Więcej...

Maciej Polak - Piękno systemów zamkniętych (Felieton)

28.05.2018 
Maciej Polak - Piękno systemów zamkniętych (Felieton) fot. Renata Dąbrowska

Zapraszamy do lektury tekstu autorstwa Macieja Polaka, rozpoczynającego w ten sposób cykl felietonów, które będą regularnie ukazywać się na naszej stronie. Jesteśmy przekonani, że jego spostrzeżenia i rady okażą się pomocne nie tylko dla początkujących producentów.

Rozpoczynanie felietonu od wprowadzania dość uznaniowego podziału muzyków na preferujących taki czy inny rodzaj pracy jest dość ryzykowne i już po przeczytaniu tego zdania część z Państwa może nie dotrwać do kolejnego, ale mimo wszystko staram się podział, o którym mówię, obronić, zatem proszę o mały kredyt zaufania. Otóż ponad dwie dekady, czy to własnej pracy z syntezatorami analogowymi, czy to z muzykami działającymi zarówno w „domenie fizycznej”, jak i wirtualnej, cyfrowej, pozwalają mi uznać, że zdecydowana większośc z nich albo wybiera  pracę w warunkach niczym nieskrępowanej wolności, korzystając z ogromnej ilości instrumentów, pluginów, programów, etc., albo też woli ograniczyć swoje instrumentarium do skrajnego minumim, o czym będzie traktował ten tekst.

Będąc muzykiem bez wykształcenia, zawsze podziwiałem tych twórców, którzy albo w sposób mistrzowski i całkowicie świadomy korzystali ze swojego arsenału kilkudziesięciu syntezatorów i tyluż efektów, albo też, pracując jedynie na komputerze, robiąc wszytsko „in the box”, perfekcyjnie i kreatywnie obsługiwali setki wtyczek, efektów i programów, osadzonych w preferowanej przez nich stacji roboczej. Kopiowanie ich metody pracy było dla mnie niebywale frustrującą, bezowocną, ale i niezwykle cenną lekcja, ponieważ do dzisiaj bolą mnie zęby na samą myśl, ile czasu bezsensownie straciłem. Straciłem, ponieważ nie wiedziałem, że moja droga powinna być kompletnie inna, a najważniejszy, moim zdaniem, efekt pracy, jakim są dające się słuchać, kreatywne kompozycje uzyskać mogę tylko wtedy, kiedy tworzył będę w warunkach maksymalnego  ograniczenia instrumentarium i pomysłowego obchodzenia wynikających z niego przeszkód. 

Systemem zamkniętym, na którym pracuję i o którym tu piszę jest syntezator EMS Synthi AKS. Nie czas i miejsce pisać tu na temat pozamuzycznych aspektów tego urządzenia  - owianego wyjątkową sławą, „kultowego”, nieco tajemniczego i szalenie drogiego – więc skupię się na sednie sprawy, jakim jest idealny, moim zdaniem, stosunek części składowych tego instrumentu do jego dość niedoskonałej, ale genialnie zaprojektowanej architektury. „Na papierze”, czy też na fotografiach, jest to, nie przymierzając, dziwactwo. Kilka względnie typowych modułów (oscylatory, filtr, wzmaczniach, modulator kołowy, etc.) upchanych w staromodnej aktówce, dziecinnie wyglądająca klawiatura sterująca w nietypowym, niebieskim kolorze i jeszcze mniej typowy sposób łączenia sygnałów – nie za pomocą kabli, jak robili to wszyscy inni, a za pomocą kolorowych szpilek, jak żywo wyjętych z gry w statki.

 

 

Zakładam, że czytelnik tego tekstu niekoniecznie obyty jest z terminologią syntezy modułowej, więc oszczędzę nam wszystkim lektury przesadnie trudnych słów i powiem, o co naprawdę w tym wszystkim chodzi. Otóż o to, że zdecydowana ilość modułów o dość określonej funkcji może z powodzeniem być wykorzystana do wielu innych zastosowań. Nie mam tu oczywiście na myśli spraw tak oczywistych, jak to, że filtr z powodzeniem może być źródłem dźwięku (oscylatorem), a swojego rodzaju meta-poziom, wkraczający w sferę kompozycyjną. Posłużę się  prostym przykładem, aby nie brzmieć zanadto akademicko. Wspomniana, dziecinna klawiatura w Synthi  jest de facto dość potężnym  urządzeniem, bowiem jest sekwenserem, odtwarzającym wystukane uprzednio na nieruchomej klawiaturze sekwencje dźwięków. Jako że Synthi jest instrumentem quasi-stereo (ma dwa wyjścia audio), nic nie stoi na przeszkodzie, aby informację z klawiatury (dźwięk niższy – dźwięk wyższy) zaprząc też do sterowania panoramą stereo, czyli po prostu nakazać instrumentowi grać ciszej lewy kanał, kiedy nuta na sekwenserze jest wyższa i odwrotnie – prawy grać ciszej,  kiedy nuta jest niższa. Wspomniany sekwenser ma jeszcze jedną ciekawą funkcję – kiedy odtwarza sekwensję, klawiatura jest dostępna jako „normalny”, chromatyczny sterownik. W sytuacji opisanej powyżej, kiedy melodia steruje również panoramą, wprowadzenie kolejnego, tym razem sterowanego ręcznie źródła dźwięku pozwala nam na stworzenie może prostej, ale już całkiem interesującej kompozycji. A przecież do dyspozycji pozostaje nam jeszcze kilkanaście innych częsci składowych tego prostego, jak by się wydawało, syntezatora. To tylko czubek góry lodowej.

Już długi czas temu złapałem się na tym, że kompletnie nie myślę, jak ten skąpy system rozbudować, a jak jeszcze mocnej wniknąć wgłąb instrumentu. Mam świadomoścć, że brzmi to dość osobliwie, ale właśnie tego typu podejście chciałebym polecić liczym rzeszom muzyków. Bo tak naprawdę nie piszę tu o marginalnym, z punktu widzenia czestotliwości występowania, Synthi AKS, ale o Euroracku, czyli tanim, powszechnym i niezmiernie popularnym i dowolnie rozszerzalnym systemie modularnym, który w samej Polsce ma setki uzytkowników.

Jeśli z niniejszego tekstu płynie jakiś wniosek, czy też przyświeca mi jedna myśl, to właśnie taka, żeby wymusić na sobie świadome zamknięcie systemu (choćby w jednej z wielu dostępnych walizek transportowych) na umowmy okres czasu, przez który nie wolno nam będzie tego systemu modyfikować, rozszerzać i zmieniać. Po to właśnie, żeby  moce umysłowe zajmujące się odpowiedzią na pytanie „co jeszcze w instrumencie zmienić, żeby kompozycje były lepsze” uzyć do rozwiązywania kwestii „w jaki, muzycznie interesujący sposób, obejść ograniczenia, wynikające z jego nierozszerzalności”. Idę o zakład, że dla wielu muzyków narzucenie takiego reżimu pracy owocowało będzie znalezienie innej, własnej drogi. Czego czytelnikom szczerze życzę.

Maciej Polak