Więcej...
Pierwsze programy DAW
Pierwsze programy DAW

Przenieśmy się w dość odległą przeszłość, przyglądając się temu, jak zaczynała technologia cyfrowego zapisu i edycji dźwięku w komputerach, która na zawsze zmieniła obraz produkcji muzycznej.

Technologia
2019-10-11

Cyfrowe stacje robocze audio (DAW) to obecnie podstawowe środowisko pracy każdego producenta. Korzeni technologii, która stoi za tego typu programami, należy szukać już na początku lat 80., kiedy to pojawiły się pierwsze narzędzia pozwalające muzykom poszerzyć swoje możliwości ekspresji. Tworzenie muzyki wyglądało wtedy zupełnie inaczej niż obecnie. Komputery dopiero zaczęto brać pod uwagę jako jedną z opcji pomocniczych, a system MIDI stawiał pierwsze kroki, pozwalając na wzajemną komunikację takich urządzeń jak nowe wówczas syntezatory, maszyny perkusyjne i samplery. Wciąż jeszcze nie było mowy o nagrywaniu lub edycji materiałów audio w komputerze, ale pierwsze programy muzyczne już oferowały nowe opcje, o których nikt wcześniej nie słyszał.

Wielu współczesnym muzykom to, co działo się ponad trzy dekady temu może się wydawać nieistotne i bez wpływu na to, jak tworzymy muzykę dzisiaj. Nie mamy zamiaru posuwać się do tego, by twierdzić, że trzeba poznać historię, by móc zrozumieć, z jakim komfortem pracy mamy obecnie do czynienia. Warto jednak zobaczyć pewne rzeczy w odpowiedniej perspektywie czasowej i zobaczyć, jaką drogę przebyła produkcja muzyki w ostatnich dekadach. Trzeba też zadać kilka podstawowych pytań. Czym był sekwencer i w jaki sposób ewoluował do postaci DAW? Jakie znaczenie ma MIDI? Czym są trackery, chiptune i demoscena? W jaki sposób najnowsze DAW zmieniły nasz sposób pracy? Jak wygląda kwestia platform komputerowych?

Przyłącz się do naszej nostalgicznej nieco podróży w przeszłość, w poszukiwaniu korzeni współczesnych programów DAW i początków muzyki tworzonej w komputerach. Jak śpiewał Bob Marley w hymnie reggae No Women, No Cry: „W tej jasnej przyszłości, nie można zapomnieć o swojej przeszłości”.

Steinberg Cubase: ojciec chrzestny DAW

W naszej podróży do źródeł DAW musimy się cofnąć do 1983 roku, kiedy to klawiszowiec Manfred Rürup spotkał inżyniera Karla „Charlie” Steinberga i zaraził go pomysłem stworzenia oprogramowania sekwencyjnego MIDI. Sprawa była naprawdę gorąca, bo w tym samym roku oficjalnie ogłoszono specyfikację MIDI. Panowie wspólnie założyli Steinberg Research i opracowali swój pierwszy produkt. Był to 16-ścieżkowy sekwencer MIDI dla Commodore 64, noszący nazwę Multitrack Recorder. Sprzedano nie więcej niż 50 kopii tego programu, ale stał się on założycielem dynastii, która panuje po dzień dzisiejszy. Multitrack Recorder zmienił się w Pro-16, potem w Pro-24, Cubit, i wreszcie w Cubase. Oficjalnie mówi się, że Cubase rozpoczynał jako program dla Commodore 64, potem dla Atari 520ST, Commodore Amiga, a następnie Apple Mac i Windows PC. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę jego zastosowanie w kontekście audio, to pierwszą platformą dla Cubase był Apple z kartą TDM firmy Digidesign. Aby się od niej uniezależnić, Steinberg zdecydował się na „przesiadkę” na Atari, a dopiero potem na Windows.

Steinberg Cubase, tutaj w jednej ze swoich pierwszych wersji, rozpoczął historię programów, które dziś znamy jako DAW.

