Więcej...

Świeża porcja wtyczek - lipiec 2019

01.09.2019 
Świeża porcja wtyczek - lipiec 2019

W tym cyklu prezentujemy najnowsze narzędzia oraz pakiety brzmieniowe dla Ableton Live, omawiając ich przydatność i wskazując zakres potencjalnych zastosowań.

Ableton Live 10.1

Strasznie długo to trwało, ale warto było uzbroić się w cierpliwość. W końcu doczekaliśmy się pierwszego poważniejszego uaktualnienia Live 10, które znacznie usprawnia kilka kluczowych funkcji i uzupełnia zawstydzające luki. Jedną z największych był brak obsługi wtyczek w formacie VST 3, co wbrew pozorom bywa kłopotliwe. Na przykład firma Antares nie oferuje swoich wtyczek w formacie VST 2, więc do tej pory nie można się było cieszyć oryginalnym Auto-Tunem w środowisku Live. Żeby Live „zobaczył” wtyczki w tym formacie, trzeba w preferencjach aktywować folder VST 3 oraz wskazać jego lokalizację. Po jej przeskanowaniu wtyczki powinny pokazać się w wyszukiwarce jak każde inne.

O ile obsługę VST 3 można traktować w kategoriach nadrabiania żenujących zaległości, o tyle możliwość wrzucania własnych sampli do syntezatora Wavetable trzeba uznać za wydarzenie na miarę finału Formuły 1, gdyż opcja ta zamienia doskonały bolid syntezatorowy z Porsche w Ferrari. Wavetable to syntezator tablicowy i do tej pory pozwalał on tylko na wybór fabrycznych kształtów fal. Teraz wystarczy przenieść dowolny plik dźwiękowy na okno centralne instrumentu, by ten automatycznie go przeanalizował i dostosował do wymagań silnika syntezy tablicowej. Jest też tryb Raw, sprawdzający się lepiej w przypadku fal odpowiednio przygotowanych pod kątem takiej syntezy. Efekty bywają tyle spektakularne, co zaskakujące. Na pokładzie pojawił się też nowy korektor. Channel EQ to coś pomiędzy zgrzebnym EQ 3 a flagowym EQ 8. Silnik pochodzi z tego ostatniego korektora (nawiasem pisząc, brzmiącego bardzo dobrze), ale obsługa bliższa jest pierwszemu, co oznacza mniej parametrów i kręcenia oraz bardziej przejrzysty interfejs.

Nowością jest też Delay, będący połączeniem dwóch starszych wtyczek, których nie znajdziecie już w wyszukiwarce efektów: Simple Delay oraz Ping Pong Delay. W nowej wersji została zachowana ich funkcjonalność, więc nie musicie się obawiać. Gdy uruchomicie set ze starymi wtyczkami, w ich miejsce pojawi się po prostu Delay z właściwymi ustawieniami. Sporo usprawnień pojawiło się w obszarze automatyzacji, który berlińscy programiści regularnie ulepszają. Zacznijmy od możliwości wyboru gotowych kształtów modulacji bądź automatyki. Teraz wystarczy kliknąć prawym przyciskiem w oknie widoku obwiedni i do wyboru mamy aż 10 gotowych kształtów, które automatycznie dopasowują się do wybranej siatki tempa. To sprawia, że tworzenie skomplikowanych przebiegów modulacyjnych staje się dziecinnie proste. A skoro o obwiedniach mowa, to w menu pojawiła się opcja Simplify Envelope, pozwalająca na uśrednienie wielopunktowej automatyki, którą tworzymy podczas wgrania „z ręki”. No i w końcu można wprowadzać numeryczne wartości poszczególnych punktów automatyzacji, co pozwala na znacznie dokładniejszą edycję (wystarczy kliknąć prawym przyciskiem myszy i wybrać Edit Value).

Z ulepszeń mniej efektownych, acz wielce przydatnych należy wspomnieć o możliwości zamrażania ścieżek, na których pracują efekty w trybie sidechain oraz opcji eksportu ścieżek z uwzględnieniem efektów wysyłkowych i włączonych na szynie Master. Oznacza to, że od teraz nie trzeba już renderować oddzielnie wszystkich stemów. Wystarczy jedno kliknięcie. I wreszcie, dodano również funkcje ułatwiające nawigację po Arrangment View. Przycisk H pozwala dopasować wysokość ścieżek do dostępnego widoku, a W dopasuje widok do całej długości sesji. Z kolei klawisze Z i X umożliwiają szybkie powiększanie i zmniejszanie widoku. Działa to również w oknie klipów MIDI (pamiętajcie by dezaktywować wcześniej ikonę Computer MIDI Keyboard, w przeciwnym razie nici z całej zabawy). Dziękujemy ci Abletonie i czekamy na więcej.

