Avantone CLA-10 - pasywne monitory studyjne

Sprzęt studyjny | 14.10.2020  | Tomasz Wróblewski
Marka:  Avantone

Powstałe we współpracy z Chrisem Lord-Algem monitory CLA-10 to wierna, współczesna kopia klasycznych odsłuchów Yamaha NS-10M.

Wykończone czarnym fornirem zestawy głośnikowe z charakterystyczną białą membraną to widok doskonale znany z niemal każdego studia nagrań. Olbrzymia popularność NS-10M sprawiła, że krążą na ich temat skrajnie różne opinie. Nic jednak nie zmieni faktu, że stały się klasycznym, profesjonalnym odsłuchem studyjnym, będąc swego rodzaju punktem odniesienia dla innego sprzętu tego typu.

Firma Avantone, która wiele lat temu zaczęła swoją działalność od stworzenia współczesnej kopii innego studyjnego klasyka, monitorów Auratone 5C, niejako w sposób naturalny zajęła się również sklonowaniem NS-10M, wcześniej oferując zamienniki przetworników niskich i wysokich tonów wykorzystywanych w oryginałach. Cieszyły i cieszą się one dużą popularnością, głównie z uwagi na naturalny proces starzenia się głośników Yamahy i coraz trudniejszy dostęp do oryginalnych przetworników. Japońska firma oficjalnie zakończyła produkcję NS-10M w 2001 roku, choć w Kraju Kwitnącej Wiśni można było kupić ich różne wersje jeszcze do końca pierwszej dekady XXI wieku. Tak czy owak dostępność oryginałów jest obecnie mocno ograniczona, zatem możliwość nabycia ich bezpośrednich zamienników, fabrycznie nowych, z gwarancją oraz w wersji pasywnej i aktywnej prezentuje się wyjątkowo interesująco.

Avantone CLA-10, czyli najlepsze z najgorszych

Fenomenu NS-10M nie można rozpatrywać w kontekście tego, co oferuje współczesny rynek monitorów studyjnych. By go zrozumieć, trzeba cofnąć się do przełomu lat 70. i 80. minionego wieku i wczuć się w ówczesne realia. W tamtych czasach studio nagrań było niczym świątynia muzyki, a znajdujący się tam sprzęt był dla zwykłego śmiertelnika dostępny w takim samym stopniu, jak systemy sterowania lotem rakiet balistycznych, także z uwagi na jego ceny. Monitory odsłuchowe w tamtych czasach były duże, na ogół wbudowane w ścianę i stanowiły integralną część całego projektu reżyserni. Niemniej z chwilą gwałtownego wzrostu popularności przenośnych odbiorników radiowych, magnetofonów, a potem także telewizorów, realizatorzy w studiach nagrań zaczęli dostrzegać potrzebę uzyskania takiego samego brzmienia, jakie oferowały urządzenia konsumenckie. Choćby po to, aby sprawdzić, jak zabrzmi na nich nagrywana i miksowana muzyka.

Auratone 5C nie były jedynymi głośnikami wykorzystywanymi w tym właśnie charakterze. Rozwiązań w tym zakresie było dużo, choć głównie z uwagi na intensywną kampanię promocyjną to właśnie Auratone zyskały obecny status „kultowych”. Jednak ich zawężone pasmo nie pozwalało oddać brzmienia w takim samym stopniu, w jakim można już go było zakosztować w warunkach domowych. I tutaj na scenę wkraczają monitory Yamaha NS-10M. Zaprojektowana pod koniec lat 70. jako zestawy głośnikowe dla domowych systemów hi-fi, spotkały się z wyjątkowo chłodnym przyjęciem potencjalnych konsumentów, ale zwróciły uwagę realizatorów w japońskich studiach nagrań. Były nieduże, można je było postawić na meterbridge’u konsolety, a białe membrany ich wooferów wyglądały bardzo atrakcyjnie. Będąc konstrukcją zamkniętą oferowały mocno ograniczone przetwarzanie najniższych tonów, ale jednocześnie były w stanie pokazać, że jest ich za dużo. Miały mocno wyeksponowany środek i drażniącą wysoką średnicę, przez co łatwo było usłyszeć zbyt mocną ekspozycję tego pasma, która potem przekładała się na problemy w tłoczeniu i odsłuchu płyt gramofonowych.

