Więcej...
Spinlab
Spinlab

Powstała 4 lata temu z inicjatywy Pawła „DJ-a Falcona” Falkiewicza i Wojciecha „DJ-a Kebsa” Męclewskiego, warszawska szkoła muzyczna, Spinlab DJ School to jedna z nielicznych krajowych kuźni klubowego fachu, która zajawkę stawia ponad zimną kalkulację, preferencje stylistyczne nad sprzętowe stereotypy, a indywidualny kontakt z uczniem ceni sobie bardziej niż nabór jak największej ilości grup.

Rozmowa
Filip Kalinowski, Piotr Lenartowicz
2017-05-31
fot. Bartosz Bajerski

Korzystając ze swoich wieloletnich doświadczeń na scenach i parkietach rodzimych lokali, obaj DJ-e prowadzą spersonalizowane zajęcia z miksu, skreczu i podstaw produkcji, a ich hiphopowa proweniencja nie przeszkadza im oprowadzać swoich kursantów również po innych obszarach dźwiękowej mapy świata. Bo - jak sami wspominają - ważniejsze od tego co się miksuje, jest to jak się to miksuje; znajomość pewnych zależności rządzących poszczególnymi gatunkami i biegłość w obsłudze sprzętu na którym się pracuje. I o tym właśnie - a także wielu innych aspektach DJ-skiego fachu - rozmawiamy z nimi w kwaterze głównej ich oddolnego ośrodka edukacji muzycznej, na Ogrodowej 31/35.

Co waszym zdaniem konstytuuje dobrego DJ-a?

Kebs: Przede wszystkim zajawka - ktoś musi sam z siebie chcieć poszerzać swoje muzyczne horyzonty. To go pcha do tego, żeby się tym dzielić.
Falcon: To jest na pewno najważniejsze, reszta to już poboczne sprawy. Trzeba mieć zajawkę na muzykę i wiedzieć o niej więcej niż ogół. To jest podstawa i jeśli ktoś tego nie ma, to nie zostaje DJ-em, bo ta profesja wymaga cierpliwości i poświęcenia. Choć dziś jest dużo łatwiej niż było kiedyś.

Spośród osób, które przychodzą do was na kursy, wszyscy rokują jako przyszli DJ-e?

Kebs: Jeżeli chodzi o naszych kursantów, to ja - generalnie - widzę dwie grupy: ludzi, którzy mają zajawkę, wiedzą jaką muzykę chcą grać i potrzebują tylko wskazówek technicznych jak to zrobić, i ludzi, którzy w trakcie zajęć odkrywają czym DJ-ing tak naprawdę jest i uczą się wszystkiego od zera od podstawowych pojęć muzycznych do tego skąd szukać muzycznych inspiracji. Zajęcia z pierwszą i drugą grupą osób są zróżnicowane pod kątem nauki. Ale trzeba też powiedzieć, że osoby, którym słoń nadepnął na ucho naprawdę należą do rzadkości.

fot. Bartosz Bajerski

A tej zajawki na muzykę o której mówicie można jakoś nauczyć? Bo w polskich szkołach muzycznych jest na ten aspekt kładziony dużo mniejszy nacisk niż w Anglii czy Stanach. Nie ma u nas kursów pobudzających wrażliwość czy kreatywność. Jak to wygląda u was, też skupiacie się raczej na kwestiach warsztatowych?

Falcon: Raczej tak, choć nie do końca. To zależy od człowieka, od tego czy ma otwarte horyzonty. Bo my oprócz tego, że prowadzimy szkołę, jesteśmy też czynnymi DJ-ami, bierzemy aktywny udział w tzw. branży muzycznej. I spora część ludzi wie do kogo i po co przychodzi, więc często są oni otwarci na mniej standardowe formy zdobywania wiedzy, często zajęcia kończą nam się na dyskusjach o muzyce i puszczaniu sobie różnych numerów. Razem z Wojtkiem mamy dużą zajawkę na sampling i historię muzyki, więc niekiedy uświadamiamy ludziom, że ten motyw jest np. z lat 60. czy 70. Staramy się to robić, przemycać te informacje, jak widzimy, że ludzie są głodni wiedzy i poznawania nowych rzeczy. Na technice się zaczyna ale rzadko się na niej kończy.

Wy obaj jesteście samoukami, prawda?

