Jaki powinien być nasz pierwszy syntezator?

30.11.2021  | Synthezaur
Jaki powinien być nasz pierwszy syntezator?

Święta zbliżają się nieubłaganie. To czas prezentów, a żony, mężowie i konkubenci wypytują o podarunkowe sugestie. Dla wielu z nas jedyna słuszna odpowiedź to "syntezator", gdyż jak powszechnie wiadomo ich odpowiednia ilość to x+1 (gdzie "x" oznacza aktualnie posiadaną liczbę syntezatorów). Cóż jednak począć, jeśli dopiero zaczynamy naszą kolekcję? Jaki syntezator powinien być tym pierwszym?

Jeśli myślimy o syntezatorze fizycznym, pod uwagę należy wziąć kilka rzeczy. Zaczynając od najważniejszej będą to: wartość edukacyjna (w tym czytelność interfejsu i odpowiedni poziom zaawansowania instrumentu), brzmienie (odpowiednio dobrane właściwości soniczne do gatunku muzyki, która nas interesuje), kwestie techniczne (brak klawiatury, komunikacja MIDI itd.) oraz cena. Ewentualnie warto zastanowić się nad popularnością instrumentu na rynku wtórnym, gdyby okazało się, że chybiliśmy z pierwszym zakupem. Żeby tak się jednak nie stało spróbuję omówić wszystkie wspomniane kwestie i podpowiem, jak uniknąć szeregu frustracji i rozczarowań.

Pierwszy kontakt z syntezatorem

Przyjmując, że nigdy nie mieliśmy do czynienia z żadnym syntezatorem, pierwszy kontakt może okazać się kluczowy dla naszej fascynacji bądź rezygnacji. Istnieją bowiem instrumenty tak skomplikowane bądź niejasne (przynajmniej na pierwszy rzut oka), że niejeden użytkownik może zbudować traumę w ciągu pierwszej godziny programowania. Dlatego na etapie poznawania instrumentów elektronicznych warto wybrać model prosty. Przez prostotę rozumiem czytelność interfejsu, niewielką ilość sekcji i opcji modulacji, konstrukcję na zasadzie: jedna funkcja - jeden potencjometr, bez konieczności grzebania w menu.

Mimo, że istotą syntezatorów jest odkrywanie dziewiczych terytoriów dźwięku za pomocą coraz to nowszych rozwiązań i nietypowych konstrukcji, to z całą pewnością można stwierdzić, że istnieje zbiór cech "klasycznego" syntezatora. Będą to na pewno:

● budowa subtraktywna, czyli ustalona przez producenta kolejność występowania w torze sygnału poszczególnych segmentów syntezatora. Zazwyczaj kolejno: oscylatory, mikser, filtr, wzmacniacz (oraz kilka opcji modulacji, takich jak LFO i dodatkowa obwiednia)

● oscylator lub najlepiej dwa (skrót na panelu OSC bądź - w przypadku instrumentów analogowych - VCO, czyli voltage controlled oscillator). Każdy z oscylatorów powinien generować kilka klasycznych przebiegów fal, na przykład: trójkąt, piła, kwadrat (możliwie z opcją modulacji szerokości pulsu), sinus, szum biały

● filtr dolnoprzepustowy (tzw. LPF, czyli lo-pass filter) z możliwością kontroli odcięcia (cutoff) i rezonansu (resonance, czasem oznaczane jako peak, jeszcze rzadziej emphasis). Dobrze wybrać instrument z klasycznym filtrem -24dB lub -12dB na oktawę, za pierwszym razem unikajmy wszelkich "wynalazków"...

● przynajmniej jedno, wielokształtne LFO (czyli low frequency oscillator - fala, o różnych kształtach, za pomocą której możemy kontrolować wysokość dźwięku, odcięcie filtra lub inne parametry brzmienia)

● obwiednia (envelope lub EG - envelope generator) typu ADSR (attack, decay, sustain, release). Jeśli na pokładzie znajdą się dwie takie obwiednie, tym lepiej

Reszta funkcji instrumentu nie jest aż tak istotna i będzie się różnić w zależności od wybranego modelu. Warto jednak zwrócić uwagę na wyżej wyszczególnione cechy i dopilnować, by nasz sprzęt posiadał wymagane minimum; zrozumienie zasady działania wszystkich wymienionych modułów syntezatora jest niezbędne do pomyślnych eksperymentów brzmieniowych z zarówno obecnie posiadanym instrumentem jak i przyszłymi nabytkami w kolekcji (bo nie oszukujmy się, syntezatory to przede wszystkim zbieractwo). Wiemy już jakich cech szukać...

A czego unikać przy zakupie syntezatora?

