Więcej...
Studio za kratami
Studio za kratami

Każdy kto czytał "Mury Hebronu" Stasiuka, "Kryminalistę" Głębskiego czy nawet kilka pozycji Mroza, dość jednoznacznie kojarzy więzienie, znane oficjalnie pod nazwą placówki penitencjarnej, z miejscem nieszczególnie inspirującym artystycznie.

Rozmowa
Tomasz Wróblewski
2018-10-02
www.sw.gov.pl

Choć najnowsze badania środowisk więziennych wyraźnie wskazują na zmniejszające się oddziaływanie subkultury grypserskiej na życie za murami, to jednak faktem jest, że obowiązują tam zupełnie inne zależności niż te, które znamy z codziennego życia „na wolce”. Do więzień jako osadzeni bardzo rzadko trafiają osoby bez skazy, respektujące wszystkie zasady obowiązującego prawa. To ludzie, którzy w jakiś sposób naruszyli przyjęty ład społeczny – czasem w mniejszy, a czasem zupełnie niewyobrażalny. Kara pozbawienia wolności, jaką im wymierzono wyrokiem sądowym, ma ich nie tylko wykluczyć na jakiś czas ze społeczeństwa, ale też sprawić, by przynajmniej spróbowali wykorzystać ten czas na tzw. resocjalizację.

I tu pojawia się poważny problem. W takich krajach, jak np. Szwecja, więzienia dla osób z krótkimi wyrokami, które popełniły drobne przestępstwa, przypominają wręcz domy sanatoryjne. Polskie więziennictwo przechodziło reformę w latach 60. minionego stulecia i od tamtego czasu w zasadach jego funkcjonowania zmieniło się niewiele. W swojej dziennikarskiej karierze miałem kilka kontaktów z osadzonymi, którzy przed pobytem w więzieniu byli muzykami, realizatorami czy też nagrywanie muzyki traktowali jako hobby. Zazwyczaj prosili mnie o pomoc w różnych drobnych sprawach, niekiedy też przysyłając do oceny własne prace. Tym razem zadzwoniono do mnie z prośbą o zaprezentowanie czegoś, co ma szansę być ewenementem na skalę światową. Piszę to z pełną odpowiedzialnością, bo z różnymi rzeczami miałem do czynienia (np. z profesjonalnym studiem nagrań w samym środku Zimbabwe, prowadzonym przez jeżdżących na motorach polskich misjonarzy).

Okazuje się jednak, że łatwiej jest zorganizować studio nagrań w Bulawayo (sprawdźcie „P3 Studio Zimbabwe”) niż we Włocławku. Tym bardziej, że tym miejscem na Kujawach jest Zakład Karny. Gdy z przysługującego mu raz na jakiś czas telefonu zadzwonił do mnie Andrzej Rak, który zaczął opowiadać o tym, że za kratami funkcjonuje całkiem sprawne studio nagrań, a do tego ma ono pełne wsparcie kierownictwa placówki, to przyznam, że z początku nie wierzyłem. Otrzymałem jednak kontakt do przedstawiciela Służby Więziennej w tejże placówce, który zajmował się studiem. Jak się okazało, nie tylko studiem. I dzięki temu możecie się dowiedzieć, jak wygląda bodajże jedyne studio nagrań na świecie w czynnym i funkcjonującym zakładzie karnym.

Z pasji do muzyki

Obowiązki wychowawcy pełni tam Tomasz Seroczyński i to on właśnie był siłą napędową całego przedsięwzięcia. Zanim został funkcjonariuszem SW był didżejem. We włocławskim więzieniu pracował wcześniej jego nieżyjący już ojciec Ryszard Seroczyński, były nauczyciel, wykazując się nieprzeciętnym podejściem do resocjalizacji osób skazanych. Z jego inicjatywy w ZK założono Więzienny Klub Literacki Bartnicka 10, który ma na swoim koncie już kilkanaście wydanych pozycji książkowych. Obecnie zajmuje się tym jego syn. - Na swojej drodze zawodowej w pewnym momencie znalazłem przychylnych mi ludzi – mówi Tomasz Seroczyński – Ppłk. Marek Operman, emerytowany już dyrektor Zakładu Karnego we Włocławku, rozumiał moją wizję stworzenia w zakładzie karnym czegoś innowacyjnego. Czegoś, co będzie inne niż szara więzienna rzeczywistość. Tak powstał pomysł na jedyne na świecie studio nagrań w więzieniu.