Falcon: Tak. Choć ja na przykład wychowałem się na imprezach Twistera w Szczecinie, gdzie kultura DJ-ska była dość mocna, ale to były tylko obserwacje. Dopiero kiedy zacząłem grać poznałem moich bohaterów z dzieciństwa.

Jakie widzicie zalety i wady takiego modelu nauki? Bo popełnialiście na pewno błędy, których można było uniknąć…

Falcon: Na pewno. Kiedy jednak zyskiwałem ich świadomość, to wracałem z powrotem do tych patentów i starałem się to korygować. DJ-ing jest taką dziedziną, że cały czas popełnia się w niej błędy i niekiedy wychodzą z nich… bardzo ciekawe rzeczy. Jeśli chodzi jednak o stricte techniczne kwestie jak na przykład skrecze, to czyjaś fachowa podpowiedź może zaoszczędzić człowiekowi ogrom czasu. A reszta to już tylko cierpliwość i chęć do pracy.

Te błędy rzeczywiście można przekuwać w coś interesującego?

Falcon: Zdecydowanie. Przecież sam skrecz powstał przez przypadek, przez to, że ktoś akurat zrobił coś „nie tak”. I aktualnie też jesteśmy w ciekawym momencie, bo dzięki technologii pojawiło się dużo nowych możliwości - systemy takie jak Serato czy Traktor sprawiły, że jesteśmy świadkami ciągłego powstawania świeżych, ciekawych rozwiązań, patentów, które wynikają z niestandardowego podejścia do narzędzi. Wszystko się zmienia, bo też ta wcześniejsza formuła nieomalże się wyczerpała.

Owe „błędy” składają się czasem na czyjś własny, autorski sznyt. Widzicie niekiedy u swoich kursantów zalążki takiego indywidualnego stylu?

Kebs: Czasem rzeczywiście ktoś robi coś po swojemu, a przy tym jest tak uparty, że jeśli to wychodzi, to wtedy zwykle odpuszczam i nie staram się go na siłę sprowadzić na „dobre” tory. Na ogół są to jednak ludzie, którzy uczą się od zera, więc trudno mówić o jakimś własnym stylu, jeśli nawet jeszcze nie potrafią oni obsłużyć sprzętu. Pośród osób, które uczęszczają już na kurs od jakiegoś czasu można czasem jednak zauważyć, że robią coś na swój sposób i jest to wtedy bardzo fajne. Staramy się to pielęgnować, bo może wyjść z tego coś ciekawego.

To wielka zaleta takich oddolnych inicjatyw jak wasza - małych szkół, w których osobisty kontakt z uczniem pozwala coś takiego wychwycić, a nie bezrefleksyjnie wdrażać program.

Falcon: To też kwestia inspiracji z jakimi przychodzą do nas ludzie. Kiedy pojawia się u nas nowy kursant zawsze oprócz rozmowy o gustach i muzyce, pytamy o jego DJ-skie inspiracje - nie tylko o to, co chce grać ale też jak. W internecie jest multum materiałów takich jak na przykład sety rejestrowane przez Boiler Room, gdzie można zobaczyć w jaki sposób można robić przejścia, łączyć gatunki czy operować efektami. I jest też taka niepisana zasada, że człowiek może zacząć grać dobre imprezy tylko wtedy jeśli wcześniej był na kilku dobrych imprezach - widział jak to wszystko wygląda, bo wpływ na to ma wiele różnych aspektów, nie tylko sama muzyka.

Jak szerokie jest spektrum osób, które się do was zgłaszają?

Falcon: Bardzo. Przychodzą b-boy’e, którzy chcą grać funk, dziewczyny uwielbiające Andersona Paaka i MF Dooma, ludzie, którzy chcą sobie w domu miksować lo-fi house, czy małolaty, które chcą grać EDM i zostać nowym Diplo czy Skrillexem. Spektrum jest bardzo szerokie, a dla nas każdy człowiek to zadanie, bo interesujemy się mocno techniką DJ-ską - jak się dany gatunek gra, jak się miksuje, jak buduje się sety. Zastanów się jakie numery najbardziej chciałbyś zaprezentować ludziom, przynieś swoją playlistę, a później wykombinujemy z tego seta i nauczysz się go grać - to nasza metodologia pracy, która się sprawdza. Ludzie przynoszą swoją, wyselekcjonowaną muzykę, uczymy się ją miksować i od razu powstaje już „produkt” - pierwszy miks uczestnika kursu. Wtedy może on od razu zauważyć efekty swojej pracy, co też wzmaga w ludziach zajawkę.

