Więcej...

Behringer Model D

Sprzęt studyjny | 06.07.2018  | Dariusz Mazurowski
Marka:  Behringer

Już sama zapowiedź tego instrumentu wywołała niemałe poruszenie w świecie muzycznym. Pomijam tu dyskusję nad kwestią praw patentowych i faktem, że producent zdecydował się na stworzenie kopii klasycznego instrumentu marki, która nadal istnieje, a nawet niedawno wypuściła na rynek reedycję oryginału. Jeśli do tego dodamy, że cena Model D jest ułamkiem ceny rzeczonej reedycji, zaczyna się robić ciekawie.

Zapewne wszyscy Czytelnicy wiedzą doskonale, że Behringer Model D jest... Właśnie, czym w istocie jest? Klonem, kopią, reedycją bodaj najsłynniejszego syntezatora w historii jakim jest Minimoog? Od razu pozwolę sobie zacytować zasłyszaną gdzieś opinię, że Model D nie brzmi jak Minimoog, on po prostu nim jest. Cóż, zapewne nie kombinowano z elektroniką, ale po prostu zastosowano dokładnie ten sam schemat, jedynie używając nowoczesnych komponentów, dodając jednak szereg ulepszeń i wzbogacając potencjał oryginału.

 

 

Zawsze powtarzałem (przy wielu okazjach), że niespecjalnie na mnie działają legendy marek, słynne loga, czy kultowy status instrumentów (akurat Minimoog w pełni na takowy sobie zasłużył, ale są urządzenia, których sławę trudno racjonalnie wytłumaczyć). Jestem kompozytorem, zajmuję się tworzeniem muzyki i to ona jest moim celem. Instrumenty, jakkolwiek darzę je sympatią, to jednak tylko narzędzia pracy, które cenię za walory, przydatność w mojej twórczości.

Z drugiej strony przyznam, że zastanawiałem się jak potraktować test tego urządzenia. Mimo wszystko Minimoog nie jest jakimś tam syntezatorem, więc nieco inaczej trzeba spojrzeć na opisywany model. Czy potraktować go jak każdy inny przedmiot testu, czy skupić się na wierności odwzorowania i tym, jak jego brzmienie jest bliskie oryginałowi? W jakimś stopniu to drugie wydawało się logiczne, wszak wiele osób będzie chciało znać odpowiedź na pytanie – czy Model D brzmi jak Minimoog, czy nim jest? Biorąc pod uwagę reputację oryginału, a jednocześnie wyjątkowo atrakcyjną cenę testowanego instrumentu, chętnych nie zabraknie. I na pewno będą chcieli wiedzieć jak bardzo Model D zbliżył się do swego pierwowzoru. Z drugiej strony w internecie jest mnóstwo przykładów, całych filmów, które krok po kroku porównują Minimooga z kopią Behringera. Każdy może próbować wyrobić sobie własne zdanie, choć tak naprawdę dopiero zagranie na obu instrumentach da pełną odpowiedź.

Model D

Jesteśmy w roku 2018 i przede mną leży niewielki instrument w postaci desktop. Klasyczny i znany chyba każdemu panel został zmniejszony, ale układ, kolorystyka i wzornictwo jest identyczne. Pojawiło się parę nowych elementów regulacyjnych, których nie miał oryginał. Znaczne zmniejszenie rozmiarów wywołuje drobne problemy. Potencjometry – zwłaszcza w sekcji VCF i obwiedni – leżą na tyle blisko siebie, że nawet szczupłe palce z trudem się między nimi mieszczą. To jednak nie jest wada ani niedopatrzenie projektantów, a częsta cecha wielu urządzeń, np. modułów w formacie Eurorack. Swoją drogą cały panel wraz elektroniką można zdemontować i zainstalować w ramie tegoż formatu, jako element systemu modularnego (który już za chwilę w wersji Behringera pokaże się na rynku – przyp. red.). W zestawie jest nawet stosowna taśma wielożyłowa do podłączenia magistrali zasilającej.