„Zanim został funkcjonariuszem SW Tomasz Seroczyński był didżejem i to on właśnie jest siłą napędową całego przedsięwzięcia” (fot. www.sw.gov.pl)

Nie jest to miejsce, które pod względem adaptacji akustycznej czy wyposażenia może się równać z profesjonalnymi obiektami tego typu, ale i tak, jak na te warunki, jest doskonale wyposażone. Funkcjonując w ramach więziennego radiowęzła składa się z czterech pomieszczeń – reżyserki, montażowni, kabiny wokalnej i stanowiska edytorskiego. Istnieje tu możliwość dokonywania nagrań instrumentalnych – dostępna jest gitara, keyboard a także cyfrowa perkusja. Seroczyński - Część sprzętu jest moją prywatną własnością. Zamiast kurzyć się w domu, tutaj mogą żyć. Jest rzeczą oczywistą, że ze względu na specyfikę miejsca studio w zakładzie karnym nie może funkcjonować tak jak każde inne. Jak mówi Tomasz Seroczyński - Na co dzień ze studia korzystają osadzeni w ramach projektów resocjalizacyjnych, jednak zdarzają się wizyty osób z zewnątrz – artystów, amatorów, ludzi powiązanych z muzyką. Organizujemy też koncerty dla osadzonych. Z rozpowszechnianiem muzyki, która tam powstaje jest jednak problem - Ze względu na brak możliwości prawnej uzewnętrzniania twórczości osadzonych, prace pozostają za więziennym murem. Są udostępniane jedynie w kanale radiowym i telewizyjnym, który także założyłem na potrzeby artystyczne w zakładzie karnym – mówi Tomasz Seroczyński.

Studio jest otwarte na każdy rodzaj muzyki, ale ci osadzeni, którzy mają możliwość w nim nagrywać – bo należy dodać, że nie każdy z nich może to robić – tworzy hip-hop. W powszechnym przekonaniu w więzieniach powstają smętne ballady lub piosenki o przesadnie frywolnej tematyce, ale okazuje się, że tak nie jest. I nic dziwnego – obecnie to hip-hop przejął od bluesa rolę artystycznego nośnika dla osób w ten czy inny sposób wykluczonych. Kto pracuje w studiu włocławskiego więzienia? - Studio nagrań skupia ludzi, którzy chcą się zmienić, którzy chcą zmian w swoim życiu i chcą się rozwijać. Mur i kraty nie definiują człowieka na płaszczyźnie artystycznej. Moje studio ma być miejscem, gdzie ekspresja daje wolność. To jedyne miejsce w zakładzie karnym, które czyni tych ludzi wolnymi – mówi Tomasz Seroczyński. Odważne i bardzo odległe od schematu słowa, jak na przedstawiciela Służby Więziennej. Więzienne studio mogłoby być specyficznym i w pewnym sensie pociągającym dla niektórych artystów miejscem do nagrywania. Czy są zatem jakieś plany jego komercjalizacji? - Ze względów formalnych nigdy nie będzie to projekt komercyjny – mówi Seroczyński. - Zresztą nigdy bym na to nie pozwolił – to ma służyć ludziom tu przebywającym i pomaga im w procesie naprawczym, w niwelowaniu deficytów, z którymi trafiają za więzienny mur; poprzez muzykę właśnie.