Aż do początku lat 90. program obsługiwał wyłącznie MIDI, wymagając podłączenia do komputera odpowiedniego interfejsu. Kolejne wersje zwiększały funkcjonalność w zakresie edycji i rearanżacji fraz MIDI, miksowania sygnałów w tym formacie i obsługi protokołu System Exclusive. Obsługa audio pojawiła się dopiero wraz z komputerami Power Mac w 1993 roku, wymagając wspomnianej wcześniej karty Digidesign TDM. W 1996 roku, czyli wtedy, gdy zaczął się ukazywać nasz magazyn, Cubase udostępnił obsługę wtyczek (patrz ramka dwie strony dalej) i w rezultacie stworzył system, o którym można mówić jako o współczesnym DAW: sekwencerze MIDI, rejestratorze audio wraz z efektami pod postacią wtyczek, a od 1999 roku również z instrumentami VSTi. Cubase rozwija się cały czas, a wraz z pojawieniem się wersji 10 obchodził swoje 30 urodziny. Steinberg Cubase jest bez wątpienia głównym graczem w historii muzyki komputerowej w takiej postaci, w jakiej znamy ją obecnie. Współczesne DAW ewoluowały potem w różnych kierunkach, ale to Cubase, który będąc programem DAW praktycznie zmienił się we współczesny instrument, zdefiniował możliwości technologii muzycznej XXI wieku.

Bardzo logiczny Emagic Logic

Historia Cubase toczyła się równolegle z historią jego głównego rywala, programu Logic. Korzenie obu aplikacji tkwią w latach 80., obie powstały w Niemczech i są produkowane do dziś. Tak jak Cubase, Logic ewoluował z prostego sekwencera MIDI dla Commodore 64 – najpierw jako C-Lab, potem jako Softtrack 16+ (1985), C-Lab Creator i Notator dla Atari. Na przełomie dekad główni programiści Gerhard Lengeling i Chris Adam stworzyli firmę Emagic. Jej pierwszym produktem był Notator Logic z 1993 roku, który następnie zmienił nazwę na Logic. Pomimo wielu podobieństw, wczesne wersje Logic i Cubase znacząco się różniły. Cubase był sekwencerem liniowym opartym na ścieżkach, podczas gdy Creator i Notator bazowały na paternach, pozwalających tworzyć bloki danych MIDI, na których budowano aranżację utworu. Obie te koncepcje ujednoliciły się w programie Notator Logic, i od tamtego czasu Cubase i Logic rozwijały się oferując podobną funkcjonalność audio, obsługę wtyczek efektowych oraz instrumentów wirtualnych.

Jeśli ktoś zaczął swoją przygodę z tworzeniem muzyki po 2002 roku, to miał do czynienia z programem Logic tylko dla komputerów Mac, ale wcześniej było inaczej. Pierwsze wersje Notator Logic pracowały na komputerach Atari ST, by potem przejść tylko na wersje dla Mac i Windows. Kiedy w lipcu 2002 roku korporacja Apple ogłosiła przejęcie firmy Emagic, historia programu Logic zaczęła toczyć się innym torem. Lengeling wraz z zespołem przenieśli się do Kalifornii, by tam kontynuować pracę nad Apple Logic i towarzyszącymi projektami. Oprogramowanie Apple dostępne jest tylko dla komputerów Mac, zatem rozwój Logic dla Windows został wstrzymany wraz z wersją 5. Był to przełomowy moment w historii tej aplikacji, która od tamtej pory dostępna jest wyłącznie dla użytkowników sprzętu Apple. Cena programu Logic w porównaniu do cen innych programów DAW przedstawia się szczególnie interesująco. Logic Pro X kosztuje tylko 950 zł, podczas gdy Cubase Pro 10 to wydatek ok. 2.300 zł, a Ableton Live Suite będzie nas kosztował 2.500 zł. Widać więc wyraźnie, że Apple subsydiuje swoje oprogramowanie wiedząc o tym, że jego użytkownik i tak musi kupić sprzęt tej marki.

Ableton Live: od gry na żywo do studia

Potrzeba jest matką wynalazku, co obowiązuje także w przypadku muzyki. Gitarzyści wymyślili przystawki i wzmacniacze, by móc konkurować głośnością z innymi instrumentami w big bandzie, a Kraftwerk stworzył własne maszyny perkusyjne i syntezatory. Niezliczone innowacje technologiczne to efekt frustracji muzyków nie mogących w pełni zrealizować swoich wizji artystycznych. Tak samo stało się w przypadku programu Ableton Live, który początkowo został stworzony przez Bernda Roggendorfa we współpracy z duetem techno Monolake: Gerhardem Behlesem i Robertem Henke. Behles i Henke już wcześniej opracowali do swojego użytku sekwencer krokowy PX18. Został on napisany w połowie lat 90. z wykorzystaniem wizualnego programowania w Cycling 74 Max. PX18 może być uznany za prototyp programu Live, choćby z uwagi na znany wszystkim interfejs. Co ciekawe, wciąż można go znaleźć na stronie Cycling 74.