Pochodnymi opcji montażu w szafce Eurorack są wspomniana miniaturyzacja i konieczność umieszczenia wszystkiego na panelu czołowym. W tym także gniazd MIDI (In, Thru), USB oraz zdublowanie wyjścia audio jako gniazda TRS 3,5 mm. Zasadnicze wyjścia audio (TRS 6,3 mm) znajdują się z tyłu, podobnie jak w oryginale opisane jako Low i High. To drugie służy do podłączenia do wejść liniowych miksera, wzmacniacza itp. Przypominam doskonale znany użytkownikom Minimooga trick, polegający na połączeniu wyjścia Low z wejściem audio VCF. Odpowiednio ustawiając poziom uzyskamy pętlę sprzężenia zwrotnego i dodatkowo wzmocniony, masywniejszy ton.

 

Po odkręceniu drewnianych boków Model D można umieścić w szafce Eurorack. Producent przewidział też możliwość podłączenia zasilania za pośrednictwem przewodu taśmowego.

 

Budżetowy Minimoog?

Model D jest monofoniczny (jednogłosowy), a jego tor audio to jeden kanał (wyjście audio jest mono). Tor syntezy jest w pełni analogowy, co dotyczy oscylatorów, filtru, wzmacniacza, obwiedni itd. Z uwagi na obecność MIDI ma on także część cyfrową, która ułatwia kontrolę, ale nie bierze udziału w tworzeniu sygnału. Szeregu ustawień instrumentu, właśnie w jego cyfrowej części, jak choćby zakres pitch bendera, ew. restart obwiedni, czy inicjację kalibracji oscylatorów, dokonuje się za pomocą komunikatów System Exclusive.

Cena Model D jest tak atrakcyjna, że aż zastanawiamy się jak to możliwe i z jakimi kompromisami należy się liczyć. Ceny nowego Minimooga w czasie pisania tego artykułu zaczynały się od ok. 16.300 zł, a cena Model D to ok. 10% tej kwoty. Robi wrażenie, prawda? Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę szereg dość oczywistych okoliczności. Oryginał jest wytwarzany w USA, ręcznie, z użyciem materiałów wysokiej, czy wręcz najwyższej jakości. To produkt z założenia luksusowy. Model D jest seryjnie (czytaj: maszynowo) produkowany w Chinach i ma być instrumentem dla każdego, bez względu na grubość portfela. Poza tym jest dużo mniejszy i nie ma klawiatury.

Czy jednak Model D to taki Minimoog dla ubogich? Absolutnie nie! To bezkompromisowy, znakomity analog i oceniając jego wykonanie nie sposób szczędzić pochwał. Cienkie, acz eleganckie drewniane boczki, wszystko jest ładnie spasowane, sprawia bardzo solidne wrażenie. Potencjometry i przełączniki obrotowe są stabilne, nie chwieją się, mają eleganckie gałki (jak w oryginale, ale mniejsze). Może ogólne wrażenie nieco psuje plastik kolorowych przełączników, ale najważniejsze, że one same wydają się raczej solidne. Oczywiście wszystko wyjdzie po latach i wtedy będziemy mądrzejsi. Znam egzemplarze Minimooga, po których mocno widać działanie czasu – zniszczone drewno, zarysowania. Te instrumenty objechały świat i wiele przeszły, ale brzmieniowo są bez zarzutu. Jak będzie z testowanym modelem?

Koniecznym kompromisem było zastosowanie zewnętrznego zasilacza sieciowego. Ponieważ instrument jest kompatybilny z formatem Eurorack, poza parą wyjść audio, inne gniazda (także napięciowe) mają rozmiar 3,5 mm. Nawiasem mówiąc są one zamocowane do płytki drukowanej z obwodami, a nie panelu, sprawiają więc wrażenie mniej stabilnych i solidnych. Jeśli jest jakiś element, który budzi moje obawy, to właśnie te gniazda.

