Więcej...

Dlaczego tak bardzo czekamy na Polyend Tracker?

17.03.2020  | Maciej Polak
Dlaczego tak bardzo czekamy na Polyend Tracker? fot. https://polyend.com

Polyend Tracker, określany jako "Standalone Audio Workstation", to nowoczesny groovebox inspirowany klasycznym oprogramowaniem do tworzenia muzyki. Jest to niewielki, przenośny instrument muzyczny typu "all-in-one" i czerpie najlepsze inspiracje z klasycznych trackerów audio, dostosowując je zarazem do obowiązujących dziś standardów. W chwili pisania tych słów, jeszcze przed premierą, od kiedy Polyend odsłonił rąbka tajemnicy, w internecie roi się już od bardzo pozytywnych opinii. Jeśli ktoś myślał, że trackery audio, które rządziły niegdyś w świecie oprogramowania muzycznego (na długo przed dzisiejszą dominacją DAW-ów), mają czasy swojej świetności już dawno za sobą i pozostają jedynie pieśnią przeszłości, jest najprawdopodobniej w sporym błędzie. Ta znana z nietuzinkowych i innowacyjnych rozwiązań, olsztyńska firma postanowiła podejść do tematu na nowo i stworzyła tracker w sprzętowej postaci, niewykluczone, że jako pierwsza na rynku.

W latach 80. sprzęt do tworzenia muzyki był wciąż drogi, czy mówimy o syntezatorach, samplerach, czy wielościeżkowych rejestratorach audio, ale też komputerach (wspomnijmy czasy świetności Atari). Sprzęt ten nie był czymś, na co łatwo można było sobie pozwolić, jednak pod koniec lat 80. (wraz z rokiem ’87) zaczęły pojawiać się się pierwsze programy komputerowe do komponowania prostych utworów - trackery. Ich pojawienie się na rynku wraz z popularyzacją komputerów domowych (oraz zainteresowaniem ze strony twórców) spowodowało rychłe pojawienie się pierwszych produkcji muzycznych tworzonych za ich pomocą. A chwilę później także z powodu swoistej "demokratyzacji" na tej płaszczyźnie - łatwiej było przegrać program od kolegi niż kupić markowy syntezator, chyba że właśnie sprzedało się mieszkanie, bądź samochód. Kulminacyjny moment popularności trackerów przypadł na lata 90., gdy inspirujący się często udźwiękowieniem i muzyką ówczesnych gier komputerowych, domowi czy też "sypialniani" muzycy zaczęli masowo korzystać z możliwości jakie zaoferowały im programy takie jak Ultimate Soundtracker (Commodore Amiga). Dawał on możliwość komponowania muzyki przy pomocy komputerowej klawiatury w przystępny sposób. Użytkownicy wprowadzając dane numeryczne do sekwencji, w których linia czasu poruszała się pionowo z góry do dołu byli w stanie szybko tworzyć swoje utwory (z czasem pojawiły się także inne trackery takie jak - NoiseTracker, Octamed, Impulse). Dzięki swojej dostępności, trackery szybko zaskarbiły sobie serca wielu artystów, co zapoczątkowało fenomen znany dziś jako demoscena, a trackery same w sobie zyskały z czasem miano programów absolutnie klasycznych. Polyend Tracker nawiązuje do tej złotej ery komponowania muzyki elektronicznej i przeznaczony jest zarówno dla zagorzałych fanów trackerów, ale też muzyków wychowanych na nowoczesnych DAW-ach i nawet dla takich odszczepieńców, jak piszący te słowa, który Abletona używa z przymusu, a z trackerami do czynienia nie miał.

Nazwany przez swoich twórców Standalone Audio Workstation - przenośną i autonomiczną stacją roboczą audio – Tracker daje użytkownikowi możliwość tworzenia czy to pojedynczych utworów, czy kompletnego albumu, od początku do końca, bez konieczności kontaktu przed komputerem, co na przykład dla mnie jest opcją bardzo kuszącą. Instrument oferuje przede wszystkim pracę na samplach, lecz umożliwia także komponowanie z użyciem dwóch bloków syntezy: wavetable i granular. Wyjątkowym smaczkiem jest, że wyposażono go w radio FM, będące niezastąpionym źródło inspiracji i materiału dźwiękowego. Tracker ma również na pokładzie potężny sekwencer krokowy oraz tryb aranżacji utworów. Duży, czytelny ekran, ergonomiczne silikonowe pady, solidne aluminiowe pokrętło służące do szybkiej i łatwej edycji i mechaniczne klawisze wydają się być stworzone do wydajnej pracy. Tu drobna uwaga: gdybym nie był zapalonym użytkownikiem Seqa, nie pozwoliłbym sobie na takie opinie, jednak w przypadku Polyenda wiem, że to, co wygląda ładnie na zdjęciach, w rzeczywistości jest jeszcze lepsze. (Mały disclaimer: Seqa kupiłem, nie dostałem w prezencie, więc proszę nie posądzać mnie o stronniczość – jestem po prostu fanem tej firmy, którą razem z XAOC-em uważam za nasze dobro narodowe).

Instrument oferuje również tryb performance który umożliwia pełną modulację brzmienia i remiksowanie wcześniej przygotowanych sekwencji na żywo, ale oczywiście posiada cechy charakterystyczne klasycznego trackera, takie choćby jak sekwencer z pionową osią czasu. Pracuje on na samplach wgrywanych na kartę pamięci microSD, ale nagrywać je też można bezpośrednio z dostępnych wejść audio (liniowego i mikrofonowego). Jestem zapewniany że implementacja MIDI Trackera będzie nawet lepsza, niż Seqa, więc bardzo jestem ciekaw, czym konkretnie to urządzenie stanie się w moim studio. Warto podkreślić, że Tracker może działać na dowolnym zasilaniu USB (typ-c 1A 5V), co znaczy, że wystarczy power bank, żeby móc na nim pracować w podróży czy nawet na łonie natury. Kolejną ciekawą opcją jest, że Tracker potrafi wewnętrznie eksportować ścieżki swojego sekwencera do plików audio, więc nad każdym rozpoczętym utworem można potem kontynuować pracę w zaciszu swojego studia domowego. Już na pierwszy rzut oka widać, że w ten projekt włożono dużo serca, a skoro musi być tak solidny jak Seq, będzie to urządzenie, po którym wiele sobie obiecuję.

Kiedy kilkanaście miesięcy temu dowiedziałem się od chłopaków z Polyend o planach stworzenia trackera, w zasadzie już wtedy spokojny byłem (i dalej jestem!) o losy tego zgrabnego urządzenia, bo w ten ten złożony i wielowątkowy proces zaangażowani byli tacy artyści, jak m.in. guru trackerów Bogdan Raczyński (którego wszystkie płyty nagrano za pomocą trackerów!), ale też choćby Darren Emerson (ex. Underworld), Gui Boratto, Alfred Darlington, The Flashbulb, Jacek Sienkiewicz, SLG, Machinedrum, Jonny Greenwood z Radiohead, Sam Shepherd aka Floating Points, czy znany z podobnych współdziałań Richard Devine. Takie towarzystwo zapowiada raczej interesujące utwory demo oraz szerokie spektrum muzyki jakie można będzie powstawać na Trackerze. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nowy instrument olsztyńskiej firmy Polyend przyniesie powiew świeżej inspiracji na nieźle ugruntowany jak mogłoby się zdawać rynek urządzeń typu groovebox.

Więcej informacji znajdziecie TUTAJ