Więcej...

Gedz - Eksperymentujemy dalej

06.09.2018  | Piotr Lenartowicz
Gedz - Eksperymentujemy dalej fot. www.bpnd.pl

Żabson na swojej ostatniej płycie stwierdził, że wszyscy newchoolowcy w Polsce to jest moja krew ale wydaje się jednak, że ojcem chrzestnym tego syfu może tytułować się ktoś inny. Gedz, bo właśnie o nim mowa już jakiś czas temu wydał album "247365", na którym po raz kolejny pokazał jak może a nawet powinien brzmieć nowoczesny rap w naszym kraju.

W naszej rozmowie opowiedział m.in. o tym jakie reakcje wywoływały jego pierwsze próby z efektem auto-tune, dlaczego nie warto zbyt szybko publikować swoich nagrań w internecie oraz zdradził czego możemy spodziewać się po jego kolejnych produkcjach sygnowanych logiem"NNJL".

Wiem, że jako młody chłopak jeździłeś na deskorolce i w kontekście naszej rozmowy jest to istotna informacja, ponieważ deskorolkowcy podobnie jak graficiarze tworzyli środowiska w których wcale nie słuchało się tylko rapu. Pomimo, że zarówno deskorolka jak i puszka farby bardzo mocno z hip hopem się kojarzą.

Gedz: Dokładnie tak, u mnie były to od zawsze bardzo różne brzmienia – zanim w ogóle pojawił się hip hop to liczyło się głównie Rage Against The Machine. Do nowej muzyki docierało się dzięki filmom tworzonym przez producentów desek, w których często pojawiały się nawet "wstrzyki" z elektroniką. Jeżeli chodzi o moją jazdę na desce to szczerze mówiąc nigdy nie byłem w tym temacie specjalnym orłem, choć przyznaje, że był moment kiedy rozważałem zajęcie się tym sportem zawodowo. Moje skillsy ograniczały się jednak do wyszukiwania trudnych miejscówek i skakaniu z nich. Ostatecznie więc postąpiłem słusznie stawiając na muzykę.

 

 

A kiedy w ogóle zacząłeś interesować się produkcją?

Początkowo, tym co najbardziej zafascynowało mnie w rapie było słowo. Dopiero później, trochę z przymusu coraz mocniej „wgryzałem się” w produkcje, gdyż nie miałem skąd brać instrumentali pod które mógłbym rapować. Nie chciałem zapętlać fragmentów bitów z polskich albumów – wydawało mi się to po prostu słabe. Natomiast zdarzało mi się wycinać kawałki podkładów z amerykańskich numerów krążących gdzieś w środowisku na płytach mp3. To wymagało jednak już jakichś umiejętności aby potrafić wyciąć fragment danego utworu. Zawsze starałem się dodawać do tych próbek coś od siebie tak aby nawet jeśli ktoś powiedział, że zna ten instrumental to jednocześnie był on nieco inny od oryginału. Poznawałem producentów i innych raperów przez Gadu-Gadu czy MySpace, choć akurat  u mnie w domu internet pojawił się bardzo późno, bo dopiero kiedy szedłem do pierwszej klasy liceum. Brzmi to jak jakaś zamierzchła historia, gdy uświadomimy sobie, że dzisiaj dzieciaki nie znają życia bez internetu.

W jakim programie tworzyłeś swoje wersje zagranicznych podkładów?

Na samym początku było takie nieco "zabawkowe" narzędzie, czyli Hip Hop Ejay. Jednak wydaje mi się, że dla 14-latka zupełnie wystarczające. Później pojawił się oczywiście Fruity Loops, którego porzuciłem dopiero kilka lat temu na rzecz Abletona. Takim ważnym momentem był dla mnie ten w którym dostałem narzędzie Yamaha Motif Rack ES. Nie miał on możliwości zapisu midi, więc byłem zmuszony niejako resamplować to co działo się w programie w czasie rzeczywistym – danego dnia musiał powstać konkretny bit, gdyż później nie mogłem już edytować "wyplutego" pliku WAV. Wszystko działo się zatem odrobinę "naokoło" ale z drugiej strony był to dla mnie bardzo kreatywny okres. Jeżeli jednak miałbym powiedzieć, kiedy zająłem się robieniem bitów "na poważnie" to byłby moment zaraz po wydaniu mojej drugiej płyty "NNJL", gdy mogłem już pozwolić sobie na zakup używanego MacBook'a na którym zainstalowałem wspominanego Abletona. Mniej więcej w tym samym czasie pojawiło się sporo tutoriali w internecie, więc za ich pomocą nauczyłem się przynajmniej kilku rzeczy – zwłaszcza, jeżeli chodzi o kwestie związane z brzmieniem. Wcześniej działałem trochę po omacku.

