Więcej...

Janusz Jurga - Keep your forest clean

25.08.2019 
Janusz Jurga - Keep your forest clean

Janusz Jurga przybliżył nam swoje muzyczne korzenie, zdradził ulubione narzędzia produkcyjne oraz opowiedział, o tym jak powstaje jego "leśne" techno. Dodatkowo podzielił się z nami swoją selekcją najciekawszych płyt, które wyszły w współtworzonej przez niego oficynie Opus Elefantum.

Potrafisz powiedzieć, kiedy zdecydowałeś, że będziesz zajmował się muzyką?

Janusz Jurga: Szczerze mówiąc, już od najmłodszych lat miałem ambicje, żeby coś tworzyć. Na samym początku nie myślałem nawet o muzyce, bo wspólnie z moim kuzynem, Maciejem nagrywaliśmy filmy i organizowaliśmy skromne przedstawienia quasi-teatralne dla najbliższej rodziny. Samą muzyką bardziej zainteresowałem się w wieku 15 lat, kiedy razem z Maćkiem odkryliśmy portal Last.fm i od razu weszliśmy w tę społeczność. Eksplorowaliśmy przeróżne rejony muzyczne, co bardzo szybko popchnęło nas do tworzenia czegoś własnego. Na samym początku nie przynosiło to zbyt wielu wartych uwagi efektów, ale z czasem było inaczej.

Jest takie wydarzenie z przeszłości, które dzisiaj możesz określić jako przełomowe?

W 2012 roku byłem na festiwalu muzyki ambient w Gorlicach i tam miałem okazję porozmawiać m.in. z Wojtkiem Ziębą z projektu Voice Of The Kosmos. Wypytywałem o wszelkie szczegóły jego procesu twórczego. Miałem też okazję zobaczyć szereg instrumentów analogowych, ponieważ równolegle do festiwalu odbywały się targi sprzętu. To wszystko na pewno pogłębiło moją pasję do tworzenia muzyki i wtedy też pojawiła się myśl, żeby w przyszłości zająć się tym na poważnie. W 2016 roku razem z Maciejem wydaliśmy pierwszą płytę jako zespół Vysoké Čelo. Ten materiał był o tyle ważny, że został poprzedzony naprawdę solidnym procesem twórczym, w którym wspomagał nas dobry znajomy, będący jednocześnie profesjonalistą studyjnym. Dla mnie to było rewelacyjne doświadczenie, ponieważ dzięki niemu bardzo wiele się nauczyłem. Przede wszystkim zrozumiałem, że do odpowiedniej produkcji wcale nie jest potrzebny ani rewelacyjny sprzęt, ani wielki staż – w dużej mierze jest to kwestia chęci oraz praktyki.

Na jakim sprzęcie stawiałeś swoje pierwsze muzyczne kroki?

Moim pierwszym i tak naprawdę ostatnim DAW-em był FL Studio. Dalej trzymam się tego programu, choć próbowałem pracować na Abletonie i Reaperze. Pozostałem jednak przy FL z kilku powodów – poza samym przyzwyczajeniem duże znaczenie ma fakt, że mój proces twórczy charakteryzuje się chaosem. Zaczynam wiele projektów, które zostawiam, a później do nich wracam, żeby ponownie zająć się czymś innym. Co prawda, gdzieś z tyłu głowy kiełkuje u mnie myśl, żeby kupić Maca i pracować w Abletonie, ale przynajmniej na razie nie zdecydowałem się na taki krok.

„Do odpowiedniej produkcji nie jest potrzebny rewelacyjny sprzęt i wielki staż – w dużej mierze jest to kwestia chęci oraz praktyki”

Wielu użytkowników z FL Studio mówi o tym, że dziesiąta wersja tego programu to ostatnia, na której da się pracować.

Coś jest na rzeczy. Ja też pracuję na 10, chociaż korzystam również z 11. Całkiem niedawno miałem okazje zobaczyć u znajomego jak wygląda jedna z ostatnich wersji i pracowało mi się na niej wyjątkowo niekomfortowo.

Rozumiem, że ograniczasz się do cyfrowego środowiska produkcyjnego?

Tak, a wynika to przede wszystkim z faktu, że narzędzia cyfrowe zawsze były łatwiej dostępne. Mam ambicję, żeby rozszerzyć mój system o sprzęt, ale póki co dotychczasowy zestaw mi wystarcza. Zdarza mi się natomiast używać do miksu Akai Midimix, dzięki któremu uzyskuję ten efekt „ludzkiej ręki”. Mój dobry znajomy posiada domowe studio i poza wspomnianym urządzeniem dysponuje również klawiaturą Nektar Panorama P4. Bardzo lubię korzystać z tych narzędzi, ale nie jestem w stanie pojawiać się u znajomego codziennie, więc aktualnie jestem skazany na to, aby poprzestać na cyfrowym środowisku produkcyjnym.