I to też pewnie daje wam nie lada satysfakcję.

Falcon: Największa pojawia się dopiero wtedy, kiedy ktoś pójdzie dalej a takich ludzi jest niestety mało. Bo też, żeby to zrobić trzeba zacząć zajmować się tym zawodowo, a wiele osób kupuje gramofony czy kontroler, bo chce spędzić godzinę czy dwie w tygodniu miksując muzę tylko dla siebie.
Kebs: Pośród tych, którzy dochodzą do tego miejsca jest też sporo osób, które uczą się wszystkiego z internetu i oni zwykle omijają kursy takie jak nasz, dochodzą do wszystkiego samemu. I to na pewno trwa dłużej ale jeśli ktoś ma wystarczająco dużo samozaparcia, to może to osiągnąć na własną rękę.
Falcon: Często jednak tacy ludzie wykupują u nas kilka godzin i przychodzą uporządkować swoją wiedzę. Zazwyczaj dotyczy to skreczy i innych akcji turtablistycznych. Sporo osób przyjeżdża z innych miast Polski na dzień lub dwa.

Jak byście mieli przekonać kogoś, kto próbuje szukać wiedzy w internecie do tego aby przyszedł do was na kurs to właśnie oszczędność czasu byłaby głównym argumentem?

Kebs: Na pewno to przyspiesza ten zupełnie początkowy etap, bo my od razu mówimy o tym co się powinno robić a czego nie. Muzyka rządzi się swoimi prawami i kiedy chcesz je łamać to najpierw powinieneś je poznać. A takie osoby, które czerpią wiedzę tylko z internetu, często starają się wyważyć drzwi, które już ktoś dawno otworzył i mogliby ten czas poświęcić na coś innego.

Muzyka rządzi się swoimi prawami i kiedy chcesz je łamać to najpierw powinieneś je poznać. (Kebs)



Obaj jesteście kojarzeni raczej z klasycznymi hiphopowymi produkcjami, nie macie problemu kiedy przychodzi do was ktoś kto chce miksować industrialne techno?

Falcon: Nie mamy z tym żadnego problemu. W życiu grałem już naprawdę różne rzeczy, więc zarówno wykręcona elektronika jak i uliczny rap nie mają przede mną tajemnic - i też ciągle staram się żeby tak było. Nas obu najbardziej interesuje ten techniczny aspekt - że ambient gra się tak, że można przejść z utworu w utwór w zasadzie bez przejścia, a house gra się inaczej… To jest nasza zajawka. I czasami oczywiście trzeba odrobić zadanie domowe i zainteresować się czymś nowym, ale muzyczny świat jest tak ogromny, że nie da się poznać wszystkich jego obszarów. Można jednak próbować.
Kebs: Taką naszą pracą domową są miksy, które wysyłają nam nasi uczniowie jako swoje inspiracje. Tam pojawiają się tematy, których nie znamy lub które nie są nam do końca bliskie ale potrafimy znaleźć w nich coś interesującego.
Falcon: Bo my też słuchamy tej muzyki nieco inaczej - nie patrzymy tylko czy jest ona fajna czy nie ale myślimy o tym jak jest zbudowana i o co w niej chodzi. To inna perspektywa.

W historii DJ-ingu jest całkiem sporo ciekawych przypadków, gdzie DJ z technicznym zasobem umiejętności kojarzonym z jednym gatunkiem brał się za inny, jak np. DJ’e hiphopowi miksujący techno, czy house’owi selektorzy biorący się za dub.

Kebs: To wręcz powinno mieć już swoją nazwę, taki switch na inny gatunek. Bo też często wychodzą z tego bardzo ciekawe rzeczy. A-Trak – na przykład - turntablista związany przez lata z rapem przesiadł się w pewnym momencie na elektronikę i to z dużym powodzeniem.
Falcon: To się miksuje cały czas. Bo też skąd wziął się hip hop? Stąd, że DJ-e z Jamajki zaczęli miksować funk na swój, zupełnie nowy sposób. I takie miksy wydarzają się co chwilę. Zajawka turntablistyczna pozwala być na tyle obczajonym technicznie i sprzętowo, że można grać kilka różnych styli i ten open format w DJ-ingu trwa już swoje lata. I dzięki temu też wciąż powstają nowe gatunki. Dziś już elektronika zupełnie wymieszała się z hip-hopem, a trapowe patenty nikogo już nie dziwią nawet w popowych numerach.

fot. Bartosz Bajerski


Wy też na pewno macie swój styl, który w trakcie zajęć musicie odstawić na bok.

