Wavesfactory Echo Cat - Echa przeszłości

20.10.2020  | Marcin Staniszewski
Wavesfactory Echo Cat - Echa przeszłości

Delaye to moje ulubione, obok przesterów, efekty. Nic dziwnego więc, że kiedy dotarły do mnie wieści o nowej wtyczce emulującej słynnego Copicata, serce zabiło w rytmie echa taśmowego.

WEM Copicat produkowany był przez niemal pół wieku przez londyńskiego inżyniera Charliego Watkinsa i doczekał się w tym czasie niezliczonej ilości różnych wersji (omawiana wtyczka bazuje na MK IV Solid State). Brzmienie aparatury marki WEM (nieżyjący do sześciu lat Charlie do spółki z bratem Regem konstruowali też m.in. wzmacniacze gitarowe, miksery i nagłośnienie) docenili tacy giganci jak Pink Floyd (co widać wyraźnie podczas występu "Live at Pompeii" z 1972 roku, Miles Davis (koncert w ramach Isle of Wight Festival z 1970 roku), Jimi Hendrix, Led Zeppelin i oczywiście The Shadows, dla których Copicat był nieodzowną częścią ich brzmienia.

Poprzeczka została zawieszona wysoko, bo wiarygodna podróbka taśmowego echa to nie jest bułka z masłem. Na rynku wtyczek mamy kilka zaledwie sensownych konkurentów, którym udało się skopiować wszystkie nielinearności dźwięku i organiczny charakter sprzętowych odpowiedników (mam na myśli np. kopie rolandowskiego Space Echa autorstwa Audio Thing i niedawnego Space Delay firmy IK Multimedia). Firma Wavesfactory nie wypadła jednak sroce spod ogona i ma na swoim koncie kilka klasyków, że wspomnę rewelacyjny saturator wielopasmowy Spectre oraz emulator kasetowych odtwarzaczy Cassette. Podejrzewam, że doświadczenie zdobyte podczas projektowania tego ostatniego przydało się przy programowaniu Echo Cata.

Jak to brzmi? Jednym słowem - fenomenalnie. Jeśli chodzi o delaye wtyczkowe mam w swojej kolekcji naprawdę większość klasyków, poczynając od Echoboya firmy Soundtoys po Delay firmy Valhalla i wszystko pomiędzy i z czystym sumieniem mogę napisać, że Echo Cat oferuje unikalne brzmienie, niewiarygodnie wręcz zbliżone do oryginału. Zacznijmy od tego, że wbrew pozorom to jest bardzo wszechstronny delay. Tradycyjnie bowiem echa taśmowe kojarzymy z ciemnym, smolistym brzmieniem (patrz Space Echo). Takie też możemy osiągnąć za pomocą Echo Cata (szczególnie jeśli zdrowo podkręcimy parametr "Input"), ale wtyczka ta oferuje także czysty przejrzysty sound, bez cienia cyfrowego "szkła". Świetnie więc sprawdzi się zarówno na shoegazowych gitarach jak i na popowych wokalach.   

Uśmiech pojawia się zanim usłyszymy jakikolwiek dźwięk. Firmy Wavesfactory słynie bowiem z pięknych, przejrzystych i logicznych interfejsów. Tak jest i w tym przypadku, więc jeśli kiedykolwiek obsługiwaliście delaya, sięganie po instrukcję obsługi będzie ograniczone do minimum, szczególnie jeśli doczytacie ten tekst do końca. Na głównym panelu możemy aktywować lub dezaktywować każdą z trzech głowic (przyciski na dole). Jest też potencjometr "Input" (-24db/+24db), dzięki któremu można wprowadzić do sygnału więcej saturacji, kompresji i szumu przy jednoczesnym obcięciu górnego pasma. Jeśli więc lubicie taśmową "melasę" to gorąco zachęcam do gwałcenia zdrowego rozsądku podczas eksperymentowania z tym parametrem. Analogicznie "Output" pozwala na kompensację sygnału wyjściowego (przydałaby się opcja "Link" pozwalająca na automatyczną kompensację). Tuż na głowicami jest parametr "Sustain", który pełni rolę tradycyjnego parametru "Feedback" czyli sprzężenia zwrotnego. Jeśli chcecie zbliżyć się do oryginału, to nigdy nie ustawiajcie tego parametru na zero, bo w wersji sprzętowej jakaś ilość sprzężenia zwrotnego zawsze była obecna w obiegu. Cieszy też opcja automatycznie blokowanego parametru "Mix", więc nie trzeba się obawiać, że będzie się ono zmieniało przy każdej zmianie presetu.

Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak przy inspekcji zakładek "Heads". "Tape". "Motor" i "Master". Po kliknięciu w pierwszą dostajemy możliwość ingerencji w indywidualne ustawienia każdej z głowic. Możemy je synchronizować do dowolnych podziałów nutowych (bądź pracować w domenie milisekund), ustawiać różną głośność, rozstawiać w panoramie i aplikować filtry dolno i górnoprzepustowe. Z kolei w zakładce "Tape" możemy decydować o intensywności taśmowego szumu ("Hiss"), o tym czy będziemy go słyszeli w mono czy w stereo a nawet o tym, czy będzie on obecny cały czas, czy tylko wtedy gdy w torze audio pojawi się sygnał (opcja "Auto mute"). Mamy też osobne pokrętła do wprowadzania naturalnych zniekształceń modulacyjnych ("Wow" i "Flutter") oraz parametry pozwalające decydować o zużyciu taśmy ("Age" i "Signal Loss"). Jest nawet pokrętło do ustawiania wielkości taśmowej sklejki. W rzeczywistości nie ma bowiem idealnie sklejonej pętli taśmowej - zawsze jest jakaś mała przerwa. Do jej ustawienia służy właśnie parametr "Loop gap".

W sekcji "Motor" można ustawić głośność przydźwięku z sieci ("Hum"), czyli tzw. "brumu". W dodatku mamy do wyboru 50 albo 60 Hz. (myślę, że starsi inżynierowie dźwięku muszą w tym momencie zrywać boki ze śmiechu). Last but not least, jest też cała sekcja "Varispeed" pozwalająca na fluktuację wysokości odbić w zakresie +/- 10%. W ostatniej zakładce "Master", mamy dostęp do niezwykle przydatnej opcji "Ducking" umożliwiającej dławienie delaya, za pomocą sygnału źródłowego (przydaje się to przy tworzeniu eksperymentalnych ścian sprzężeń zwrotnych). Rzecz o tyle ciekawa, że nie mamy do czynienia ze zwykłym duckingiem, ale z pełną kontrolą zarówno sygnału Mid jak i Side. Za pomocą parametru "Ducking Target" decydujemy który z nich chcemy kluczować! Jest też opcja ustawiania indywidualnej głośności dla każdej składowej. W tej zakładce użytkownik ma też do dyspozycji dla filtry półkowe, pozwalające ostatecznie ustalić brzmienie delaya.  

Minusy? Wtyczka jest dość pazerna na zasoby komputera, ale konstruktorzy zapewniają, że pracują nad optymalizacją i nie rzucają słów na wiatr. Nowa, przyjaźniejsza wersja trafiła do mnie w parę dni po pojawieniu się pierwszej odsłony. A jak znam firmę Wavesfactory, to nie jest jeszcze ich ostatnie słowo. Poza tym szefem jest tam Jesus. Serio. Polecam bardzo.

Więcej informacji TUTAJ.