Więcej...

Ala Zastary - Wyszedł nam mroczny materiał

26.03.2019 
Ala Zastary - Wyszedł nam mroczny materiał

Duet Ala Zastary, czyli Alicja Boratyn i Jakub Sikora, są w przededniu wydania swojego debiutanckiego krążka. Ich dotychczasowe nagrania spotkały się z ciepłym przyjęciem ale jak zapewniają muzycy, materiał który znajdzie się na płycie nie będzie dla wszystkich. Między innymi o tym dlaczego tak się stało Alicja Boratyn i Jakub Sikora opowiedzieli w naszym wywiadzie.

Pomimo tego, że – jak do tej pory – opublikowaliście niewiele nagrań, to i tak zwróciliście na siebie uwagę przynajmniej kilku redakcji, które pisały o Was jako zespole wartym obserwowania. Takie opinie pomagają czy może wręcz przeciwnie?

Alicja Boratyn: Rzeczywiście, wraz z pojawieniem się naszego singla Pilot odezwało się sporo tego typu głosów i są one dla nas przede wszystkim bardzo motywujące. Mam nadzieję, że sprostamy tym oczekiwaniom i dotrzemy z naszą muzyką do nowych odbiorców.

Jakub Sikora: Zgadzam się, może nam to tylko pomóc. Sądzę też, że potrafimy jakoś filtrować komunikaty, które do nas docierają tak, aby nie wszystkie wpływały na tok naszej pracy. W zasadzie mamy już zarejestrowany cały materiał, który po wstępnej produkcji jest właśnie miksowany. Dotarliśmy więc do końcowego etapu prac, ale ostateczna data premiery krążka zależy jeszcze od tego, czy wydamy go sami czy będziemy współpracować z jakąś wytwórnią.

Ku któremu rozwiązaniu bardziej się skłaniacie?

JS: Wydanie materiału przez nas samych pozwala na realizację własnych pomysłów bez konieczności zawierania kompromisów, ale niczego nie przesądzamy – zobaczymy, jak się to wszystko potoczy. Mam już pewne doświadczenie w samodzielnym wydawaniu muzyki, więc zdajemy sobie sprawę z plusów oraz minusów tej sytuacji. Nasze czasy dają nam szereg ciekawych możliwości, z których trzeba korzystać.

AB: Dla mnie kluczowa jest kontrola. Zwłaszcza jeżeli chodzi o czas, bo kiedy wydaje się płytę we współpracy z wytwórnią, to trzeba zdać się na decyzyjność innych, a to zazwyczaj mocno wydłuża cały proces. Z Kubą stanowimy zgrany duet i nie jestem przekonana, czy do finalizacji tego projektu potrzebujemy jeszcze kogoś.

Tak jak mówisz, funkcjonujecie w duecie, ale wchodzicie również w skład nieco większej grupy.

JS: Tak, gramy też razem w zespole New People, który założyliśmy wspólnie z Kubą Czubakiem i Piotrem Piechotą. Finalnie skład rozrósł się do 7 osób i w pewnym momencie pojawiła się również Ala – początkowo przede wszystkim w chórkach, a później także jako główny wokal. W takiej konfiguracji powstała płyta New People, która ukazała się na rynku nakładem Agory i wszystko wyszło bardzo fajnie. W pewnym momencie wspólnie z Alą postanowiliśmy stworzyć coś w duecie i dość szybko powstało kilkanaście piosenek.

Wyobrażam sobie, że łatwiej o decyzyjność w duecie niż 7-osobowym zespole...

JS: Większość kompozycji na płytę New People powstała jeszcze w trzyosobowych, czasem dwuosobowych grupach lub nawet solo, ale nie da się ukryć, że cały proces jest dużo dłuższy niż kiedy uczestniczą w nim od początku tylko dwie osoby. Jestem współautorem większości piosenek i tekstów. Później, już całym zespołem dopracowywaliśmy aranżacje i każdy wnosił coś od siebie. To jest inny rodzaj pracy, wymagający innego podejścia i większej otwartości. Trzeba być czujnym, wsłuchiwać się w to, co robią inni, czasem coś podpowiadać, proponować, wyłuskiwać dobre pomysły, a nawet mediować.

W formacji Ala Zastary to Kuba odpowiada za całą muzykę?

AB: Najczęściej Kuba tworzył wstępne szkice, do których ja wymyślałam linie melodyczne i pisałam teksty. Następnie razem pracowaliśmy nad harmoniami oraz partiami wokalnymi. Myślę, że wypracowaliśmy sobie fajny mechanizm oraz porządek pracy.