CLA-10 oraz PMC TB2 wyglądają podobnie, są dwudrożne, pasywne i mają 7-calowy woofer, ale konstrukcyjnie i pod względem brzmienia nie da się ich żadną miarą porównać...

Trzeba tu wspomnieć o ówczesnej specyfice japońskiego rynku płytowego, na którym nie tłoczono płyt z matryc dostarczanych przez brytyjskich czy amerykańskich wydawców, ale tworzono własne matryce na bazie kopii oryginalnych taśm master. Do dziś zresztą japońskie tłoczenia są uważane za jedne z najlepszych m.in. dlatego, że tamtejsze firmy używały własnych matryc, a jakość granulatu używanego przy produkcji płyt była wyjątkowo wysoka.

Droga na szczyt Avantone CLA-10

Tak czy inaczej, skoro NS-10 sprawdzały się w japońskich studiach, zwróciły również uwagę amerykańskich realizatorów, którzy bywali w Japonii przy okazji różnego typu produkcji. Szczęśliwie tak się złożyło, że para NS-10M doskonale mieściła się w standardowej walizce, ważąc ok. 12 kg. Dzięki temu można je było łatwo przewozić z miejsca na miejsce. Miało to istotne znaczenie wobec faktu, że coraz więcej realizatorów zaczęło pracować w trybie freelancerskim, jeżdżąc pomiędzy studiami, w których dokonywali nagrań i miksów. Realizatorzy stacjonarni, „przypisani” do konkretnego studia funkcjonowali już tylko w dużych obiektach i głównie jako zarządzający i opiekujący się danym studiem. Możliwość przewożenia ze sobą własnych, dobrze znanych monitorów, pozwalała „mobilnym” producentom skrócić czas adaptacji do akustyki danego studia i pozwalała na pracę z dobrze sobie znanym odsłuchem.

Z tyłu klasyczny widok retro: dwa uniwersalne zaciski i nic poza nimi.

Studia nagrań, chcąc przyciągnąć do siebie najbardziej znanych realizatorów (za którymi wędrowali klienci, a więc i pieniądze) wprowadzały do swojego wyposażenia NS-10M, aby gwiazdy konsolety nie musiały się kłopotać zabieraniem ich z sobą. A że zestawy te były wówczas bardzo tanie, inwestycja taka nie stanowiła żadnego problemu. Dzięki temu charakterystyczne białe membrany szybko znalazły się w zdecydowanej większości obiektów studyjnych i w połowie lat 80. można je było znaleźć praktycznie wszędzie. I tak oto kiepski głośnik hi-fi stał się świętym Graalem branży pro-audio, po drodze przechodząc szereg modyfikacji mających na celu lepsze przystosowanie go do pracy studyjnej. Zmieniała się też nazwa tych zestawów – NS-10M zostało, ale doszło Studio, Pro, Mk II itd. Szacuje się, że wyprodukowano ok. pół miliona NS-10M (250.000 par) i wygląda na to, że żaden producent monitorów nigdy nie pobije tego rekordu.

Mimo nieustającej popularności NS-10M, firma Yamaha uznała, że dalsze utrzymywanie ich produkcji nie licuje z filozofią firmy i nie jest aż tak bardzo dochodowe. Wyliczono, że większe korzyści przyniesie rozgłos związany z upublicznieniem informacji o zaprzestaniu wytwarzania (jako powód podano dość absurdalny brak jednego z surowców jakoby niezbędnych do produkcji membrany woofera) i wprowadzenie na rynek nowych monitorów. Produkowane do dziś zestawy z serii HS nie mają jednak nic wspólnego z NS-10M, poza białym kolorem woofera i marką producenta. Innym, mniej oficjalnym, ale zdecydowanie bardziej prawdopodobnym powodem zaprzestania produkcji „enesek” była wchodząca wówczas w życie dyrektywa RoHS (zmniejszenie ilości substancji niebezpiecznych przenikających do środowiska z odpadów elektrycznych i elektronicznych), której wymogom NS-10M nie były w stanie sprostać.

