiero początek. Źródłami modulacji mogą być bowiem, alternatywnie, wszystkie komunikaty z klawiatury, kółek modulacji/odstrojenia i padu XY (łącznie z siłą nacisku), obwiednia generatora szumu, dwa kontrolery nożne, dwa wejścia CV a także generator przebiegów przypadkowych. I to wszystko razy dwa, bo One pozwala na kreowanie sygnału modulacji na bazie dwóch źródeł, wraz z funkcją definiowania ich współzależności poprzez ograniczanie wartości z góry i z dołu oraz dwiema opcjami mnożenia.

Wyświetlacze OLED w każdym z oscylatorów prezentują aktualny kształt przebiegu, jaki każdy z nich wytwarza.

Konfiguracją modulacji można wygodnie zarządzać z poziomu panelu LCD i towarzyszących mu manipulatorów, ale jest też znacznie prostszy sposób odnoszący się do LFO i obwiedni. Aktywujemy w modulatorze tryb przypisania, a następnie poruszamy tym manipulatorem w instrumencie, którego ustawieniem ma sterować modulator. Szczegóły dopracowujemy potem na ekranie. Dzięki tej opcji wchodzimy już w obszar funkcjonalności typowy dla zaawansowanych kontrolerów MIDI. Stąd wniosek, że nasz instrument może służyć także jako kontroler MIDI i CV dla innych urządzeń w naszym systemie. Już sam fakt, że możemy wyprowadzić MIDI przez DIN-5 i/lub USB, a także CV poprzez cztery wyjścia oznacza, że mając One nie będziemy już potrzebować klawiatury sterującej. Jakość manuału instrumentu, kółek modulacji i padu co najmniej dorównuje temu, co oferują najlepsze master keyboardy na rynku.

One idzie jeszcze dalej, jeśli chodzi o konfigurację źródło-cel w zakresie modulacji. Oprócz wspomnianych LFO i obwiedni tę swoistą funkcję Learn można zastosować także do kółka modulacji, padu XY, nuty, velocity i aftertouch dla klawiatury, a także kontrolera nożnego numer 1. W tym celu wystarczy wcisnąć odpowiedni przycisk w sekcji Expression Assign i poruszyć manipulatorem, którego parametry chcemy modulować. Dodajmy, że wszystko to dla każdego z trzech syntezatorów Mooga One oddzielnie! Muszę przyznać, że z taką łatwością aplikowania modulacji rzadko spotykam się nawet wśród instrumentów wirtualnych, a co dopiero syntezatorów sprzętowych, i do tego analogowych.

Zarządzanie presetami i ustawieniami to kolejny obszar, w którym Moog przeskoczył wszystkich. Takie rzeczy jak przeglądarka, wyszukiwarka oraz filtrowanie to dziś już norma, ale w przypadku One pojedynczy preset to w zasadzie trzy presety dla poszczególnych syntezatorów – tu nazwane tembrami (Timbre). Własne brzmienie możemy zatem uzyskać łącząc owe tembry i konfigurując ich rozłożenie na klawiaturze. Ponadto wybrane presety można przypisać do przycisków Performance Set, dających szybki dostęp do 64 kompletnych ustawień. Z kolei funkcja Snapshot pozwala jednym ruchem zapisać komplet ustawień instrumentu w danej chwili, co bardzo przydaje się na etapie projektowania barwy.

Połączenia w Moog One

Zestaw gniazd na tylnym panelu to coś, czego nie znajdziemy w żadnym innym syntezatorze. Mamy dwie pary wyjść stereo, do których możemy swobodnie kierować sygnały z trzech syntezatorów instrumentu. Oddzielne wyprowadzenie basu czy nawet generowanie brzmień przestrzennych już nie jest problemem. Oczywiście wyjścia są w pełni symetryczne. Cztery złącza Insert mogą posłużyć do włączenia zewnętrznych urządzeń na wyjściach każdego z trzech syntezatorów (po efektach), zarówno w trybie mono jak i stereo (pary 1/2 i 3/4), jeszcze przed skierowaniem ich sygnałów na tor Main (Sub jest niezależny od insertów). To pozwala na włączenie w tor sygnałowy zewnętrznych procesorów, takich jak korektory, kompresory, a nawet kompletne tory efektowe zbudowane z modułów eurorack czy jakichkolwiek innych.