To oznacza, że przy pracy nad HYPNOWALD nie korzystałeś z żadnych zewnętrznych źródeł dźwięku?

Jedynym elementem z zewnątrz są nagrania terenowe zarejestrowane w lesie. Zresztą tak samo było w przypadku wszystkich moich solowych wydawnictw, gdzie można usłyszeć brzmienia uzyskane za pomocą wtyczek VST.

A jakie są Twoje ulubione pluginy?

Na pewno bezpłatna M-Phasewave, pozwalająca tworzyć różnego rodzaju leady oraz tła wchodzące w bardzo interesujące modulacje, które momentami przypominają szkołę berlińską. Polecam też bezpłatne wtyczki do padów, jak ProtoPlasm TS/TSM Pro albo AvatarST Pro. Obie pozwalają na stworzenie ciekawego i głębokiego tła. Kolejnym narzędzia z listy moich ulubionych to Cobalt oraz Alien Space Weaver Pro, a więc kolejna wtyczka do tworzenia padów. Wymieniłbym jeszcze Mate – wygląda co prawda bardzo ascetycznie i ma niewiele opcji, ale w niesamowity sposób imituje dźwięki znane z płyty Morta Garsona Mother Earth’s Plantasia. Fantastyczna wtyczka, jeżeli chodzi o cyfrową emulację syntezatorów z lat 70. Wszystkich tych pluginów używałem podczas pracy nad HYPNOWALD oraz w moich wcześniejszych, solowych nagraniach.

Solowych nagraniach, które tak naprawdę zaczęły pojawiać się stosunkowo niedawno. Do tej pory były to utwory wydawane pod szyldem Vysoké Čelo.

Tak, i nie ma w tym przypadku. Zespół Vysoké Čelo tworzymy z moim kuzynem Maciejem oraz dwójką gitarzystów – Filipem Sroką i Damianem Wolskim. Kiedy w 2017 roku Maciej wyjechał do Warszawy, siłą rzeczy działalność zespołu przestała być aż tak intensywna jak dotychczas. Najlepsze rzeczy powstawały podczas wspólnych prób, a przy pracy na odległość ta efektywność jest zdecydowanie mniejsza. Stwierdziłem, że to doskonała okazja, aby spróbować stworzyć coś na własną rękę. To wszystko zbiegło się w czasie z moją fascynacją Wolfgangiem Voigtem, znanym m.in. z projektu Gas. Pod koniec 2017 roku powstały szkice do albumu Duchy Rogowca, który na rynku ukazał się w kolejnym roku.

Ten album zebrał wiele bardzo pochlebnych recenzji.

To prawda! Zupełnie się tego nie spodziewałem, ale wydaje mi się, że ten materiał był nawet lepiej odebrany niż nagrania Vysoké Čelo. Takim miernikiem tej „popularności” może być liczba ocen na portalu Rate Your Music – albumy Vysoké Čelo miały tam od 100 do 200 ocen a Duchy Rogowca niemal 350. W internecie pojawiały się kolejne recenzje, mój album na swojej Polifonii opisał nawet Bartek Chaciński. Była to dla mnie bardzo silna motywacja do tego, aby działać dalej, bo nie ukrywam, że początkowo traktowałem to jako jednorazowy koncept.

Wydaje mi się, że nie bez powodu użyłeś terminu „koncept”, ponieważ tytuł Duchy Rogowca odnosi się do prawdziwego miejsca. Rogowiec to Twoja rodzinna miejscowość?

Wbrew informacjom powielanym w polskiej muzycznej blogosferze, nie urodziłem się w tej wiosce, ale mieszka tam duża część mojej rodziny, a ja jako dziecko spędzałem tam mnóstwo czasu. Traktuję to miejsce jako mój matecznik.

Fakt, że poświęciłeś mu swoje pierwsze solowe wydawnictwo oznacza, że tytułowe Duchy w jakimś sensie towarzyszą Ci do dzisiaj?

