RYSY - Tworzymy własne brzmienie

25.09.2015 
RYSY - Tworzymy własne brzmienie fot. Filip Blank

Od kilku dobrych lat okres wakacji w Polsce mocno związany jest z festiwalami muzycznymi, które na stałe wpisały się w nadwiślański krajobraz. Rodzimi odbiorcy muzyki mogą się z tego powodu tylko cieszyć, gdyż na koncerty artystów takich jak D’Angelo lub Run The Jewels nie trzeba jechać do Londynu czy Berlina, a wystarczy jedynie odwiedzić Gdynię i Katowice. W zasadzie na każdym z tych festiwali mamy także okazję zobaczyć najciekawsze formacje z naszego kraju, które często występując po raz pierwszy przed tak licznym audytorium łapią wiatr w żagle i nabierają rozpędu. Nie inaczej było z zespołem RYSY, czyli duetem producentów Wojtkiem Urbańskim i Łukaszem Stachurko oraz wspierającą ich wokalnie Justyną Święs. Ich występ podczas festiwalu Open’er odnotowało wiele zagranicznych serwisów muzycznych a apetyty przed pierwszą płytą tylko wzrosły.

Na początek naszej rozmowy dokończcie tę wypowiedź: Um, you guys, we really need to have conversation about Poland. Yes, I realize they’ve been hanging out in the corner, politely ignoring the fact we've been neglecting them since, well, forever. [...] But that's about to change. The country's electronic output is superlative worthy. But currently leading the chargé is...

Wojtek Urbański: RYSY! To dla nas duże zaskoczenie, że nasz występ na Open’erze wywołał tak dobre emocje wśród zagranicznych dziennikarzy. Próby wyjścia polskiej muzyki elektronicznej na Zachód (czy to UK czy USA) są niczym noszenie drzewa do lasu - mają tam przecież tysiące świetnych zespołów i niezbyt przychylnie patrzą na to, co przychodzi z zewnątrz.

Łukasz Stachurko: Zawsze chcieliśmy grać w pierwszej lidze i z takim nastawieniem podchodzimy do wszystkiego co robimy. Tego typu recenzje są potwierdzeniem, że zmierzamy w dobrym kierunku.

Autorką przywołanej przed chwilą wypowiedzi jest Laura Studarus, czyli dziennikarka pisząca m.in. dla Billboardu, i nie jest ona osamotniona w pozytywnych ocenach Waszego koncertu na Open’erze.

W: Muszę przyznać, że mieliśmy dużo niewiadomych przed tym występem. Duży festiwal, wiele zagranicznych gwiazd z najwyższej półki i my, czyli polski zespół, który wydał jak do tej pory trzy utwory i jeszcze nie ma na koncie albumu. Byłem zaskoczony, kiedy wychodząc na scenę zobaczyłem tłum (wg. organizatorów zgromadziło się tam 4 tysiące osób - przyp. red.) wypełniający namiot Alter Stage. Tym większym zaskoczeniem były żywe reakcje publiczności na trzy dotąd opublikowane utwory. Ludzie znają już ten materiał i to jest bardzo miła wiadomość. Oczywiście największe owacje zebrała Justyna Święs - nasza wokalna gwiazda projektu.

Ł: Póki co spotykamy się z bardzo przychylnym przyjęciem materiału na koncertach. Wynika to głównie z jego mimo wszystko imprezowego charakteru (tempo, rytmika). Poza dużymi festiwalami dla świadomej publiki daliśmy też kilka mniejszych koncertów, podczas których udało nam się rozruszać totalnie przypadkowych słuchaczy. Tego typu doświadczenia cieszą równie mocno jak wielkie festiwale, bo pokazują komercyjny potencjał materiału.

W naszym cyklu często pytamy o rozwój naszej sceny i z reguły padają dość przewidywalne odpowiedzi w stylu: „oczywiście, scena się rozwija, jest coraz lepiej”. Wygląda jednak na to, że rzeczywiście jesteśmy w momencie, w którym rozmowa o jej rozkwicie przestaje być jedynie objawem naszej megalomanii, a jest po prostu stwierdzeniem faktu. Niedawno serwis Juno Plus opublikował obszerny artykuł na temat polskiej sceny elektronicznej, gdzie określono ją jako najbardziej produktywną i interesującą w tej części Europy. Wygląda więc na to, że trafiliście na dobry moment.

