Więcej...

Dlaczego to dobrze kiedy interfejs instrumentu nas ogranicza?

15.04.2019 
Dlaczego to dobrze kiedy interfejs instrumentu nas ogranicza? fot. https://retrosynthads.blogspot.com

Zdecydowana większość producentów muzycznych posiada własne metody obsługi używanych przez siebie instrumentów. Czują się z tym komfortowo, ponieważ pozwala to im bardzo szybko osiągać pożądane efekty. Część z nich w pewnym momencie odczuwa jednak pewne zmęczenie i zastanawia się co można byłoby zmienić aby nieco odświeżyć tę formułę.

– Kwestia interfejsu oraz innych sposobów pracy jest bardzo ważna – mówi Maciej Polak z analogia.pl – Ludziom może się wydawać że samo źródło dźwięku zrobi różnice, jednak chodzi też w dużej mierze o kwestie warunków pracy – tłumaczy. Postanowiliśmy zapytać go o kilka przykładowych narzędzi, które mogą pomóc rozwinąć nasz warsztat i w konsekwencji uczynić z nas bardziej świadomych oraz profesjonalnych producentów.

Roland TB-303

Geneza tego instrumentu była skrajnie odmienna od jego późniejszych losów, ponieważ miał być to tzw. „akompaniator basowy”, czyli narzędzie do tworzenia linii basowych, wirtualny basista, jak byśmy go dziś nazwali. W Polsce był ten instrument nawet wykorzystywany w ten sposób i to przy utworach, które dzisiaj określane są jako „kultowe” – Andrzej Korzyński korzystał z niego przy pracach nad „Frankiem Kimono” czy „Akademią Pana Kleksa”.

TB-303 działa w ten sposób, że wybieramy liczbę kroków w ramach jednego taktu, następnie podajemy liczbę nut, ich długość oraz wysokość. Na koniec dodajemy akcenty i slide’y, czyli łączenie kolejnych nut ze sobą. Te kombinacje można oczywiście sobie rozpisać, zaplanować i zrobić to tak jak producent narzędzia przykazał ale doświadczenie pokazuje, że to raczej nigdy się nie udaje. Zwłaszcza, że piękna część tego instrumentu polega na tym, że zachodzi w nim dziwna interakcja między brzmieniem syntezatora a użyciem tych slide’ów – stąd słynna dynamika 303 i nie mówię tylko o brzmieniu z wysokim rezonansem a raczej właśnie o tym, gdzie tego rezonansu prawie w ogóle nie ma.

Oczywiście można polować na fajne riffy i brzmienia ale w tym momencie dochodzimy do tego, że przede wszystkim decyduje o tym przypadek a w dalszej kolejności uszy oraz smak muzyka. To jest z jednej strony banał ale z drugiej nie do końca, bo wiadomo że jeśli będziesz siedział nad daną partią i im szybciej uznasz, że coś w niej jest, to tym większa szansa, że będzie to spełniało rolę dobrze brzmiącego riffu. Najczęściej są one tworzone przez niepiśmiennych muzyków i nie są zbyt skomplikowane. Wydaje mi się, że idea jest zawsze podobna – na początku pracujesz na przypadku i wymyślasz rzeczy, które jesteś w stanie kontrolować w ograniczonym zakresie (wiadomo, że sam wybierasz nuty z panelu TB-303 ale cała reszta jak delay, akcenty czy kwestie podziałów rytmicznych to już bardziej kwestia przypadku). Aktualnie do jednego z moich kawałków wymyśliłem taki patent, że w prawym kanale chcę nagrać 5 taktów po 6 nut a więc 30 razy uderzeń clock’a, natomiast w lewym 6 taktów po 5 nut, po to aby one się co 30 uderzeń clock’a spotykały. Siadam do instrumentu i po prostu wklepuje a potem patrzę co mi się podoba. Wiem jak powinno to zabrzmieć ale to kwestia nałożenia harmonii na rytmikę i to jest zwykły przypadek. Okazjonalnie podoba mi się taki sposób pracy, bo jest inny niż standardowy. Nazwałbym to kontrolowanym przypadkiem – wiem, jaka ma być struktura tego, co szukam, ale sam rezultat będzie dziełem przypadku.