Na pewno bardzo silnie zakorzeniły się we mnie opowieści o duchach nawiedzających Rogowiec, których słuchałem będąc dzieckiem. Wszystkie z tych historii były związane z jednym charakterystycznym drzewem, które stoi tam nadal. Jako mały chłopiec dawałem wiarę istnieniu zjaw, duchów czy innych istot, które miały pojawiać się w ówczesnym Rogowcu. Kiedy trochę dojrzałem, przestałem wierzyć w Świętego Mikołaja, a historie o duchach zaczęły interesować mnie z antropologicznego punktu widzenia. Ciekawiła mnie proweniencja tych legend i często rozmawiałem o tym z wujkami albo dziadkiem, dla którego Rogowiec był szczególnie bliski. Fakt, że jako dziecko wierzyłem w te opowieści również jest istotny, ponieważ to wszystko zdążyło zakotwiczyć się z w mojej świadomości. Kiedy zacząłem tworzyć moje mroczne i „leśne” ambient-techno to od razu idealnie wpisało się ono w tajemniczy klimat Rogowca. To był naprawdę silny zastrzyk inspiracji.

Niedawno pojawił się Twój kolejny solowy krążek HYPNOWALD – jak rozumiem, tutaj mamy do czynienia z fikcyjnym miejscem?

Fikcyjnym, ale tylko poniekąd, ponieważ w głowie miałem cały czas swój ulubiony policki las, który odwiedzam nad wyraz często. Ale faktycznie, HYPNOWALD nie oznacza konkretnie tego polickiego lasu. Ta płyta miała być bardziej uniwersalna, mniej kontekstowa. Nie ma więc jednej charakterystycznej historii, ale silnie wiąże się z obrazem lasu i leśną eskapadą.

Zarówno Twoje solowe krążki jak i płyty Vysoké Čelo ukazały się nakładem Opus Elefantum Collective, czyli labelu, który stosunkowo niedawno zaznaczył swoją obecność na rynku.

Opus Elefantum to wydawnictwo w typie kolektywu. Więzy między artystami są bardzo silne, nie ma tu ludzi przypadkowych, lecz nie znaczy to, że jesteśmy środowiskiem zamkniętym – wciąż szukamy chętnych do współpracy. Stawiamy przede wszystkim na silną współpracę między wszystkimi członkami labelu w zakresie każdego osobnego wydawnictwa. Opus Elefantum ciągle się rozwija i już w zeszłym roku zaznaczyło swoją obecność na niezalowym podwórku. A ten rok jest dla nas wyjątkowo dobry, a przecież to dopiero połowa...

5 najciekawszych płyt wydawnictwa Opus Elefantum

1.

Bałtyk - Self-help Pt. 2

Dwie części Self-help wydane w marcu i czerwcu są muzycznym zapisem autoterapii jaką przebył twórca, by zmierzyć się z wewnętrznymi problemami i doświadczeniami. Muzyka 18-letniego Michała Rutkowskiego jest introspektywna i immersyjna, która może udzielić emocjonalnego oczyszczenia. Za pomocą minimalnych środków – gitary, programowanej perkusji, analogowego syntezatora i samplera – tworzy on atmosferę przywodzącą na myśl dokonania Phila Elveruma czy Jandeka.

2.

Spopielony - Legendy

Solowa płyta Cezarego Zielińskiego powstała w wyniku fascynacji hauntologią (duchologią) i estetyką lo-fi. Muzycznie prym wiedzie tutaj ambient i dungeon synth, jednak sporo jest też odniesień do muzyki hypnagogicznej czy vaporwave. Legendy brzmią jak wyjęte prosto z obskurnej kasety VHS i prezentują muzykę tyleż tajemniczą co nostalgiczną, zawieszającą słuchacza w odległym od naszego, onirycznym świecie fantasy.

3.

Królówczana Smuga - Biełgoraj Kalwińskiego Adama

Projekt Adama Piętaka jest nierozerwalnie związany z jego rodzinnym miastem – Biłgorajem. Opowieści inspirowane niepozorną, lecz burzliwą historią miasta sięgającą ponad 400 lat, Piętak opowiada za pomocą mocno zniekształconych melodii gitarowych i licznych dronów, których muzyczne skojarzenie może przywoływać na myśl takich twórców jak Natural Snow Buildings czy Menace Ruine. Jego najnowsza płyta poświęcona jest postaci niedoszłego patrona miasta i jednocześnie jego założyciela – Adama Gorajskiego, kalwinisty.

4.

Foghorn - Corona

Foghorn to solowy projekt bydgoskiego muzyka Tomasza Turskiego. Płyta powstawała na emigracji, z dala od domu, w trudnym dla autora momencie życia, co odcisnęło się na warstwie muzycznej. Płyta jest pełna ambientowych teł oraz szumiących gitar, czasem tworzących ściany dźwięku, czasem głęboko zanurzonych w pogłosie. Wszystkiemu towarzyszy sprawiający wrażenie rozpływania się głos Tomasza oraz gitara akustyczna. Pozycja obowiązkowa dla fanów muzyki Grouper, Have a Nice Life czy Starej Rzeki.