JS: Trzeba jednak powiedzieć, że wśród naszych piosenek jest też jedna, która powstała w odwrotnej kolejności. Faktycznie jednak większość pomysłów wyszła ode mnie i później przekazywałem je Ali. Przyznaję, że niekiedy bywam niecierpliwy, ale gotowy tekst i melodia zawsze okazują się warte czekania.

„Nasz standardowy zestaw to komputer z Abletonem, RME Fireface 802, klawiatura M-Audio Code 49 i syntezator Korg Monologue”

Na płycie znajdą się piosenki po polsku?

JS: Tak, wszystkie utwory mają polskie teksty. Na początku sądziliśmy, że powstanie z tego EP-ka, jednak cały czas przybywało dużo wartościowego materiału.

AB: W tym momencie mamy gotowych 19 utworów, więc jesteśmy zmuszeni zrobić selekcję. Zastanawiamy się jeszcze, czy nie wypuścić najpierw EP-ki, a później albumu długogrającego. Myślimy nad tym wszystkim.

Oboje gracie na instrumentach.

AB: Tak naprawdę to ja jedynie podczas koncertów dogrywam partie na klawiszach. W szkole uczyłam się gry na fortepianie i flecie poprzecznym.

JS: Ja, bodajże od drugiej klasy podstawówki, brałem lekcje nauki gry na gitarze. W gimnazjum zacząłem próbować swoich sił na gitarze elektrycznej i miałem moment odwrotu od tego wszystkiego, czego się nauczyłem – to był taki „punkowy” etap. Wtedy zacząłem też słuchać trochę innej muzyki, takich zespołów, jak chociażby Modest Mouse. W końcu pojawił się pierwszy zespół o nazwie Crab Invasion, gdzie reszta członków miała zerowe doświadczenie muzyczne, więc sporo tam zależało ode mnie. Dużą frajdę sprawiało mi pozbywanie się wszystkich wykształconych wcześniej nawyków. Dzisiaj gram głównie na gitarze, choć komponuję też na klawiszach, a także robię bity.

Ten pierwszy zespół zarejestrował jakieś nagrania?

JS: Tak, najpierw nagrywaliśmy wszystko bardzo „garażowo” – graliśmy w pomieszczeniu, które było składowiskiem bojlerów i umywalek. Żeby móc oddzielnie nagrać perkusję bez pogłosu przenosiliśmy zestaw do mieszkania, a resztę instrumentów nagrywaliśmy liniowo.

Skąd wiedziałeś, że tak to powinno wyglądać?

JS: W moim domu rodzinnym zawsze było pełno muzyki i dźwięków, więc dość wcześnie zainteresowałem się techniką nagrań. Mój tata konstruuje sprzęty do odtwarzania muzyki – robi gramofony, wcześniej wzmacniacze lampowe. Pamiętam, że będąc dzieckiem, miałem ambicje, aby stworzyć schemat mojego własnego magnetofonu w oparciu o radio, na którym słuchałem kaset. Niestety, nie wiedziałem, jak narysować głowicę ani czym ona właściwie jest...

Ten techniczny „dryg” został Ci do dzisiaj?

JS: W pewnym stopniu na pewno. Interesuje mnie, jak działają urządzenia, z których korzystam, ale nie na tyle, żeby np. konstruować własne instrumenty. Ważne są dla mnie praktyczne aspekty wiedzy technicznej, pomagają mi w kryzysowych momentach zapanować nad sytuacją.

W zasadzie od zawsze grałeś na gitarze, ale zakładam, że w pewnym momencie pojawił się komputer.

JS: Dokładnie tak było. Moje pierwsze bity powstały w programie Acoustica Beatcraft. Później efekty pracy eksportowałem do DAW. Najczęściej był to Reaper, którego wybrałem przede wszystkim dlatego, że funkcjonował bez konieczności zakupu. Wcześniej korzystałem z Audacity i Cool Edit Pro, a obecnie pracuję w Abletonie, który pojawił się, ponieważ chciałem występować z nim na żywo. Cały materiał, jaki teraz zrobiliśmy, powstał na kontrolerach M-Audio Code 49 i Axiom 25. Poza gitarą mamy „żywe” klawisze oraz syntezatory, takie jak Korg Monologue i Yamaha DX7.

A miałeś taki moment „zachłyśnięcia” się szeroką gamą możliwości, jakie oferuje komputer?