Jak wspominasz tamten czas? Bo często taka charakterystyka pracy doprowadza do efektów, które postępując zgodnie z instrukcją być może byłyby niemożliwe do osiągnięcia.

To prawda. Ja też zawsze przywiązywałem dużą wagę do samej muzyki – nigdy nie chodziło mi tylko o to aby zarapować pod pętle. Moim zdaniem na naszym rynku ciągle zbyt niewielu raperów zwraca na to wystarczającą uwagę. Większość nagrań skonstruowana jest w ten sam sposób – wokal na froncie a z tyłu pętla. Staram się żeby moje rzeczy były jak najbardziej muzyczne a więc rozbudowuje aranże i unikam klasycznej konstrukcji utworu "zwrotka, refren, zwrotka". Niekiedy zastanawiam się czy tymi wszystkimi zabiegami nie maskuje swoich innych niedociągnięć... Rzeczywiście mogło tak być w przypadku albumu "Ameba" na którym w pewnych momentach nie miałem już pomysłu jak "pociągnąć" dany temat lirycznie i wtedy chcąc jakoś to "przykryć" dorzucałem coś ekstra do aranżu. Dzisiaj takie sytuacje nie mają już miejsca, gdyż zarówno w warstwie lirycznej jak i dźwiękowej tworzę taką muzykę jaką od zawsze chciałem robić. To jednak zajęło trochę czasu i warto na ten moment czekać. Dostaje sporo muzyki od młodych producentów i często radzę im aby jeszcze chwilę poczekali z publikowaniem swoich rzeczy w internecie. Mam wrażenie, że w tych dzisiejszych "internetowych" czasach liczy się przede wszystkim to jak dużo muzyki się wypuści a jakość tych nagrań to dla wielu osób kwestia drugorzędna. A internet pamięta – sam mam parę kawałków, które wolałbym aby zniknęły z sieci.

Zawsze przywiązywałem dużą wagę do samej muzyki – nigdy nie chodziło mi tylko o to aby zarapować pod pętle. Moim zdaniem na naszym rynku ciągle zbyt niewielu raperów zwraca na to wystarczającą uwagę.

Na ten fakt zwracał mi też uwagę Vito z Bitaminy...

Pamiętam jego kawałki nagrywane jako Denver. W jednym mi nawet "pojechał" za używanie efektu auto-tune.

Często spotykałeś się z takimi zaczepkami?

Na początku mocno mnie nie lubili na scenie czy nawet na własnym podwórku ale już dawno się z tym pogodziłem. Dla mnie od zawsze auto-tune był przede wszystkim pięknym instrumentem, bez którego cały światowy pop czy rap nie rozwinąłby się w sposób jakiego jesteśmy dzisiaj świadkami. W teorii jest to narzędzie służące do tego aby umieścić wszystkie dźwięki w tonacji ale dla mnie był po prostu czymś innym i ciekawym. Pamiętam, że kiedy ten efekt się pojawił wszyscy wokół słuchali ulicznego rapu a dla mnie jako chłonnego jak gąbka dzieciaka to była prawdziwa rewolucja. Dzięki temu zrozumiałem, że można inaczej. Ogromny wpływ miał na mnie Lil Wayne, co zdecydowanie można było wyczuć w moich nagraniach z tamtego czasu.

Co sobie myślisz, kiedy widzisz jak wielu młodych raperów używa auto-tune'a?

Uważam, że jest to już lekka przesada. Ja zawsze używałem tego efektu jako instrumentu a nie jako patentu w zasadzie zastępującego cały pomysł na numer. Bo teraz niestety nie ma w tym żadnej treści a tylko ogólnie przyjęta rytmika przez co wszystkie nagrania są do siebie bardzo podobne. Ja sięgnąłem po ten efekt żeby czymś się wyróżnić i być lepszym niż moi koledzy, którzy mieli szybszy dostęp do wielu rzeczy. Być może brakuje mi trochę wyczucia czasu ale chyba zawsze tak jest, że ten przecierający szlak ma w jakimś sensie najgorzej. Ale nie narzekam – eksperymentujemy dalej.

 

 

To z czego wynika aktualna popularność tego efektu?

