Więcej...

Dlaczego warto produkować repliki klasycznych instrumentów?

05.12.2018 
Dlaczego warto produkować repliki klasycznych instrumentów? fot. https://retrosynthads.blogspot.com

Nasze przewidywania nie są poparte żadną miarodajną statystyką ale wydaje się nam, że gdyby przeprowadzić ankietę w której spytalibyśmy producentów o ich zdanie na temat produkcji replik klasycznych instrumentów większość byłaby nastawiona do tego zjawiska negatywnie. Być może przeciwnicy takiej praktyki są po prostu głośniejsi i bardziej widoczni na forach czy grupach dyskusyjnych, jednak trudno zaprzeczyć, że ogólny „klimat” wokół tego typu działań jest daleki od pozytywnego.

Bez wątpienia nie bez znaczenia dla takiego stanu rzeczy są ostatnie zarzuty w stosunku do marki Behringer, jednak nie będziemy w tym miejscu roztrząsać na ile są one uprawnione. Natomiast, tym nad czym warto podjąć refleksje jest samo zjawisko produkowania replik zasłużonych maszyn sprzed lat. W ogólnym rozrachunku okazuje się ono bowiem bardzo pozytywnym trendem. Dlaczego? O tym porozmawialiśmy z Maciejem Polakiem (analogia.pl), który podzielił się z nami swoimi przemyśleniami oraz przykładami najciekawszych replik klasycznych instrumentów.

- Jak wszyscy doskonale wiemy firma Behringer od dawien dawna inspiruje się różnymi rozwiązaniami, które później implementuje w swoich produktach. Nie zamierzam tutaj tłumaczyć postępowania tej firmy ale uważam, że należy unikać sytuacji w których „wrzucamy wszystkich do jednego worka” – mówi Maciej Polak – Moim zdaniem, jeśli odsuniemy na moment nazwę konkretnej firmy to zauważmy, że kopiowanie czy wypuszczanie replik paru klasycznych urządzeń jest czymś dobrym, ponieważ wiele syntezatorów miało swoje nietypowe architektury oraz rozwiązania, które siłą rzeczy wymuszały na ich użytkownikach różne sposoby pracy i tym samym pozwalały osiągać różne rezultaty. A w czasach absolutnej homogenizacji muzyki takie możliwości są bardzo pożądane – dodaje.

Behringer Pro One

(fot. Behringer/Facebook)

W tym monofonicznym syntezatorze bazującym na Sequential Circuits Pro-One nie zastosowano praktycznie żadnych zmian, jeśli chodzi o strukturę syntezy. –  Pierwowzór to jeden z moich ulubionych instrumentów monofonicznych – jeszcze raz Maciej Polak – Cenię go za bardzo fajne brzmienie, nietypową architekturę oraz takie rzeczy jak bardzo prosty sekwenser oraz rozbudowana sekcja modulacyjna (nawiązująca do tego co w Sequential Circuits Prophet-5 nazywało się „Poly-Mod”). Ten ostatni element umożliwiał stałą modulacje za pośrednictwem gałek lub kółka modulacyjnego, dzięki czemu z bardzo prostego urządzenia powstawał potężnie brzmiący instrument na którym w stosunkowo łatwy sposób można było „uderzyć” w taką eksperymentalną stronę. W tym miejscu warto byłoby zatem docenić, że kopiowane są urządzenia nie tylko modne ale również takie, które są pożądane z punktu widzenia użytkownika, gdyż wnoszą coś ciekawego do tematu.

Behringer MS-101 / Behringer D

 

Całkiem niedawno informowaliśmy o tym, że trwają prace nad klonem Rolanda SH-101, który może okazać się sprzedażowym hitem. - Roland SH-101, podobnie jak Juno-6, Juno-60 czy Juno-106 to moim zdaniem instrumenty pokazujące prostotę w sposób genialny – to taki Kałasznikow produkcji muzycznej, gdzie zgadza się wszystko począwszy od brzmienia, na architekturze kończąc. Często spotykam klientów, którzy szukają Juno-60, będącego wyraźnie droższym narzędziem od Juno-6, więc wtedy mówię, że jeśli ktoś poszukuje takiego instrumenty na scenę, gdzie rzeczywiście potrzebuje kilkunastu barw w krótkim odstępie czasu to pamięć jest niezbędna. Natomiast jeżeli ktoś zamierza używać go w studiu to uważam, że lepiej mieć urządzenie nie posiadające pamięci. Dzięki temu możemy w bardzo krótkim czasie nauczyć się jego szybkiej obsługi. Oczywiście, część osób przyzna mi racje a część nie ale sądzę, że czasami dobrze, jeśli człowiek nie idzie na skróty tylko musi zacząć robić coś od sumiennie od początku.