Ł: To faktycznie bardzo dobry czas dla polskiej muzyki. Było to widać choćby w podsumowaniach muzycznych zeszłego roku, zdominowanych przez artystów z Polski. Wydaje mi się, że światowy rynek muzyczny jest już tak nasycony, że każda inność, jakaś lokalność jest w cenie. Do tego dochodzi też momentalny dostęp do muzyki, dzięki któremu ludzie od razu potrafią zweryfikować co jest dobre, a co nie. Wydaje mi się, że jest idealny czas dla rozwoju muzyki szczerej, intuicyjnej i płynącej z rzeczywistej potrzeby tworzenia.

Zobacz także test wideo:
Polyend Tracker - sprzętowy sampler
Polyend Tracker - sprzętowy sampler
Najnowszy sampler polskiej firmy Polyend może sprawiać wrażenie urządzenia przypominającego stare trackery, ale oferuje znacznie więcej możliwości.

W: Zgadzam się, że to dobry moment dla polskiej muzyki elektronicznej. Powiem więcej: pewnie najlepszy w historii. Mamy wysyp fajnych projektów. Coraz więcej jest też ciekawych audycji - głównie internetowych, ale nawet na falach eteru - blogów muzycznych, festiwali, które są otwarte na nowe rzeczy. Wystarczy spojrzeć na tegoroczny line-up Taurona czy Offa. Nawet Open’er, będący najbardziej mainstreamowym polskim festiwalem miał w ofercie, oprócz totalnych headlinerów, sporo nowoczesnych i ciekawych projektów, jak Ratking, Hudson Mohawke, Flume, ChetFaker czy naszą polską reprezentację. Ciężko powiedzieć, czy polska scena jest obecnie tą najbardziej produktywną, ale na pewno się staramy! Mamy nadzieje, że RYSY potwierdzą tę tezę.

„Mieliśmy dużo niewiadomych przed występem na Open’erze. Duży festiwal, wiele zagranicznych gwiazd z najwyższej półki i my, czyli polski zespół, który wydał trzy utwory” (fot. Filip Blank)

Trzeba powiedzieć, że jak na razie wychodzi Wam to całkiem nieźle. W wywiadzie dla Pałacu Kultury w Radiu RDC Misia Furtak i Michał Trzciński pytali Was, skąd wziął się tzw. „hype” na zespół RYSY. To rzeczywiście ciekawe, dlaczego niektóre z inicjatyw muzycznych od razu cieszą się większą popularnością niż inne.

W: Myślę, że na ten „hype” złożyło się po prostu wiele czynników. I sukces chyba polega na tym, że pewne sprawy szczęśliwie się zbiegną. Przede wszystkim obaj jesteśmy już doświadczonymi producentami i bagaż poprzednich projektów działa tu tylko na plus. Z drugiej strony nie jesteśmy jeszcze kompletnymi emerytami polskiej sceny [śmiech], więc czujemy świeże brzmienia. Nie da się ukryć, że bardzo istotnym czynnikiem dla wspomnianego „hype’u” jest postać Justyny Święs, która w momencie przystąpienia do naszego projektu posiadała już ogromną publiczność. Bardzo zależało nam jednak, aby poziomem muzycznym pokazać, że my na popularności Justyny nic nie chcemy ugrać, że jesteśmy tu partnerami, którzy razem chcą stworzyć coś naprawdę dobrego. Wydaje mi się, że EP-ką EGO pokazaliśmy nasz potencjał, a albumem tylko dopełnimy tę całość.

Ł: Wspomniany „hype” może też wynikać z głodu na nowe, świeżo brzmiące zespoły. My nie porównujemy się do nikogo - chcemy stworzyć własne brzmienie. To również może mieć wpływ na zainteresowanie naszymi działaniami. Z nadmiernym entuzjazmem poczekajmy jednak do wydania albumu.

W: Na pewno do popularności projektu przyczyniła się jego bardzo przemyślana przez nas forma. To są słuchalne, nawet często dość popowe utwory, z wpadającą w ucho melodią i słowami, ale jednocześnie „ubrane” w bardzo nowoczesne brzmienia. Do tego większość utworów ma taneczny charakter i imprezowy pazur.

Nie mieliście wątpliwości angażując w Wasz projekt Justynę Święs? Zespół The Dumplings to jednak nieco odmienna stylistyka i wrażliwość.

Ł: Justyna to przede wszystkim fantastyczna osobowość. Mimo młodego wieku jest bardzo dojrzała mentalnie. To taka stara dusza i wulkan pozytywnej energii w jednym. Jej niesamowity talent płynie bezpośrednio z tego, jaką jest osobą.

