Więcej...

TAMTEN - Moim zadaniem jest dostarczanie emocji

25.09.2019 
TAMTEN - Moim zadaniem jest dostarczanie emocji fot. Filip Antczak

Od jakiegoś czasu warszawski producent kryjący się pod pseudonimem TAMTEN wymieniany jest jako jeden z najciekawszych twórców muzyki house nad Wisłą. Dość szybko zbudował sobie mocną pozycje na scenie i jak zapewnia wcale nie zamierza zwalniać. W naszej rozmowie opowiada o edukacji muzycznej jaką odbierał pracując w sklepie z płytami, tłumaczy dlaczego nie wierzy w uniwersalność języka muzyki oraz zdradza kilka ze swoich patentów na Native Instruments Maschine.

Zacznijmy może od początku...

TAMTEN: W takim razie musimy cofnąć się aż do mojej podstawówki, kiedy to grałem na trąbce w lokalnej orkiestrze. Nie trwało to zbyt długo a i tak tamten okres na jakiś czas skutecznie zniechęcił mnie do zajmowania się muzyką. Co prawda, w tzw. międzyczasie produkowałem kolegom z gimnazjum hip-hopowe bity we Fruity Loopsie, jednak „zajawka” wróciła dopiero gdy zacząłem działać wspólnie z moim przyjacielem Andrzejem Ivanem Bayorem. Najpierw był zespół, w którym graliśmy na gitarach synth-pop. Wtedy też zacząłem interesować się procesem produkcji i brzmieniem samym w sobie. Doprowadziło to do tego, że wspólnie z Andrzejem nagrywaliśmy brzmienia inspirowane dubstepem. Powiedzmy, że było to coś między Hessle Audio, Ninja Tune a bardziej „przygodową” stroną klasycznego R&S Records. Z czasem Andrzej wyjechał do Londynu, a ja chciałem działać dalej już na własną rękę. Było to dla mnie naturalne, bo też szybko zauważyłem, że najbardziej efektywnie pracuje mi się samemu.

Najpierw trąbka, później gitara i nagle komputer?

No tak, w pewnym momencie zorientowałem się, że mam tylko dwie ręce i trzeba znaleźć nieco bardziej wielofunkcyjne narzędzie. Robiąc bity we Fruity Loopsie od razu poczułem, że można to fajnie połączyć np. z gitarą. Zagłębiałem się w tę tematykę i „wszedłem” w temat syntezatorów. Na osiemnastkę dostałem Novation Ultranova, który do dziś jest ze mną, choć teraz częściej sięgam po Novation Bass Station 2.

Ciągle tworzyłeś dubstep?

Coraz bardziej ciążyło to w stronę tanecznej muzyki klubowej – odnajdywałem w niej największą wolność, jeżeli chodzi o strukturę. Poza tym odpowiadało mi, że w jej ramach tworzy się właściwie pewien krajobraz, a nie opowiada się dosłownie o doznaniach czy emocjach. Emocjonalna strona muzyki zawsze była dla mnie istotna, jednak zrozumiałem, że czasami lepiej jest wyrazić coś w bardziej abstrakcyjny sposób. Nie wierzę w uniwersalność języka muzyki. Dla mnie to wszystko jest szalenie subiektywne – przecież każdy odbiera muzykę po swojemu. Z drugiej strony jako DJ potrafię w całkiem świadomy sposób pokierować słuchacza dokładnie tam, gdzie chcę. Podczas grania seta koncentruję się na tym, aby przeprowadzić ludzi przez odpowiednie nastroje. W tym celu korzystam z bardziej dosłownych dźwięków jak choćby odgłosy puszczy tropikalnej, śpiew ptaków czy nawet dźwięki eksplodującego wulkanu.

Z reguły ludzie pojawiający się na parkiecie przychodzą tam zawsze po te same emocje.

Każdy ma swoje powody. Ja staram się je odczytać i wyczuć atmosferę przestrzeni, w której gram. Nierzadko zastanawiam się, czy ktokolwiek z tańczących w ogóle zwraca uwagę czy puszczam muzykę z płyt, czy odgrywam ją na żywo. Wydaje mi się, że dla większości nie ma to znaczenia i ja też nie widzę w tym problemu. Przede wszystkim moim zadaniem jest dostarczenie emocji, a w jaki sposób ten cel osiągnę, to już moja sprawa.

Każdy obiera muzykę po swojemu, ale z drugiej strony jako DJ potrafię pokierować słuchacza dokładnie tam gdzie chcę.

 

Jeżeli chodzi o pracę studyjną to nadal równolegle pracujesz w domenie cyfrowej i analogowej?