Twórcami Ableton Live są zagorzali miłośnicy techno: Bernd Roggendorf, Gerhard Behles i Robert Henke.

W kolejnych latach duet Monolake skupił się na opracowaniu innego oprogramowania, tym razem służącego do odtwarzania sampli. Pierwsza wersja Live w kontekście współczesnych standardów wygląda bardzo ubogo, ale i tak była znaczącym krokiem naprzód w porównaniu do PX18, choć wyraźnie podążała za nim funkcjonalnie, z priorytetowym traktowaniem pętli, wyzwalaniem sampli, obróbką czasową i obsługą sekwencji i setów na żywo.

Sprawny wykonawca

Live nie jest tak dojrzałym i zaawansowanym programem DAW jak np. Logic, Cubase i inni weterani. Firma Ableton powstała w 1999 roku, a jej pierwszy komercyjny produkt pojawił się dwa lata później. Jak sugeruje nazwa, aplikacja została stworzona głównie do pracy na żywo, w przeciwieństwie do wyraźnie studyjnych inklinacji innych programów i związanej z tym ich ścieżki rozwoju. Założeniem twórców Live było stworzenie oprogramowania uwalniającego od frustracji i ograniczeń wynikających z pracy z już istniejącymi narzędziami do produkcji/reprodukcji sampli. Cały system pracy w Live, bazujący na klipach, był w owym czasie czymś kompletnie nowym, ukierunkowanym na występy na żywo. Gdy jednak popatrzymy na tę kwestię z nieco innej perspektywy, to zauważymy, że sekcja klipów w Live to nic innego jak... Akai MPC. Co nie zmienia faktu, że Live pozostaje najbardziej wszechstronnym i efektywnym narzędziem do gry muzyki elektronicznej na żywo.

Nieliniowa wyobraźnia

Obecnie myślimy o Live jako o w pełni funkcjonalnym, pełnoprawnym programie DAW, ale większość jego kluczowych funkcji pojawiła się znacznie później, niż można było przypuszczać. Sekwencer MIDI oraz obsługa wirtualnych instrumentów stały się dostępne dopiero od wersji 4, co najlepiej pokazuje, jak bardzo od samego początku program był zorientowany na dopasowanie do tempa, wyzwalanie i aranżację sampli i pętli. Poza wspomnianym już podobieństwem do systemu pracy samplerów Akai MPC Live ma sporo zapożyczeń z innego legendarnego programu tamtych czasów: Sonic Foundry ACID. Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że Session View w Live to jest coś, czego nikt wcześniej nie zaaplikował w programie audio, a co zmieniło sposób pracy z muzyką, do tej pory utożsamiany wyłącznie z liniowym następstwem zdarzeń. Ableton nie zapomniał też o osobach, które chcą pracować w taki właśnie, tradycyjny sposób, wprowadzając alternatywny widok Arrangement View.

Jeśli dzisiaj widzisz kogoś, kto występuje na żywo z komputerem, to jest duże prawdopodobieństwo, że używa Ableton Live. Program ten zaczął być też głównym narzędziem pracy producentów muzyki elektronicznej i wszystkich osób, które czują się ograniczone liniowym systemem pracy tradycyjnych DAW. Wielu użytkowników uważa, że okno sesji jest najbardziej intuicyjnym sposobem pracy z muzyką opartą na pętlach, co nie powinno dziwić zważywszy na fakt, że korzenie Ableton Live tkwią w techno.

Powrót do garażu: wspólne geny Logic i GarageBand

Najprostszy program DAW firmy Apple jest znacznie młodszy niż Logic, ale obie te aplikacje łączy znacznie więcej, niż można by przypuszczać. Kiedy Apple kupił w 2002 roku firmę Emagic, jej współzałożyciel, Gerhard Lengeling, przeniósł się do Kalifornii i objął funkcję szefa działu aplikacji muzycznych Apple. Apple bardzo pilnie strzeże swoich tajemnic związanych z tworzeniem oprogramowania, ale powszechnie wiadomo, że głównym powodem zakupu firmy Emagic była technologia zaimplementowana w programie Logic, a także duże doświadczenie Lengelinga. Dość szybko Lengeling i jego zespół opracowali nie tylko Logic 6, ale też inny, zupełnie nowy program DAW.