LDM Design XenBeat

Od paru lat LDM Design jest dla mnie niewysychającym źródełkiem inspiracji. Tym razem Daniel, główny programista i siła sprawcza tej firmy, postanowił zagłębić się w egzotyczne rytmy i skonstruował zaawansowany sekwencer kołowy. Niby nic nowego, bo przecież wcześniej powstawały już podobne wtyczki, jak choćby świetny PolyPin ze stajni Isotonik, ale wersja Daniela wnosi sporo ciekawych usprawnień. W oczy rzuca się duży, przejrzysty interfejs – nie ma potrzeby kluczenia w mikrych parametrach. Wszystko jak na dłoni i logicznie rozmieszczone. W centrum znajduje się okrąg reprezentujący dany wzór rytmiczny (sekwencji jest aż osiem – przełączamy je po prawej stronie koła na dole). Najpierw wybieramy czy chcemy pracować w trybie euklidesowym, modulo czy manualnym. Do wyboru jest też cała masa rytmicznych presetów z każdego zakątka świata – od rumuńskiej muzyki folk po pieśni afrykańskich plemion. Następnie wybieramy liczbę kroków w sekwencji (Steps) oraz liczbę kroków aktywnych (Pulses). Poniżej znajduje się okno wyboru generowanej nuty MIDI (bardzo przydatne przy pracy z Drum Rackiem).

Rytmiczne wzory można przesuwać całościowo w prawo albo w lewo za pomocą strzałek umieszczonych na górze interfejsu. Można też wybierać podziałkę zegara i stosować swing. Nie zabrakło miejsca dla opcji humanizacji danej sekwencji, generowania zdarzeń przypadkowych oraz „odwracania” całej sekwencji (aktywne kroki stają się nieaktywne i na odwrót). Takie sekwencery już były, ale ten jest rozwiązaniem kompletnym. Dawno się tak dobrze nie bawiłem.

(cena: 14 GBP)

VidPlayVST.com VidPlayVST

Program Live oferuje funkcjonalność wideo. Niestety tylko w teorii. W praktyce bywa różnie. Nie udało mi się uruchomić odtwarzania wideo w wersji 64-bitowej Live na Windows, mimo że próbowałem przez dobrych kilka dni z wszelkimi kodekami i ustawieniami. W końcu dałem sobie spokój i używałem wersji 32-bitowej, w której opcja wideo działa. Nadszedł jednak kres tych upokorzeń, dzięki sprytnej wtyczce VidPlayVST. Umożliwia ona odtwarzanie dowolnego pliku wideo w dowolnym DAW, również w programie Ableton Live.

Wystarczy uruchomić wtyczkę na śladzie i kliknąć dużą ikonę otwarcia pliku filmowego, znajdującą się w lewym górnym rogu. Standardowo odtwarzanie filmu rozpoczyna się od punktu zerowego na linii czasu, ale można je przesunąć za pomocą adekwatnie ustawionego komunikatu MIDI wysłanego do wtyczki (nuta C). Jest też możliwość zapętlania fragmentu filmu i zmiany wielkości okna. Jakby tego było mało, po zainstalowaniu rozszerzenia VidRenderVST, użytkownik dostaje supermoc – może renderować wideo razem z dźwiękiem z poziomu DAW. No i na koniec rzecz niebłaha – VidPlayVST zużywa bardzo mało zasobów, więc może być z powodzeniem wykorzystywany nawet przy cięższych sesjach.

(cena: 22,14 USD)

PerforModule Pingdemonium

Jak sama nazwa wskazuje do czynienia mamy z delayem typu ping-pong podniesionym do potęgi entej, a właściwie z tuzinem wielobarwnych „ping-pongów”. Każdy z raków oferuje poszerzoną funkcjonalność pokładowego ping-ponga z Live. Od razu zaznaczam, żebyście się nie lękali, bo co prawda w najnowszej wersji programu efekt Ping Pong Delay przestaje istnieć jako taki (patrz wyżej), ale Delay, jego nowa wersja, zachowuje wszystkie ustawienia protoplasty, więc omawiany tu pakiecik nie traci nic ze swojego uroku. Po prostu zamiast Ping Pong Delaya otwiera się Delay. Nie ma sensu omawiać każdej z oferowanych funkcji, dość powiedzieć, że użytkownik może teraz decydować np. o tym, w którym kanale pojawi się pierwsze odbicie (wcześniej był to tylko lewy kanał), albo jak szeroka będzie baza stereo powracających odbić. Niektóre raki zawierają w sobie wyrafinowane łańcuchy efektów, m.in.: emulacje pieców gitarowych, radykalne filtry a nawet zabawy z efektami granularnymi. Każdy z nich dodatkowo dostępny jest w dwóch opcjach – z synchronizacją i bez synchronizacji do tempa projektu.

(cena: 7,37 GBP)

Synthezaur Korg DDD-1 Sample Pack

Nie dość, że dobre i darmowe, to jeszcze nadwiślańskie. Oto bowiem dostajemy bardzo bogatą kolekcję sampli, będącą hołdem złożonym klasycznej, cyfrowej maszynie perkusyjnej z lat 80. Korg DDD-1 brzmi śmiesznie, albo stylowo – zależy od punktu widzenia – ale z pewnością jest to sound tamtych czasów. Mimo że oryginał oferował tylko 18 brzmień, ukrywający się na ksywką Synthezaur Ignacy Matuszewski nie poszedł na łatwiznę. Użytkownik dostaje ponad tysiąc sampli, ponieważ każdy z instrumentów został spróbkowany w 64 różnych ustawieniach wysokości dźwięku, tak by w pełni zachować charakter oryginału. Oprócz Drum Racka naszpikowanego makrami w paczuszce znajdują się też surowe pliki WAV, więc użytkownicy innych DAW z powodzeniem mogą zasysać ten miły podarek.

(bezpłatny)

Artykuł pochodzi z numeru:
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada
i Studio
lipiec 2019
Kup teraz