Całość jest lekka i kompaktowa. Trudno specjalnie chwalić projektantów pracujących dla Behringera, bo po prostu skopiowali oryginał, ale trzeba odnotować, że Model D jest bardzo eleganckim instrumentem, który może być ozdobą każdego studia i zestawu koncertowego. Dodajmy, że syntezator ma funkcję linkowania i możemy połączyć do 16 egzemplarzy dla uzyskania polifonii – czy też jej namiastki. W każdym instrumencie trzeba będzie osobno ustawić barwę, a że to prawdziwy analog, uzyskanie absolutnie identycznej będzie raczej niemożliwe.

Doskonałym pomysłem jest dodanie gniazd napięciowych, które pozwalają na wyprowadzenie napięć z instrumentu, a także doprowadzenie zewnętrznych napięć do modulowania barwy testowanego syntezatora. W tym także łączenia w ramach samego instrumentu. Oryginalny Minimoog to klasyczny syntezator o stałym okablowaniu, wręcz protoplasta takich instrumentów. Tutaj dodano pewne elementy modularne, dzięki czemu urządzenie oferuje jeszcze większy potencjał.

 

Krótka historia Minimoog Model D

W końcu lat 60. Moog wytwarzał na zamówienie pojedyncze egzemplarze potężnych systemów modularnych. Sukces (trochę nieoczekiwany i zaskakujący) płyty Switched on Bach spowodował wzrost zainteresowania tymi urządzeniami, choć mało kto mógł sobie na nie pozwolić, bo za taką cenę wówczas dałoby się kupić dom. Nic dziwnego, że robili to najbogatsi, niekoniecznie wiedzący co z tym cudem techniki zrobić. Modularny Moog trafił m.in. w ręce muzyków The Beatles (płyta Abbey Road) i The Rolling Stones (podobno ten egzemplarz później stał się własnością Tangerine Dream). Wciąż było to jednak urządzenie niezwykle skomplikowane i trudne do szybkiego opanowania przez muzyków. A przy tym szalenie kłopotliwe w transporcie.

Bob Moog ze swoimi współpracownikami postanowił stworzyć instrument kompaktowy, w którym uzyskanie brzmienia nie wymagało łączenia niczego kablami, a dzięki prostocie obsługi niemal każdy muzyk mógł szybko opanować grę na nim. Grono inżynierów stworzyło szereg wizualizacji, ale efekt bardziej przypominał panel sterowania jakiejś maszyny i nie przypadł do gustu muzykom. To oni sami zasugerowali taki właśnie, dziś klasyczny kształt Minimooga. Powstało kilka prototypów – A, B, C – zaś model D stał się produkcyjnym (i już wiemy skąd taka nazwa testowanego instrumentu). Jego cena wynosiła 1.495 dolarów, co odpowiada dzisiejszej kwocie 9.200 dolarów. Minimoog był bardzo drogim syntezatorem i wciąż nie każdy mógł sobie na niego pozwolić. Jednymi z pierwszych nabywców byli Mike Pinder i Justin Hayward z The Moody Blues, a syntezator został wykorzystany podczas nagrywania płyty Every Good Boy Deserves Flavour (rok 1971). Nawet nie będę próbował wymieniać prominentnych użytkowników, bo to byłaby historia muzyki od lat 70. do dziś. W Polsce bodaj pierwszym posiadaczem Minimooga był Czesław Niemen, instrument jest także ulubionym syntezatorem Józefa Skrzeka.

Współcześnie dostępna wersja Minimoog Model D to wierna replika oryginału z lat 70., wzbogacona o szereg nowych funkcji i przeznaczona do użytkowników, którzy nie uznają żadnych kompromisów w kwestii jakości, sposobu wykonania, marki i kraju pochodzenia.

 

Tor syntezy

O Minimoogu napisano już wszystko – na łamach EiS testowaliśmy różne emulatory programowe, sprzętowe, a także nową generację syntezatora, dostępną obecnie na rynku. Z jednej strony czuję obowiązek opisania funkcji i zastosowań testowanego urządzenia, ale z drugiej trochę boję się opowiadania wciąż tej samej historii na nowo. Czy wśród Czytelników EiS jest ktoś, kto o Mini nic nie wie albo wie bardzo niewiele? Oto jest pytanie...