Zobacz także test wideo:
Akai MPK Mini Mk III - kontroler MIDI
Akai MPK Mini Mk III - kontroler MIDI
Moc, jaka drzemie we współczesnym minikontrolerach MIDI bywa zaskakująca. Najlepszym tego przykładem jest trzecia wersja Akai MPK Mini, w porównaniu do poprzedniej rozbudowana m.in. o wyświetlacz OLED.

„Eneski” jak żywe

Ze wszystkich powodów opisanych wyżej, wyciągałem CLA-10 z pudełka niemal w nabożnym skupieniu, choć dokładnie wiedziałem czego się spodziewać. Z założenia są one wierną kopią NS-10M Studio pod każdym możliwym względem, z jednym wszak wyjątkiem. Jest nim konstrukcja słynnej membrany woofera. W oryginale była ona tworzona z odpowiednio wyciętego arkusza, który następnie zaginano do postaci stożka i sklejano brzegami. Tak było najprościej i najtaniej. Już sam ten fakt poddawał pod wątpliwość profesjonalizm tej konstrukcji, bowiem membrana była wagowo i akustycznie niesymetryczna. Wiele osób uważa jednak, że był to jeden z czynników determinujących specyficzne brzmienie NS-10M, pozwalając jednocześnie zmniejszyć podatność membrany na zjawisko jej dzielenia się. W każdym razie w CLA-10 membrana jest jednolita i tłoczona, a firma Avantone deklaruje, że mimo tego brzmienie jest identyczne jak w oryginale. Co więcej, taki sposób wytwarzania membrany gwarantuje pełną powtarzalność, co w przypadku klejenia nie było oczywistością.

Konstrukcja Avantone CLA-10

Obudowę, dodajmy, że bardzo lekką, wykonano z MDF o grubości 16 mm i odpowiednio wyłożono watą mineralną, niemal całkowicie wypełniającą wnętrze. Przetwornik niskich tonów to konstrukcja o dość sztywnym zawieszeniu i głębokim wychyleniu. Ma wytłaczany ze stali kosz, białą membranę z laminatu (gładki z zewnątrz, porowaty od środka) i gumowany, jednoelementowy resor zewnętrzny. Napęd stanowi magnes ferrytowy ze stalowymi nabiegunnikami. Driver wysokich tonów to konstrukcja kombinowana konstrukcja planarno-kopułkowa z solidnym napędem magnetycznym, dzięki któremu waży on prawie tyle samo co woofer. Driver jest umieszczony w wyfrezowaniu płyty czołowej w celu zbliżenia środków akustycznych obu przetworników. Dwuczęściowy element, który można nazwać falowodem lub dysperserem, to efekt wielu lat rozwoju oryginalnej konstrukcji, którą dostosowywano do potrzeb realizatorów pod kątem „ucywilizowania” jej brzmienia, z zewnętrznym, filcowym pierścieniem. Całość jest osłonięta stalową siatką, skutecznie zabezpieczającą przed uszkodzeniem mechanicznym.

Woofer z CLA-10 różni się od oryginalnego głównie tym, że jego membrana nie jest klejona, ale wytłaczana. Swoją drogą, to jeden z najlepszych głośników 7-calowych do obudów zamkniętych, jakie można obecnie kupić.