Tam, gdzie cię posadzono

Twórca więziennego studia, Tomasz Seroczyński, od 1 sierpnia decyzją dyrektora nie jest już za nie formalnie odpowiedzialny i – jak do tej pory – nikt nie chce kontynuować rozpoczętych przez niego prac. Seroczyński jest jednak dobrej myśli - Zgodnie z zasadą, rozkwitaj tam, gdzie cię posadzono, zamierzam kontynuować pracę z osadzonymi poza obszarem moich obowiązków w czasie wolnym. Widzę w tych ludziach zmianę, progres w ich zachowaniu i potencjał. Nie każdy człowiek przebywający za więziennym murem jest skreślony dla społeczeństwa. Pamiętajmy, że ci ludzie kiedyś opuszczą zakład karny, a ja chcę ich nauczyć żyć zgodnie z prawem i akceptacją społeczną, by nigdy za ten mur nie wrócili.

Rzec by można, że to niczym nie uzasadniony idealizm i do tego w czasach, kiedy tendencje społeczne i polityczne nie sprzyjają takiemu myśleniu. Postanowiłem więc porozmawiać z samymi osadzonymi, którzy funkcjonują w studiu za kratami. Nie było to łatwe, bo to nie Szwecja, więzienie to nie sanatorium, a osadzeni nie są wzorem cnót. Grypsy nie wchodziły w grę, więc musiałem skorzystać z telefonu. Umawialiśmy się z Andrzejem Rakiem na dzień i godzinę kontaktu, a gdy doszło już do wymiany plików graficznych i tekstowych, skorzystaliśmy z pośrednictwa nieocenionego Tomasza Seroczyńskiego. Wszystko zatem odbyło się w pełni legalnie, choć nie bez przeszkód. Więzienie rządzi się swoimi prawami – raz czy dwa kontakt się urywał z powodów, o których nie ma sensu tu rozprawiać. Niemniej Andrzej Rak i Dawid Gawłowski odpowiedzieli na kilka moich pytań. W miarę możliwości staraliśmy się nie edytować ich wypowiedzi.

Deep Things & Chemical Reaction

W jaki sposób znaleźliście się w radiowęźle, a potem w więziennym studiu?

Dawid Gawłowski: Moja współpraca z radiowęzłem zaczęła się trzy lata temu. Wtedy przeniosłem się z pracy w kuchni, gdzie byłem kucharzem i mogłem tu kontynuować swoją pasję, jaką jest muzyka. Krótko po zatrudnieniu się w radiowęźle mój kierownik Tomasz Seroczyński zaproponował mi, abym stworzył własną audycję radiową, ponieważ opowiadałem mu o moich zainteresowaniach. Audycje prowadzę do dnia dzisiejszego, grając na kontrolerze w każdą sobotę muzykę elektroniczną dla osadzonych poprzez radiowęzeł. Każdy osadzony o godzinie 19.00 może przez godzinę posłuchać mojego miksu. Tak mijały miesiące aż do grudnia 2017 roku, kiedy poznałem Andrzeja. Robiliśmy akcję pod tytułem życzenia dla bliskich – osadzeni mogli przyjść i nagrać życzenia świąteczne dla swoich bliskich i rodziny. Wtedy podczas nagrań rozmawialiśmy krótko, ale na temat, mianowicie o muzyce i naszych zainteresowaniach – wspólnych, jak się okazało. Później pomogłem mu dostać się do naszego radiowęzła.

Andrzej Rak: W moim wypadku było to totalnie spontaniczne spotkanie. Przyjechałem do ZK we Włocławku w listopadzie 2017 i, tak jak mówił Dawid, w grudniu zapisałem się na nagrywanie życzeń w formie cyfrowej. Pomyślałem, że to ciekawy pomysł na życzenia dla bliskich. Wtedy właśnie zobaczyłem cały ten sprzęt i szybko skalkulowałem jego możliwości. Tam także poznałem Dawida. Słyszałem, że w radiowęźle jest studio, ale nie spodziewałem się czegoś takiego. Po czterech latach spędzonych za murami więzienia możliwość powrotu do produkcji muzyki była miodem na moje serce. Po miesiącu udało mi się otrzymać zatrudnienie, więc przychodziłem codziennie. Cały ten czas każdy dzień spędzaliśmy na wspólnej produkcji wymieniając się doświadczeniami. Rak powstał pomysł na wydanie albumu. Zmieniłem pseudonim artystyczny z Rako Ex. Andy Revenge, pod którym grałem oraz tworzyłem będąc na wolności, na znak rozpoczęcia nowego etapu w życiu. Tak powstał skład Deep Things (Dawid Gawłowski) & Chemical Reaction (Andrzej Rak).