Barwa powstaje dzięki trzem oscylatorom, a jeden z nich nieznacznie różni się od pozostałych. Wszystkie mają przełączniki zakresu od 32” do 2’, z dodatkową – najniższą pozycją Lo, w której oscylator generuje przebiegi w paśmie podakustycznym, albo w najniższym rejestrze (w zależności od zagranej nuty). W tym wypadku słyszymy cała gamę krótkich stuków, „tykania” nisko nastrojonego oscylatora. Brzmienie zależy od wybranego przebiegu, a najlepiej słychać to w trzech wariantach impulsu. Ten charakterystyczny efekt był często wykorzystywany do tworzenia syntetycznych brzmień perkusyjnych, a doskonałym przykładem są nagrania zespołu Kraftwerk.

Drugi i trzeci oscylator mają osobne potencjometry dostrojenia, przy czym pozycja środkowa oznacza dostrojenie z VCO 1. Globalny strój instrumentu regulujemy potencjometrem Tune. Specjalnym przełącznikiem aktywujemy generator tonu 440 Hz, który służy do precyzyjnego dostrojenia. Włączamy generator, w VCO 1 ustawiamy przebieg trójkątny, naciskamy klawisz A i zestrajamy oba sygnały.

Oscylatory generują przebiegi o stałych kształtach – trójkąt, trójkąt zmiksowany z piłą (VCO 3 zamiast tego ma odwróconą piłę), piłę wznoszącą oraz trzy przebiegi impulsowe o różnej szerokości. Nie ma możliwości płynnej regulacji szerokości impulsu. Trzeci oscylator można odłączyć od wszelkich modulatorów (także klawiatury) i będzie on miał wówczas stałą częstotliwość, regulowaną potencjometrem i przełącznikiem zakresu. VCO 3 może być zarazem wykorzystany do modulacji innych parametrów, bowiem oryginalny Minimoog nie ma osobnego LFO. W sekcji oscylatorów i filtru znajdują się przełączniki opisane jako Modulation. W pozycji On możemy modyfikować częstotliwości oscylatorów i VCF za pomocą sygnału VCO 3 lub szumu. Proporcje obu modulatorów określa potencjometr Mod Mix, a głębokość reguluje się kółkiem modulacyjnym. Ponieważ Model D nie ma klawiatury, zatem i owego kółka, producent dodał jego ekwiwalent w postaci potencjometru Mod Depth.

W sekcji miksera ustalamy proporcje wszystkich źródeł dźwięku, które trafiają do filtru: trzech VCO, sygnału zewnętrznego (tutaj dioda sygnalizuje przesterowanie) oraz generatora szumu. Szum może być biały albo różowy. Ma to także znaczenie dla modulacji, bowiem wykorzystywany będzie wybrany przez nas rodzaj szumu. Niezależnie od potencjometrów mamy również przełączniki, co było zresztą znakomitym pomysłem projektantów oryginału. Zamiast zmniejszać poziom, po prostu wyłączamy dowolne źródło. Bywa to przydatne, gdy np. poziomy i inne ustawienia większości źródeł są już idealne, ale chcemy poprawić coś w jednym VCO. Niczego nie ruszając (a pamiętajmy, że w prawdziwym analogu nie zawsze da się wszystko dokładnie powtórzyć) jedynie wyłączamy pozostałe źródła i wykonujemy niezbędne operacje. Potem wszystko znów włączamy.

 

Grafiki ilustrują sposób, w jaki VCF przetwarza sygnał. Pokazują one przebieg fali dźwiękowej – za każdym razem jest ten sam VCO, który generuje piłę. Mamy trzy warianty, zawsze częstotliwość odcięcia jest modulowana za pomocą obwiedni o bardzo krótkim opadaniu, ale rezonans wynosi odpowiednio 0, 50 i 100 procent skali. W ostatnim wypadku widać wyraźnie, że do zasadniczego tonu filtr dodał sinusoidę o częstotliwości równej częstotliwości odcięcia.

