Więcej...

5 z najbardziej niedocenianych instrumentów z lat 80-tych

11.05.2018  | Piotr Lenartowicz
5 z najbardziej niedocenianych instrumentów z lat 80-tych

Odrobinę na przekór codziennym informacjom o nowych instrumentach postanowiliśmy na moment zwolnić i cofnąć się do lat 80., kiedy to powstało wiele niedocenianych dzisiaj instrumentów.

Naszym przewodnikiem w tej swoistej podróży do przeszłości będzie doskonale wszystkim znany Maciej Polak z analogia.pl, który nieco przybliży możliwości jakie oferują te zapomniane narzędzia. Na początek jednak kilka uwag metodologicznych:

Naszego zestawienia nie należy traktować jako rankingu, ponieważ staram się wystrzegać takich arbitralnych kategorii. Trzeba pamiętać, że w całym tym „analogowym” świecie dużą rolę odgrywają mody oraz błędne przeświadczenia. Niejednokrotnie z niezrozumiałych dla mnie powodów ludzie „kręcą nosem” na dany instrument. Takim przykładem, który obrazuje tą sytuacje będzie JUNO-106 oraz Juno-106S, czyli wersja z głośnikami. Często słyszę, że przez głośniki instrument ten wygląda „nieprofesjonalnie”. Moim zdaniem są one przydatne przynajmniej z kilku powodów, np. można dzięki nim sprawdzić czy instrument gra w momencie w którym nie mamy podłączonego całego soundsystemu lub użyć ich do nagrań lo-fi. Mówię o tym, bo nie rozumiem sytuacji w której fakt, że coś się komuś nie podoba bierze górę nad praktycznością.

 

Maciej Polak (fot. Renata Dąbrowska)

A w zasadzie dlaczego dzisiaj warto poznawać takie stare instrumenty?

Żyjemy w czasach, kiedy każdy chce być oryginalny a potem okazuje, że muzyka jest bardzo homogeniczna i jednolita. Ludzie często szukają czegoś takiego jak przewagi konkurencyjnej czy też swojej unikalności i wydaje mi się, że takie instrumenty mogą to zapewnić. Warto czasem dać z siebie nieco więcej i poznać syntezatory, które pomimo upływu wielu lat pozostają nieodkryte.

1. Korg MS-20

Oczywiście w tym przypadku trudno mówić o jednoznacznie „niedocenionym” narzędziu, ponieważ ten instrument miał ogromny wpływ na to jak brzmi dzisiejsza muzyka. Praktyka pokazała mi jednak, że ludzie boją się używać w nim patchbay'a i to jest taka mocno niedoceniana strona tego syntezatora. Ja sam z dużym zdziwieniem oglądam czasem filmy na YouTube, gdzie pokazane jest jak osiągnąć ograniczoną duofonię. To była fajna sztuczka z użyciem „sample and hold”.

W MS-20 mamy również coś takiego jak konwerter sygnału zewnętrznego a więc możemy zamienić zewnętrzny sygnał monofoniczny na napięcie kontrolowane oscylatorami. Ten moduł nazywa się „pitch to voltage converter”. Oczywiście nie jest to urządzenie doskonałe a więc ten zabieg nie jest łatwy ale sądzę, że wiele osób zbyt łatwo zapomina o wszystkich możliwościach oferowanych przez MS-20.

2. Korg Poly 61

Tutaj mamy już do czynienia z instrumentem niedocenianym całościowo i mam nadzieję, że  w przyszłości się to zmieni. Korg Poly 61 to „gwiazda” lat 80. - można robić na nim fenomenalne „brudne” brzmienia rodem z tamtej epoki. Firma Korg w tamtym okresie bardzo dbała o brzmienie a ten instrument miał być rzekomo rozwinięciem czy też uaktualnieniem Korga PolySix. Od lat ludzie jednak nie przepadają za tym interfejsem w którym nie ma gałek ani suwaków a parametry wybiera się i moduluje wciskając odpowiednie przyciski (podobnie było np. w Korgu Poly 800). To oczywiście jest nieco niewygodne w porównaniu z obsługą instrumentów takich jak chociażby Korg MS-20, gdzie wszystko mamy na wierzchu. Jednak naprawdę można nauczyć się programowania takiego instrumentu bardzo szybko. 

Utrudniony interfejs oraz brak pamięci paradoksalnie owocuje tym, że poznajemy taki instrument dużo lepiej niż korzystając tylko z pamięci czy tzw. programowania „na małpę”, tak popularnego w przypadku instrumentów, które posiadają wszystko na wierzchu. Polecam Korga Poly 61 tym którzy szukają czegoś względnie niedrogiego a ciągle interesującego brzmieniowo.

3. Sequential Circuits Six Trak

Instrument w Polsce dość trudno osiągalny ale jednocześnie o dość przystępnej cenie. Zastosowano w nim układ scalony „synth on a chip CEM3394” a że jest to instrument sześciogłosowy to takich układów ma właśnie sześć. Cała „zabawa” polega na tym, że można tam wybrać ile głosów będzie grało daną barwę, więc jeżeli chcemy aby jedna barwa grała akord trzy dźwiękowy, kolejna podstawę basową a jeszcze inna linie monofoniczną to można to konfigurować w dowolny sposób.