JS: Tak, ale przyszła też chwila, w której powiedziałem sobie, że tych narzędzi mam już wystarczająco dużo, żeby zacząć działać. Cały czas rozbudowuję arsenał wtyczek – korzystam głównie z produktów firm iZotope, D16, Native Instruments oraz instrumentów i efektów z Live. Początkowo moje pragnienia sięgały jeszcze dalej, ale doszedłem do wniosku, że lepiej jest w pewnym momencie ograniczyć się do rzeczy funkcjonalnych. Zawsze staram się wykorzystać te narzędzia, które mam pod ręką. Przy pracy nad tą płytą przyjęliśmy, że cała warstwa rytmiczna miała brzmieć „hip-hopowo”. To oczywiście bardzo szeroki termin, ale chodzi o to, jak ja go czuję i rozumiem, a więc jest tam sporo brzmień z lat 90. i odrobinę tych z lat 80. W większości przypadków są to podstawowe próbki dostępne w Abletonie, które później starałem się przetwarzać.

Podczas pracy w studiu używacie efektów do wokali?

JS: Różnie. Ostatnio „wkręciłem się” trochę w auto-tune’a i robotyczne głosy, więc część z tego na pewno pojawi się na płycie. Oczywiście będą to głównie „czyste” wokale bez ingerencji – staraliśmy się wyjściowo uzyskać sygnał, który nie będzie już wymagał pracy w miksie.

AB: Ja zawsze chciałam auto-tune’a uniknąć, bo staram się zaśpiewać tak, żebym ostatecznie była zadowolona. Teraz przekonuję się do tego, że można go ciekawie użyć.

JS: Ktoś powiedział, że auto-tune to nowa gitara elektryczna i myślę, że coś w tym jest. To, jak często jest wykorzystywany i jak ogromną popularność zyskują nagrania z udziałem tego typu narzędzi, jest trudne do zanegowania.

Macie jakieś preferencje co do mikrofonów, na których rejestrujecie wokale?

AB: Najbardziej zależy mi, aby z mojego głosu była wydobyta głębia i „dół”. Dobrze nagrywało mi się na mikrofonie Chandler Redd, który jednak jest dość jasny.

Jakub Sikora: Ktoś powiedział, że auto-tune to nowa gitara elektryczna i myślę, że coś w tym jest. To, jak często jest wykorzystywany i jak ogromną popularność zyskują nagrania z udziałem tego typu narzędzi, jest trudne do zanegowania.

Jak długo uczyłaś się grać na fortepianie?

AB: Szczerze mówiąc, była to raczej krótka 3-letnia przygoda, bo sama nauka sprawiała mi sporo trudności, więc bez żalu przerzuciłam się na flet poprzeczny. Po szkole podstawowej odłożyłam go na dłuższą chwilę, a teraz mam do niego sentymentalny powrót. Zauważam też, że nie tylko ja, bo w muzyce rozrywkowej flet pojawia się coraz częściej, zwłaszcza u wykonawców muzyki soul, jak Solange czy Blood Orange.

W którymś momencie pojawił się też śpiew.

AB: Wcześniej niż instrumenty. Śpiewałam w pokoju dla rodziców, przed lustrem albo z koleżankami. Później powstał zespół Blog 27, który tworzyłam razem z Tolą (Szlagowską – przyp. red.). Wtedy trzeba było podejść do tego bardziej profesjonalnie, więc zaczęłam uczyć się śpiewu i postawiłam głównie na wokal. Samo założenie takiego duetu było pomysłem mamy Toli, która pełniła funkcje naszej managerki. Stworzyła ideę polskiego girls-bandu i wcale nie musiała nas do tego zmuszać – miałyśmy 12 lat i bardzo chciałyśmy to robić. Po latach wspominam to dobrze, choć miałam moment nastoletniego buntu, kiedy uciekałam od tego i wolałam nie przyznawać się, że brałam w tym udział. Fakt faktem zespół odniósł ogromny sukces i było to bardzo przydatne doświadczenie.

Odczuwałaś ten sukces na co dzień?

AB: Przez parę lat rzeczywiście fani rozpoznawali mnie na ulicy, ale już nie pamiętam, czy było to bardzo męczące. Natomiast to, co z pewnością okazało się bolesne, to zderzenie z hejterami w internecie. Wydaje mi się, że byłyśmy pierwszymi nastolatkami w Polsce, które spotkały się z tak mocną falą hejtu. Długi czas prowadziłyśmy bloga, gdzie codziennie publikowałyśmy nowe posty. Pod spodem każdy mógł to skomentować i pojawiały się tam naprawdę okrutne komentarze. Zwłaszcza dla osób w młodym wieku, kiedy bardzo liczy się opinia innych i ma się niską samoocenę, jest to niezwykle trudne.

Wspomniałaś, że wraz z zawiązaniem zespołu Twoje śpiewanie bardzo się sprofesjonalizowało – już w młodym wieku miałaś okazję zobaczyć, jak to wszystko wygląda od środka, chociażby studia nagrań.