Wydaje mi się, że nie ma lepszego sposobu na naukę syntezy dźwięku jak brak możliwości zapisywania presetów. Setki banków i programów przygotowanych przez producenta oraz opcja przywołania własnoręcznie stworzonych brzmień jest zbawienna przy pracy w studio czy na scenie. Jednak w rękach nieopierzonego użytkownika często stanowi zbyt wielką pokusę i prowadzi do użytkowania syntezatora jak… keyboardu. Dlatego na początek polecam instrument całkowicie analogowy. Mimo, że pomysł wydaje się kontrowersyjny zyskujemy sporo: po pierwsze, analogowe brzmienie bez cyfrowego sterowania (wymaganego do zapisu programów) zawsze ma w sobie "to coś". Po drugie, widzimy to, co słyszymy - w przypadku instrumentów "presetowych" musimy mieć świadomość, że potencjometry czy enkodery nie przeskoczą fizycznie na nowe miejsca wraz ze zmianą banku czy brzmienia, co niekiedy powoduje lekką konsternację.

Nie polecałbym również instrumentów zbyt miniaturowych, tak powszechnych na współczesnym rynku. Fakt, są mobilne, zgrabne i nie zajmują zbyt wiele miejsca na biurku, jednak często brak im precyzji a obsługa za małych pokręteł i odszukiwanie upchanych między nimi nieczytelnych napisów skutecznie zniechęca. Jak ognia unikałbym także konstrukcji programowanych za pomocą wszelkiego rodzaju skrótów matrycowych, czyli takich, które posiadają jeden potencjometr bądź enkoder dla wielu różnych parametrów. Nieelastyczne umysły początkujących użytkowników mogą nie poradzić sobie z zawiłościami "menu divingu".

Ponadto, sugerowałbym patrzenie na popularne obecnie klony archaicznych konstrukcji takich jak na przykład CAT Synthesizer, 2600 czy nawet Odyssey z minimalną dozą nieufności - o ile potrafią one brzmieć fantastycznie i bez wątpienia ich pierwowzory stały się klasykami nie bez powodu, to często w instrumentach tych pojawią się niespotykane gdzie indziej rozwiązania, które niektórzy uznaliby za zbyt nietypowe by na punkt wyjścia do nauki. Z drugiej strony, piękno syntezatorów drzemie w ich różnorodności i oryginalności i nie warto zamykać się na rewelacyjnie brzmiący sprzęt ze względu na jego niecodzienne atrybuty.

Charakter brzmieniowy syntezatora

Brzmienie instrumentu jest rzeczą tak subiektywną, że ciężko przyjąć jakąkolwiek regułę. Podpowiedzią może okazać się nam preferowanych przez nas producentów czy muzyków elektronicznych. Tysiące demonstracji sprzętu na YouTube również będzie zbawienne. A i odrobina samodzielnej refleksji nad charakterystyką instrumentu i gatunku muzycznego jaki nas interesuje nigdy nie zaszkodzi.

Technikalia syntezatorów

Pierwszym dylematem, przed którym staniemy w kwestii technicznej będzie wybór instrumentu z klawiaturą lub w formie modułu. Desktopowe, bezklawiaturowe rozwiązania są fantastycznym rozwiązaniem zarówno ze względów budżetowych jak i oszczędności miejsca na biurku, jednak bez doświadczenia w środowisku MIDI i DAW całkowicie "zieloni" użytkownicy narażają się na ewentualne problemy routingowe. Moduł wymaga przecież klawiatury sterującej, którą należy do instrumentu podłączyć za pomocą standardowego gniazda MIDI (5 DIN) lub USB. W tym drugim przypadku często będziemy musieli użyć komputera jako pośrednika w komunikacji, co nie służy mobilności i szybkiemu dostępowi do syntezatora. Urządzenia bez klawiatury często sprawiają mylne wrażenie, jakoby były "narzędziem". Klawiatura - nawet najsłabsza jakościowo i o niewielkim rejestrze - sprawi, że zaczniemy traktować syntezator jak pełnoprawny instrument, a przy okazji może choć odrobinę rozruszamy pulchne od świątecznych wypieków paluchy.

Ważną kwestią będzie również możliwość połączeń. Gniazdo słuchawkowe, MIDI (in, out i niestety rzadko już spotykane thru), ewentualne USB (do prostego update’u instrumentu, wspomnianej komunikacji MIDI lub nawet zasilania) czy choćby kilka okołomodularnych patchpointów sprawi, że instrument z czasem będzie mógł pełnić coraz więcej funkcji w naszym domowym studiu, pracowni czy zespole. Byle pamiętać o priorytetowej prostocie sprzętu - żadnych wodotrysków za wszelką cenę.

5 najlepszych syntezatorów na start

A propos ceny… oto pięć subiektywnie wyselekcjonowanych modeli, na które warto zwrócić uwagę przy wyborze pierwszego syntezatora. Budżet ustaliłem w granicach 2000 PLN, przy czym większość propozycji będzie o wiele tańsza. Żyjemy w cudownym okresie dla syntezatorowego zbieractwa; najniższa półka cenowa położona jest naprawdę nisko, ceny sprzętów są wręcz niewiarygodnie przystępne a jakość wykonania nie ustępuje prestiżowym i o wiele droższym konstrukcjom. Gdybyśmy jednak zdecydowali się grymasić na cenę doskonale brzmiącego syntezatora za 1,5 tysiąca złotych przypomnijmy sobie hasło jednej z pierwszych reklam Mooga: "If you can afford a truck you can afford a synthesizer".