To co mnie w nim zupełnie urzeka to fakt, że to taki fajny „szkicownik”. Jest tam sekwenser w którym wpisuje się w czasie rzeczywistym jakie barwy mają grać poszczególne partie. Trudno do końca powiedzieć mi na czym to polega ale ten syntezator ma ogromny „fun factor”. Inaczej niż np. w Poly 61 nie wybiera się parametrów „z palca” tylko służy do tego specjalna matryca. Z tego powodu zmiana wartości danego parametru przebiega nieco łatwiej niż w Poly 61, gdyż tutaj mamy przeznaczoną do tego gałkę. Sam instrument jest bardzo prosty w tym szkicowaniu utworów, choć oczywiście można tworzyć bardziej skomplikowane linie polifoniczne używając naraz sześciu różnych barw. Zważywszy na to, że mówimy o instrumencie do którego dostęp jest nietypowy to fajnie się to przekłada na sposób pracy, bo  jednak jest to nieco inne niż liniowe podejście do programowania, gdzie wgrywasz kolejne partie – tutaj odbywa się to bardziej pionowo.

Polecałbym go głównie z powodu interesującego brzmienia ale również dlatego, że w jakiś przedziwny sposób jego ograniczenia czynią go szalenie inspirującym instrumentem.

4. Korg DW-8000

Jest to przykład instrumentu, który zamiast oscylatorów sterowanych napięciem czy cyfrowo ma wgrane krótkie rodzaje fal. Z praktycznego punktu widzenia wydaje mi się, że są to samplowane instrumenty o odpowiedniej wartości harmonicznej, które później stanowią punkt wyjścia do zmiany przez stricte analogowy układ.

Ma on charakterystyczne, momentami nawet dosyć mocne brzmienie. W swoim czasie Korg umieścił w torze syntezy ciekawie brzmiący filtr a przez to, że sam instrument posiada też arpeggiator (ten charakterystyczny i bardzo przydatny joystick z modulatorem od filtra i wzmacniacza) czyni to z Korga DW-8000 niedrogi instrument z bardzo charakterystycznym brzmieniem.

Cały czas nie rozumiem czemu jest taki „nieuznany” i mało się o nim mówi. Korg w czasach przejścia analoga w cyfrę stworzył wiele instrumentów cyfrowych ale ciągle wyglądających jak analogowe. Takim innym przykładem będzie Korg DS-8 na którym moim zdaniem możemy nauczyć się syntezy FM w sposób prostszy niż na Yamaha DX7.

A skoro jesteśmy już w czasach rewolucji cyfrowej to warto wspomnieć o Korgu DSS-1. Wielki instrument w którym na pewno trzeba byłoby zainstalować współczesną stacje dysków, bo tam niestety wymagane jest wgranie całego systemu przy jej uruchamianiu. Ma on kilka ciekawych opcji jak np. możliwość rysowania na suwakach kształtu fali, używanych jako źródło dźwięku. Także nawet przy założeniu, że mamy naprawdę niewielką pamięć to na pewno jest to fajny i dobrze brzmiący instrument.

5. Stringmaszyny

Są to instrumenty które powstawały na początku lat 70. a ich zadaniem było tworzenie partii polifonicznych. Jedną z najbardziej znanych stringmaszyn jest Solina stworzona przez holenderską firmę Eminent. Nie wszyscy o tym pamiętają, że została kupiona przez Arp i później sprzedawana jako ich własny instrument – Arp Solina.

Sytuacja jest o tyle komfortowa, że dzisiaj wiele stringmaszyn można kupić za „psie pieniądze”. Głównie z tego powodu, że choć część z nich została uznana za kultowe (jak wspominana Solina czy Roland RS-505) to jednak sporo instrumentów tego typu produkowały firmy włoskie, amerykańskie czy japońskie. Nie można też zapominać o Sowietach, bo każdy kto choć trochę interesował się historią analogów wie, że Rosjanie zrobili około kilkudziesięciu ciekawych instrumentów. Jeżeli chodzi o syntezatory to najbardziej znane są Polivox i Aelita. Innym popularnym instrumentem, szczególnie w naszym kraju, jest coś co nazywa się ELEKTRONIKA EM-25. To bardzo fajna stringmaszyna z sekcją organową oraz ograniczoną sekcją syntezatorową.

Moją ulubioną stringmaszyną jest srebrny Kwintet, robiony w fabrykach Poliwoksa. To bardzo prosty instrument i można znaleźć go za niewielkie pieniądze. Brzmi trochę „sucho” ale to nie znaczy, że niefajnie – nie jest po prostu aż tak ekspansywny jak Solina.

Stringmaszyny to ciągle taka „terra incognita”, więc tutaj jest bardzo wiele przestrzeni do poszukiwań.