A co z instrumentem na „D” - Kompletnie nie wdaje się w dyskusje czy coś jest zbliżone brzmieniowo do Minimooga, bo przecież dwa oryginalne egzemplarze tego instrumentu mogą brzmieć inaczej. Bezapelacyjnym atutem replik jest ich cena oraz dostępność. Pojawiła się zresztą do tej pory niezliczona ilość recenzji i filmów porównujących klasyk i replikę. Wynika z nich głównie to, że replika jest instrumentem doskonale brzmiącym, a rynek na zaistnienie tego instrumentu zareagował bardzo dobrze.

Korg MS-20 Mini

 

Uważam Korga MS-20 za absolutnie genialne urządzenie. To taki Kałasznikow do kwadratu – niebywale wytrzymały, świetnie zbudowany, posiadający idealny kształt no i oczywiście fenomenalne brzmienie. Do tego dochodzi jeszcze patchbay o którym mówiliśmy, że być może niektórych przeraża ale nie należy się go bać. Do momentu pojawienia się Korga MS-20 Mini był to dość drogi instrument a z jego dostępnością nie zawsze było dobrze. Moim zdaniem to zawsze jest korzyścią dla użytkowników, kiedy pojawia się urządzenie, którego cena przekłada się na dostępność (używanego Korga MS-20 mini można kupić poniżej 2 tysięcy złotych a zdaje sobie sprawę, że dla niektórych to absolutnie maksymalna kwota, jaką są ws tanie przeznaczyć na hardware). Nie oszukujmy się – na pewno z korzyścią dla wszystkich (również dla samej muzyki) jest sytuacja w której użytkownicy wychodzą z dwóch wymiarów komputerowych do trzech hardware'owych.

Jestem gorącym orędownikiem klonowania tego typu rozwiązań, ponieważ odpowiadają one na potrzebę muzyków i dają możliwość kreowania nieco innych brzmień niż te z góry narzucone. Siłą rzeczy wszystkie urządzenia znajdujące się w komputerze posiadają pamięć, nie znam pluginu, który nie miałby pamięci a więc chcąc nie chcąc to zawsze odbywa się na zasadzie modyfikowania fabrycznych urządzeń i niezliczonych presetów a nie wychodzeniu od zera albo ostatniego ustawienia jakie pozostawiło się na panelu po zakończeniu pracy. Zawsze będę zachęcał do pracy na urządzeniach bez pamięci, bo nie jest to jedynie utrudnianiem sobie pracy tylko zmuszeniem samego siebie do myślenia. Niezależnie od tego czy zajmujemy się działalnością twórczą czy nie, to zawsze warto myśleć. Albo choćby spróbować.

Jeśli odsuniemy na moment nazwę konkretnej firmy to zauważymy, że kopiowanie czy wypuszczanie replik klasycznych urządzeń jest czymś dobrym, ponieważ wiele syntezatorów miało swoje nietypowe architektury, które siłą rzeczy wymuszały na ich użytkownikach różne sposoby pracy i tym samym pozwalały osiągać różne rezultaty

Oczywiście trzeba pamiętać, że budowanie replik nie jest rzeczą nową, bo w zasadzie od zawsze budowano repliki TB-303, które było bardzo drogie. Warto wiedzieć, że to Korg, jeśli chodzi o japońskie firmy był zdecydowanie bardziej skory do pójścia w tym kierunku niż Yamaha. Dopiero później dołączył Roland wypuszczając małe moduły czy swoją serię butikową. To wszystko na pewno o czymś świadczy, bo przecież uruchomienie dla takich koncernów linii produkcyjnej zawsze wiążę się z dużym wydatkiem, więc komuś z tych obliczeń musiało wyjść, że to się opłaci. Pamiętam jak kilkanaście lat temu toczyła się dyskusja o tym dlaczego Roland nie decyduje się na ponowną produkcje TB-303. Odpowiedź była bardzo prosta – to się nie opłacało. Zresztą ten instrument nigdy się dobrze nie sprzedawał a to, że stał się takim „świętym Graalem” wyszło zupełnie przypadkowo.