Falcon: Absolutnie. Na zajęciach zajmujemy się tylko tą osobą, która do nas przychodzi. Staramy się sprzedać jej całą naszą wiedzę, ale też od razu uporządkować jej to w głowie - nie wkładać od razu nie wiadomo ile i nakierunkować na dalszy rozwój. Niektórzy uczą się absolutnych podstaw przez cały kurs, a inni od początku ogarniają już naprawdę sporo. I dlatego też z każdym pracujemy indywidualnie.
Kebs: Ale przychodzą też takie momenty, że trzeba kogoś zainspirować - pokazać mu jak można to zrobić, żeby zobaczył do czego to wszystko prowadzi. I wtedy zwykle prezentujemy coś co na pewno jest naznaczone tym naszym stylem ale jednocześnie pokazuje to, że to wszystko jest możliwe i… wcale nie tak bardzo skomplikowane.

Dużo mówicie o indywidualnym podejściu do ucznia, ale prowadzicie też kursy grupowe, prawda?

Kebs: Aktualnie z nich zrezygnowaliśmy. W grupie ciężko jest zapanować nad tym wszystkim o czym mówił przed chwilą Paweł, ustalić jeden poziom dla wszystkich. Każdy jest inny i każdemu trzeba poświęcić odpowiednią ilość czasu, kontrolować to, co robi żeby ten kurs miał sens. I 1 na 1 jest jednak zawsze najlepiej.

Jeśli chodzi o metodologię, to macie opracowany pewien program, którego się trzymacie?

Kebs: Mamy zarys tego, czego uczymy na kursie - listę zagadnień, które na pewno zawsze się pojawią ale czasowo wygląda to bardzo różnie, bo każdy jest inny i bywa tak, że na pierwszym spotkaniu ktoś ogarnia już całość sprzętu i idziemy dalej w kierunku bardziej zaawansowanych technik, a zdarza się i tak, że przez 4 zajęcia rozpracowujemy same narzędzia. Myślę, że wypracowaliśmy sobie pewien model nauczania - pierwsze zajęcia zawsze wglądają tak samo - słuchamy czyichś inspiracji i tworzymy setlistę przyszłego miksu, później w połowie kursu nagrywamy sety, żeby można było się do nich odnieść na końcu, i na końcu właśnie nagrywamy finalną wersję tego miksu. A więc są elementy, które powtarzają się u wszystkich ale nie ma czegoś takiego jak podręcznik, którego się bezrefleksyjnie trzymamy.
Falcon: Każdy kurs wygląda inaczej ale jego efektem zawsze jest set, który może być taką pierwszą wizytówką naszego ucznia - może go wysłać do klubu czy jakiegoś promotora i zaproponować swoją osobę. Bo też często jak gadamy z kursantami, to instruujemy ludzi co powinni robić dalej jeśli wiążą z tym fachem swoją przyszłość, poruszamy kwestie marketingowe i mówimy o tym co znaczy być DJ-em w roku 2017, bo dziś poza samym DJ-ingiem trzeba pełnić jeszcze z 5 różnych funkcji. Ale podstawą jest zawsze muzyka - człowiek musi przestać patrzeć na nią pod kątem tego czy jest fajna czy nie, a zacząć myśleć o tym jak jest zbudowana i jak może to wykorzystać w swoim miksie.

Fach DJ-ski wiąże się w dużym stopniu ze znajomością sprzętu na którym się pracuje. Jest wielu DJ-i, którzy nie wyobrażają sobie grania z niczego innego niż Technicsy, ale są też tacy, którzy szukają nowszych rozwiązań. Jak wygląda w tym aspekcie wasza oferta?

Falcon: Musimy dysponować bardzo różnym sprzętem, żeby odpowiadać na zapotrzebowanie naszych potencjalnych uczniów. Mamy Technicsy 1210, które są klasycznymi gramofonami o dobrej sile ciągu silnika i da się na nich zrobić bardzo wiele różnych rzeczy, ale mamy też nowsze gramofony o większej sile silnika, które mogą się bardziej spodobać niektórym przyszłym turntablistom. Miksery jakimi dysponujemy też są najnowsze na rynku. I mamy też trochę historycznych innych sprzętów.
Kebs: Bo oprócz tej zajawki muzycznej DJ powinien mieć też dryg sprzętowy - musi się interesować tym, co jest aktualnie na rynku i jakie są możliwości danego sprzętu. Sami tak mamy i staramy się cały czas korzystać z nowych rzeczy.

