Więcej...

Macio Moretti & Groh

25.04.2016  | Filip Kalinowski, Piotr Lenartowicz
Macio Moretti & Groh

19 maja 2016 roku w Pałacu Kultury i Nauki miała miejsce druga edycja festiwalu muzycznego Red Bull Music Academy Weekender Warsaw. Koncertem inaugurującym to wydarzenie było spotkanie dwóch spośród najważniejszych niezależnych wytwórni na naszym krajowym rynku fonograficznym. Na deskach Teatru Dramatycznego stanęli naprzeciwko siebie przedstawiciele ponad-jazzowego labelu Lado ABC i już-nie-tylko-nowo-bitowej rodziny U Know Me Records. Z tej okazji spotkaliśmy się głównodowodzącymi obu oficyn – multiinstrumentalistą i kompozytorem znanym z takich projektów jak Mitch & Mitch, Paris Tetris czy Baaba – Maciem Moretti i DJe’m, promotorem i zagorzałym miłośnikiem winylu Marcinem „Grohem” Grośkiewiczem.

Jaką rolę, dla was jako wydawców pełni w dzisiejszych czasach wytwórnia płytowa?

Macio Moretti: Nasze wytwórnie to tak naprawdę dwie różne sprawy, bo jednak dla Groha prowadzenie U Know Me oprócz tego, że jest oczywiście jego pasją to jest również pracą. Natomiast Lado ABC to ciągle jedynie hobby – nie ma nawet kogoś takiego jak szef tej wytwórni. Od początku naszej działalności traktowaliśmy to jako platformę wymiany inspiracji oraz prezentowania tego, co mamy do powiedzenia i od zawsze, czyli już od ponad 10 lat przyświecała nam idea aby samemu wydawać swoje płyty.

Groh: Faktycznie prowadzenie U Know Me z czasem przerodziło się w pracę, jednak początkowe założenia były bardzo podobne – wydawałem płyty znajomych, nie było w tym żadnej kalkulacji i do dzisiaj nie ma. Do tej pory pomimo, że wszystko nabiera coraz większego rozpędu moje działania nie opierają się o arkusze w Excelu. Oczywiście dobrze jest kiedy na końcu wszystko się spina ale nie jest to decydujący czynnik, który determinuje moje działanie.

 

Niektóre z waszych wydawnictw, chociażby RYSY zyskały jednak ogromną popularność.

G: Wszystko jakoś samo naturalnie się rozwija. Wciąż jestem zaskoczony tym w jak krótkim czasie weszliśmy z naszymi wydawnictwami w obszary do których wcześniej nie trafialiśmy. Jak to wszystko się zaczynało, to wytwórnia była sprofilowana na bitową elektronikę, jak pierwsze wydawnictwa Teielte i Kixnare’a, a teraz to spectrum stylistyczne rośnie z każdym kolejnym wydawnictwem. Wiele się zmieniło w ciągu ostatniego roku i nie mam pojęcia co wydarzy przez kolejne 12 miesięcy.

Na naszym, krajowym rynku scena niezależna bez względu na to czy jest gitarowa, elektroniczna czy jazzowa współistnieje zazwyczaj w tym samym obiegu. Wszyscy zdają się być połączeni pewnym etosem pracy i narzędziami z których korzystają. Ludzi wydających w waszych wytwórniach łączy bardziej stylistyka czy model pracy na bazie którego działają?

M: U nas założeń stylistycznych nie ma żadnych. Jedynym wyznacznikiem jest jakość muzyki, oczywiście odbierana subiektywnie ale jednak kolektywnie weryfikowana. Lado tworzy kilkanaście osób i ufamy sobie nawzajem, więc jeśli coś się nam podoba, to po prostu to wydajemy. Nie ma znaczenia czy będzie to muzyka współczesna, pop czy noise; chodzi o to czy jest to fajne i czy oprócz samego „produktu” idzie za tym coś jeszcze – pewne nastawienie artystów, to czy mają podobne flow, żeby robić rzeczy po swojemu i żeby wyginać rzeczywistość w inną stronę niż zazwyczaj się to robi.

G: U nas też wykracza to poza czysto muzyczne aspekty. My to określamy jako „U Know Me Familiy” i każdy kto wchodzi do naszej wytwórni staje się członkiem większej ekipy. Błędem jest ograniczanie się tylko do jednego gatunku zwłaszcza, że moim zdaniem w Polsce mamy dość specyficzną scenę - wszystko się przenika, ten eklektyzm postępuje niesamowicie i to, co kiedyś było dla mnie niewyobrażalne, czyli np. obecność polskiego rapera na płycie wydanej w U Know Me teraz wydarzyło się jakoś naturalnie.