Korg MS-20 mini

Jeden z najbardziej charakterystycznych syntezatorów wszechczasów, co stanowi zarówno jego zaletę (dzięki oryginalnemu, agresywnemu brzmieniu filtrów) jak i wadę (nie jest uniwersalny). Jest to monofoniczny semi-modular, może więc być doskonałym narzędziem do nauki zarówno podstaw jak i bardziej zaawansowanych zagadnień. Posiada 3-oktawową klawiaturę, dwa oscylatory, dwa filtry, dwie obwiednie (ADSR i DAR), LFO oraz wyjątkowe możliwości semi-modularne. Jego jakość wykonania określiłbym na 6,5/10. Mój egzemplarz powoli się rozlatuje, jednak mam go od ponad 7 lat i używam go codziennie, zarówno w studio jak i na scenie i muszę przyznać, że specjalnie go nie oszczędzam… Nie ma więc co obawiać się o jego wytrzymałość. Z największych wad wymieniłbym dość duży poziom szumu… ale hej, to jednak budżetowy analog.

Novation Bassstation II (w wersji podstawowej jak i AFX)

Współczesny klasyk. Jeden z najczęściej widywanych analogowych mono synthów. Ma możliwość zapisywania presetów, co w przyszłości może okazać się fantastyczną opcją. Doskonały layout panelu, konkretne brzmienie, ogromna skala możliwości. Wciąż rozwijany i udoskonalany firmware zaskakuje coraz to nowym potencjałem instrumentu. Dla całkowicie początkujących może okazać się odrobinę zbyt skomplikowany, jednak w żadnym wypadku nie byłaby zła decyzja - to rewelacyjny i profesjonalny sprzęt za śmiesznie małe pieniądze.

Arturia Minibrute 2

Dość prosty instrument z szeregiem klasycznych rozwiązań. Solidnie zbudowany, semimodularny, idealny do nauki. Jedyną wadą, w dodatku mocno subiektywną, jest jego brzmienie; filtr Steiner-Parker nigdy nie urzekł mnie swą barwą a jego tzw. "sweet spoty" nie były satysfakcjonujące. Znam jednak szereg muzyków, którzy Minibrute’a traktują jako swój podstawowy ekwipunek przy pracy a jego brzmienie uważają za znakomite. Nie mnie oceniać, polecam demówki.

Behringer Pro-1

Lista budżetowych syntezatorów byłaby niepełna bez syntezatora firmy Behringer, specjalizującej się w kosmicznie tanich rozwiązaniach. Pro-1 to kopia syntezatora Sequential Circuits Pro-1. Trudno wyobrazić sobie bardziej klasyczny syntezator: dwa oscylatory, legendarny filtr dolnoprzepustowy, dwie obwiednie, proste opcje modulacji, szeroka paleta kształtów fal, LFO, słynna synchronizacja oscylatorów, plus niewystępujące w oryginale możliwości polifoniczne, sequencer i semimodularność. Osobiście uwielbiam ten instrument i jeśli miałbym z całej listy polecić tylko jeden, to właśnie ten. Jedynym minusem jest brak klawiatury i modułowość instrumentu, ale brzmienie rekompensuje absolutnie wszystko.

Yamaha Reface CS

Polifoniczny i cyfrowy instrument bez zapisywania presetów w formie wzbudzającego uśmiech dziecięcego keyboardu na baterie? Tak, to właśnie przedziwna konstrukcja Yamahy. Wydaje się bez sensu, jednak praca z CS-em jest tak szybka i przyjemna, że nie warto lekceważyć tej propozycji. Sprzęt ma w sobie coś z Juno-106, ciągnie brzmieniem w klimaty "retro", jednak przy odrobinie finezji może ukazać przeróżne oblicza. Jego wady są jego największą zaletą; miniaturowość, brak presetów, cyfrowość czy zabawkowość sprawiają, że w tym przypadku zwyczajnie odpinamy wrotki i dajemy się porwać czystej przyjemności obcowania z syntezatorem. Dlatego Yamaha Reface CS otrzymuje specjalny order uśmiechu za jej niepowtarzalny "fun factor". Instrument nie dla każdego, jednak polecam rozważyć.

Recz jasna szukać możemy szerzej, nawet w tak ograniczonym budżecie. Pamiętajmy jednak o tym, co najistotniejsze: syntezator musi być przedłużeniem naszego ciała, narzędziem do tworzenia własnych brzmień-instrumentów, artystycznym narzędziem, przy którym czujemy się wolni, a nie sfrustrowani i zagubieni. Wybierając instrument przesadnie skomplikowany i zbyt obficie wyposażony łatwo wpaść w pułapkę zagmatwania, w której radość z dźwiękowych eksploracji potrafi szybko ulecieć - a ona jest przecież najważniejsza.

 

Star icon
Produkty miesiąca
Electro-Voice ZLX-12P-G2
Neumann KH 150 AES67 - aktywny monitor studyjny
Close icon
Poczekaj, czy zapisałeś się na nasz newsletter?
Zapisując się na nasz newsletter możesz otrzymać GRATIS wybrane e-wydanie jednego z naszych magazynó