Zaprezentowany przez Steve’a Jobsa na Macworld Expo 2004 GarageBand zrobił furorę między innymi dlatego, że był dołączany za darmo do każdego komputera Mac. To oznaczało, że ich właściciele mogli od razy zacząć korzystać z prostego w obsłudze narzędzia do tworzenia muzyki. Jeśli jednak ktoś myśli, że GarageBand jest tylko zabawką z ładnym interfejsem, to jest w poważnym błędzie. To bardzo wydajny program, na którym od momentu jego premiery stworzono mnóstwo nagrań demo, a nawet komercyjnych przebojów (np. Umbrella śpiewana przez Rihannę bazowała na pętli perkusyjnej Vintage Funk Kit 03 z GarageBand).

Sztorm w szklance wody

Ze wszystkich programów DAW, które już zniknęły z rynku, najciekawszy wydawał się Arturia Storm. Zaprezentowany w 2000 roku był w pewnym sensie DAW, a w pewnym nie. Być może to było przyczyną jego porażki. Opisywany przez Arturię jako wirtualne studio, Storm łączył sekwencer, instrumenty i efekty w jednym pakiecie, z inspirowanymi przez urządzenia Rolanda maszynami perkusyjnymi, samplami akustycznymi, modułami klasycznych syntezatorów i odtwarzaczami pętli.

Wbrew swojej nazwie, pierwszy program DAW firmy Arturia nie wywołał rynkowej burzy.

Pierwsza wersja była zorientowana na tworzenie ścieżek w oparciu o przygotowane pętle i sekwencje, ale Storm ewoluował potem w kierunku bardziej kreatywnego narzędzia do szkicowania aranżacji. Najlepiej sprawdzał się połączony przez Rewire z innym programem DAW, ale gdy pojawiały się kłopoty, użytkownik zaczynał się zastanawiać, czy nie lepiej jest po prostu użyć bardziej zaawansowanego DAW. Storm konkurował z innymi programami, które pojawiły się w tamtym czasie, jak FruityLoops (teraz FL Studio) i Propellerhead Reason. Na nieszczęście dla Arturii, ich twórcy wykonali znacznie lepiej swoją pracę. Storm dotrwał do 2004 roku i wraz z wersją 3 dokonał żywota, a firma Arturia wykonała jeden z najlepszych w swojej dotychczasowej karierze ruchów, skupiając się na tworzeniu instrumentów wirtualnych.

Narodziny wtyczek

Jedną z najważniejszych funkcji współczesnych programów DAW jest możliwość uruchamiania wtyczek. Od każdego w miarę przyzwoitego narzędzia tego typu oczekujemy dostępności wbudowanych efektów i instrumentów, a także obsługi wtyczek zewnętrznych deweloperów. Na samym początku jednak większość sekwencerów nie miała żadnych pluginów, a nawet procesorów do przetwarzania dźwięku. Dzięki rozwojowi techniki DSP (cyfrowe przetwarzanie sygnałów), która pojawiła się w latach 60. minionego wieku, firmy telekomunikacyjne i naukowcy zaczęli eksperymentować z sygnałami audio. Pierwszą firmą, która przeniosła nową technologię do studia była nowojorska Eventide. Jej cyfrowy delay DDL 1745 był dość prymitywny, ale już udostępniony w 1975 roku procesor Harmonizer H910 wprowadził technikę cyfrową na studyjne salony. W kolejnej dekadzie cyfrowe efekty stały się znacznie bardziej popularne i tańsze, a na rynku masowym pojawiły się cyfrowe syntezatory i maszyny perkusyjne. Szybko zastąpiły one nieefektywne rozwiązania analogowe i bardzo kosztowne cyfrowe, takie jak Synclavier i Fairlight.

Po pojawieniu się cyfrowego sprzętu audio, coraz większą popularność zaczęła zdobywać idea wykorzystania DSP bezpośrednio w komputerowych aplikacjach muzycznych. Przeciętne domowe komputery nie były jednak w stanie udźwignąć takiej ilości obliczeń, poza tym wczesne sekwencery nie miały żadnych funkcji audio. Pierwsza wersja Pro Tools (a także pierwszy Cubase z obsługą audio) wspierała się na dedykowanym sprzęcie DSP pod postacią opracowanych przez Digidesign kart TDM (Time-division multiplexing). Z dzisiejszej perspektywy dość trudno to zrozumieć, ale już sama możliwość synchronizacji i sterowania zewnętrznych instrumentów poprzez MIDI w zupełności wystarczała i była na tamte czasy rewolucyjna. Cyfrowe przetwarzanie dźwięku przez oprogramowanie tak naprawdę stało się powszechne dopiero dwie dekady później.

