Bitamina - Zachować wrażliwość dziecka

02.02.2015 
Bitamina - Zachować wrażliwość dziecka

Cykl "Nowe Bity" powstał po to, aby prezentować naszym Czytelnikom najciekawsze zjawiska muzyki elektronicznej w Polsce. Co prawda Bitamina nie ma jeszcze na swoim koncie oficjalnego wydawnictwa, jednak systematycznie, od kilku lat udostępnia swoje utwory poprzez serwis Bandcamp. Zapraszamy do zapoznania się z zapisem spotkania, które miało miejsce w mateczniku chłopaków a więc Secyminie.

Opowiedzcie proszę o miejscu, w którym się spotykamy, czyli gospodarstwie w Secyminie Nowym. Rzeczywiście, zgodnie z waszymi zapewnieniami wydaje się, że to bardzo inspirująca lokalizacja.

Amar Ziembiński: Spotykamy się w moim rodzinnym domu, gdzie na co dzień zajmujemy się produkcją nabiału. Cały czas przyjeżdżają też tutaj nasi przyjaciele, jak chociażby Piotrek, który przyjechał z Kalisza i został już na stałe.

Piotr Sibiński: Rzeczywiście, przyjechałem do Secymina z zamiarem zarejestrowania wokali na projekt "Listy Janusza". Później płynnie przeszliśmy do pracy nad kolejnym materiałem zatytułowanym "Plac Zabaw" i właśnie mijają dwa lata, odkąd tu jestem.

Zanim zaczniemy rozmawiać o Waszej muzyce, zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy trzecim członku Bitaminy, czyli Mateuszu. Na stałe mieszkasz w Niemczech, co na pewno utrudnia wam współpracę.

Mateusz Dopieralski: Urodziłem się w Katowicach, ale kiedy byłem mały, rodzice zafundowali nam emigrację do Leverkusen. Zanim połączenia internetowe stały się tak szybkie jak dzisiaj, wieczorami dzwoniłem do Amara i puszczaliśmy sobie bity przez telefon. Teraz korzystamy ze Skype’a lub Facetime’a i wymieniamy się bitami czy muzycznymi inspiracjami, bo przecież w pierwszej linii jesteśmy przyjaciółmi.

Pochodzicie z różnych miejsc Polski - jak to się stało, że poznaliście się i stworzyliście wspólny kolektyw?

AZ: Swego czasu uczęszczałem do zkoły Aktorskiej Machulskich, gdzie były organizowane letnie obozy teatralne. Na jednym z takich obozów poznaliśmy się z Mateuszem, który już wtedy zaczął przekonywać mnie do tego, abym robił bity.

MD: Te warsztaty miały miejsce w roku 2005. Amar robił niezwykle szybkie postępy, dlatego też byłem gotów przekazać mu wszystkie banki dźwięków, które zbierałem przez lata. Miał je w zasadzie już podczas pierwszego tygodnia, kiedy rozpoczął pracę producenta. Każdy, kto robi bity wie, że to swego rodzaju skarb, a ja nie żałuję ani jednej stopy, którą przekazałem Amarowi. Jakoś chwilę później, czyli ok. 2007 roku napisał do mnie Piotrek z pytaniem, czy nie zrobilibyśmy czegoś wspólnie. Pamiętam, że to zaproszenie wywarło na mnie wrażenie, bo w dobie Internetu zapraszanie kogoś do siebie nie jest zbyt popularne.

Czy w wyniku tego pierwszego spotkania powstały jakieś nagrania?

Zobacz także test wideo:
Midiplus MI 5 - monitory aktywne Bluetooth
Midiplus MI 5 - monitory aktywne Bluetooth
Marka Midiplus jest coraz lepiej rozpoznawalna na naszym rynku. I bardzo dobrze, bo oferuje funkcjonalne produkty za rozsądną cenę. Tak jak prezentowane tutaj kompaktowe monitory.