Wejście audio akceptuje zarówno sygnał liniowy (symetryczny) jak też mikrofonowy, z regulacją czułości w zakresie 56 dB, nieosiągalną nawet dla wielu dobrej klasy interfejsów audio. Wobec faktu, że na wejściu mikrofonowym nie można włączyć napięcia fantomowego, funkcja ta jest trochę na wyrost, ale kto powiedział, że źródłem sygnału nie może być np. mikrofon wstęgowy! Co ciekawe, sygnały z tych wejść oprócz kierowania na filtry syntezatora mogą być też wysłane na wyjścia insertowe 3 i 4. Zastosowania tej funkcji musicie już wyobrazić sobie sami.

Takiego zestawu gniazd, jaki oferuje Moog One, nie znajdziemy w żadnym innym syntezatorze.

Jak w każdym nowoczesnym syntezatorze, także i w Moog One nie mogło zabraknąć gniazd CV, które tu są dostępne pod postacią dwóch wejść i czterech wyjść TS 6,3 mm. Jako dodatkowe wejście CV mogą posłużyć gniazda pedałów ekspresji i kontrolera Sustain, co daje nam łącznie pięć wejść napięciowych.
W zakresie komunikacji MIDI mamy trzy złącza DIN-5 z pełną implementacją tego formatu i dostępem do trzech syntezatorów na oddzielnych kanałach, a także dwa porty USB. Jeden standardowo służy do komunikacji z komputerem w zakresie MIDI i danych systemowych, a drugi pozwala podłączyć nośnik danych albo może przejąć funkcjonalność pierwszego USB. Uwagę zwraca port LAN, który obecnie wykorzystywany jest do celów serwisowych, ale w przyszłości może stać się alternatywnym portem komunikacyjnym.

Inne elementy Moog One

Teksty, zarówno w przeglądarce presetów jak też przy programowaniu własnych nazw, wpisujemy za pomocą klawiatury instrumentu, mając podgląd na to, który klawisz odpowiada danej literze. Puryści mogą do realizacji tych zadań podłączyć do portu USB Host klawiaturę QWERTY. Wewnętrzny zegar Master Clock, do którego częstotliwości dostosowują się parametry czasowe syntezatora, ustawiamy gałką Tempo (od 10 do 280 BPM), nabijamy przyciskiem Tap i precyzyjnie korygujemy przyciskami +/-. Może on uwzględniać także parametr Swing, z precyzyjną regulacją w procentach. Ciekawą funkcją jest „rozciąganie” zegara przyciskami +/-, pozwalające na płynne przyspieszanie i zwalnianie tempa z chwilą ich trzymania. Po zwolnieniu przycisku tempo wraca do wcześniej ustawionego.

Synchronizację arpeggiatora i sekwencera można odłączyć, jeśli zamierzamy głębiej zanurkować w polirytmię. Zegar może też przychodzić z zewnątrz przez MIDI lub USB, a sam One może wysyłać przez te porty swój Master Clock. Skoro o tempie mowa, to warto zaznaczyć, że jest ono, podobnie jak i wiele innych tzw. parametrów zależnych i konfiguracyjnych, zapisywane wraz z presetem lub nie. W bardziej zaawansowanych konfiguracjach, a także przy pracy studyjnej i na żywo funkcja ta ma niesłychanie istotne znaczenie, pozwalając w praktyce określić kompletną strukturę konfiguracyjną, którą można jednym ruchem całkowicie zmienić.