VST przybywa!

Pierwsze „wtyczki” audio pojawiły się w 1982 roku za sprawą firmy Eventide. W ich przypadku były to jednak fizyczne chipy EPROM, które w sposób dosłowny umieszczano wewnątrz procesora SP2016, wprowadzając tą metodą nowe programy. Wtyczki w takiej formie, z jaką mamy do czynienia obecnie, mogły zaistnieć dopiero wtedy, kiedy komputery zaczęły oferować wystarczającą moc obliczeniową do realizacji algorytmów DSP, co stało się możliwe w drugiej połowie lat 90.

Pierwsze wtyczki Eventide były wtyczkami w pełnym tego słowa znaczeniu. (fot. Eventide)

I znów wracamy do 1996 roku, który z wielu względów jest przełomowy dla współczesnej produkcji muzycznej. O tym, że wtedy pojawił się pierwszy numer EiS już wspomnieliśmy (tak, wiemy, że powtarzanie żartów nie jest śmieszne, ale nie mogliśmy odmówić sobie tej przyjemności...), jednak znacznie ważniejszy jest debiut standardu VST. Virtual Studio Technology to platforma programowa opracowana pod kątem możliwości umieszczania zewnętrznych efektów w programie Cubase 3. Było to ustanowienie przemysłowego standardu oraz swego rodzaju zaproszenie innych programistów do tego, by zaczęli tworzyć własne efekty. Trzy lata później VST wzbogaciło się o specyfikację VSTi, pozwalającą na obsługę wirtualnych instrumentów. Formaty VST i VSTi funkcjonują z powodzeniem po dzień dzisiejszy, systematycznie uaktualniane i mające towarzystwo pod postacią formatów Audio Units dla komputerów Mac i AAX dla systemu Pro Tools. Ostatnim bastionem broniącym się przez kompatybilnością z VST był Propellerhead Reason, który poddał się dopiero w 2017 roku. „Obsługa VST w Reasonie? Tylko wtedy, gdy zamarznie piekło” – tak swego czasu żartował Ernst Nathorst-Böös, który teraz jest prezesem Propellerhead. Jakby na to nie patrzeć, możliwość skorzystania z dostępności tysięcy różnych wtyczek, od bezpłatnych po wysokobudżetowe instrumenty wirtualne i profesjonalne efekty, to dziś podstawa funkcjonowania każdego programu DAW.

Sekwencery a DAW

Wiele terminów muzycznych bywa nadużywanych, użytych w niewłaściwym kontekście lub zmieniających swe znaczenie na przestrzeni lat. Jeśli chcesz dowodu, to spróbuj wyjaśnić gitarzyście, że efekt wibrato w jego wzmacniaczu to tak naprawdę tremolo, a poruszając „wajchą tremolo” w swojej gitarze, uzyskuje w rzeczywistości efekt wibrato... Mówiąc wprost, różnica między sekwencerem a DAW jest bardzo prosta i sprowadza się do funkcjonalności zakodowanej w nazwie. Sekwencer generuje sekwencje lub steruje instrumentami używając protokołu MIDI lub innych danych sterujących, podczas gdy DAW, jako cyfrowa stacja robocza audio, obsługuje... audio.

W tym jednak szczególnym przypadku możemy obu tych terminów używać zamiennie, ponieważ w praktyce wiele współczesnych programów DAW zaczynało jako sekwencery. Niektóre z nich, jak Logic i Cubase, były sekwencerami wiele lat przed tym, jak dodano do nich funkcjonalność audio. Inne, jak Pro Tools, Ableton Live czy Acid, od razu zaczynały jako DAW, ale możliwość ich współpracy z instrumentami (sprzętowymi i wirtualnymi) pojawiła się dopiero po pewnym czasie. Generalnie rzecz ujmując, wszystkie są programami DAW z możliwościami sekwencera, a jeśli określisz program Logic czy Live mianem sekwencera, ludzie zapewne będą wiedzieć, co masz na myśli. A zatem jeszcze raz – jaka jest różnica między tremolo a wibrato?...