Oba przetworniki wykonano bardzo solidnie i z dbałością o detale. Nie biorąc pod uwagę konstrukcji membrany woofera, są one niemal identyczne jak w oryginale (JA-1801, JA-0518). Podobnie jest z pasywną zwrotnicą, tutaj wykonaną w oparciu o najwyższej klasy podzespoły. Przyłącza wyprowadzono na tylnej płycie pod postacią uniwersalnego terminala akceptującego zarówno widełki i wtyczki bananowe jak i końcówki nieobrobione (najlepiej z zaciskową tulejką lub choćby powleczone cyną). Mile widziane co najmniej 2 mm średnicy pojedynczego przewodnika. Całość jest prosta jak konstrukcja... Yamahy NS-10M i naprawdę nie ma się tutaj nad czym rozwodzić. To standardowy dla lat 70. i 80. dwudrożny zestaw pasywny w obudowie zamkniętej 10,4 litra. Na takie wówczas panowała moda i konstruowano ich wiele. W katalogach sprzętu z tamtych czasów są one określane jako „shelf speakers”, czyli przeznaczone do ustawienia na półce. Sprzyjały temu mała waga, zamknięta konstrukcja i niewielka głębokość obudowy (wystarczyła standardowa półka 25 cm).

Pozycjonowanie NS-10M do dziś pozostaje kwestią sporną. Wszystkie zasady współpracy przetworników w ramach konstrukcji wielogłośnikowych mówią, że w takiej konfiguracji monitor powinien stać pionowo. Tylko wtedy odległość, jaką z głośników do naszych uszu musi pokonać dźwięk o częstotliwości podziału, jest taka sama. Gdy zestaw znajduje się poziomo, dźwięk z zewnętrznego drivera musi przebyć o kilka centymetrów więcej niż ten sam dźwięk z woofera. Praktyka pokazuje jednak, że wobec charakterystyki brzmieniowej tych monitorów nie ma to większego znaczenia. Napisy na CLA-10, które sprzedawane są jako para, lewy i prawy, sugerują raczej pozycję poziomą, choć sprawdzałem je w obu ustawieniach.

Okoliczności przyrody

Do testów otrzymałem parę CLA-10 wraz z dedykowanym wzmacniaczem CLA-200. Warto wspomnieć, że CLA-10 są też dostępne w wersji aktywnej, z wbudowanym wzmacniaczem. Jeśli jednak chcemy być jak najbliżej oryginału, to proponuję skupić swoją uwagę na modelu pasywnym. Popracowałem trochę z CLA-200, ale potem zmieniłem go na używany przeze mnie NAIM Nait 5i, którego wykorzystuję do zasilania pary monitorów PMC TB2. Nie dlatego, że wzmacniacz Avantone mi nie odpowiadał, ale po prostu tak mi było wygodniej i mogłem od razu skorzystać z już ułożonych kabli głośnikowych. Z tymi ostatnimi jest bowiem ten problem, że są sztywne i mają grubość węża ogrodowego. Poza wzmacniaczem NAIM są one jedynym audiofilskim odchyleniem w moim studiu, którego zasadności nigdy nie podważam.

Tweeter w CLA-10 to główny „sprawca” jasnego brzmienia tych monitorów. Nie można mu jednak odmówić precyzji i dokładności przetwarzania.

I w ten właśnie sposób zamknięte CLA-10 stanęły tuż obok labiryntowych PMC TB2 – oba pasywne, dwudrożne i z mniej więcej 7-calowym wooferem, ale to jedyne, co je łączy. Dzieli je konstrukcja, sposób wykonania przetworników, przyjęte częstotliwości podziału, efektywność, pasmo przenoszenia, charakterystyka impulsowa i przynajmniej kilkanaście lat rozwoju technologii wytwarzania zestawów głośnikowych. Po prostu musiały zagrać inaczej i tak też było.