Tak, nie chcę ograniczać się np. wyłącznie do komputera, bo w pewnym sensie czuję, że jest on mało zakorzeniony w rzeczywistości. Wolę dograć partie na jakichś instrumentach lub dodać zarejestrowane przeze mnie dźwięki otoczenia, nawet jeśli zajmuje to więcej czasu i nastręcza dodatkowych trudności. Zawsze lubiłem wystawiać mikrofon za okno albo nagrywać odgłosy jakie wydają przedmioty codziennego użytku. Staram się pokazać jak najwięcej swoich doświadczeń. Sądzę, że już wypracowałem sobie kilka sposobów, dzięki którym potrafię przełożyć to, co siedzi mi w głowie na kolejne utwory.

Twoim pierwszym syntezatorem był Novation Ultranova – w jaki sposób uczyłeś się obsługi tego urządzenia?

Odrobinę posiłkowałem się instrukcją obsługi, jednak wiele więcej czasu spędziłem oglądając tutoriale na YouTube. Możliwość posłuchania osoby, która opanowała dane zagadnienie daje poczucie kontaktu z nauczycielem, a instrukcja jest bezosobowa. Jeśli czasem szukam konkretnej funkcjonalności może okazać się nieoceniona, ale kiedy kupuję nowy instrument to w pierwszej kolejności oglądam wszystkie materiały dostępne w internecie. Na bieżąco śledzę też oficjalne strony producentów danych narzędzi, bo często dopiero po pewnym czasie zyskują nowe funkcjonalności. Świetnym przykładem była współpraca między firmą Novation a Aphex Twinem, który zaprogramował system do używanego przeze mnie Bass Station. To naprawdę bardzo poszerzyło możliwości tego syntezatora.

„Mam parę takich rzeczy, które wydają mi się niestandardowe, ale brzmią dobrze i umożliwiają mi ‘niszczenie’ dźwięków podczas grania” (fot. Filip Antczak)

Niedawno na naszej stronie www.estradaistudio.pl pojawił się felieton Tomasza Twardowskiego, w którym zastanawia się, dlaczego wszystkie instrumenty są dziś niedokończone. Coraz częściej producenci przerzucają odpowiedzialność za ich rozwój na użytkowników.

Takie sytuacje mają miejsce, ale ma to sporo zalet. Przez ostatnich kilka lat pracowałem głównie na oprogramowaniu Native Instruments Maschine. Początkowo było ono mocno ograniczone, ale nie przeszkadzało mi to, kiedy robiłem dubstepowe bity. Z czasem jednak zacząłem łączyć jego funkcjonalność z możliwościami programu Cockos Reaper, który pozwolił mi na „wyjście z loopa” i bardziej swobodne operowanie dłuższymi plikami audio oraz ich automatyzacją. Ostatecznie przesiadłem się na Abletona, gdyż chyba podświadomie dążyłem do skoncentrowania się na jednym programie.

Zawsze starasz się bardzo dokładnie poznać narzędzia, z których korzystasz?

Znam przynajmniej kilka bardziej wkręconych ode mnie osób. Lubię ten początkowy etap, kiedy nie czytam instrukcji, starając się poznać instrument na własną rękę. Dzięki temu robię dużo rzeczy na swój własny sposób i praktycznie od razu powstaje jakaś indywidualna relacja z tym urządzeniem. Oczywiście są instrumenty, w których jest to niełatwe, jak choćby Yamaha DX21 z której często korzystam, ale trudno byłoby mi ją opanować samemu.

A możesz zdradzić te „własne sposoby” pracy o których mówisz?

Często bawię się arpeggiatorem Maschine – ta funkcja nazywa się tam Note Repeat. Kiedy gram arpeggia, w tym samym czasie zmieniam pitch i dodaję efekt na mikserze. Mam parę takich rzeczy, które wydają mi się niestandardowe, ale czuję, że brzmią dobrze i umożliwiają mi „niszczenie” dźwięków podczas grania. Czasami robię to używając parametrów, o których wiem niewiele. A jest ich sporo, zwłaszcza kiedy używam zewnętrznych wtyczek. Lubię pomieszać nawet ryzykując popsuciem czegoś na żywo. W materiale, który nagrałem przed waszą kamerą miałem parę takich sytuacji, z których nie do końca wyszedłem obronną ręką, ale zdarza się i tak.

Envee kiedyś powiedział, że sklepy z płytami są niedocenianym ośrodkiem edukacji muzycznej. Przez pewien czas pracowałeś w jednym z najbardziej znanych warszawskich sklepów, czyli Side One. Miał rację?