I sprzęt również dobieracie według tych pierwszych ustaleń stylistycznych? Bo przyjęło się myśleć, że dla DJ-i zajmujących się muzyką klubową będą to zapewne Pioneery, a dla fanów hip-hopu Rane’y czy Vestaxy.

Falcon: To się bez przerwy zmienia, rynek jest bardzo dynamiczny. Vestax jako firma już przecież nie istnieje, został sprzedany, Rane tak samo - w zeszłym roku kupiła go firma inMusic do której też należą Denon, Numark czy M-Audio. A w międzyczasie też cały czas pojawiają się nowe marki jak choćby włoskie Mixars, które zostało stworzone przed DJ-i, co też jest ciekawe. Cały czas trzeba być z tym na bieżąco. Bo nie ma już takich stereotypów sprzętowych jak były kiedyś - że Vestax to hip-hop a Pioneer to house, bo Pioneer w tym momencie idzie po lwią część rynku i wypuścił dwukanałowy mikser S9, który szturmem zdobył tysiące klientów. My się natomiast z tego wszystkiego cieszymy, bo cały czas wychodzą nowe, fajne sprzęty, które pokazują jak to wszystko żyje.
Kebs: Mamy tu w Spinlabie spory asortyment sprzętu i na ogół jest to sprzęt, który możesz spotkać w klubie. Nie uczymy się na imitacjach, tylko na dokładnie na tych maszynach z którymi później nasi kursanci mogą mieć do czynienia - czy to jest mikser Pioneer 800, czy CDJ’e tej samej firmy, czy gramofony Technics 1210. Mamy też sprzęt typowy dla battle DJ-i czy turntablistów, a także osób grających inne gatunki. Mamy kontrolery, które cieszą się ostatnio dużym zainteresowaniem i są też ważnym elementem popularyzacji DJ-ingu. A techniki miksowania na nich też są nieco inne niż na gramofonach czy CD-playerach.

Jaka jest ta różnica?

Kebs: CD-playery mają więcej funkcji jako same playery, natomiast kontrolery są jednocześnie mikserami i źródłami software’owych efektów co sprawia, że można te efekty inaczej łączyć - można choćby nakładać trzy naraz, co na mikserach na przykład długo nie było w ogóle możliwe. Kontrolery mają też zwykle skróty do cue pointów, co jest mocno związane z oprogramowaniem, bo też te nowe CD-playery też to zwykle mają ale nie zawsze to działa. Pewnie też dlatego, że Pioneer aktualnie promuje mocno swojego Record-Boxa, który jest alternatywą dla najbardziej popularnych systemów takich jak Traktor i Serato.



Ludzie zwykle wiedzą na czym chcą pracować - że ja na przykład chcę opanować gramofony i serato?

Kebs: Zwykle wiedzą, ale często też te pierwsze preferencje zmieniają im się w trakcie trwania kursu - ktoś zaczyna na płytach CD a kończy na gramofonach, bo okazuje się, że bardziej mu pasuje ta płyta winylowa a wcześniej nie miał z nią styczności.
Falcon: Tak, wiele osób przychodzi i tak naprawdę nie wie co do końca ich interesuje. Najczęściej więc zaczynają od kontrolera bo jest najtańszy.
Kebs: Ten wybór też nie jest aż tak bardzo szeroki bo są właściwie trzy opcje - winyl, CD, kontroler i jeszcze ewentualnie czwartą może być komputer. A wiele osób przekonuje się do kontrolerów, bo to jest w zasadzie wszystko w jednym.

Takim stereotypowym podejściem o którym myśli wiele osób jest też to, że „prawdziwy” DJ powinien zacząć od miksowania dwóch płyt winylowych na prostym dwukanałowym mikserze.

Falcon: Trochę tak jest, ale to też było dobre jak sprzęt był mocno ograniczony i nie było innej drogi. A teraz mamy 2017 rok i tego sprzętu jest multum, więc bylibyśmy ciężkimi idiotami gdybyśmy wpajali naszym kursantom, że nie mogą zostać DJ-ami, dopóki nie wezmą tych dwóch winyli i ich nie zmiksują ze sobą.
Kebs: Ale też mamy taki zestaw płyt, które są gotowe do tego, żeby w każdym momencie można było zobaczyć jak zgrywa się je na gramofonach bez komputera. To dobre ćwiczenie.
Falcon: Nie uczymy patrzenia w komputer, tylko słuchania i świadomości tego co się robi.