System Eurorack

(fot. Tamara Allina)

Żeby nasze zestawienie było bardziej kompletne musimy jeszcze wrócić do Euroracka, bo butikowi producenci stworzyli bardzo wiele modułów inspirowanych różnymi, nietypowymi rozwiązaniami (np. filtr Polivoksa czy niektóre elementy Korga PS-3100 ze słynnym „rezonatorem” na czele). A więc repliki całych urządzeń to jedna sprawa ale pamiętajmy, że klonowano wiele interesujących rozwiązań wziętych z szeroko pojętego świata syntezatorów, w zasadzie produkowanych na wszystkich kontynentach.

Oczywiście pojawienie się kolejnego klonu ARP-a Odyssey (instrumentu cudownego i bardzo potężnego), tym razem produkcji Behringera jest w pewnym sensie komiczne, bo jest już swojego rodzaju wojną podjazdową, jaką Niemcy wypowiedzieli Japończykom, ale pokazuje to tez, z jak złożonym tematem mamy do czynienia.

Aby jeszcze bardziej go skomplikować, podam przykład chyba mi najbliższy: firmę EMS. Manufakturę jak najbardziej aktywną, prawa do której (tak materialne, jak niematerialne) posiada Robin Wood, były członek oryginalnej kadry tej klasycznej, brytyjskiej firmy. Jak wiemy, pojawiło się wiele klonów, czy to kompletnych instrumentów, czy modułów eurorackowych, pełnymi garściami czerpiących z patentów EMS-a. Czego większość już nie wie, to że Robin w zasadzie nie zobaczył z tego tytułu złamanego grosza. I tu dochodzimy do „sedna tarczy”- bardzo miło, że za niewielkie pieniądze możemy kupić coś, co sprawi nam przyjemność i pozwoli robić bardziej zróżnicowaną muzykę, ale zadajmy sobie trochę trudu i sprawdźmy, czy nie wspieramy tym samym kogoś, kogo działanie będzie w pewnym sensie formą kradzieży. Tak, to mocne słowo, ale jak (i czemu) nazywać to inaczej?

Spotkałem się ostatnio z zarzutem, który dał mi mocno do myślenia – niebywały dumping cenowy (głównie Behringera) sprawi, że drobnym, butikowym producentom, czy to modułów, czy instrumentów, będzie trudniej zaistnieć na rynku, bo jako niewielkie firmy, nigdy nie będą w stanie produkować tak tanio, wystawiając się na dobrze nam znany, często decydujący argument: po co płacić więcej, kiedy za mniejsze pieniądze mam coś „super”, coś sprawdzonego. Konsument niestety nie jest istotą, która nad cenę postawi złożoność sytuacji i trudniejszy, nieraz droższy wybór. Tanie i dobre zawsze się sprzeda. I to niestety jest sporą łyżką dziegciu w tej, wydawałoby się luksusowej, sytuacji, jaką teraz mamy na rynku.

Kończąc, myślę, że tu dochodzimy do kwestii, czym tak naprawdę mają być repliki. Jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie chyba nie ma, ale zaryzykuje twierdzenie, że po pierwsze, chodzi o to, żeby jak największa liczba muzyków przesiadła się, choćby na chwilę, z dwuwymiarowej (fizycznie) domeny cyfrowej na trójwymiarową, namacalną. Po wtóre, sensowna selekcja kopiowanych rozwiązań pozwala muzykom pracować na instrumentach, które obiektywnie działają, mają swoje unikalne cechy, kruczki, inspirujące ograniczenia.

Podsumowując: dlaczego warto budować repliki klasycznych instrumentów?

Chyba głównie po to, żeby tym, którzy obawiają się pracy na klasycznych instrumentach, albo których na nie po prostu nie stać, umożliwić obcowanie z rozwiązaniami, które 3 – 4 dekady ich istnienia zweryfikowały jako najlepsze, klasyczne czy po prostu działające najdoskonalej.

Praktyka pokazuje, że nie odbywa się to kosztem pojawiania się na rynku innych, zupełnie nowych rozwiązań. Zatem jest to swojego rodzaju sytuacja typu win-win. Pamiętajmy tylko o tym, żeby również wspierać tych producentów, którzy liczą na nasze wsparcie poprzez kupowanie ich, nieraz niezwykle ciekawych, rozwiązań.