„Warto walczyć o marzenia pomimo sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy” (fot. www.sw.gov.pl)


Kto nagrywa w studiu, w którym – można tak powiedzieć – jesteście rezydentami?

DG: W radiu nagrywają różne osoby. Nie jest ich dużo, ponieważ do realizacji nagrania przez konkretnego osadzonego potrzebna jest indywidualna zgoda Dyrektora Zakładu Karnego. Przy produkcji muzycznej pracujemy wspólnie z Andrzejem. Zazwyczaj jest to hip-hop, ponieważ osadzeni na ten gatunek muzyczny są nastawieni. Nagrania odbywają się w ramach zajęć K.O. (kulturalno-oświatowych). Nasz kierownik prowadzi różne zajęcia K.O., np. z gry na konsoli DJ czy też z gry na bębnach djembe.

AR: Tworzymy z Dawidem podkłady muzyczne dla naszych hip-hopowców oraz zajmujemy się miksem, co pomaga chętnym w nagraniach rapowanych utworów. Korzystając z doświadczenia zdobytego jeszcze na wolności w profesjonalnych studiach nagraniowych staram się przekładać to na pracę w tym miejscu. Nie mielibyśmy także najmniejszego problemu, jeżeli chodziło by o nagrania instrumentalne, np. jeżeli osadzony grałby na gitarze oraz byłby wokalistą.

Jak przebiega proces nagrywania w studiu?

AR: Proces samego nagrywania najczęściej przebiega bez wyznaczenia podziału na konkretne role. Za sterami czasem zasiada Dawid, czasem zasiadam ja – wszystko zależy od weny, jak i dodatkowych zajęć do wykonania. Jeżeli chodzi o miks oraz mastering, bardzo często dochodzi między nami do poróżnienia, ale to tylko sprawia, że wyprodukowane przez nas numery są coraz lepsze. Pracując na wolności korzystałem z zupełnie innego setupu, a także innego DAW (Reason). Przychodząc do Zakładowego studia musiałem przestawić się na Abletona i zajęło mi to kilka miesięcy, lecz z pomocą Dawida nie było to wielkim problemem.

DG: Mamy osobną kabinę do nagrań oraz pomieszczenie realizatorskie. Osoba nagrywająca w kabinie jest widziana przez realizatora dzięki zamontowanej szybie pomiędzy pomieszczeniami. Wszystkie prace w studiu zostały wykonane przeze mnie oraz dwóch innych pracowników zatrudnionych w radiowęźle. Ja i Andrzej działamy w trochę inny sposób, ponieważ nie potrzebujemy dwóch pomieszczeń. Skupiamy się na muzyce elektronicznej. Do produkcji używamy Ableton Live, Launchpad S, dwóch monitorów bliskiego pola JBL LSR-305 oraz interfejsu M-Audio M-Track 2x2, dlatego też korzystamy tylko z pomieszczenia realizatorskiego. Do podziału pomiędzy strefami a także rozbiciem sygnału na pawilony mieszkalne (wykorzystywane do audycji na żywo) używamy miksera Behringer Xenyx Q1202.
 

fot. www.sw.gov.pl

 

Wyposażenie studia w zk Włocławek

DAW Ableton Live Suite 9
Kontroler Ableton Novation Launchad S
odsłuchy 4 monitory odsłuchowe JBL LSR305
Interfejsy M-Audio M-Track 2x2, Steinberg UR12
Miksery Behringer Xenyx Q 1202, Yamaha MW 12, Reloop Virtual DJ
Mikrofony Behringer B1 Phantom, C-1U USB
Inne elementy studia 50 paneli 50x50, słuchawki Pioneer HDJ 1500 komputer Intel i5-4590 (3,3 GHz, 4-rdzeniowy), ekran lektorski Thomson 19”, monitory wideo 22”, 19”

 

Kto może korzystać ze studia?