Ten związek oka i ucha, który w takim stereotypowym myśleniu ułatwił DJ-ing, pozwale też chyba na zupełnie nowe rozwiązania?

Kebs: Zdecydowanie, tym bardziej, że większość sprzętu jest dzisiaj wyposażona w synchronizację. Każdy kontroler ma funkcje sync i są osoby, które korzystają z tego w tak kreatywny sposób, że nie można im zarzucić, że robią coś nie tak. Z drugiej strony jednak  jest multum przykładów na to, że trzeba sobie dobrze przygotować bibliotekę, żeby korzystać z tej funkcji, wymaga to wiedzy o budowie utworu. Bo komputer wielokrotnie się myli i trzeba umieć wychwycić te błędy.

Czemu komputery się mylą?

Kebs: Wynika to z algorytmu, który bada numer pod kątem transjentów, najgłośniejszych punktów perkusji. A jeżeli muzyka na której pracujemy nie ma takiej charakterystyki bądź jest plamą dźwiękową, która też ma swój rytm, komputer już sobie z tym nie radzi i najlepiej jest samemu policzyć tempo ręcznie wystukując rytm. Najczęściej jednak borykamy się z tym, że kawałki, które przynoszą ludzie to są numery wycinane z miksów i dzieją się w nich różne dziwne rzeczy. Dbamy więc też o to aby jakość utworów granych przez naszych kursantów spełniała wymogi klubu. Bo też częstym pytaniem na które odpowiadamy jest to skąd brać muzykę w internecie.
Falcon: Tak, skąd brać dobrą. W dzisiejszych czasach ludzie często rippują teledyski z YouTuba, gdzie dźwięk jest już na wstępie skompresowany i nawet jeśli zrobi się to w najlepszej jakości, to i tak ten utwór nigdy nie będzie brzmiał jak oryginał. A ludzie w ogóle nie mają tej świadomości. Podstawą jest więc korzystanie ze sprawdzonych, legalnych źródeł, bo wtedy wiadomo, że ten plik to rzeczywiście ta muzyka o którą chodzi. My mamy tu odsłuchy studyjne i subwoofer, więc kiedy przynosi ktoś zrippowany kawałek, to puszczamy go a później oryginał i to dopiero uświadamia ludziom o co w tym chodzi. A jeśli ta różnica u nas jest tak ogromna, wystarczy sobie wyobrazić jak będzie na porządnym, klubowym nagłośnieniu.

Poza kursem miksu prowadzicie również zajęcia ze skreczu. To rozdzielne zajęcia.

Falcon: Tak, miksowanie i podstawy DJ-ingu to zwykle 10-12 godzin - to wystarcza żeby złapać o co w tym chodzi, a później trzeba to oczywiście ćwiczyć we własnym zakresie, to umiejętność którą polerujesz. Jeśli natomiast chodzi o skreczing, to jest z nim tak jak z graniem na każdym innym instrumencie - wciąż uczysz się nowych rzeczy i ta droga nigdy się nie kończy jeśli już na nią wejdziesz. Kiedy wiec udzielamy komuś rad dotyczących turntablismu, to zwykle ludzie przychodzą na kilka zajęć, a później widzimy się po dłuższym czasie w którym oni ćwiczą i robią jakiś progres. Bo podstawy my im oczywiście możemy zaprezentować, ale nad skreczowaniem trzeba się jednak dużo bardziej pochylić samemu, wciąż ćwiczyć nowe techniki i szlifować już poznane. A z miksowaniem jest tak, że jeśli zrozumiesz zasady nim rządzące, to później już tylko budujesz swoją bibliotekę i… grasz. To zajmuje zdecydowanie mniej czasu.

Jeśli natomiast chodzi o skreczing, to jest z nim tak jak z graniem na każdym innym instrumencie - wciąż uczysz się nowych rzeczy i ta droga nigdy się nie kończy jeśli już na nią wejdziesz. (Falcon 1)


A w kursach miksu pojawiają się elementy skreczu?

Falcon: To wszystko zależy od człowieka, ale tak, często się pojawiają. I zdarza się też tak, że ludzie wykupują później drugi kurs, turntablistyczny. Dlatego też działamy z każdym indywidualnie, każdy jest inny.