Dla finalnego brzmienia niezwykle ważna jest funkcja Polyphony, która w tym wypadku nie określa liczby dostępnych dźwięków (ta jest stała i wynosi, w zależności od modelu, 8 lub 16 dźwięków), ale ich tryb generowania. A może on być monofoniczny (jednogłosowy) lub unisonowy, kiedy to poszczególne oscylatory są odstrajane względem siebie, dając niesamowicie sugestywny (lub wręcz irytujący przy wyższych wartościach Detune) efekt soniczny.

Moog One w praktyce

Opis wszystkich funkcji instrumentu, a nawet rozwinięcie opisu tych, o których wspomniano wyżej, wymagałoby znacznie więcej miejsca niż jeden artykuł. Najprościej będzie po prostu napisać, że Moog One ma wszystko to, czego oczekujemy od współczesnych syntezatorów, tyle tylko, że zrealizowane w oparciu o elementy analogowe, przede wszystkim oscylatory i filtry. To sprawia, że instrument ten nie ma żadnej konkurencji na rynku i mam wrażenie, że mieć jej nie będzie. Na zbudowanie podobnego instrumentu za taką cenę nie odważy się bowiem żadna firma, która nie nazywa się Moog.

Skorzystam z prawa do odmowy odpowiedzi na pytanie, czy syntezator ten jest warty kwoty blisko 40.000 zł, jaką trzeba zapłacić za wersję 16-głosową. Ta kwestia daleko wykracza poza obszar zwykłej kalkulacji. Moog One jest bowiem doskonałą kwintesencją wszystkich dotychczasowych osiągnięć w zakresie analogowej syntezy subtraktywnej (a także w pewnym zakresie FM) oraz technologii cyfrowej. Obsługując go zapominamy, że to analog, a udostępniane przez niego możliwości dają się porównać wyłącznie do tego, co oferują wysokiej klasy syntezatory wirtualne. Nie ogranicza nas dosłownie nic, a każda konfiguracja jaką sobie wymyślimy jest możliwa do zrealizowania – jeśli nie bezpośrednio w instrumencie, to we współpracy z dowolnym ekosystemem, w ramach którego Moog One jest panem i władcą. Wszystko też wskazuje na to, że ten syntezator będzie jeszcze potężniejszy, bo jego architektura umożliwia wprowadzanie dalszych udoskonaleń systemu, a obecność portu LAN wygląda co najmniej obiecująco.

Duże znaczenie dla brzmienia instrumentu ma zastosowanie procesora pogłosowego Eventide, który działa dla wszystkich trzech syntezatorów w trybie wysyłkowym.

Doszliśmy do momentu, w którym wypada coś wspomnieć o brzmieniu... No cóż, odsuwałem tę chwilę na sam koniec, bo po prostu trudno mi było znaleźć odpowiednie słowa. Trywialność określeń typu „zwala z nóg”, „oszałamia”, „fascynuje” nie przystaje bowiem do tego, czym w istocie jest Moog One. W mojej opinii to syntezator wszech czasów. Połączenie ekstremalnie rozbudowanej syntezy analogowej z możliwościami procesora pogłosowego Eventide sprawiają, że One gra w innej lidze niż cała reszta. Już w trakcie przeglądania presetów zauważymy, że każdy z nich to istny kosmos i baza, na której niemal od ręki możemy tworzyć nowy utwór. Pomysły przychodzą same, bo dźwięk, jaki uzyskujemy, jest jakby z innego wymiaru czasoprzestrzeni. Ponadto sama klawiatura (nie spotkałem lepszego manuału syntezatorowego niż ten, który jest w One), kółka ekspresji i manipulatory na panelu nie pozwalają nam się oderwać od instrumentu.