5.

Widziadło - Void

Widziadło to kosmiczny black metal współtworzony przez T. oraz Zgubę, również podopiecznego Opus Elefantum. Void, powstały pod wpływem fascynacji bezmiarem wszechświata i jego tajemnic, jest płytą wyjątkowo eklektyczną, choć do końca wierną kosmicznemu ambientowi i atmosferycznemu black metalowi. Znajdują się tutaj zarówno techniczne i melodyjne black metalowe strzały z akompaniamentem elektroniki, jak i rozległe, post-rockowe kompozycje przeistaczające się w elektroniczny chaos. Pozycja idealna dla fanów Wolves in the Throne Room czy Darkspace.


 

Mówiłeś o tym, że do swoich produkcji wplatasz nagrania terenowe.

Tak, ten pomysł zaczerpnąłem od Gasa, ale oczywiście nie jestem jedynym rodzimym twórcą, który tworzy takie kolaże. Bardzo biegły w tej materii jest Docetism, działający na naszej scenie o wiele dłużej niż ja. Nawiązaliśmy nawet współpracę, która zaowocowała splitem wydanym w poprzednim roku. Mamy plany, aby kontynuować tę kooperację.

Sam rejestrujesz dźwięki w plenerze?

Większość z nich nagrałem sam, ale pojawiają się również sample z gromadzonej od początku mojej działalności bazy próbek. Oczywiście zdecydowanie preferuję sytuację, w której sam nagrywam jak najwięcej odgłosów otoczenia, ponieważ wtedy materiał staje się jeszcze bardziej osobisty. Do nagrań użyłem pożyczonego sE Electronics X1 S Studio Bundle. Ma on pop-filtr oraz inne elementy, która składają się na to, że zapewnia świetną izolację dźwięku. Jestem bardzo zadowolony z pracy na tym sprzęcie, ponieważ nagrane na nim dźwięki są przejrzyste i nie mają żadnych „artefaktów”, powodowanych zbyt dużym poziomem szumu. To był spory kłopot w przypadku pracy na innych mikrofonach.

Czy przy okazji produkcji nowego wydawnictwa zmieniło się coś w Twoim sposobie pracy?

Samą metodę oraz sposób pracy usprawniam cały czas, ponieważ – jak już mówiłem – do tej pory charakteryzowała go duża doza chaosu. Najpierw pojawia się pomysł, potem następuje wszelkiego rodzaju „grzebanie” i eksperymentowanie, a dopiero na koniec pojawia się ten najbardziej istotny element, czyli praca stricte produkcyjna. Uczę się na błędach i wiem, w jaki sposób mogę usprawnić moją pracę. Pierwszym takim usprawnieniem było uporządkowanie projektów, na których pracuję w DAW. Czyszczenie na bieżąco tak, aby nie było zbyt wielu niepotrzebnych sampli czy pluginów pozwala zaoszczędzić sporo czasu na kolejnych etapach. Podział pracy na jasno określone etapy to też moje ostatnie odkrycie. Nie może być tak, że jednocześnie robimy wszystko, a do tej pory u mnie trochę tak to wyglądało.

Przed naszą rozmową widziałem na Twoim profilu FB hasło „keep your forest clean”. Twoje „leśne” techno jest manifestem ekologicznym?

Jest to rodzaj manifestu, ale bez zaangażowania ideologicznego. Muzyka powinna być wolna od ideologii politycznej, natomiast obiema rękami podpisuję się pod postulatami ekologicznymi. Jestem miłośnikiem leśnych eskapad i las jest dla mnie bardzo istotną przestrzenią. Jako twórca nie mogę zrobić nic więcej poza próbą zaszczepienia słuchaczom tej fascynacji przyrodą. Uważam, że muzyka instrumentalna z największym powodzeniem może nieść bardzo konkretny przekaz, który nie musi być skorelowany z otoczką, chociaż z pewnością otoczka i kontekst go zawsze umacniają. Wydaje mi się, że ktoś słuchając HYPNOWALD, nie znając kontekstu, jak najbardziej powinien poczuć moc leśnych i hipnotycznych dźwięków oraz wczuć się w napisaną przeze mnie opowieść.

Artykuł pochodzi z numeru:
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada i Studio
lipiec 2019
Kup teraz