Do tego prowadzicie też zajęcia z produkcji.

Falcon: Tak, choć na razie są to tylko podstawy. Ale wciąż ciśniemy ten temat i jesteśmy w tym coraz lepsi. Często są to też zagadnienia produkcyjne ale związane z DJ-ingiem, bo to się dzisiaj wszystko łączy - pojęcia zarezerwowane dotąd tylko dla produkcji pojawiają się w DJ-ingu i odwrotnie. Działamy na Abletonie i głównie zajmujemy się tym jak zrobić taki podstawowy bit, jak zrobić edit, jak dorzucić coś do kawałka. A w Abletonie dodatkowo każdą z tych rzeczy można zrobić na 10 różnych sposobów.
Kebs: I Ableton też bardzo dobrze współpracuje z programami DJ-skimi takimi jak Serato, więc można rozszerzyć funkcjonalność oprogramowania DJ-skiego właśnie o Live’a. Chcemy się teraz na tym skupić, bo to daje właściwie nieograniczone możliwości.

Przychodzą do was czasami producenci, którzy by chcieli grać swoje rzeczy na żywo właśnie pod postacią setów DJ-skich?

Falcon: Jak najbardziej, to jest ogólny trend - producenci są dziś chyba najbardziej znanymi DJ-ami, więc często przychodzą do nas ludzie, którzy robią swoją muzykę i chcieliby zacząć grać imprezy.
Kebs: Zdarza się też, że przygotowujemy ludzi pod kątem jakichś konkretnych, specjalnych akcji - jak na przykład raperzy grali swoje DJ-sety podczas jednego cyklu imprez w Warszawie to wpadali zwykle podszkolić się w tym jak to robić.

Wspominaliście, że bycie DJ-em dzisiaj, to dużo więcej niż tylko miksowanie muzyki. Co jeszcze składa się na warsztat DJ’a w roku 2017?

Falcon: Grafika komputerowa, social media, produkcja i montaż wideo, logistyka, transport, PR, produkcja muzyki i szukanie płyt. A czasem się jeszcze zdarza, że ktoś ma do tego rodzinę. Bo kiedyś DJ siedział całe dnie w sklepach muzycznych, wyszukiwał płyty, a potem je miksował i dostawał za to dużo więcej pieniędzy niż teraz, mógł sobie spokojnie żyć. Dziś jednak trzeba się starać dużo intensywniej. Dzisiejszy DJ-ing to prawdziwy full time job i nie różni się niczym od „normalnej” pracy od rana do wieczora.
Kebs: I jeszcze musisz dbać o zdrowie żeby po całym tygodniu pracy zagrać te 2 czy 3 imprezy w weekend.



I do tego dochodzi jeszcze ta biegłość sprzętowa, bycie wciąż na bieżąco z nowinkami co wy robicie po części ze względu na szkołę którą prowadzicie, ale też pewnie i we własnym zakresie.

Falcon: Ja przechodzę różne etapy, bo teraz na przykład mam sporą zajawkę na sprawdzanie starszych gratów, ale tak - ogólnie jaramy się sprzętem. Większość ludzi w tym fachu tak ma, bo DJ-e to gadżeciarze. Jak wychodzi coś fajnego, to każdy chce to mieć lub chociaż spróbować jak działa.
Kebs: Kiedyś producent sprzętu narzucał to w jaki sposób wyglądało dane urządzenie, a dziś środowisko wymaga pewnych rozwiązań i jest w stanie odwrócić się od jakiejś marki, bo ktoś inny zrobił mikser który zaspokaja ich potrzeby. Tak było choćby z modelem Sixty-Two Rane’a na który przesiedli się w zasadzie wszyscy. Jednak kilka lat później Pioneer nadrobił zaległości, wypuścił model S9 i wszyscy do niego wrócili. Bo miał to samo co tamten, a do tego był lepiej przystosowany.
Falcon: Był zaprojektowany przez DJ-ów. I często jest też tak, że jak wychodzi nowy sprzęt i zdobywa popularność, to bardzo szybko zaczyna go brakować na rynku. Wychodzi nowy Pioneer, na rynku pojawia się 500 sztuk i wszyscy od razu go kupują, a na kolejny rzut trzeba czekać 4 miesiące. A to też nie jest tani sprzęt i w ogóle tania zabawa, bo tak jak kiedyś ktoś powiedział - dobry turntablista, jak dobry gitarzysta ma tych mikserów kilka i każdy służy mu do czego innego. Ten jest w studiu, ten w domu, ten do słuchania, ten do skreczowania… Sam mam trzy lub cztery.