 

Potężne brzmienie

Minimoog ma kilka cech, które istotnie wpłynęły na jego sławę. Jedną z nich jest specyficzna saturacja sygnału, ciepłe przesterowanie, czyniące dźwięk jeszcze potężniejszym i agresywniejszym. Zjawisko to występuje, gdy suma sygnałów wejściowych, które trafiają do filtru osiąga odpowiedni poziom. Im bardziej podkręcimy w mikserze oscylatory czy szum, tym wyraźniejsza będzie saturacja i przesterowanie VCF, a dźwięk wywołuje lokalne trzęsienie ziemi. Tak dzieje się także w przypadku testowanego modelu. Wszystko jest dokładnie takie, jak w oryginale, pozwalając uzyskać to samo klasyczne brzmienie. Może z jednym, małym wyjątkiem. Efekt zastosowania sprzężenia zwrotnego brzmi w oryginale nieco inaczej. W przypadku Model D w pewnym zakresie skali coś się zaczyna pojawiać i efekt jest naprawdę ciekawy, ale jednak nieco inny.

Filtr Minimooga to po prostu klasyka, wzorzec, punkt odniesienia dla innych. Model D to dokładnie ta sama elektronika, tylko z nowszymi komponentami, więc brzmienie jest takie, jakiego byśmy oczekiwali. Mamy zatem dolnoprzepustowy VCF, 24 dB/oktawę, z pięknym rezonansem (tutaj określanym jako Emphasis), którego maksymalna wartość prowadzi do wzbudzenia. Jego brzmienie jest takie, jakie powinno. Moog w każdym calu.

Minimoog oferuje jedynie charakterystykę dolnoprzepustową, ale Model D ma jeszcze dodatkową górnoprzepustową, a zatem również kolejny przełącznik. W zasadzie wypada się cieszyć, choć w tej wersji filtr brzmi... dziwnie. Na pewno nie jest to typowy HPF, wątpię też w odcięcie na poziomie 24 dB/oktawę. Szczególnie osobliwe efekty wprowadza rezonans. Jego zwiększanie wprowadza co prawda lekki gwizd filtru (wzbudzenie), ale tylko w części skali, w dodatku jakby przez filtr przechodziło coraz więcej surowego sygnału. W każdym razie proszę nie oczekiwać rezultatu typowego dla filtru dolnoprzepustowego. Z drugiej strony, choć jego działanie jest dziwne, na pewno znajdzie wiele zastosowań w muzyce, a o to w końcu chyba chodzi.

 

 

Sekcja wzmacniacza pozwala na określenie poziomu sygnału wyjściowego, a także włączenie i wyłączenie dźwięku na wyjściach. Ten przełącznik może służyć – w przeszłości zresztą również tak był traktowany – jako Panic, gdyby coś się działo, jakiś nagły skok amplitudy, sprzężenie itd. Naciskamy i jest cisza. W tej sekcji znajdziemy także gniazdo słuchawkowe i osobną regulację poziomu.
Instrument ma szczególny rodzaj obwiedni, nazwanej zresztą Contour. Podejrzewam, że chodziło o to, iż muzycy na początku lat 70. nie byli zbyt dobrze zorientowani w technicznym słownictwie, które dominowało w świecie syntezatorów. Rezonans, obwiednia itp. To były terminy techniczne, nie muzyczne, a Minimoog miał być syntezatorem dla muzyków, stąd odwołania do bardziej kojarzących się z muzyką określeń. Dziś mamy już inne doświadczenia i przyswoiliśmy sobie wszystkie te terminy.