Zdecydowanie. Ten rok, który spędziłem w sklepie miał ogromny wpływ na to w jaki sposób brzmią moje produkcje. Przerobiłem tam tony muzyki, często sięgałem po niezauważane przez innych krążki i nierzadko byłem w szoku, jak dobre rzeczy tam znajdowałem. Z kolei widząc płytę, która dobrze się sprzedawała, od razu traciłem nią zainteresowanie.

Pamiętasz jakiś wyszperany krążek, który zrobił na Tobie szczególnie duże wrażenie?

Taką płytą był album Endless Love Joe’ego Goddarda, na którym znajdował się kawałek na pograniczu techno oraz grime. Pojawia się w nim raper Trim i robi naprawdę świetną robotę. Ten numer ma właśnie taką atmosferę, której szukam w moich klubowych selekcjach. Na płycie jest również doskonały dubowy miks tytułowego kawałka, choć muszę zaznaczyć, że oryginalny numer jest fatalny. Natomiast to, co dzieje się w wersji Luke’a Solomona za każdym razem dobrze działa na parkiecie i na mnie.

Praca w takim miejscu to również szansa na poznanie tzw. „środowiska”.

Spotkałem tam mnóstwo osób i bez wątpienia pomogło to w mojej dalszej drodze. Właśnie tam poznałem Maćka Zambona z Transatlantyku, choć już wcześniej prowadziliśmy rozmowy przez internet. Maciek odezwał się do mnie zaraz po tym, jak umieściłem w sieci moje pierwsze dwa utwory i przez długi czas temat wydania czegoś u niego był kontynuowany. Kiedy dość spontanicznie powstawała EP-ka Trans Afryka 2, trafił na nią mój inspirowany afro housem kawałek. Po tej składance wróciliśmy do tematu mojego solowego projektu i tak powstał krążek Diamentowa Sutra.

Jak nagrywałeś materiał, który trafił na tę EP-kę?

Używałem głównie Maschine oraz Novation Ultranova. Za pomocą pierwszego urządzenia starałem się przetwarzać nagrane wcześniej field recordingi tak, aby w ten sposób stworzyć odpowiednią atmosferę. Pod koniec pracy nad tą EP-ką zakupiłem Yamahę DX Reface i część brzmień, jakie można tam usłyszeć pochodzi właśnie z tego syntezatora. Starałem się wtedy traktować Maschine jako typowy automat perkusyjny i łączyć obrobiony w nim materiał z samplami oraz brzmieniami z wtyczek. Natomiast całość wraz z materiałem zarejestrowanym na sprzętowych syntezatorach i dyktafonie składałem już w Reaperze, gdzie pracowałem też nad wstępnym miksem utworów. Ogromny wpływ na efekt końcowy miał Bartosz Kruczyński (znany również jako Pejzaż lub Earth Trax – przyp. red.), który zrobił finalny miks Diamentowej Sutry.

Po tym krążku, nakładem Regime ukazał się Polski Dom, który wyprodukowałeś wspólnie z producentem o pseudonimie FOPA. Zestaw sprzętowy wyglądał podobnie?

Generalnie tak, choć do wspominanej Yamahy DX Reface doszedł Novation Bass Station. Jakiś czas temu pozbyłem się Reface na rzecz DX7 i teraz odrobinę żałuję. Kompaktowy syntezator lepiej sprawdziłby się podczas grania na żywo. Poza tym jego brzmienie, choć mocno nowoczesne, również mi się podobało. Ma też parę ciekawych efektów, wajchę pitch oraz taki fajny joystick.

Często bawię się arpeggiatorem Maschine – ta funkcja nazywa się tam Note Repeat. Kiedy gram arpeggia, w tym samym czasie zmieniam pitch i dodaję efekt na mikserze.

 

Jak Ty i FOPA dzieliliście się zadaniami podczas pracy nad krążkiem?

Ja odpowiadałem za większość melodii, które grałem na syntezatorach. Mój wieloletni przyjaciel FOPA używał Arturii Drumbrute i odpowiadał za cięcie sampli. Miksem zajęliśmy się wspólnie – wszystko ułożyliśmy w Maschine, gdzie trzeba się było trochę napracować. Dopiero niedawno pojawiła się opcja wrzucenia do Maschine długiego pliku audio. Wcześniej trzeba było pracować na loopach, co było sporym ograniczeniem. Omijałem to, sekwencjonując wszystko częściami. Najpierw wyobrażałem sobie jak to powinno być ułożone, a później było już tylko dokładanie kolejnych klocków. Całość finalnie była zmiksowana w Reaperze. FOPA również zaczynał swoją przygodę producencką z Maschine – tutaj mieliśmy ten wspólny grunt.