W: Na pewno jest obecnie jedną z najciekawszych wokalistek na polskiej scenie. Nie mieliśmy najmniejszych wątpliwości, że to powinien być główny głos naszego projektu.

Praca nad albumem przebiegała sprawnie?

W: Współpraca przebiegała bardzo dobrze i często zaskakująco. Justyna po prostu wchodzi do studia, staje przed mikrofonem, śpiewa, i już. Materiał w zasadzie nie wymaga edycji. Pewne drobne niedoskonałości są nawet w jej przypadku atutem. Lekkie niedociągnięcia w stroju lub barwie w przypadku Justyny budują pewnego rodzaju napięcie i sprawiają, że uwaga słuchacza zostaje wciąż podtrzymywana. To taki typ specyficznej wokalistki, która musi być sobą, musi robić swoje, nie tak jak w przypadku muzyka sesyjnego, który teoretycznie zaśpiewa wszystko co mu się poda pod nos, a w praktyce nie ma czego później słuchać! [śmiech]. Przy pracy z Justyną dużo nauczyliśmy się jako producenci. Szczególnie czujności.

Czujności?

W: Refren utworu Unodone to pierwsze, próbne nagranie Justyny. Zaśpiewane tylko na rozgrzewkę, robiąc próbę głosu i test mikrofonu. Pewnie wylądowałby to w koszu, ale czujność podpowiedziała nam żeby ten materiał zostawić. Finalnie okazało się to najlepsze ze wszystkich podejść do refrenu.

Ł: Pół godziny później przy mikrofonie stanął Baasch i w podobny sposób zaśpiewał zwrotkę. Cały utwór nagrany został za pierwszym podejściem.

Na płycie dołączonej do tego numeru EiS znajduje się nagranie utworu I Will Fly a także Przyjmij Brak, gdzie obok Justyny pojawia się Piotr Zioła. Czy ten utwór jest reprezentatywny dla całego albumu?

W: Cała płyta prezentuje dość szeroki przekrój muzyki klubowej. Będą na niej mocne, techniczne akcenty, takie jak utwór EGO i kilka innych basowych, ciężkich propozycji. Będą deep-house’owe, bardziej wycofane i „wczuwkowe” utwory z wokalami i będą również typowe ballady. Moim zdaniem Przyjmij Brak plasuje się pomiędzy wycofanym housem a balladą. Jest to jedyny utwór na płycie zaśpiewany po polsku. To, oraz jego przebojowy potencjał sprawiło, że zdecydowaliśmy się, aby był to singiel promujący cały album.

Ł: Mimo pozornego rozstrzału stylistycznego utwory na płycie będą spójne. Większość utrzymana jest w house’owej rytmice i składa się z podobnych elementów. Całość płyty tworzy swojego rodzaju opowieść. Nawet nazwy utworów i ich kolejność mają znaczenie - budują komplementarną całość.

Na płycie oprócz Justyny Święs pojawiają się również wspominani przed chwilą Piotr Zioła i Bartek Szmidt (Baasch).

W: Dobraliśmy naszych wokalistów głównie pod kątem barwy ich głosu i tego, jak będzie ona pasować do barwy głosu Justyny. Dopiero później okazało się, że każdy z nich wniósł w ten projekt nową jakość , której nie było we wstępnych założeniach. Baasch niespodziewanie z jednego refrenu skończył na trzech utworach na płycie, w tym jednym zupełnie solo. Jego wrażliwość i jakiś dziwny smutek w głosie - przynajmniej ja to tak odbieram - pięknie skomponował się z naszą muzyką.

Ł: Z kolei Piotr Zioła to bardzo zdolny młody chłopak, który śpiewa w duecie z Justyną w przywoływanym wcześniej jedynym utworze po polsku. Bardzo cieszy młodzieńcza naturalność Justyny i Piotrka w tym utworze, świetnie korespondująca z tekstem i nastrojem muzyki. Swoją drogą Justyna to istny kameleon. Potrafi wcielić się w dowolną rolę, przez co jej interpretacje są niezwykle przekonujące.

Obaj nie jesteście raczej „syntezatorowymi freakami” i wolicie więcej pracować na komputerze. Czy w tym projekcie coś się w tej kwestii zmieniło?

Ł: Nie jesteśmy syntezatorowymi wariatami. Każdy z nas raczej wyznaje zasadę „jak coś działa, to więcej nie trzeba”, tak więc w studiu mamy tylko kilka podstawowych zabawek: Roland SH101, Mininova, gitara elektryczna i gramofony Technicsa.