Obwiednie są dwie: ADS, przypisana do filtru (tutaj głębokość działania określa potencjometr Amount Of Contour) i VCA. Właściwie nie tylko ADS, bo przełącznik Decay pozwala na aktywowanie fazy wybrzmienia, a jej czas określa się wówczas potencjometrem Decay. W oryginale przełącznik jest jeden i działa na obie obwiednie. W Model D zastosowano osobne dla każdej z nich, co uważam za bardzo dobre posunięcie. Obwiednie są bardzo szybkie, z czego instrument zawsze był znany. Oryginalnie żadna z nich nie oferuje restartu – grając legato nie spowodujemy ponownego wyzwolenia obwiedni. Model D umożliwia zmianę ustawienia na restart wraz z każdą nową nutą, bez względu na styl gry, a dokonuje się tego za pomocą komunikatów MIDI.

Ciekawe dodatki

Producent postanowił nieco wzbogacić potencjał klasycznego syntezatora i o niektórych dodatkach już wspomniałem. Warto zresztą pamiętać, że Moog Music wypuszczając reedycję Mini także dodał osobny LFO, którego oryginał nie ma. Tak samo jest w przypadku Model D, który ma LFO, generujący przebiegi piłowe, albo prostokątne. Zakres częstotliwości jest bardzo szeroki i obejmuje też obszar słyszalny, co pozwala na uzyskanie efektów FM. Projektanci musieli jakoś rozwiązać kwestię aplikowania LFO, wpisując ją w ogólną koncepcję i zrobili to bardzo mądrze (Moog Music zastosował podobne rozwiązanie). LFO, a przy okazji także obwiednię filtru dodano do modulatorów, których głębokość działania określa kółko modulacyjne i potencjometr Mod Depth. Standardowo – zgodnie z oryginałem – modulujemy za pomocą VCO 3 i szumu, a proporcje tych sygnałów ustala się potencjometrem Mod Mix. Dodatkowe przełączniki pozwalają na wybór LFO zamiast szumu, a także obwiedni filtru zamiast trzeciego oscylatora.

Minimoog ma wejścia napięciowe do modulacji częstotliwości oscylatorów, filtru oraz amplitudy wzmacniacza. Na panelu Model D znalazły się te same gniazda, ale nie tylko. Mamy dodatkowe wejście na napięcie sterujące, które zastąpi szum w sekcji Controllers, a może być wykorzystane do modulowania VCO i VCF. Ponadto jest wejście na napięcie sterujące częstotliwością LFO oraz osobne wejścia na impulsy wyzwalające obie obwiednie. Startować obwiedni osobno to świetny pomysł, a jedyny minus jest taki, że chcąc sterować instrumentem za pomocą sekwencera napięciowego musimy rozdzielić impuls Gate np. za pomocą tzw. kabla Y. Wspomniane gniazda akceptują sygnały w zakresie od 0 do +5 V, za wyjątkiem gniazda do modulacji częstotliwości LFO (od -5 do +5). Impulsy bramkujące także powinny mieć wartość +5 V, a producent przestrzega przed doprowadzaniem sygnałów o większych wartościach.

Niezależnie od wejść napięciowych Model D ma osobne wyjścia dla obu przebiegów LFO oraz każdej z obwiedni. W ten sposób ich sygnały możemy wykorzystać do sterowania innymi urządzeniami. Ponadto jest także wyjście sumy miksera – jeśli chcemy, możemy osobno wykorzystać sekcję oscylatorów i przetworzyć np. przez inne filtry.

Podsumowanie

Mógłbym pójść na łatwiznę i całe podsumowanie zamknąć w jednym zdaniu – Model D brzmi dokładnie tak, jak prawdziwy Minimoog. Ponieważ w istocie nim jest, tyle że zminiaturyzowanym, pozbawionym klawiatury i opatrzonym innym logo, to takie stwierdzenie chyba wydaje się oczywiste. Komponenty elektroniczne są współczesne, co zapewne powoduje, że są jakieś subtelne różnice, ale nie zmieniają one ogólnego wrażenia. Warto też przypomnieć, że w dość długim okresie produkcji oryginału też dokonywano zmian w elektronice, głównie mających na celu poprawę stabilności. Dlatego Minimoog Minimoogowi nie jest równy i trudno wskazać jednoznaczny punkt odniesienia.