Z jakich wtyczek korzystaliście?

Maschine ma dużo swoich efektów oraz syntezatorów. Od paru lat jest tam bardzo fajny synth basowy, którego nadużywam w moich klubowych kawałkach – nazywa się Grubby i jest naprawdę gruby. Robi dobre, punktowe, basowe plamy i często po niego sięgam. Oprócz tego od dawna towarzyszy nam pakiet iZotope Ozone i inne wtyczki Native Instruments.

„Jest przynajmniej kilka instrumentów, które chciałbym kiedyś posiadać, jak Roland Jupiter czy Prophet” (fot. Ignacy Śmigielski)

Jesteście zadowoleni z odbioru, z jakim spotkał się Polski Dom?

Nie miałem żadnych oczekiwań w stosunku do tej EP-ki. Sądziłem, że ten materiał może być nawet nieco zbyt osobisty, ale okazało się, że hasło „Polski Dom” samo w sobie zainteresowało ludzi. Prawdopodobnie naszym targetem nie są tzw. „patriotyczne” środowiska, ale ten tytuł niósł ze sobą na tyle ciepłe konotacje, że ileś osób zdecydowało się go przesłuchać. I fajnie.

W opisie EP-ki na portalu Bandcamp znajduje się informacja, że Wasz materiał to „esencja polskiego folku w muzyce house”.

To delikatne nadużycie... Ten folklor należy rozumieć metaforycznie jako polski miejski folklor, polskie nastroje czy polskie problemy. Same tytuły kolejnych kawałków oraz ich kolejność również nie są bez znaczenia. Natomiast taki folklor rozumiany dosłownie pojawia się w numerze Boży Dom, gdzie wykorzystaliśmy fragmenty śpiewu polskich i litewskich chórów.

Wraca temat, o którym już rozmawialiśmy – czy bez tej otoczki to wszystko byłoby w ogóle czytelne?

Wydaje mi się, że nie. Jak już powiedziałem, nie jestem wyznawcą poglądu o uniwersalnym języku muzyki i wydaje mi się, że wszystko opiera się na skojarzeniach. Dlatego też przywiązuję tak dużą wagę do warstwy wizualnej, tekstowej oraz koncepcyjnej. Lubię mieć większe „rozkminy” i poszerzać je z każdym kolejnym materiałem.

To też dotyczy sprzętu? Śledzisz to co dzieje się na rynku?

Raz na jakiś czas łapie mnie na to „faza”, ale nie robię tego regularnie. Obserwuję profile wielu firm w mediach społecznościowych, więc mam podstawową orientację w tym co się dzieje, ale nie jestem typowym sprzętowym „freakiem”. Oczywiście, jest przynajmniej kilka instrumentów, które chciałbym kiedyś posiadać, jak Roland Jupiter czy Prophet. Ten drugi obserwuję już od jakiegoś czasu u różnych artystów, m.in. u Poly Chain. Kiedy obsługuje go ktoś kto ma na ten temat pojęcie, to można wyciągnąć z niego fantastyczne barwy. Schodząc jednak na ziemię, w tym momencie moim pierwszym syntezatorowym zakupem byłby Behringer Deepmind. Wiem, że tym samym narażam się wszystkim przeciwnikom tej marki, ale co zrobić – 12-głosowy Deepmind w module przydałby się w moim zestawie.

Kiedy możemy oczekiwać Twoich kolejnych produkcji?

Niebawem. Razem z FOPĄ mamy zarejestrowane bardzo dużo materiału, podobnie z Ivanem Bayorem, więc są to rzeczy, które powinny się niedługo pojawić. Ponadto, mam już solidnie przygotowaną klubową EP-kę, którą chciałbym wydać jak najszybciej, i jeszcze parę innych pomysłów.

Wychodzi na to, że sporo produkujesz.

Prawdę mówiąc, tym się głównie zajmuję w życiu.

Szybko pracujesz?

Często tak. Lubię w przeciągu jednego dnia czy wieczoru stworzyć strukturę kawałka – jakieś podstawowe brzmienia, a później siedzieć nad tym i dopracowywać szczegóły. Ważne jest dla mnie, aby na dość wczesnym etapie „wlać” w te dźwięki warstwę emocjonalną, która im dłużej pracuje się nad numerem, tym bardziej ucieka. Lubię, kiedy kawałki są zapisami różnych momentów.

Takie pocztówki.

Dobre porównanie.

Artykuł pochodzi z numeru:
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada i Studio
sierpień 2019
Kup teraz