MD: Powstał wtedy pomysł, aby założyć zespół sesyjny Say What, w celu nagrania albumu "Awantura o Afro". W jego skład - oprócz naszej dwójki - wchodzili Marcin Wieczorek (trąbka), Krzysztof Siewruk (gitara i bas), Dyonek (MPC), DJ Tru (gramofony), Famson (wokal), klawiszowiec Darek Rybicki, a także Amar, który w tzw. międzyczasie został bębniarzem. Zagraliśmy jeden koncert, a album jest schowany gdzieś głęboko w szufladzie [śmiech]. Rok później Amar i ja wpadliśmy na pomysł, żeby zrobić projekt czysto bitowy. W ten sposób powstała Bitamina.

Pomówmy chwilę o waszym pierwszym wspólnym projekcie, czyli wspominanych już "Listach Janusza". Przede wszystkim skąd taki tytuł?

MD: Co do tytułu "Listy Janusza", to pozwolę sobie zdradzić, że warto rozbić go na sylaby. Piotrek jest fanem chowania treści głęboko i wszędzie. Tylko sumienny i bardzo wytrwały słuchacz odnajdzie wszystkie schowane alegorie i gry słowne zawarte w jego tekstach. Taka nagroda na koniec. Ja do dzisiaj odnajduję części puzzli.

PS: Tak naprawdę to podczas powstawania tego materiału dopiero się poznawaliśmy. W tamtym czasie mieszkałem jeszcze w Kaliszu, gdzie pracowałem w studiu nagrań jako realizator. Dzięki temu miałem okazję poznać środowisko kaliskich muzyków, którzy później znaleźli się na Listach Janusza.

Piotrze, oprócz tego, że rapujesz, zajmujesz się również slamem. Mógłbyś powiedzieć coś więcej na ten temat?

PS: W dużym skrócie slam to ciężkie przeżycie emocjonalne [śmiech]. A mówiąc poważnie jest to połączenie stand up’u z wieczorem poetyckim. Każdy z uczestników ma do dyspozycji 3 minuty, nie może używać żadnych rekwizytów ani podkładu muzycznego - po prostu mówi do ludzi. Takie spotkania mają charakter turnieju, gdzie o tym, który z zawodników przechodzi do następnego etapu decydują głosy publiczności, a wygrany zgarnia zebraną pulę pieniędzy. Ze slamem w Polsce jest taki problem, że choć przychodzi rzeczywiście wiele osób, które świetnie piszą, to jednak nie umieją tego sprzedać. Jeżeli pochylisz się nad samym tekstem, to jest on interesujący, ale czytany z kartki przez roztrzęsionego slamera traci swoje walory. Dlatego uważam, że jest to ciężkie przeżycie emocjonalne zarówno dla występującego jak i słuchaczy [śmiech].

AZ: Piotrek ma swoje opracowane techniki, dzięki którym przykuwa uwagę słuchacza. Trzeba to zobaczyć na własne oczy.

No właśnie, przygotowując się do naszej rozmowy, próbowaliśmy znaleźć w Internecie twoje występy podczas slamów, ale bez rezultatu. Czy można je gdzieś zobaczyć online?

PS: Nie ma, zawsze jest to jednorazowa sytuacja. Szczerze mówiąc, mam takie podejście, że irytuje mnie rejestrowanie koncertów czy innych występów live na komórkach czy innych nośnikach. Wychodzi na to, że zgromadzeni ludzie są tam jedynie po to, żeby później obejrzeć to sobie w domu. Moim zdaniem, ludzie przestali wspominać i nie umieją już opowiadać historii. Potrafią jedynie odtwarzać nagrania na telefonie.

Jak wyglądała praca nad warstwą muzyczną "Listów Janusza"?

MD: Podczas tej pracy Piotrek miał już ode mnie jakieś 100 bitów, albo więcej, z których wybrał sobie chyba 3-4. Pamiętam, że wtedy nie robił nic innego. Całą energię i twórczość ładował w ten projekt - strasznie mi tym zaimponował. Bardzo dbał o aranż utworów i jako pierwszy z nas trzech o brzmienie. Na początku bity były samplowane, ale Piotrek wymienił wszystkie instrumenty na żywe, a później, wspólnie z Darkiem Rybickim siedzieli po nocach i wymieniali tracki. Piotrek bardzo szybko poszerzył swoją działalność: od diggingu, zbierania sampli podręcznym rejestratorem dźwięku, właśnie po slamy poetyckie.