Roland Juno-6

Przyjmuję argument, że jeśli potrzebujesz instrumentu na scenę to powinien on mieć wbudowaną pamięć i w zasadzie nie ma tutaj o czym gadać. Natomiast, moim zdaniem nie licząc tego przypadku a zwłaszcza w sytuacji studyjnej bardzo dobrze mieć prosty do programowania instrument bez pamięci. Roland Juno-6 jest genialny w swojej prostocie – jego layout został zaczerpnięty od protoplastów z MiniMoogiem na czele, czyli „cztery koła i kierownica po lewej stronie” a więc układ, który dla konstruktorów instrumentów był ważnym punktem odniesienia. Jeżeli chodzi o Juno-60 to często powtarzam moim klientom, że nie ma sensu płacić tak wiele za pamięć, bo tym właśnie różni się „szóstka” od „sześćdziesiątki”. Nie mając pamięci jesteś zmuszony do myślenia i do nie bycia leniwym. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że nie ma się natchnienia i łatwiej zacząć od jakiegoś brzmienia ale to nie do końca prawda. Nawet jeśli nie masz pomysłu to jeśli usiądziesz do instrumentu żeby zwyczajnie poćwiczyć to kiedy wychodzisz od zera a znasz dane narzędzie doskonale to jest bardzo duża szansa, że wylądujesz w jakimś interesującym miejscu. Juno-6 jest tak skrajnie prostym instrumentem, że naprawdę wystarczy pół minuty aby znaleźć się w obrębie brzmieniowym w którym chcielibyśmy się znaleźć. Ale żeby to zrobić trzeba poznać ten instrument wręcz podskórnie.

Instrument bez pamięci już z definicji będzie traktowany jako sprawiający kłopoty i być może na początku rzeczywiście tak będzie. Jeśli jednak mówimy o klasycznych analogach, które kosztują niemało to zawsze powtarzam, że niezależnie od tego jak dużo trzeba zapłacić za dany instrument to jeśli wiesz do czego go potrzebujesz to jest on wart swojej ceny. Idealnym tego przykładem jest Yamaha CS80 za którą po remoncie trzeba zapłacić 100 tys. złotych. Jeśli jesteś dobrze wykształcony pianistycznie i będziesz w stanie skorzystać z jej niezwykłej cechy, czyli polifonicznego aftertouch’a to jest to rzecz absolutnie unikalna.

Korg Poly-61

Bardzo fajny „ejtisowo” brzmiący instrument, który ciągle jest stosunkowo tani. Jeśli ktoś zastanawia się nad zakupem to koniecznie trzeba pamiętać aby sprawdzić baterię – jeżeli jest oryginalna to nie ma prawie żadnej szansy na to aby instrument nie był zalany kwasem, jak to jest w przypadku Polysixów. Poly-61 posiada skrajnie małą rozdzielczość parametrów, bo tak jak Cut Off ma 30 kroków, to rezonans jest na poziomie… 7. Z jednej strony to bardzo ogranicza możliwości, natomiast druga strona medalu jest taka, że zmiana jednego kroku przy danym parametrze wprowadza przy zmianie innego parametru dużo większą ogólną modyfikacje brzmienia niż moglibyśmy się spodziewać z doświadczeń z innych instrumentów znanych na co dzień. Co prawda nie śledzę nowych rozwiązań technicznych, ale przypuszczam że ta rozdzielczość to obecnie kilkaset wartości na potencjometr, czyli nie będzie tego nawet słychać.

Interfejs tego typu, jaki jest w tych prostych instrumentach zmusza do tego aby mieć w głowie to co chcemy zmienić. Czyli nie patrzymy na panel, potencjometry, gałki i suwaki, bo ich po prostu nie ma ale myślimy o brzmieniu w kontekście jego koloru, tego jak się zaczyna i jak wybrzmiewa. Jeśli siadam do instrumentu takiego jak Poly-61 to myślenie o brzmieniu a nie o samym urządzeniu bardzo ułatwia pracę na jego oprogramowaniu. Zmieniające się warunki pracy zwiększają szansę na to, że coś nowego nas zainspiruje i poczujemy pewną „świeżość”. A przecież o to w tym wszystkim chodzi.