Kraki i trakery

Lata 80. były bardzo dziwnym okresem w historii muzyki. Wobec dostępności syntezatorów, maszyn perkusyjnych i samplerów muzyka z lat 60. i 70. nagle okazała się nieco, hmm... przeterminowana? Na MTV pojawiły się klipy wideo, zaistniały zupełnie nowe prądy artystyczne, a muzycy zaczęli eksperymentować z dźwiękami, których wcześniej nikt nie słyszał. Największym problemem tamtych czasów było jednak to, że technika komputerowa nie nadążała za oczekiwaniami. Komputery dopiero zaczynały przecierać pierwsze ścieżki jako narzędzia do tworzenia i nagrywania sekwencji, a dla niektórych było to stanowczo zbyt mało. Wprawdzie dla większości muzyków już sama możliwość zaprogramowania sekwencji, którą następnie odtwarzali z wykorzystaniem sprzętowych instrumentów była szczytem możliwości technicznych, ale byli też i tacy, którzy oczekiwali zdecydowanie więcej. Dzięki temu właśnie programy DAW zaczęły ewoluować do postaci, którą znamy dzisiaj.

Równolegle jednak toczyła się zupełnie inna historia. Poza rynkiem studyjnym, w obszarze związanym z grami komputerowymi powstawała tzw. demoscena, subkultura bazująca na prezentowaniu swoich umiejętności programistycznych poprzez muzykę i grafikę. Bardzo często towarzyszyło jej łamanie zabezpieczeń programów komercyjnych i zjawisko piractwa, stąd też od samego początku demoscena była otoczona nimbem działalności o charakterze co najwyżej ćwierćlegalnym. Jednak bez względu na status prawny, programiści eksplorowali muzyczne możliwości komputerów Commodore 64 i Amiga, używając tak prymitywnych narzędzi jak Superions Future Composer i SIDMON.

Wraz z pojawieniem się (nieznacznie) bardziej intuicyjnego Ultimate Soundtracker dla Amigi, całe muzyczne oprogramowanie znane do tej pory jako trackery, a także i cała demoscena, zaczęła ewoluować w kierunku zupełnie innym niż bardziej przyjazne w obsłudze sekwencery. Do tworzenia muzyki wykorzystywano numeryczne wpisywanie danych i przewijaną w pionie linię czasu. Dla użytkowników DAW ten system pracy wygląda wręcz abstrakcyjnie, ale wciąż funkcjonują grupy „hardcorowców” programujących dźwięki z użyciem takich narzędzi jak OpenMPT czy Renoise. Wspomnieć też należy o jeszcze bardziej konserwatywnej scenie chiptune, w której twórcy narzucają sobie ograniczenie pod postacią wykorzystania w charakterze instrumentów chipów audio ze starych automatów do gier i konsol. A jeśli myślicie, że to marginalna historia, to wystarczy wspomnieć, że pierwszy album Calvina Harrisa powstał w całości na programie OctaMED w komputerze Amiga 500, a Timbaland wylądował w sądzie po tym, jak wyprodukował dla Nelly Furtado utwór Do It, który okazał się zaskakująco podobny do stworzonej metodą chiptune kompozycji Acidjazzed Evening, autorstwa pochodzącego z Finlandii demoscenowego artysty Janne’a Suni.

Amiga i Atari: ikony lat 80.

Dzisiaj życie jest proste. Jeśli chcesz kupić nowy komputer, Twój wybór w praktyce ograniczy się do maszyn Mac lub PC. W latach 80. sprawy były bardziej skomplikowane. W zależności od wielkości budżetu przeznaczonego na komputer, mogłeś wybierać między Sinclair ZX Spectrum, Apple, BBC Micro, IBM PC, Acorn, Amstrad, Commodore 64 i kilkoma jeszcze innymi. Oczywiście tylko na Zachodzie, bo w Polsce komputery podlegały embargu narzuconemu na nasz kraj po wprowadzeniu stanu wojennego i oficjalnie nie mogły być sprowadzane (choć import prywatny działał całkiem nieźle). Nie funkcjonowała żadna kompatybilność między komputerami, zarówno sprzętowa, jak i programowa. Obsługa oprogramowania wymagała podstawowej wiedzy programistycznej i wpisywania komend w linii poleceń. Po przejściu na arytmetykę 16-bitową zaczęła się klarować czołówka: w 1985 roku Commodore zaprezentował komputery Amiga, zaś Atari serię ST. Oba podobne funkcjonalnie, choć Atari miało istotną przewagę: wbudowany interfejs MIDI, pozwalający od razu podłączyć syntezator lub maszynę perkusyjną i stworzyć własne studio w domu.