AZ: Bity robiła cała nasza trójka. To znaczy ja i Mateusz dosłownie „robiliśmy bity”, a Piotrek potem pokazywał to różnym muzykom, którzy dogrywali się do nich. Potem oczywiście trzeba było te nagrania jakoś sprytnie wkleić w bit.

PS: "Listy Janusza", to praca wielu osób, a próba wymienienia ich wszystkich jest bardzo kłopotliwa. Myślę, że w tamtym okresie, wszyscy, którzy pomagali przy powstawaniu tego materiału byli częścią zespołu Bitamina.

W waszym drugim albumie - "Placu Zabaw" - wokalistą jest już Mateusz. Skąd pomysł na to, aby odejść od tego, co powstało na "Listach Janusza"?

MD: Muszę dodać, że oprócz sklejania bitów od zawsze rapowałem, więc to była kwestia czasu, zanim znowu wezmę się za jakiś „własny” projekt. Piotrek i ja rapowo różniliśmy się w stylistyce, treści, formie... Więc tak naprawdę nie odchodziliśmy od "Listów Janusza", tylko po prostu był to zupełnie inny projekt, z inną głową na czele i innym konceptem całości. Na początku miałem dość ogólny plan tego, jak ten album miałby wyglądać. Utwór "Po burzy", do którego zrobiliśmy nawet teledysk, leżał już na naszych dyskach drugi rok i wiedziałem, że reszta będzie podobnie wrażliwa i szczera. Podkład, oczywiście, był Amara i należał do grupy bitów, które usłyszałem dość przypadkowo, bo on uważał je za stare i niegodne naszej uwagi. Wtedy usłyszałem też bit do numeru "Wiatr" i dosłownie rozpłynąłem się po podłodze, nie wierząc, że o mały włos, a nigdy bym go nie usłyszał.

PS: Ja obecnie jestem na etapie, w którym dużo piszę - zdecydowanie poszedłem w słowo. Jestem go głodny. Nagrywałem jakieś kawałki po "Listach Janusza", ale było to bardzo podobne do tego, co zarejestrowałem na tej płycie. Doszedłem więc do wniosku, że nie ma sensu tego powielać. Na "Placu Zabaw" Mateusz dokonał ciekawego wyboru słów i uważam, że bardzo dobrze z tego wybrnął.

MD: Trzeba powiedzieć, że Secymin to miejsce z niesamowitym klimatem. Nagrywałem dziennie kilka godzin, później szedłem z psem nad Wisłę popisać i wracałem do pracy w studiu, a pies kładł się pod stołem. Głównym motorem mojego działania był też okres wchodzenia w dorosłe życie, co na pewno nie jest bez znaczenia. Nie chcę, aby brzmiało to zbyt patetycznie, ale musiałem przepracować wiele spraw w mojej głowie, a przy tym chciałem zachować tę pierwotną wrażliwość dziecka.

Oprócz tego, że działasz w Bitaminie, jesteś również znany ze swoich wcześniejszych „podziemnych” produkcji hip-hopowych, zarówno jako producent Drumlinaz, ale i raper Denver. To, co prezentujesz aktualnie, nieco odbiega od brzmień, które tworzyłeś wcześniej.

MD: Na "Placu Zabaw" jest trochę rapu, choć rzeczywiście więcej śpiewam. Mój pierwszy nielegal liczył ok. 20 kawałków, ale były one bez konceptu. Po wielu rozmowach z chłopakami doszedłem do wniosku, że to tylko powielanie czegoś, co już istnieje. Wiedziałem, że następny projekt musi być bardziej szczery. Zanim zacząłem pisać teksty na "Plac Zabaw", Piotrek zwrócił mi uwagę, abym zrezygnował z anglicyzmów, których w moich tekstach rapowych było sporo, a skoncentrował się na pisaniu po polsku. Było to ważne i dało mi do myślenia. W ten sposób zmieniła się też stylistyka mojego pisania, gdyż zacząłem pracować na mniejszej liczbie sylab i bardziej obrazowo. Zdania okazały się za krótkie, aby je rapować, więc zacząłem śpiewać [śmiech].

