Więcej...

Dawid Podsiadło - Małomiasteczkowy

08.01.2019 
Nasza ocena:
5 /6

Tytuł trzeciej płyty Dawida Podsiadły może być mylący, bo choć artysta puszcza oko do fanów z prowincji, to "Małomiasteczkowy" jawi się jako produkcja na światowym poziomie.

Nie zazdroszczę Dawidowi. A to dlatego, że nagrał idealną płytę popową i niełatwo mu będzie przeskoczyć samego siebie następnym razem. Na "Małomiasteczkowym" wszystko się zgadza. Od perfekcyjnych, wyważonych aranżacji, po nowoczesny miks. Nie ma tu ani grama zbędnej waty. Trudno wskazać na jakiś słabszy numer. Podoba mi się, że mimo wybitnie popowego charakteru Dawid wspólnie z Bartkiem Dziedzicem odpowiedzialnym za produkcję nie bali się nietypowych brzmień czy podziałów, tak jak w "Nie ma fal" opartym na niestandardowym rytmie.

No i słowa. Podsiadło postawił sobie za punkt honoru napisanie piosenek w języku polskim i zrobił to z lekkością i swadą tekściarskiego weterana. Zresztą „lekkość” to słowo klucz w przypadku "Małomiasteczkowego", bo nawet gdy Dawid śpiewa o poważnych rzeczach, takich jak bezinteresowna nienawiść ("Matylda"), czy stres związanym z byciem celebrytą ("Trofea"), brzmi lekko i swobodnie.

- Tworzyliśmy z Dawidem te piosenki od zera. Po prostu grałem coś na gitarze albo syntezatorze, a on do tego śpiewał. Jedyne czego pilnowałem, to tempo, choć nie graliśmy do bitu, tak jak to się często robi, ale „do harmonii”. Praca nad płytą trwała z przerwami osiem miesięcy – wspomina producent Bartosz Dziedzic.

Słuchając nowej płyty Podsiadły nie sposób nie zauważyć, że brzmi ona bardzo szeroko i jasno. – To były moje dwie obsesje. Najwięcej napracowałem się z bazą stereo. Bębny pochodzą bowiem niemal w całości z próbek, więc wszystko na dzień dobry brzmi punktowo. Próbowałem więc poszerzać każdy element zestawu, włącznie ze stopą a nawet basem, za pomocą różnych technik, jak np. dodawanie bardzo krótkiego delaya, Micro Pitchshiftera albo efektu poszerzającego stereo z syntezatora Serum. Ten ostatni powodował jednak sporo problemów z fazą. Często podkładałem też inne sample. Tak było ze stopą, która pod spodem miała dwa różne clapy – jeden w prawym kanale, a drugi w lewym, oba potraktowane trochę inną korekcją, aby zyskać szersze stereo. Czasami to się nie udawało i problemy z fazą zmuszały do zmian proporcji, czasów odbicia itd. Bardzo wiele czasu to pochłonęło. Z kolei w kwestii jasności stosowałem ciekawy patent polegający na tym, że zakładałem na sumę półkę w okolicach 5 kHz i podbijałem wszystko powyżej o 15 dB. Jeśli nagle jakiś element miksu „wyskakiwał” i okazywał się zbyt jaskrawy, to znaczyło, że przesadziłem z jego jasnością. Chodzi o to, że miks miał być tak zbalansowany, by przy tak ekstremalnym podbiciu wszystko stawało się równomiernie jaśniejsze, ale nie wybijające. Podobnie zresztą testowałem rejony basowe – zdradza swoje patenty Dziedzic.

A skoro o jasności mowa, to sporo pracy Bartek musiał włożyć w głos Dawida Podsiadły, który w surowej formie jest dość syczący. – Tutaj też było sporo gimnastyki. Nagrywałem Dawida na mikrofon REDD firmy Chandler przez preamp MIKE-E firmy Empirical Labs. Używałem wbudowanej kompresji, ale w trybie równoległym. Czasem też stosowałem bardziej agresywną kompresję z Purple MC77. W ogóle na tej płycie używałem mało kompresji, a jeśli już, to zawsze w trybie równoległym. Wracając jednak do głosu Dawida – stosowałem trzy de-esery w serii, ale nie bezpośrednio jeden po drugim, tylko jeden po korekcji, jeden po kompresji i ostatni jeszcze gdzieś indziej. Każdy z nich pracował delikatnie, więc nie było słychać oczywistych artefaktów – tłumaczy producent.

Znakiem rozpoznawczym Bartka jest nowoczesna produkcja pełna modnych, elektronicznych brzmień. – Na początku wszystko leciało z instrumentów VST, ale jak przyszło do finalizacji utworów, to zdecydowana większość syntezatorów została zamieniona głównie na Mooga Sub 37 oraz Propheta 12 firmy DSI. Z wtyczek ostał się jedynie Xfer Records Serum – podsumowuje Dziedzic.

Artykuł pochodzi z numeru:
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada
i Studio
grudzień 2018
Kup teraz