T-Pain parę lat temu wszedł "z buta" w mainstream i dzisiaj to ciągle oddziałuje. Jak w latach 90. w głównym nurcie były cięte sample to cały europejski rap brzmiał w ten sposób, więc wydaje mi się, że ten wszechobecny auto-tune to zwyczajnie znak czasu. Za chwilę pojawi się jakiś nowy patent i wszyscy go podejmą. Tak jak parę lat temu było z hashtagami – dzisiaj już tyle tego nie ma. Teraz coraz mocniej zaczyna się przebijać mieszanka ciężkiej elektroniki z rapem. I z tego co widzę to pojawia się to głównie u raperów, którzy mają przy sobie producentów grających imprezy jako DJ-e. Oni wiedzą co rusza ludzi i naturalnie chcą robić takie rzeczy. Rzecz jasna każdy na swój sposób ale tego typu brzmienia możemy usłyszeć na ostatnich projektach Białasa czy Żabsona.

Faktycznie, jeszcze niedawno rodzimi raperzy raczej unikali, takiej jak mówisz "ciężkiej" elektroniki.

Wydaje mi się, że ta muzyka jest dla niektórych zwyczajnie zbyt trudna. Niekiedy nawet moje ziomy mówią mi, że moje rzeczy są dla nich zbyt mało przystępne. Owszem doceniają je warsztatowo ale nie potrafią odnaleźć przyjemności w ich słuchaniu. Wolą pętle – dla nich rap to pętle. Zdaje sobie sprawę, że kiedy bity są bardziej rozbudowane to ten "repeat value" spada. Niektórzy mówią też, że moje rzeczy mają takie "łazienkowe" brzmienie, bo są tam krótkie reverby i szereg bardzo ostrych dźwięków. Jak pracowałem nad płytą "247365" to takie brzmienie bardzo mi odpowiadało ale teraz chciałbym nieco muzycznie się rozluźnić, bo to zboczenie na punkcie brzmienia trochę zabiło we mnie radość z robienia muzyki. Zmęczyłem się też moim domowym studiem, ponieważ spędziłem w nim w zasadzie całe ostatnie dwa lata. Potrzebuje lekkiego "odświeżenia" głowy – kupiłem nowy komputer, mam głośnik JBL i dużo miejsca na balkonie, więc w najbliższym czasie nie zamierzam spędzać zbyt wiele czasu w studiu. Na świeżym powietrzu pojawia się kompletnie inna energia i mam nadzieję, że będzie ona słyszalna na nowych rzeczach.

Już myślisz o kolejnym wydawnictwie?

Minęły dwa miesiące od premiery "247365" a mam już kilkanaście nowych numerów w wersjach roboczych. Część z nich trafi na nowy album, który planuje wydać w listopadzie. Pobocznie pracujemy z LOAA nad projektem 808Bros, na który też już mamy kilka produkcji. To są oczywiście na razie bazy i wszystko będzie dojrzewało przez najbliższe tygodnie ale tempo mamy dobre. Nowe wydawnictwa wypuszczał będę już ze swojego kanału, więc NNJL zacznie w końcu działać jako pełnoprawny i samodzielny label. Mam swoich podopiecznych a przez to, że dotychczas wypuszczałem moje rzeczy gdzieś indziej to w jakimś sensie oni przez to tracili. Skoro zobligowałem się, że będę pomagał w wydawaniu muzyki kolegów to muszę/chcę się tym zająć tak jak należy.

Pamiętam, że kiedy auto-tune się pojawił wszyscy wokół słuchali ulicznego rapu a dla mnie jako chłonnego jak gąbka dzieciaka to była prawdziwa rewolucja. Dzięki temu zrozumiałem, że można inaczej.

Projekt 808Bros swoją nazwą nawiązuje do Rolanda TR-808 – nie kusi cię żeby sięgnąć po prawdziwego Rolanda?

Szczerze mówiąc dotąd nie zastanawiałem się nad tym aby wejść w hardware. Ostatnie dwie płyty w całości były robione w Abletonie, wcześniej wokale rejestrowałem w Logicu – być może powinienem zmienić DAW, o tym ostatnio myślę. Generalnie jednak cenię sobie sytuacje, kiedy mogę wziąć komputer pod pachę i jechać gdzieś w Polskę by pracować nad muzyką. Zrobiłem kilka bitów na Push'u, gram też na nim DJ sety ale cenię go przede wszystkim za to, że podczas pracy nie muszę patrzeć w monitor. Jestem fanem eksperymentów, więc nie wykluczam, że za jakiś czas jeszcze jakiś sprzęt dojdzie. Aktualnie nie używam nawet klawisza, bo wszystko czego potrzebuje mam w Abletonie. Jednocześnie za każdym razem kiedy biorę się za robotę nad nowym projektem staram się aby był on inny od moich poprzednich wydawnictw  ale nie chcę iść do tyłu – jakbym teraz miał się uczyć np. obsługi MPC to tak jakbym nagle miał zacząć grać DJ sety na gramofonach.