Jako Drumlinaz wyprodukowałeś kilka utworów, które znalazły się na wspólnej płycie O.S.T.R.-a i Hadesa HAOS.

AZ: Dostał nawet platynę! [śmiech]

MD: Jeszcze nie dostałem, ciągle na nią czekam [śmiech]. Ostrego poznałem dzięki temu, że Piotrek pracował u wspominanego już Darka Rybickiego, w studiu 5150 w Kaliszu, gdzie wielu raperów rejestrowało swoje kawałki. W czasie jednej z naszych sesji przyszedł O.S.T.R., a także Cadillac Dale i mieli okazję usłyszeć parę naszych kawałków.

PS: Mateusz miał wtedy w planach płytę producencką i koniecznie chciał, żeby znalazł się na niej Hades. Pomyślałem, że najłatwiej będzie, jeżeli poprosimy o pomoc O.S.T.R.-ego. Skończyło się na tym, że wyprodukował 4 kawałki na płytę HAOS. Trzeba też powiedzieć, że chłopaki z Killing Skills (grupa producencka z Holandii - przyp. red.) miksując i masterując te podkłady pokazali, że znają się na swoim fachu. Były to przecież bity stworzone na słuchawkach, a nic nie straciły ze swojego charakteru. Zostały tylko oczyszczone z tego, co zbędne. To nam bardzo otworzyło głowy, że można. Killing Skills zajęli się również obróbką materiału, który znalazł się na "Placu Zabaw".

Faktycznie, mało które undergroundowe produkcje mają tak dobre brzmienie.

PS: Zanim "Plac Zabaw" trafił do Killing Skills, jego miksem zajął się Michał Lewandowicz, który cały nasz materiał przepuścił przez stary pogłos taśmowy gitarowy Echo Korg. Dopiero później ten materiał trafił do naprawdę uznanych w Polsce nazwisk, ale kiedy otrzymaliśmy te numery z powrotem, wprost złapaliśmy się za głowy. Nie wiem, jak to działa, czy potraktowano nas jak jakieś dzieciaki, ale wydaje mi się, że oferując jakąś usługę powinno się ją wykonać jak najbardziej rzetelnie. Ten sam materiał trafił do Killing Skills i brzmi teraz zupełnie inaczej.

Jak dotąd nie jesteście zbytnio znani, wasz fanpage na Facebooku „lubi” jakieś 500 osób, jednak swoimi produkcjami zwróciliście na siebie uwagę wielu dziennikarzy muzycznych i osób ze środowiska. Czy planujecie wydać kolejny materiał w jakiejś wytwórni?

AZ: Mateusz ma pełno pomysłów i jeżeli chodzi o te sprawy, to zdajemy się na niego. Ja tylko robię bity.

MD: Powoli coś zaczyna się dziać. Projektów do wydania jest sporo, a pomysłów jeszcze więcej. Chętnie wydałbym na nośniku "Plac zabaw", bo wyszedł jedynie w formie digitalnej. Będziemy się starali wydać również nasz dotąd nie wydany materiał, czyli "Bitaminę - C". Ogólnie rok 2015 powinien być bardzo owocny dla Bitaminy i na pewno jest na co czekać.

Wasza muzyka jest głównie oparta na samplach, jednak w niektórych kawałkach dogrywaliście również żywe instrumenty czy umieściliście nagrania terenowe. Jak dokładnie wygląda wasz system studyjny?

MD: Jeżeli chodzi o sam sprzęt, to w moim przypadku jest to bardzo podstawowy zestaw. Pracuję na komputerze Mac i korzystam z Abletona. Apogee One służy mi jako karta dźwiękowa do prowizorycznych nagrań wokalu oraz zasilania słuchawek. Rzeczywiście, głównie pracuję na samplach, których mam dużo. Muszę jednak powiedzieć, że największe zasługi, jeżeli chodzi o nasze produkcje, przypadają Amarowi: jego podejście do muzyki miało ogromny wpływ na twórczość moją i Piotrka. Mam ten luksus, że mój ulubiony producent jest moim przyjacielem.