Wiem doskonale, że osoby, które zdecydowały lub zdecydują się wydać prawie 40.000 zł na ten instrument nie znajdą w nim żadnej wady, ale o kilku rzeczach trzeba wspomnieć. Panel sterowania, jakkolwiek doskonale rozplanowany i ergonomiczny na skalę międzygalaktyczną, nie zawsze jest czytelny: napisy zbyt mało kontrastują z tłem, diody świecą zbyt jasno, a te, które mrugają, potrafią zirytować. Na szczęście w ustawieniach instrumentu można je przyciemnić, ale przy niskich ustawieniach nawet te, które mają świecić ciągle, lekko migoczą. Rzecz do poprawienia w kolejnej aktualizacji, choć mało kontrastowych napisów zmienić się już nie da (tutaj zatęskniłem za Voyagerem). Instrument się grzeje i choć jest w nim regulacja trybu pracy wentylatora, to w sprzęcie za 40.000 zł oczekiwałbym nieco ciszej chodzącego mechanizmu. Szybkiej zmianie temperatury wnętrza, gdy aktywujemy chłodzenie w trybie Normal, towarzyszą niepokojące trzaski wewnątrz obudowy. Trzeba więc popracować nad naprężeniami wewnętrznych mocowań, by uniezależnić je od zmiany temperatury. Testowany syntezator był egzemplarzem demo o bardzo niskim numerze seryjnym (na moment testów chyba jedynym w Europie), więc można się spodziewać, że te egzemplarze, które zostaną wykonane później, będą tę kwestię miały rozwiązaną.

I w końcu coś, co mnie mocno zastanowiło – zewnętrzny zasilacz i do tego z napisem Made in China. Nie chodzi o to, że mam coś przeciwko Chinom, ale mówiąc najdelikatniej: to wręcz nie wypada. Nie przy tej cenie. Owszem, są setki powodów takiego stanu rzeczy – temperatura, metalowe chassis (co zwiększa wymagania odnośnie izolacji napięciowej), zakłócenia sieciowe i wiele innych. Ale mówimy tu o jednym z najdroższych syntezatorów na świecie! No cóż, ci, którzy zdecydują się na jego zakup i tak nie będą zwracać na to uwagi, zatem poprzestańmy na tym stwierdzeniu.

Choroby wieku niemowlęcego

Moog One, będący w zasadzie współczesną wersją syntezatora Memorymoog, jest instrumentem absolutnie wyjątkowym, czemu dałem wyraz w tekście głównym. Aby jednak nikt nie pomyślał, że moim zamiarem było jedynie wystawienie laurki, należy wspomnieć o różnego typu problemach, z którymi, przynajmniej na początku, trzeba się liczyć.

Moog One to prawdziwa bestia, w której znajdziemy 14.000 podzespołów elektronicznych, w tym 48 oscylatorów i 32 filtry, a wszystko to na 16 płytkach drukowanych. Jest więc oczywiste, że w tak skomplikowanej konstrukcji muszą się pojawić jakieś problemy. Jednym z nich jest szum na niektórych ustawieniach głównego procesora pogłosowego, niekiedy dość głośny. Występuje też niestabilność pracy podczas nagrywania sekwencji na żywo i opóźnienia przy odtwarzaniu nagranej modulacji. Implementacja MIDI Clock jest niepełna, a w zasadzie nie ma jej wcale. Podobnie jest z wyjściami CV. Zdarza się czasami, że przy przełączaniu presetów pojawiają się zakłócenia. Czas ataku obwiedni nie da się ustawić na wartość mniejszą niż 1/64 ustawionego BPM. I wreszcie, pojawiają się problemy ze stabilnością stroju, zwłaszcza w zakresie najniższych dźwięków i to nawet przy kilku presetach fabrycznych.

Producent wie o wszystkich tych niedoskonałościach i obiecuje ich usuwanie przy okazji kolejnych aktualizacji.

Podsumowanie

One jest instrumentem dla zawodowców poszukujących narzędzi oryginalnych sonicznie i w niczym nieograniczających ich kreatywności. Ponadto syntezator ma bardzo ważną i nieczęsto spotykaną cechę: pobudza wyobraźnię. Każdy, nawet najbardziej banalny dźwięk brzmi w nim inspirująco. Nie ma tu ani surowości ani FX-owego rozpasania – wszystko jest w magiczny sposób profesjonalne.