Wspomniany LOAA pojawił się też na "247365" obok kilku innych twórców.

To prawda, poza nim przy ostatnim projekcie wspierał mnie jeszcze Robert Dziedowicz, Shdow, Enzu, Julas, Deemz i 2K. Każdy z nich miał inną rolę – niekiedy chodziło o aranż, innym razem o sound design, budowanie przestrzeni czy dorzucenie kilku elementów od siebie. Najwięcej pomagał mi LOAA, z racji tego że jest na miejscu i mogliśmy regularnie spotykać się na sesjach by pracować nad projektami.

Co najbardziej cenisz w takiej współpracy?

Ja generalnie lubię pracować z ludźmi, szczególnie "na żywo" w studio. W dobie internetu to nabiera dla mnie jeszcze większej wartości. W 808Bros nie dzielimy się specjalnie obowiązkami – projekty żyją swoim życiem. Siedzimy wspólnie nad każdym tematem. Większość z wymienionych przeze mnie producentów pracuje w Abletonie i dzięki pracy w jednym DAW’ie mamy sporo możliwości wzajemnego kontrolowania swoich projektów. Jeśli chodzi o współpracę z ludźmi, którzy mają wizję i potrafią schować ego do kieszeni – współpraca wychodzi zdecydowanie na plus, więc są to raczej nowe możliwości niż ograniczenia.

 

 

A jakie masz podejście do nagrywania wokali – bardziej "piosenkowe" czy na rapowo i "szesnastka" musi zostać położona na raz?

Szczerze mówiąc to w ogóle nie ma to dla mnie znaczenia a każdy numer powstaje nieco inaczej. To jest proces twórczy i wiele zależy od tego co ma być zawarte lub przekazane w danym numerze. Nieraz nagrywam tylko kilka wersów i od razu je składam, wrzucam efekty i kompresuje żeby "nastroić" się na pewien rodzaj brzmienia. To jak brzmi dany numer warunkuje tempo ale od niego też zależy w jaki sposób będzie leżała na tym liryka. Język polski niestety mocno nas ogranicza a ja jestem fanem eksperymentu na tym polu. Kiedyś faktycznie było tak, że jak nie nawinąłeś całej zwrotki na raz nazywali cię "lamusem", więc nawet jak miałeś się zadusić i wypaść z bitu to wszystko było nagrywane na raz. Niektórzy  nagrywali na raz całe numery z refrenami ale trzeba powiedzieć, że kiedyś ta muzyka była jednak dużo prostsza. Poza tym mieliśmy dużo mniejszą wiedzę a dzisiaj coraz więcej raperów chodzi na lekcje śpiewu, pracują nad przeponą czy emisją głosu. Do tego dochodzi rozwój techniki i coraz bardziej zaawansowane narzędzia hardware i software.

Twoje wokale zawsze były mocno procesowane.

Dokładnie. Lubię też kiedy wokale miksowane są w taki "IDM-owy" sposób. Na mojej ostatniej płycie jest sporo takich zabiegów a sam auto-tune jest raczej "wygładzaczem" niektórych słów. Starałem się też aby ten album był jak najbardziej przestrzenny, dlatego w dużej mierze korzystałem z efektów takich jak reverb czy delay, które grały ze sobą w łańcuchu. W zależności od tego w jakiej kolejności były ułożone uzyskiwałem różne efekty. W ostatnim czasie sporo słuchałem ciężkiej elektroniki  o której rozmawialiśmy i te wpływy są zapewne słyszalne w tym co robię.

Mówiłeś przed chwilą o "schowaniu ego w kieszeń" – masz świadomość swoich ograniczeń wynikających chociażby z tego, że jesteś muzycznym samoukiem?

Zdaje sobie sprawę, że brak wiedzy teoretycznej hamuje niektóre procesy produkcji. Może też przysparzać problemów, kiedy rozmawiasz z muzykami o konkretnych zabiegach, skalach czy tonacjach. Nie powiedziałbym jednak, że brak wiedzy to ograniczenia. Do wszystkiego można dojść metodą prób i błędów, przy okazji ucząc się z różnego rodzaju tutoriali, którymi zasypują nas na YouTube, stronach producentów DAW i VST czy też na forach muzycznych i produkcyjnych.