Jasny prysznic

Miałem już do czynienia z NS-10M, więc CLA-10 nie powinny mnie niczym zadziwić. A jednak... Przede wszystkim są świeże, nie mają kilkunastoletniego przebiegu po 12 godzin dziennie oraz odkształceń wynikających z przyjęcia na cewki setek przypadkowych skoków napięcia, sprzężeń i strzałów po włączeniu napięcia fantomowego na konsolecie. Są więc przeraźliwie jasne, a do tego niemal pozbawione oddechu w zakresie poniżej 100 Hz. Bas jest w nich jedynie zarysowany przez drugą harmoniczną, ale ze wszystkim tym, co jest w nim wyższym zakresie. Przy miksowaniu basowej muzyki tanecznej to średnia zaleta, ale już w przypadku rockowej piosenki pozwala szybko wychwycić sytuacje, gdy przesterowane dźwięki kolidują z wokalem. Za każdym razem, gdy przechodziłem z Avantone na PMC miałem wrażenie, że ten drugi ma uszkodzony tweeter. Słuchając na CLA-10 wszystko jest wyostrzone, a jednocześnie bardzo naturalne, bliskie. Dźwięk z tak wyrównanych pasmowo i zrównoważonych sonicznie monitorów jak TB2 w porównaniu do brzmienia CLA-10 sprawia wrażenie jakby dobiegał z daleka, zza mgły i poprzez grubą kotarę. Natomiast słuchając monitorów Avantone czujemy się jak z uchem w głośniku.

Monitory Avantone firmuje Chris Lord-Alge, od którego inicjałów wzięła się ich nazwa.

Wnioski? CLA-10 to wyjątkowo trudny głośnik do słuchania muzyki, ale za to doskonałe narzędzie kontrolne. Jeśli przesadzimy z jasnością brzmienia na takim odsłuchu jak PMC, Genelec, Dynaudio, czy nawet Focal, Adam oraz Eve (sprawdziłem to na wszystkich wymienionych), to będziemy co najwyżej mieli jaśniejszy dźwięk, który po kilku godzinach pracy już nam nie przeszkadza. Jeśli to samo zrobimy na CLA-10, to monitory natychmiast wykłują nam uszy. A gdy jesteśmy już otępiali po długim miksowaniu, to po prostu rozboli nas głowa od przeraźliwego wysokiego środka.

Z basem jest podobnie – dodawanie go na nowoczesnych, efektownie grających monitorach sprawia, że trudno jest wskazać wyraźną granicę, poza którą jest go za dużo. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy limiter na sumie wyraźnie daje nam znak, że energia niskich tonów zaczyna oddziaływać na pozostałe pasma. W CLA-10 rzeczy wyglądają znacznie prościej – gdy zaczynamy wyraźnie słyszeć najniższe tony, to znak, że basu jest za dużo. W normalnie brzmiącym miksie powinien on być drugoplanowy, symboliczny, krótki i bez wydłużania obwiedni. Jeśli tak właśnie się dzieje, to trzeba przyjrzeć się korekcji i kompresji na basie, a także sprawdzić w trybie solo ustawienia efektów przestrzennych. Proste, prawda?

Rozważania różne

CLA-10, podobnie jak oryginalne NS-10M, to monitory do pracy, a nie do słuchania. Bardzo łatwo wyłapiemy na nich wady ścieżek, grup i miksu. Brzmienie za każdym razem będzie jasne i otwarte, ale jeśli tylko nie razi nas w sposób przesadny, to taki materiał powinien dobrze zagrać na większości systemów odsłuchowych. Nauka brzmienia tych monitorów zajmie nam chwilę czasu, ale po drugim, trzecim miksie i jego skontrolowaniu na innych zestawach (koniecznie z zachowaniem przynajmniej kilkunastu minut na „wyzerowanie” słuchu) zazwyczaj okazuje się, że tą metodą pracuje się znacznie szybciej.

Wobec powszechności obudów otwartych typu bass-reflex zdążyliśmy się już przyzwyczaić do charakterystyk wodospadowych z czasem wybrzmiewania niskich tonów sięgających 300 ms. Tutaj jednak wyraźnie widać, na czym polega przewaga obudów zamkniętych – bas jest bardzo krótki, a widoczne tu wybrzmiewanie to jedynie efekt oddziaływania pomieszczenia. Wybrzmiewanie membran nie trwa dłużej niż 20 ms.

