Więcej...

Jerzy Przeździecki/Andrzej Karałow - Wir

26.10.2018 
Nasza ocena:
5 /6

Ciekawi ludzie, to i płyta ciekawa, chciałoby się rzecz odsłuchując "Wir".

Album to efekt współpracy młodego wirtuoza fortepianu, wybitnie zdolnego kompozytora Andrzeja Karałowa (laureat niezliczonej liczby nagród i wyróżnień) i jego starszego kolegi, doświadczonego performera i sound designera Jerzego Przeździeckiego (grał m.in. z Knittelem, Mazzollem, wydawał w Cocoon Records).

"Wir" to dzieło w całości improwizowane i nagrane na setkę. Za klawiaturą fortepianu i syntezatora DSI Prophet 6 zasiadł Karałow, zaś obsługą Buchli i systemu Eurorack zajął się Przeździecki. Zwykle podchodzę z rezerwą do takich nagrań, bo 90 procent z nich przestaje być znośna mniej więcej po minucie słuchania. Tu jednak mamy do czynienia z doświadczonymi muzykami i od razu to słychać. Choćby po tym, jak elegancko zostawiają dla siebie miejsce, nie spieszą się i pozwalają wybrzmiewać swoim instrumentom. Pomaga też wiedza o strukturach harmonicznych. Posłuchajcie jak zgrabnie Karałow ogrywa modularnego drona w otwierającym płytę "Floating Air".

Szczególnie podoba mi się jak Przeździecki operuje efektami (pogłos w "Lebentanz" zyskuje wręcz status samodzielnego instrumentu). Obaj panowie potrafią też, co potrafi bardzo niewielu eksperymentatorów, budować napięcie, dramaturgię. Np. pod koniec wspomnianego "Lebentanz", gdy Karałow wspina się coraz wyżej za pomocą kaskady fortepianowych pochodów a Przeździecki wtóruje mu generując glitchową chmurę. Jaka jest recepta na prowadzenie tak harmonijnych dialogów? - Myślę, że to przede wszystkim kwestia chemii. Po prostu z niektórymi ludźmi komunikujesz się lepiej niż z innymi Tak jest właśnie ze mną i Jurkiem. Rozumiemy się bez słów i nie musimy niczego ustalać. Inną kwestią jest to, że my bardzo dobrze znamy swoje instrumenty i mamy nad nimi pełną kontrolę. Nie obstawiamy się tonami sprzętu – jest tylko kilka instrumentów i parę efektów gitarowych. To pozwala nam skupić się na rzeczy najważniejszej, czyli muzyce – tłumaczy Andrzej Karałow.

- Większość muzyki na tej płycie powstała przy użyciu Buchla Music Easel jako instrumentu solowego, granego "z ręki" oraz skromnego systemu modularnego Eurorack. Easela miałem wpiętego w looper Boomerang, a następnie szeregowo w dwa efekty Eventide Factor i Space. Ta kombinacja dała mi pełne możliwości kontroli barwy nie tylko za pomocą samego Easela, ale też wielokrotnego zapętlania fragmentów i sprzęgania sygnału delayem. Eurorack to kilka połączonych zegarów, czyli Time Wizard, Knight Galoop oraz Ultra Random Analog SSF. Dzięki temu miałem możliwość natychmiastowej, kompleksowej zmiany rytmu. Jako źródło dźwięku użyłem modułu Intellijel Rubicon, a za źródło brzmień perkusyjnych posłużył Pico Drums. Całość wspomagana była dodatkowo efektem analogowym NIIO 3 – opisuje swój system Jerzy Przeździecki.

Album "Wir" ukazał się nakładem oficyny Requiem Records.

Artykuł pochodzi z numeru:
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada
i Studio
październik 2018
Kup teraz