A jednocześnie są na tej scenie pewne środowiska i spotkanie waszych artystów na festiwalu Weekender dla wielu słuchaczy tylko U Know Me albo tylko Lado ABC może być nie lada zaskoczeniem.

G: Szczerze mówiąc to już od dłuższego czasu myśleliśmy o jakimś wspólnym projekcie.

M: Tak, znamy się już z Grohem od lat i dużo rozmawialiśmy na ten temat. Jednocześnie nie mam wątpliwości, że kiedy porówna się ze sobą artystów z U Know Me i Lado, to widać pewną rozbieżność stylistyczną. Brzmienie U Know Me jest w pewnym sensie homogeniczne, producenci eksplorują dość konkretny rejon muzyczny a z kolei u nas panuje kompletny chaos.

To wy decydowaliście, których artystów ze sobą sparować?

M: Idea była taka aby był to swego rodzaju jukebox – maszyna losująca zespoły, więc spectrum stylistyczne będzie bardzo szerokie. Jestem też zdecydowanym orędownikiem totalnej wolności w działaniu, więc nie mogę się doczekać żeby usłyszeć co zostało przygotowane przez poszczególne składy. Na tym etapie tego nie kontroluje – mam do nich całkowite zaufanie i wiem, że będzie to ciekawe.

G: Dokładnie, nie ma w tym żadnej naszej ingerencji. Założenia są takie, że jest 6 par zespołów i wśród tych par zespoły będą się nawzajem „coverować”, mają oni jednak pełną dowolność co do repertuaru i tego co z nim zrobić.

Tego typu kuratorskie projekty na scenie muzycznej istnieją od bardzo dawna ale ostatnimi czasy wydaje mi się jest ich coraz więcej.

M: To prawda ale tak jak wcześniej mówił Groh nasz pomysł na ten projekt powstał już wcześniej a nie dopiero w momencie w którym pojawiła się propozycja Red Bulla. Gdyby nie to, że nasze podejście jest tak podobne i to, że cały czas patrzymy na to wszystko lokalnie, chcemy pokazywać ciekawe rzeczy stąd, to ten projekt by nie wyszedł.

G: Chcielibyśmy też zamknąć ten projekt wydawnictwem. Obecnie zastanawiamy się nad jego formułą, bo naszym marzeniem byłoby wypuszczenie sześciu „siódemek” ale są to naprawdę spore koszty i musimy znaleźć dla tego projektu jakieś wsparcie. Nie mamy jednak jakiegoś specjalnego ciśnienia z terminami, więc zobaczymy co z tego wyjdzie. Bez wątpienia chcemy żeby to wydarzenie pozostawiło po sobie trwały ślad.

Mówicie, że myśleliście już od dawna o takim projekcie. Czy fakt, że właśnie teraz udało się go zrealizować świadczy w jakiś sposób o momencie w którym znalazła się cała scena muzyki niezależnej w Polsce? Teraz można kombinować i mieszać więcej niż kiedyś?

M: Nie sądzę. Zawsze patrzę od swojej strony a mnie interesuje wszystko i kombinowanie jest podstawą mojego działania. Sprzyjające warunki mogą być jedynie takie, że coraz więcej osób ma podobne podejście i wierzy, że może robić wszystko. Wydaje mi się jednak, że zawsze można było znaleźć takie osoby.

G: Ja mam wrażenie, że artyści związani z U Know Me cały czas dojrzewają. Ich ewolucja muzyczna idzie zazwyczaj w takim kierunku, że coraz mocniej otwierają się na zupełnie nowe rzeczy. Nie wiem czy 5 lat temu taki projekt mógłby powstać. Ciężko mi to ocenić ale być może nie.

No właśnie, bo wy na początku po części z własnej woli a po części za sprawą mediów trafiliście do szufladki „nowe bity”.

G: Tak, na początku rzeczywiście tak było. Byliśmy mocno sprofilowani ale teraz tego profilu już nie ma. Być może niebawem trzeba będzie też pożegnać etykietkę muzyki elektronicznej, bo tak jak mówiłem to wszystko zmienia się w ogromnym tempie.

M: Ciekawe co jest tego przyczyną, że właśnie teraz tak jest. Nie myślałeś wcześniej żeby to rozszerzyć? To trochę tak jak z Tytusem, założycielem Asfalt Records, który swego czasu stworzył Teeto Records żeby wydawać elektronikę a teraz to już nie ma znaczenia – w Asfalcie wyszedł przecież kIRk. Ja nie mam z tym żadnego problemu, patrzę jedynie czy jest to fajna muzyka czy nie.