Komputer Amiga 500, który pojawił się na rynku w 1987 roku, został sprzedany w milionach egzemplarzy na całym świecie.

Obie marki nie przetrwały jednak długo, i to nie tyle ze względu na swoje możliwości, co na globalną zmianę trendu na rynku komputerów domowych. Firma Atari nigdy w pełni nie wyszła z kryzysu 1983 roku, kiedy to na rynek weszły konsole Nintendo i Sega. Commodore z kolei poległ na próbie wprowadzenia komputerów Amiga na rynek biznesowy, przegrywając z konkurencją pod postacią komputerów Macintosh i Windows. Próbował jeszcze swych sił na rynku grafiki i multimediów, ale jego bankructwo w 1994 roku ostatecznie potwierdziło hegemonię firm Apple i Microsoft.

Znaczenie MIDI

Wystarczy porozmawiać z kimś, kto próbował tworzyć muzykę z syntezatorami i maszynami perkusyjnymi przed pojawieniem się MIDI, by zrozumieć, z jak gigantycznymi problemami trzeba się było wówczas zmagać. Współpraca urządzeń elektronicznych, analogowych i cyfrowych, w kontekście czasowego wyrównania zdarzeń, musi bazować na synchronizacji. Chodzi tu o wspólny dla wszystkich urządzeń zegar taktujący. A jeśli do tego chcesz zachować jednakowy strój wszystkich urządzeń w systemie, albo skorzystać z możliwości polifonii, w grę zaczynają wchodzić jeszcze inne czynniki, które sprawiają, że skala problemu przypomina załogowy lot na Marsa i z powrotem. Pojawienie się sekwencerów pozornie uprościło sprawę. Monofoniczne syntezatory analogowe najlepiej współpracują z sekwencjami krokowymi, powtarzanymi na okrągło w 16-krokowych paternach. Potrzebowałeś czegoś więcej? W 1977 roku pojawił się Roland MC-8 Microcomposer, kosztujący wówczas 4.795 dolarów (dziś to jakieś 20 tysięcy). A i tak użytkownicy narzekali, że jest trudny w programowaniu i stworzenie 4-minutowej sekwencji zajmuje dobrą godzinę. Nic dziwnego, że sprzedano niecałe 200 sztuk tego cudu techniki.

Sytuacja robiła się stresująca, dlatego pojawienie się standardu MIDI w 1983 roku okazało się dla wielu producentów najlepszą możliwą opcją wymiany danych sterujących pomiędzy różnymi syntezatorami, sekwencerami i maszynami perkusyjnymi. Przy okazji informacja dla młodszych Czytelników – MIDI transmituje wyłącznie dane kontrolne, zawierające proste instrukcje: teraz zagraj tę nutę, zmień ten parametr, zmień program itd. Wszystko w pełnej synchronizacji czasowej. Jakie to ma znaczenie w kontekście DAW? MIDI było spoiwem wszystkich wczesnych sekwencerów, bez względu na ich markę pozwalającym sterować dowolnym sprzętem studyjnym. W przypadku współczesnych programów DAW zmieniło się bardzo niewiele. Choć tego nie widać, MIDI wciąż pozostaje platformą, na której dokonuje się synchronizacja, sterowanie i wymiana informacji np. między wtyczkami efektowymi oraz instrumentami a programem.

Jeśli z jakiegoś powodu marzysz o sprzętowym sekwencerze, to Sequentix Cirklon zdecydowanie powinien Cię zainteresować.

Wciąż jednak istnieją sekwencery sprzętowe, takie jak Sequentix Cirklon czy Pioneer Toraiz Squid, ale wiele osób zdecydowanie woli programować sekwencje w programach DAW. A jeśli nawet korzystasz z nowoczesnego, na wskroś analogowego sprzętu, to i tak jest spora szansa, że będziesz chciał tym wszystkim sterować z poziomu DAW. I MIDI Ci na to pozwoli, nawet jeśli po drodze pojawi się przetwarzanie do postaci CV/Gate. To absolutnie genialny protokół, który w świecie produkcji muzycznej stał się tym, czym system czcionek, gdy trzeba przekazać treść za pomocą pisma.