W: Kluczowy jest jednak późniejszy tor audio, gdzie dużą rolę w kreacji brzmienia odegrał Sherman Filter Bank. Nigdy wcześniej nie spotkałem tak kreatywnego i nieprzewidywalnego urządzenia.

Ł: Drugim niezwykle istotnym elementem jest Thermionic Culture Rooster. Hi-endowy preamp i overdrive, dzięki któremu brzmienie gitary, Shermana, czy każdego innego syntezatora nabiera kształtu i ciepła. Rozkręcając go w tryb przesteru dostajemy najpiękniej zniszczony dźwięk, jaki można sobie wyobrazić [śmiech]. Na końcu jest konwerter A/C firmy Mytek i dźwięk już w postaci cyfrowej trafia do Abletona.

W: Duże znaczenie odegrał Kwazar z Gagarin Studio, odpowiedzialny za miks i mastering naszego albumu. Bardzo kreatywnie podszedł on do materiałów, które od nas dostawał. Cieszymy się z tej współpracy. Z tego co wiem, używał on cyfrowych pogłosów Lexicon Vintage Plate i Hall oraz Waves RVerb na różnych ustawieniach (room/hall). Używał też sprzętowego Eventide Space przy dłuższych pogłosach rzędu 3-4 sekund, a czasem też analogowego Rolanda Chorus Echo 501.

Wasze kawałki świetnie sprawdzają się w klubach czy na festiwalach, generalnie podczas występów na żywo. Również słuchanie ich w warunkach domowych, na słuchawkach, sprawia dużą przyjemność.

Ł: Chyba udało się połączyć dwa pozornie odrębne światy: klub i dom. Numery są zaaranżowane w taki sposób, aby utrzymywać klubową energię, niosąc równocześnie emocję i historię charakterystyczną dla nieco spokojniejszej muzyki.

W: Na scenie chcemy wysyłać dużo energii w stronę ludzi. Staramy się być żywiołowi, grać jak najwięcej elementów na żywo. Mamy pady perkusyjne, MPC1000, Mininovę i gitarę elektryczną. Dużo gramy z palca i czasem bywa, że coś się nam wysypie, coś zagramy krzywo. Z perspektywy czasu widzę jednak, że to nie szkodzi, a wręcz sprawia, że nasze występy mają bardziej organiczny charakter. Co do kwestii słuchania w domu, myślę że tam ważna jest emocja, melodia. Kiedy nie można potupać nogą na koncercie, można poczuć nastrój tej muzyki, wsłuchać się w tekst, przeżyć coś z nami i Justyną. Mamy nadzieję, że płyta będzie również takim właśnie głębszym przeżyciem.

Co dalej?

W: Mamy przed sobą sporo koncertów. Do zjechania jest praktycznie cała Polska, co mnie bardzo cieszy! Trzeba poczekać kilka miesięcy i przetrawić wszystko, co wydarzyło się po wydaniu albumu. Zobaczyć gdzie i czym są RYSY i co z tym projektem dalej.

Obaj działacie również solowo lub w innych konfiguracjach osobowych. Czy w tym zakresie również możemy liczyć na jakieś nowe produkcje?

Ł: Bezpośrednio po zakończeniu prac nad albumem RYS przystąpiłem do finalnego etapu pracy nad albumem City Pools projektu Sonar Soul, który współtworzę z Pauliną Przybysz (wokal) oraz Rafałem Dutkiewiczem (bębny). Dużo koncertujemy z tym materiałem, więc zakładam, że praca przebiegnie bardzo sprawnie (album nakładem U Know Me Records pojawi się jesienią 2015 - przyp. red.). Mam też w planach współpracę z bardzo ciekawym producentem i autorem piosenek. Udało nam się stworzyć kilka obiecujących szkiców, ale póki co nie mogę więcej zdradzić.

W: Jeżeli chodzi o mnie, to pracuję obecnie nad muzyką do filmów. Cieszy mnie, że dzięki RYSOM coraz więcej osób odzywa się w sprawie ciekawych współpracy.

Artykuł pochodzi z numeru:
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada i Studio
wrzesień 2015
Kup teraz
Star icon
Produkty miesiąca
Antelope Zen Go Synergy Core - interfejs audio
Apogee Symphony Desktop - interfejs audio
MIPRO MI 58 — cyfrowy system bezprzewodowy IEM
Close icon
Poczekaj, czy zapisałeś się na nasz newsletter?
Zapisując się na nasz newsletter możesz otrzymać GRATIS wybrane e-wydanie jednego z naszych magazynó