Wracając jeszcze do poprzedniej kwestii to jednak wiele osób uważa, że tak dobrze jak teraz dotąd nie było.

M: Z pewnością teraz ekstra jest to, że pojawiła się nowa generacja. Jest wysyp ludzi z kompletnie innym backgroundem – to przecież osoby, które od urodzenia mają Internet. Ponadto od paru lat pojawia się też coraz więcej małych wytwórni. Oczywiście można by się zastanawiać czy to jest fajne żeby wydawać 6 kaset, 10 dyskietek czy 2 pendrive’y ale bez wątpienia super jest to, że ludzie poświęcają swój czas i energię żeby to wszystko zaprezentować. Fajne, że nikt już się nie spina żeby pójść do telewizji czy radia tylko wszyscy mają to w dupie i funkcjonują w tym alternatywnym obiegu.

No tak, niezależne wytwórnie stworzyły swoją scenę poza radarem głównych mediów oraz alternatywne kanały kontaktu ze słuchaczem.

M: Nie bez znaczenia jest też fakt, że to wszystko są osobiste rzeczy, np. Asfalt to Tytus. To też jest fajne, że wytwórnie mają twarz. Niekoniecznie nawet jednej osoby ale całej ekipy. Dzięki temu wiadomo, że stoi za tym ktoś żywy a nie ktoś kto próbuje nas nabrać, że raz jest taki a za chwilę inny.

G: Główna różnica pomiędzy wytwórniami niezależnymi a tzw. „majorsami” jest taka, że w tych dużych wytwórniach ludzie pracują do przysłowiowej 17 i później ta muzyka ich nie obchodzi. My bez przerwy żyjemy tymi sprawami i nie mamy normowanego czasu pracy. To właśnie dzięki temu to wszystko ma sens i nasza pasja przelewa się na muzykę, którą wydajemy.

I tę pasję wydaje mi się odczuwają wasi słuchacze…

G: Właśnie, bo nie poruszaliśmy tutaj jeszcze kwestii związanej ze słuchaczami - zarówno U Know Me jak i Lado ABC mają swoje określone grupy odbiorców i być może dzięki koncertowi na Weekenderze nastąpi jakieś przełamanie i te grupy jakoś się wymieszają.

M: To też jest śmieszne, że w zasadzie każdy kto słyszy o tym pomyśle nie jest specjalnie zdziwiony, jest to jakoś naturalne pomimo, że dotąd takiego projektu nie zrealizowaliśmy. Nie jest to odbierane jako szalony pomysł i zderzenie jakichś bardzo odległych od siebie planet.

A jak moglibyście się zderzyć z jakimś labelem z zagranicy to kto by to był?

M: Z takich starych ekip na których się wychowywałem jak Tzadik czy Dischord,, to już żadna nie ma swojej sceny. W pewnym momencie sytuacja się zmienia, rodziny się powiększają, nie ma już czasu na codzienne spotkania… Ale jeśli miałbym kogoś wskazać to Odd Future. Jestem totalnym fanem.

Mówisz, że w pewnym momencie coś się kończy. Widzicie taki moment przed sobą?

M: Pamiętam, że nagle w okolicach 2011 roku wszystkim nagle zaczęły rodzić się dzieci, więc te nasze codzienne spotkania przestały być możliwe. Z tego punktu widzenia jesteśmy już starą wytwórnią. Nie wiem co mamy do zaoferowania młodym ludziom z rocznika 90; nie znamy się na tym jak funkcjonuje rynek czy promocja. Jesteśmy zgredziarską wytwórnią, chociaż zajawkę ciągle mamy taką samą. Myślę, że najgorsze dopiero przed nami (śmiech).

G: My z kolei zataczamy coraz szersze kręgi i wydaje mi się, że jeszcze dużo przed nami. Już samo to, że otwieramy taki duży festiwal jest dowodem na to, że nasza muzyka jest coraz bardziej popularna. Kiedy zaczynaliśmy w naszych szeregach byli w zasadzie sami bedroom producers a teraz mamy kolejne projekty z którymi od początku zakładamy granie koncertów. RYSY, SONAR czyli nowy projekt Sonar Soula czy Night Marks Electric Trio to zespoły nastawione głównie na granie na żywo. Więc, wracając jeszcze do tego czy taki koncert mógłby zostać zrealizowany wcześniej to wydaje mi się, że z naszej strony byłoby to bardzo trudne. Dopiero teraz, naprawdę jesteśmy na to gotowi.
 

Artykuł pochodzi z numeru:
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada i Studio
maj 2016
Kup teraz