SYNY - Orient

04.06.2015 
Nasza ocena:
5 /6

Mam problem z większością polskich hip-hopowców, bo słuchając ich dokonań zbyt często odnoszę wrażenie obcowania z grupą wyjątkowo zachowawczych artystów, którzy rzadko kiedy mają odwagę wychylić się poza obowiązujące tematy i kanony brzmieniowe. Tym bardziej zachwyciła mnie płyta Orient duetu SYNY. Tworzący go muzycy nie są u nas zbyt popularni, co nieustannie mnie dziwi, bo od lat tworzą wyjątkowo oryginalną muzykę, którą niełatwo zaszufladkować.

Mowa o producencie i raperze Robercie „Pierniku” Piernikowskim, znanym m.in. z awangardowego składu hiphopowego NP (Napszykłat) oraz o Etamskim (Przemysław Jankowiak, znany też jako współzałożyciel labelu Latarnia), który nagrał wcześniej trzy solowe płyty ociekające ciekawymi eksperymentami z pogranicza hip-hopu, field recordingu i awangardowego jazzu. Spotkanie tych dwóch osobowości musiało zaowocować wyjątkową płytą - i zaowocowało. Orient to jedyna w swoim rodzaju mieszanka brudnego, trzeszczącego hip-hopu, pełnego odwołań do niezdarnych prób nadwiślańskich raperów z lat 90. Mamy więc celowe błędy językowe („Włanczaj!”), charakterystyczny, nieco „zahukany” flow Piernikowskiego i przepięknie surowe bity, którym towarzyszą mroczne partie syntezatorów. Orient może się kojarzyć z dokonaniami zespołu Nivea, ale SYNY jednak bardziej groovem stoją.

Już po odsłuchaniu pierwszego utworu uwagę zwraca zaszumiona i „pogięta” faktura brzmieniowa. Można odnieść wrażenie, że każdy niemal dźwięk został przetworzony przez archaiczne, rozklekotane procesory. „Brud wynika z tradycji hip-hopu, z którą jesteśmy związani. Szum jest w nas tak zakorzeniony, że nawet już o nim nie myślimy. Moje płyty zawsze były szumiące, Roberta też. Od 13 roku życia robię brudne rzeczy i tak już zostało. Fascynują mnie niedoskonałości - zarówno w brzmieniach jak i w słowach” - tłumaczy filozofię zespołu Etamski. „Jeśli chodzi o kreowanie odpowiednich brzmień syntezatorowych, to dużo brudu daje Evolver firmy DSI (moduł). Główne linie melodyczne powstały na Juno 106, a bity są zasługą Akai MPC 1000. Robert używa jeszcze dodatkowo Korga Poly800 i Waldorfa. Sporo rzeczy nagrywaliśmy na magnetofon Tascam Portastudio 488. Używaliśmy go jako instrumentu oraz dla samego brzmienia. Robert sklejał później wszystkie ślady w Abletonie, ale nie ma to znaczenia, ponieważ to była tylko praca edycyjna i montażowa. Równie dobrze moglibyśmy to zrobić na programach w rodzaju Cubase czy Reaper”.

Drugą rzeczą przykuwającą uwagę na Oriencie jest stała niemal obecność delaya aplikowanego na najróżniejszych elementach miksu. „Kluczem w naszej muzyce jest dub, którego w hip-hopie chyba nikt tak nie wykorzystywał. Dubowaliśmy poszczególne elementy - werble, syntezatory, a nawet całe fragmentu utworów, niejako zgrywając materiał ‘na żywo’. To samo robiliśmy z wokalem nagrywanym zwykłym mikrofonem Shure SM58, ale reampowanym często przez wzmacniacz i poddanym delikatnej kompresji. Korzystaliśmy też z pogłosu sprężynowego wbudowanego w jakiś wzmacniacz Roberta, no i używaliśmy delaya firmy Electro-Harmonix” - wylicza Jankowiak.

Duet ciekawie podszedł do kwestii masteringu. Wydawałoby się, że w tak surowych nagraniach mastering nie jest koniecznością, a mógłby wręcz zbyt wygładzić brzmienie. „Przecież mastering nie zawsze ma za zadanie wyczyścić brzmienie. Po masteringu wszystko brzmi pełniej i tak jak trzeba, bardziej przestrzennie - doszło trochę mięsa, wyrównały się poziomy, lekka korekcja zredukowała to, czego nie chcieliśmy słyszeć. Zależało nam, żeby mastering był full analogowy i Mark Bihler nam to zapewnił. Niemiecka precyzja okazała się idealna do ujarzmienia tego brzmienia” - podsumowuje Etamski.

Artykuł pochodzi z numeru:
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada
i Studio
czerwiec 2015
Kup teraz
Star icon
Produkty miesiąca
Sennheiser MD 421 Kompakt
Close icon
Poczekaj, czy zapisałeś się na nasz newsletter?
Zapisując się na nasz newsletter możesz otrzymać GRATIS wybrane e-wydanie jednego z naszych magazynó