DG: Tak jak już wcześniej mówiliśmy, każdy może przyjść i nagrać, ale potrzebuje do tego zgody pana Dyrektora. Bez takiego zezwolenia takie nagranie jest niemożliwe. Zdarzało się też, że były u nas osoby z wolności. Jeden osadzony dostał pozwolenie na nagranie z profesjonalnymi raperami dobrze znanymi w Polsce. Z powodu braku zgody nie możemy podać ich pseudonimów, lecz możemy zdradzić, że byli to raperzy naprawdę z czołówki polskiego rapu.

Wiem, że stworzyliście własną płytę. Możecie powiedzieć coś więcej na ten temat?

AR: Nasza płyta ma być zwieńczeniem ośmiu miesięcy ciężkiej pracy, mojego doświadczenia oraz Dawida niesamowitej motywacji i samozaparcia. Chcemy udowodnić wszystkim, iż nieważne jest miejsce oraz sytuacja, w której się znaleźliśmy, zawsze jest czas na muzykę, jeżeli jest dla nas wszystkim. Tą płytą chcemy ukazać obraz tego, co czujemy przebywając w tym miejscu, ponieważ nie ma możliwości, aby codzienne życie w tym miejscu nie przeniosło się na naszą twórczość. Chcemy, by ludzie w tych utworach poczuli klimat tego miejsca, gdyż nie wszystkie utwory należą do radosnych.

DG: Nie zamykamy się na konkretne gatunki muzyczne, lecz płyta sygnowana jest z pewnością muzyką elektroniczną różnego kalibru. Obecnie mamy problem związany z przejęciem naszego projektu przez osoby z wolności. Tym samym cały czas poszukujemy wydawcy jak i managera, który umożliwiłby nam kontakt ze światem zewnętrznym, ponieważ sami nie jesteśmy w stanie nawet wysłać e-maila. Poczyniliśmy już pewne działania w celu naszej promocji. Szanowane osoby działające w branży muzycznej oceniły ten materiał jako dobry, co jest dla nas wyznacznikiem tego, iż nasza twórczość nie idzie na marne. Będzie to prawdopodobnie pierwsza płyta z muzyką elektroniczną wydana w zakładzie karnym w Europie, a może nawet i na świecie. Warto walczyć o marzenia pomimo sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy.

„To studio ma być miejscem, gdzie ekspresja daje wolność. To jedyne miejsce w zakładzie karnym, które czyni tych ludzi wolnymi” (fot. www.sw.gov.pl)

Jak funkcjonowanie studia i w studiu widziane jest przez innych osadzonych?

DG: Myślę, że inni osadzeni dobrze odbierają naszą pracę. My robimy to, co kochamy, a oni mogą słuchać nas w głośnikach w swoich celach mieszkalnych. Przy okazji chcemy wraz z Andrzejem podziękować naszemu kierownikowi Tomaszowi Seroczyńskiemu za motywację i wsparcie przy naszych projektach.

AR: Korzystając z okazji chciałbym szczerze podziękować za pomoc, której udzielił mi Artur Szczerbaniewicz, znany w branży muzycznej jako Toxic Noiz. Pomimo wszystkich przeciwności losu i problemów, przez które razem przeszliśmy, wciąż wspiera mnie i pomaga wrócić na prostą – Artur, dziękuję Ci z całego serca, że nie zwątpiłeś we mnie. Chcę, byś wiedział, że naprawdę wiele to dla mnie znaczy! Szczególne podziękowanie należą się także redaktorowi naczelnemu Estrada i Studio Tomaszowi Wróblewskiemu, który swoją ciężką pracą i zaangażowaniem doprowadził do powstania tego artykułu; pomimo tylko i wyłącznie kontaktu telefonicznego doprowadził sprawę wywiadu do końca. Dziękujemy!