AB: To prawda. Pamiętam, że pierwszy singiel poleciałyśmy nagrać do Szwecji, gdzie udostępniono nam superprofesjonalne studio. Całą płytę nagrywałyśmy już tutaj, z różnymi producentami. Finalnie jednak zdecydowałam, że to dla mnie za dużo i zrezygnowałam. To był taki moment, że jeszcze sporo mogło się wydarzyć, bo dokładnie dzień po tym, jak ogłosiłam moją decyzję, otrzymałyśmy nagrodę MTV Awards. Po roku albo dwóch zaczęłam znowu robić muzykę: razem z Jackiem Perkowskim z T.Love nagraliśmy mój solowy album Higher. To było niezwykłe doświadczenie, bo współpracowaliśmy ze świetnymi muzykami. Mieliśmy materiał na drugą płytę, jednak zadecydowałam, że chcę stworzyć zespół z kolegami ze szkoły. Chciałam się odciąć od starszych stażem muzyków i stanąć na własnych nogach.

To było dla Ciebie trudne?

AB: EP-kę nagraliśmy z pomocą Staszka Wróbla i Wojtka Sobury. Niektóre utwory rejestrowaliśmy też sami we własnej salce prób. Pamiętam, że pop filtr na mikrofon zrobiliśmy z drutu i rajstop. Tyle, ile mogliśmy chcieliśmy zrobić sami, żeby się czegoś nauczyć. Mieliśmy sporo pewności siebie i duże ambicje. W tamtym czasie koncentrowałam się na swobodzie tworzenia piosenek i nadrobiłam poszukiwania swojego sposobu wyrazu.

Zarejestrowaliśmy Wasz live act - czy ta konfiguracja osobowa i sprzętowa to standardowy zestaw?

JS: Tak, to standardowy zestaw: komputer z Abletonem, karta RME Fireface 802, klawiatura M-Audio Code 49, syntezator Korg Monologue i gitara (w tym przypadku półakustyczny, niemiecki W. Herold z lat 50.) podłączona do zestawu efektów (tuner Korg DT-10, TC Electronic Forcefield Compressor i Echobrain Analog Delay oraz Boss Digital Reverb RV-5). W nagraniu gościnnie wystąpił z nami Tomasz Bala, z którym zdarza się nam grać. Jego zestaw to Yamaha DX7 i Roland Gaia SH-01.

AB: Na nagraniu prezentujemy utwór Ciemną Nocą. Jest on naszym pierwszym opublikowanym kawałkiem, w którym Kuba jest głównym wokalistą. Na płycie bilans się wyrównuje – znajdzie się tam więcej utworów w całości zaśpiewanych przez Kubę.

Od razu nasuwa się pytanie o to, na ile piosenki grane na żywo różnią się od tych, które usłyszymy na płycie.

JS: Wersje na żywo są na pewno bardziej energetyczne. Bity i część aranżacji odtwarzamy prosto z Abletona, do tego dogrywając na żywo gitarę i instrumenty klawiszowe, ale miks live różni się od tego, co usłyszymy na płycie. Ponadto, na niektórych koncertach gramy w czteroosobowym składzie z żywą perkusją i basem.

„Na klipie wideo prezentujemy utwór "Ciemną Nocą", będący naszym pierwszym opublikowanym kawałkiem”

Jaka to płyta? Na ile zaprezentowane dotychczas single są reprezentatywne dla całości?

AB: Płyta będzie bardziej eksperymentalna w porównaniu do wypuszczonych singli, które i tak wydają mi się bardzo zróżnicowane. W trakcie pracy nad płytą wiele czasu spędziliśmy na stworzeniu spójnej wypowiedzi i połączeniu naszych światów. Nie będzie tak skocznie jak na przykład w Posłuchaj Mnie. Po czasie zorientowaliśmy się, że wyszedł nam dosyć mroczny materiał. Cieszy mnie to, bo zawsze bardziej poruszały mnie mollowe piosenki. Daję temu wyraz na naszej płycie.

JS: To będzie emocjonalny rewers płyty New People – ciemna strona grejpfruta. Jeśli ktoś z Czytelników pamięta jeszcze coś takiego jak trip-hop, odnajdzie w niej coś dla siebie. Ten nostalgiczny trop nie jest jedynym za którym podąża album, ale nie chcielibyśmy teraz zbyt wiele zdradzać. Z pewnością nie będzie to płyta dla wszystkich.

Artykuł pochodzi z numeru:
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada i Studio
luty 2019
Kup teraz