Model D jest klasycznym syntezatorem w wersji popularnej. Nie stanowi konkurencji dla dziesięciokrotnie droższego produktu Moog Music, bo ten adresowany jest do innych użytkowników, mających inne wymagania i oczekiwania.

Generalnie jednak testowany instrument jest rasowym, prawdziwym analogiem, z potężnym, masywnym brzmieniem albo wręcz przeciwnie, delikatnym, pastelowym. Przy całej swojej prostocie jest narzędziem niezwykle inspirującym – wciąż będziemy odkrywać nowe zastosowania i brzmienia. Nawet jeśli któreś z nich ktoś wynalazł 40 lat wcześniej, nie ma to większego znaczenia. Ten dźwięk to już klasyka. Nie sposób wymienić potencjalnych zastosowań. Model D nadaje się do wszystkiego.

Muszę także podkreślić, że taki prawdziwy, klasyczny analog, z surowym brzmieniem, bez procesora efektów i wszystkich współczesnych dodatków, jest dla muzyków wychowanych w domenie cyfrowej czymś zupełnie innym. Czasem zaskakującym. Wyobrażam sobie, że taki stan może być udziałem kogoś, kto pracował już z emulacją Minimooga w wersji wirtualnej. Ale analogowy sprzęt to zupełnie inna historia. Świadomie nagrałem surowe prezentacje audio (zamieszczone na DVD i online - przyp. red.) – to jest dźwięk jaki wychodzi z instrumentu, bez dalszej obróbki. Jedynie ostatni z przykładów to kilka nałożonych ścieżek. Ale też surowych. Część osób posłucha i powie – to jest to legendarne brzmienie Minimooga?! Tak, to ono. Spróbujcie je wstawić do utworu, gdzie będą inne ścieżki, instrumenty i zrozumiecie, że macie w ręku prawdziwy diament.

Behringer Model D zachowuje wszystkie funkcje oryginału i jego legendarne brzmienie, ponadto oferuje coś więcej. Ma formę kompaktowego modułu i pod względem obsługi niczym istotnym nie różni się od oryginału. Jakość wykonania jest dobra, choć zauważalne są też kompromisy, których nie dało się uniknąć przy tak atrakcyjnej cenie. Pewne obawy mam odnośnie trwałości gniazd na panelu, a plastik kolorowych przełączników jest co najwyżej średni. Ale to są drobiazgi. Ten syntezator gra i brzmi jak marzenie. To marzenie nie kosztuje dziś majątku i właściwie każdy może je spełnić.

 

Nasze spostrzeżenia


+ znakomite brzmienie, dokładnie jak w oryginale
+ bardzo duże możliwości przy stosunkowo prostym torze syntezy
+ prosta, doskonale wszystkim znana obsługa
+ bardzo dobra jakość wykonania jak na model budżetowy
+ wierne odwzorowanie wyglądu i funkcji oryginału, plus wartościowe dodatki

- gniazda napięciowe i audio dostępne na panelu nie należą do najsolidniejszych
- edycja dodatkowych ustawień systemowych wymaga zewnętrznego sterowania, a producent nie udostępnia dedykowanego narzędzia programowego

 

Zakres zastosowań

- praktycznie każdy rodzaj muzyki, wykorzystujący dźwięki elektroniczne
- do kreowania klasycznych i mocnych barw analogowych
- brzmienie tego instrumentu to kanon każdego gatunku współczesnej muzyki

 

Informacje

Funkcja analogowy syntezator monofoniczny
Synteza 3 oscylatory, generator szumu, filtr dolnoprzepustowy/górnoprzepustowy z rezonansem, wzmacniacz, LFO, dwie obwiednie
Inne elementy MIDI, USB, wejścia/wyjścia CV/Gate
Zasilanie zewnętrzny zasilacz sieciowy
Wymiary 90x374x136 mm
Waga 2,7 kg
Producent Behringer
Dystrybucja SoundTrade