PS: Chociaż niestety często o tym zapominamy i musimy sobie naubliżać [śmiech].

Czy Bitamina dysponuje jakimiś syntezatorami sprzętowymi?

AZ: Okazjonalnie mamy możliwość się takowymi pobawić. Szczerze mówiąc, nie przepadam za nimi. W muzyce głównie kieruję się klimatem, dlatego bardzo lubię etniczne sample. Pamiętam, że na początku w ogóle nie interesowało mnie brzmienie utworu, a chodziło mi wyłącznie o pomysły muzyczne i o to, jak to razem gra. Dopiero później okazało się, że warto byłoby zadbać również o brzmienie.

Skoro raczej nie korzystacie z syntezatorów, to w takim razie, które wtyczki są waszymi ulubionymi?

AZ: Lubię equalizer i kompresor w MPC. Można ładnie scharakteryzować tym bębny. Jeśli chodzi o syntezatory, to lubię robić własne w Ableton Simpler. Prawda jest taka, że staram się używać jak najmniej wtyczek VST, a w głównej mierze korzystam jednak z sampli.

Amar Ziembiński: "Spotykamy się w moim rodzinnym domu, gdzie na co dzień zajmujemy się produkcją nabiału. Cały czas przyjeżdżają też tutaj nasi przyjaciele"

W waszej twórczości słychać głównie inspiracje hip-hopem. Czy wciąż jest to gatunek, z którego czerpiecie najwięcej?

AZ: Słuchamy bardzo dużo różnej muzyki. Kiedyś rzeczywiście był to głównie J Dilla, Premier i inni producenci hip-hopowi. W bitach hip-hopowych zawsze bardzo podobało mi się to, że były oparte na pętlach, były wręcz mantrowe. U mnie wzięło się to z potrzeby groove’u, tego mikro-timingu, który właśnie w rapie zauważyłem w tych delikatnych przesunięciach. Moje zainteresowanie wzbudzało to, co nie było zagrane równo - trochę za wczesny werbel, trochę za późna stopa. Teraz się okazuje, że polska muzyka dawna miała tego typu przesunięć bardzo dużo. Aktualnie jesteśmy w momencie, w którym to badamy.

MD: To jest też ciekawe, że z chłopakami mamy zawsze nieco inne preferencje co do słuchanej aktualnie muzyki. Ja, siłą rzeczy, słucham trochę niemieckiej muzyki: ostatnio do gustu przypadł mi nowy album Haftbefehl. Niemcy mają długą tradycję hip-hopową, o czym wiedzą ci, którzy oglądali stację muzyczną Viva w latach 90-tych. Oprócz tego, bardzo cenię również Kings of Convenience, Gonjasufi, Erykah Badu, D’angelo, Queen, SZA. Wszystkich nie sposób nawet zliczyć i wymienić.

Jesteśmy bardzo ciekawi, co jeszcze wyjdzie z połączenia tak różnych inspiracji. Jakie są wasze najbliższe plany?

AZ: Ja cały czas uczę się grać na perkusji i kleję kolejne bity.

MD: Na pewno chcielibyśmy grać na żywo. Na dzień dzisiejszy moglibyśmy zagrać set akustyczny, ale nawet to wymagałoby na pewno przygotowania. Gdybym był na miejscu, pewnie bardziej pchałbym to do przodu, ale generalnie i tak cały czas coś się dzieje.

PS: Ja z kolei w najbliższych planach mam ukończenie mojej wędzarni. Z pastucha awansowałem na serowara, który ser ugniata rękoma i zimnym dymem wędzić się go uczy. Jeżeli chodzi o najbardziej aktualne plany to chyba tyle [śmiech].

Artykuł pochodzi z numeru:
Nowe wydanie Estrada i Studio
Estrada i Studio
luty 2015
Kup teraz
Close icon
Poczekaj, czy zapisałeś się na nasz newsletter?
Zapisując się na nasz newsletter możesz otrzymać GRATIS wybrane e-wydanie jednego z naszych magazynó