Bywa też tak, że pewne drogi są sprawdzane jak na przykład Bridge pomiędzy Serato a Abletonem i środowisko weryfikuje przydatność takiego rozwiązania.

Kebs: Dokładnie, dzisiaj to ludzie decydują, który patent się przyjmie, a który nie. Bo komuś na przykład gra się wygodniej jak ma coś podpięte na jacku z zewnątrz i to wymaga od producenta rozwinięcia danej technologii. Ten Bridge na przykład o którym wspominałeś przez lata nie był rozwijany, a teraz wrócił w formie funkcji Link i choć jest wygodniejszy w obsłudze, to ma połowę tych funkcji co jego poprzednia wersja.

Są pewnie też i takie osoby, wolą te poprzednie wersje.

Kebs: Oczywiście i tęsknią za nią, bo ona jest dostępna tylko w poprzednim oprogramowaniu, które nie jest już supportowane. Nie ma może tych ludzi zbyt wielu ale są i dalej korzystają z tych starszych wersji. Swego czasu Vestax wypuszczał różne nowatorskie rozwiązania i jest wielu amatorów tych sprzętów, ludzi, którzy stali się mistrzami tego konkretnego modelu, jak Faderbox czy QFO.

fot. Bartosz Bajerski

To ciekawe, bo kiedyś wszyscy grali na Vestaxach i Technicsach i ich kreatywność objawiała się w ich niestandardowym użyciu, a dziś ta oryginalność zasadzać się może na wykorzystywaniu jakiejś mało popularnej funkcji danego sprzętu.

Kebs: Tak, dziś ten wachlarz możliwości jest tak szeroki, że można zbudować swój setup totalnie pod swoje preferencje. I to sprzęt często współtworzy twoje brzmienie. Ale też większość tych możliwości daje Ableton i tak naprawdę można zbudować swój setup wokół Serato i miksera z podpiętym Live’m. Można wtedy zagrać i live act, i koncert z raperem, i koncert z orkiestrą - tych możliwości jest naprawdę multum. Dlatego dobrze jest poznać chociaż jeden soft tak naprawdę dogłębnie, a nie obstawić się sprzętem i o każdym wiedzieć tylko trochę. Choć też wiem jak trudne może być dzisiaj wybranie tego najlepszego rozwiązania. Jest tak dużo możliwości, że jak ktoś jest kompletnie zielony w temacie, to szybko się w tym gubi. I dlatego też służymy pomocą i w tym aspekcie - sporo osób pyta nas na FB jaki wybrać sprzęt.

Co też wiąże się z tym, że kiedyś na sprzęt zbierali pieniądze tylko prawdziwi pasjonaci, a dziś niektóre rozwiązania są na tyle tanie, że niektórzy kupują sobie kontroler, żeby mieć nowe hobby - zamiast grania na PlayStation - miksują sobie po pracy muzykę.

Falcon: Dokładnie. DJ-ing stał się tak popularnym zajęciem przez dostępność sprzętu.
Kebs: Bo też jedni chodzą na siłownię czy kurs gotowania a inni mają zajawkę na miksowanie muzyki. Poznają nas, przychodzą na nasze imprezy i tworzy się wokół tego cała społeczność. To nas zachęca do tego, żeby to kontynuować, żeby podkręcać ten ogień co tli się w ludziach po zajęciach.

A ile osób przewinęło się przez Spinlab przez lata waszej działalności?

Falcon: Nigdy nie robiliśmy statystyk, ale na pewno przeszło setka.
Kebs: I myślę, że ten rok znacznie podbije ten wynik, bo w ostatnim czasie przychodzi do nas bardzo dużo ludzi.

Zdarza się, że spotykacie później swoich kursantów za DJ-ką? Wielu z nich się profesjonalizuje?

Kebs: Zwykle takich ludzi można wyłapać od razu na zajęciach. Bo my nie dajemy gotowych rozwiązań ale często dajemy możliwość zagrania pierwszej imprezy przy okazji jakiegoś wydarzenia w które sami jesteśmy zaangażowani.
Falcon: Bo tu też dużo zależy od pewnej obrotności, która jest bardzo ważna szczególnie na początku. Trzeba umieć się zakręcić. I jest już parę osób, które ukończyły kursy w Spinlabie, a teraz sobie świetnie radzą sobie na rynku.