Ujemną stroną tego stanu rzeczy jest to, że z CLA-10 trudno się pracuje przy średnim SPL wyższym niż 85 dB. Mówiąc inaczej – to świetne odsłuchy do cichej pracy i pod tym względem są ekwiwalentem słuchawek (w kontekście sonicznym), ale pod postacią monitorów. Dzięki temu, że współpracują ze znacznie większą masą powietrza niż w przypadku słuchawek, są bardziej od nich uczciwe brzmieniowo. I tu pojawia się ciekawa konkluzja, która znalazła też potwierdzenie w pomiarach. Choć nie miałem możliwości bezpośredniego porównania CLA-10 z NS-10M, to jestem przekonany, że monitory Avantone są od nich jaśniejsze. A jeśli coś jest jaśniejsze od NS-10M, to ostrość dźwięku tego czegoś jest taka, jak miecza samurajskiego w porównaniu z naszym Szczerbcem. I nie chodzi tu o najwyższą górę, ale o pasmo 4-8 kHz a także 12 kHz. Zaletą jest to, że doskonale wychwytujemy sybilanty, a wadą, że to naprawdę boli.

Podsumowanie

Choć pod względem cech konstrukcyjnych i charakteru brzmieniowego CLA-10 mają być bezpośrednim odpowiednikiem NS-10M, to w mojej opinii tak nie jest. Raz, że są od nich jaśniejsze, a dwa, że nie wiadomo, który model monitorów Yamahy posłużył firmie Avantone za wzorzec. W projektowaniu tych zestawów wziął udział Chris Lord-Alge i mam powody przypuszczać, że stworzono je pod jego gust. Starsi stażem realizatorzy lubią jasne, wyraziste głośniki, bo mają wystarczająco dużo doświadczenia, by tę cechę wykorzystać. Użytkownicy sygnowanych przez Lord-Alge’a wtyczek Waves wiedzą, jak jasne sonicznie są to procesory (np. CLA Guitars przy ustawieniu parametrów na zero).

Dla jednych może to być problem, ale znajdzie się też spore grono osób, które docenią ten stan rzeczy, być może wspomagając się korekcją na torze sumy programu DAW. Lepiej mieć czegoś w nadmiarze, niż czuć niedostatek. Za to woofer w CLA-10 wykonuje znakomitą robotę. Przetwarzanie najniższego basu nie wchodzi w grę, ale wszystko pomiędzy 100 Hz a 2 kHz brzmi znakomicie. Dźwięk nie ma „ogona” typowego dla obudów bass-reflex, więc niskie tony grają sprężyście i szybko, perfekcyjnie nadążając za swoimi wyższymi harmonicznymi.

Chciałbyś wejść w posiadanie NS-10M, ale przerażają Cię konsekwencje niespodzianek związanych z używanymi modelami dostępnymi na rynku? Weź pod uwagę zakup CLA-10 – pod wieloma względami to najlepsza dostępna obecnie opcja „białej membrany w czarnej skrzynce”. Zarówno same monitory jak i czas poświęcony na naukę pracy z nimi mogą się okazać jedną z najlepszych inwestycji w Twojej karierze. Pamiętaj, że monitory nie muszą brzmieć pięknie – ważne, żeby dały Ci możliwość wiarygodnej kontroli dźwięku. 

 

Nasze spostrzeżenia

+ wszystkie zalety NS-10M Studio
+ dostępna wersja pasywna i aktywna
+ gwarancja i pełny serwis

- zbyt jasne brzmieniowo

 

Zakres zastosowań

- profesjonalny, roboczy monitor bliskiego pola do pracy podczas nagrań i miksowania

 

Informacje

Konstrukcja pasywna, dwudrożna, obudowa zamknięta, para lewy/prawy
Pasmo przenoszenia 60 Hz-20 kHz
Efektywność 90 dB SPL, 1W/1 m, pomiar w osi
Moc maksymalna 120 W
Przetworniki 7” (LF), 1,3” (HF)
Wymiary 382x215x198 mm
Waga 6,3 kg (1 sztuka)