Tworzenie własnych barw wymaga bardzo dobrej znajomości instrumentu. Wprawdzie sam tor syntezy subtraktywnej jest prosty i łatwy do opanowania, to tutaj są trzy syntezatory w jednym i niewiarygodne możliwości w zakresie wielopłaszczyznowej modulacji. Arpeggiator, a zwłaszcza sekwencer, w którym możemy nagrywać lub programować także komunikaty związane z modulacją, niebotycznie zwiększają nasze możliwości w zakresie projektowania efektownie brzmiących pasaży. Bardzo szybko docenimy też istotne znaczenie modulacji za pośrednictwem siły docisku klawiszy (aftertouch), dającej nam kolejny element wprowadzający więcej dynamiki do granych partii. A jest jeszcze pad XY i nieograniczone możliwości współpracy ze światem zewnętrznym. Gdziekolwiek nie spojrzymy, syntezator zaprasza nas do wykorzystania jego funkcjonalności na każdej płaszczyźnie.

W przypadku Mooga One odniosłem wrażenie, że dotykam absolutu pod każdym względem – wykonania, możliwości, a przede wszystkim brzmienia. To syntezator totalny, z wykorzystaniem którego można zrobić wszystko – od aranżacji pop po muzykę filmową do blockbusterów, z reklamami i dźwiękami do pakietów sampli po drodze. Prawdziwy instrument marzeń.

 

Nasze spostrzeżenia

+ inspirujące, niepowtarzalne i nieosiągalne dla innych syntezatorów brzmienie
+ pełny analog o funkcjonalności instrumentów wirtualnych
+ najwyższa jakość wykonania
+ wysoki komfort pracy, łączący cechy syntezatorów cyfrowych z brzmieniem analogowym najwyższej próby
+ wszystkie możliwe rodzaje połączeń
+ trzy analogowe syntezatory w jednym
+ totalna swoboda w zakresie modulacji
+ procesor pogłosowy Eventide, będący jednym z kluczowych elementów brzmienia
+ zaawansowane możliwości dalszego udoskonalania systemu instrumentu (m.in. port LAN)
+ najlepszy syntezator analogowy wszech czasów

- zewnętrzny zasilacz
- wentylator mógłby pracować ciszej
- wymaga aklimatyzacji (typowa cecha analogów)

 

Zakres zastosowań

- najwyższej klasy syntezator analogowy o możliwościach syntezatora cyfrowego
- przeznaczony głównie dla zawodowców poszukujących instrumentu o nieograniczonych możliwościach brzmieniowych, dającego pełny komfort pracy na każdej płaszczyźnie
- do profesjonalnej pracy na scenie i w studiu
- syntezator dla kompozytorów muzyki filmowej, ilustracyjnej i teatralnej, muzyki do reklam, twórców aranżacji i projektantów brzmień

 

Informacje

Funkcja polifoniczny syntezator trójbrzmieniowy, z całkowicie analogowym torem sygnałowym, cyfrowym sterowaniem i cyfrowym procesorem efektów; polifonia 8- lub 16-głosowa
Klawiatura 61 klawiszy z velocity i aftertouch (Fatar TP-8S)
Manipulatory odstrojenie, modulacja, pad XY, 73 gałki i 144 przyciski
Synteza 3 oscylatory (z funkcjami FM, Hard Sync i modulacją pierścieniową), podwójny generator szumu z obwiednią, 3 obwiednie DAHDSR, 4 LFO, filtr SVF i drabinkowy, arpeggiator, 64-krokowy sekwencer, procesory efektów na każdy syntezator, globalny procesor działający wysyłkowo, do 48 oscylatorów w trybie Unisono/Detune, Chord Memory.
Zasilanie zewnętrzny zasilacz 19 V
Wymiary 1.070x510x180 mm
Waga 20,4 kg
cena 38.990 zł (16 głosów)
29.990 zł (8 głosów)
Dystrybucja Audiostacja
Producent Moog Music